Witam wszystkich. Postanowiłam opisać swoją historię. Nie dlatego, żeby kogoś ostrzegać. Osobiście uważam, że jeśli ktoś ma duże predyspozycje do zachorowania a w jego życiu coś nie gra, kolejna smutna historia z wielkim czerwonym "WARNING" w tytule nic nie da, albo wręcz wywoła efekt dokładnie odwrotny. Piszę, bo aktualnie nie mam z kim o porozmawiać o swoim problemie, a naprawdę panicznie boję się iść do matki i powiedzieć jej, że po raz kolejny potrzebuję pomocy. Piszę, bo mam nadzieję, że zrobi mi się przez to lepiej. I dlatego, że lubię pisać. Na anę po raz pierwszy zachorowałam w wieku 15 lat. Przyczyny? Perfekcjonizm, stuprocentowa kontrola ze strony rodziców, ogólne problemy z rodzicami, problemy ze znajomymi w szkole, molestowanie seksualne, kompleksy (które początkowo właściwie oscylowały bardziej w stronę cery i problemów z cerą niż wagi). Zawsze uważałam się za grubą, chociaż nigdy taka nie byłam, waga zawsze była może 3-4 kilo ponad idealną dla mojego wzrostu. Nigdy w życiu nie usłyszałam, że jestem "gruba", albo chociażby "pulchna". Ale też nigdy nie usłyszałam, że jestem "piękna". Nigdy nawet nie usłyszałam, że mam prawo być "szczęśliwa". Że mam prawo do "przyjemności". Zawsze byłam przeciętna. Przeciętnie ubrana. Przeciętny wzrost. Nudna. Nietowarzyska. W szkole oczywiście same piątki i szóstki. Wzorowe zachowanie. Ponad wiek dojrzała. I tak dalej. Psychicznie to był koszmar. Nienawidziłam siebie. Nienawidziłam tego, że nie mam swojego zdania, że nie umiem go bronić. Nienawidziłam swojej słabości, uległości, tego, że się bezwiednie poddaję kontroli rodziców. Wieczne wyrzuty sumienia i strach, że ich zawiodę. I samotność. Wieczna samotność. Pamiętam pierwszą dietę odchudzającą. Magiczne uczucie lekkości. Uzależniające uczucie kontroli. Wkrótce odkryłam, że to jest coś, czego nikt mi nie może zabrać. Czego nikt mi nie może zabrać. Byłam gotowa na wszystko, żeby tylko triumfować nad matką, która nagle nie mogła absolutnie NIC zrobić, żeby mnie zatrzymać. Uzyskałam coś, czego nie mogłam uzyskać przez całe lata w inny sposób. I nie obchodziła mnie cena, bo nie miałam absolutnie nic do stracenia. Tymczasem z brzydkiego kaczątka przeradzałam się w łabędzia. W większym skrócie, trafiłam na terapię. Jedną, drugą. Nabrałam pewności siebie, poradziłam sobie w większością dawnych problemów. Nauczyłam się rozmawiać z matką, na tyle, na ile to było możliwe. Pojednałam się z ojcem. Zakochałam się i miałam pierwszego poważnego faceta. Zaczęłam chodzić na imprezy, znalazłam sobie znajomych. Z szarej myszki przerodziłam się w przebojową pannę z wyrazistą osobowością. Nauczyłam się śmiać. Ostatni rok liceum wspominam jako najlepszy w życiu. Nie mogę powiedzieć, że wyeliminowałam wszystkie stare nawyki, ale generalnie pomijając krótkie epizody, które można spokojnie zwalić na sytuacje stresowe, miałam 3 lata świętego spokoju od ED. Aż do niedawna. Nie wiem od czego się zaczęło. Albo raczej, nie wiem, kiedy zaczęło mi się to nawarstwiać i kiedy zrobiło się tego za dużo. Jestem osobą, która bardzo dużo nad sobą pracuje i wkłada w to bardzo dużo energii. Nie wiem, co sprawiło, że się załamałam. Pójście na studia, na których okazało się że nie jestem taka wybitna? Potrafiłam to przełknąć, pogodzić się z tym, wyluzować. Złamane serce? Na własne życzenie poniekąd, mam tendencje do wybierania facetów, którzy mnie krzywdzą i odrzucania tych dobrych. Stracone przyjaźnie, przyjaciółki, dla których totalnie przestałam się liczyć, nie wspominając o naśmiewaniu się ze mnie? Nawrót problemów z cerą? Wszystko na raz. I nie miałam siły, żeby zmierzyć się z tym, co czuję. Chciałam to kontrolować. Zabić wszystkie emocje. Wróciły dawne myśli. Nie jesteś niczego warta. Nie zasługujesz na miłość. Jesteś beznadziejna, głupia, leniwa. Nic nie potrafisz i nie poradzisz sobie w życiu. Oczywiście zaczęłam chudnąć. Znikać w tłumie. Gram na zwłokę, jem często na pokaz, waga jest wciąż w normie (co mnie denerwuje, chociaż ciuchy już wiszą), ale matka już i tak się zorientowała, co się dzieje. Wieczne pretensje, które nie ułatwiają sprawy, a tylko dają poczucie, że ją zawiodłam. Wiem, że niedługo dotrę do granicy, w której skończy się zapobieganie i zacznie się chorowanie/leczenie. Tylko że ja totalnie nie mam motywacji, żeby cokolwiek z tym zrobić. Kiedy po raz pierwszy szłam na terapię, miałam nadzieję, że jak to skończę, to będę szczęśliwa. Nie wyszło mi to całe szczęście. Aktualnie nienawidzę siebie, nienawidzę swojego życia. Nie, nie jest ok. Mój boże. To brzmi jak jakieś żenująco dramatyczne wołanie o pomoc, w dodatku w internecie, podczas gdy to, co robię tutaj, po drugiej stronie, jest jak planowanie powolnego samobójstwa. No ale niech będzie! Proszę o pomoc. Albo raczej dystans do mnie. Kopa w dupę do pracy. Radę. Cokolwiek.
Pytanie zadane przez i....ka@gmail.com
Na pytania naszych użytkowników odpowiadają lekarze, psychologowie i dietetycy. Odpowiedź otrzymasz średnio od 4 do 24 godzin.
Jak tylko przeczytalam twoja wypowiedz poczulam jaki potworny bol w sobie nosisz. Widze ze pisalas to juz jakis czas temu , powiedz jak teraz jest? Chociaz szczerze mowiac watpie zebys mi odpisala.. Momentami opisywalas nie tylko siebie ale i mnie i wiele innych dziewczyn, wiecznie Niezadowolone z siebie, na wlasne zyczenie odpychajace ludzi nawet tych ktorzy nas kochaja. Pozniej poczucie o calym bezsensie swiata, naszego istnienia, mysli po co zyc przeciez to jest bez sensu i sensu odszukujesz w niejedzeniu, bo tak na prawde wiesz ze wtedy znikasz.. Podswiadomie tego pragnies, byc niewidoczna dla ludzi w koncu i tak ich nie obchodzisz, nie czujesz wiezi z nimi. I w ten sposob stajesz sie okropnym egoista ale nie umiesz albk nie chcesz tego zmieniac bo jest ci teraz tam cudownie. pomoca jest drugi czlowiek, byc moze to osoba z twojego otoczenia ktora do tej pory odrzucalas a ktora dla
Ciebie poswiecilaby zycie a byc Moze musisz sie za taka osoba rozejrzec, nie wiem. Ale jej wsparcie okaze sie bardzo wazne.
Witam! Mam 13 lat, ważę 49 kg przy 173 cm wzrostu. Niedawno stanęłam przed lustrem i stwierdziłam, iż jestem gruba. Rozpoczęłam poszukiwanie diet, blogów i porad na temat odchudzania. Natrafiłam ...
Witam! Mam 14 lat, 158 wzrostu i ważę 44 kg. Mam anoreksję już od 1,5 roku. Zaczęło się od niewinnego odchudzania, czyli: ograniczenie słodyczy, jedzenie dużej ilości warzyw i owoców. Później ...
Witam! Jestem siostrą anorektyczki (wzrost 170cm, waga 44kg). Była na konsultacji u psychologa, jest w fazie diagnostycznej. Mieszkamy razem. Nie wiem co robić, żeby jej pomóc. Boję się, że mnie ...
10-letnia wnuczka, waga 25 kg, żywa, bezproblemowa, jednakże martwi mnie jej brak apetytu, wręcz jadłowstręt. Rosół je widelcem, żadnej innej zupy, suche ziemniaki, kotlet mielony, frytki, placki ...
Witam, mam następujący problem: w wyniku odchudzania straciłam okres na 7 miesięcy. Po kilku miesięcznej kuracji hormonalnej udało się go odzyskać. Po odstawieniu hormonów samoistnie wystąpił dwa ...
Dzień dobry! Jako zrozpaczonym mąż zwracam sie do państwa po pomoc. Mam podstawy przypuszczać, że żona jest anorektyczką. Nie stało się to z dnia na dzień - ale że nie przebywam na co dzień w domu ...
Moja bardzo dobra koleżanka ma anoreksję. Jeszcze niedawno sama na to chorowałam i wiem, co ona przechodzi. Tylko, że kiedy szczerze z nią o tym rozmawiam i jej mówię, jak to jest (pobyt w ...
Mam 15 lat 170 cm i od dwóch miesięcy ważę 37 kilo. Moje BMI wynosi 13 co wskazuje na wyniszczenie organizmu. Przez 2 miesiące schudłam ok. 8 kilo. Nie mam jeszcze w ogóle miesiączki. Jestem ...
Mam 15 lat, 170 cm wzrostu i ważę 37-38 kg. Wiem, że moje BMI wynosi ok. 13 (anoreksja i leczenie szpitalne). Owszem, schudłam w ciągu 2 miesięcy ok. 8 kg i swoją obecną wagę utrzymuję już przez ...
Witam. Zacznę od tego, że popadłem w bulimię. Mam 168 cm wzrostu, ważyłem 37 kg. Oczywiście przytyłem i ważę teraz 54 kg. Zauważyłem zanik na paznokciach tego białka - nie wiem dokładnie, jak to ...
Zaczęło się od wakacji zeszłego roku. Postanowiłam schudnąć, ale nie nazywać tego szumnie dietą, nie ogłaszać się z tym zbytnio nikomu - niech widoczne będą efekty. Najpierw po prostu ...
Witam. Od okoł0o pół roku żyję ciągle w stresie, przez co mam problemy z jedzeniem. Nie mogę jeść, nie mam apetytu i nie potrafię się zmusić. Ważę 45 kg przy wzroście 159 cm. Powodem moich stresów ...
Dziennie spożywam ok. 700-800kcal i wystarcza mi to dodatkowo ćwiczę ok. 1,5h i chudnę. Ile mogę spożywać kcal bez żadnego wysiłku fizycznego. Teraz mam wakacje i mogę sobie pozwolić na to, ale ...
Mam 16 lat, ważę 53 kg, chociaż do niedawna było ich 49, ale przez napady jedzenia znów waga skoczyła i tak jest już od bardzo dawna. Gdy już czuję, że nie mieszczę się w spodnie o rozmiarze S, to ...
Witam. Potrzebuję porady. Rok temu wykryto u mnie cukrzycę i od tego momentu ciągle jestem na diecie, a po jakimś czasie mam napady głodu. Nie chcę przytyć, chociaż mam już 5 kg więcej (171 cm i ...
Witam serdecznie! Mam 23 lata, bulimia towarzyszy mi od 6 lat, różnie z nią bywało - ale śmiało mogę powiedzieć, że wymioty na stałe wpisały się w mój plan dnia. Najczęściej - przez dłuższe okresy ...
Witam Serdecznie! Pokrótce opiszę swoją historię. Otóż w roku 2008 ważyłem jeszcze 104,5 kg przy wzroście +/- 185 cm. Byłem strasznie otłuszczonym chłopakiem. Grube uda, duża pupa, duży brzuch i ...
Mam 17 lat! 164 cm wzrostu i ważę 47 kg, ważyłam już 46,3, ale przytyłam. Chociaż w ostatnich dniach waga znowu waha się ku dołowi. Cały czas kurczowo ją kontroluję, obawiam się, że przytyję za ...
Witam! Mam 22 lata, ważę 54 kg i mam 170 wzrostu. W ciągu roku schudłam 45 kg. Odchudzałam się od kwietnia 2010 do marca 2011 roku z wagi 99 kg spadłam do wagi 54. Miesiączka zanikła już przy ...
Witam! Mam 17 lat, aktualnie ważę 47,7 kg przy 154 cm wzrostu. Czytałam wiele na temat zaburzeń odżywiania - jednak nie wiem czy cierpię na bulimię, kompulsywne objadanie się, a może nic mi nie ...
Komentarze (komentowanie tymczasowo wyłączone)
Jak tylko przeczytalam twoja wypowiedz poczulam jaki potworny bol w sobie nosisz. Widze ze pisalas to juz jakis czas temu , powiedz jak teraz jest? Chociaz szczerze mowiac watpie zebys mi odpisala.. Momentami opisywalas nie tylko siebie ale i mnie i wiele innych dziewczyn, wiecznie Niezadowolone z siebie, na wlasne zyczenie odpychajace ludzi nawet tych ktorzy nas kochaja. Pozniej poczucie o calym bezsensie swiata, naszego istnienia, mysli po co zyc przeciez to jest bez sensu i sensu odszukujesz w niejedzeniu, bo tak na prawde wiesz ze wtedy znikasz.. Podswiadomie tego pragnies, byc niewidoczna dla ludzi w koncu i tak ich nie obchodzisz, nie czujesz wiezi z nimi. I w ten sposob stajesz sie okropnym egoista ale nie umiesz albk nie chcesz tego zmieniac bo jest ci teraz tam cudownie. pomoca jest drugi czlowiek, byc moze to osoba z twojego otoczenia ktora do tej pory odrzucalas a ktora dla
Ciebie poswiecilaby zycie a byc Moze musisz sie za taka osoba rozejrzec, nie wiem. Ale jej wsparcie okaze sie bardzo wazne.