Trwa ładowanie...

Aktor Andrzej Wejngold o walce z koronawirusem i powikłaniami. COVID zaatakował płuca i wątrobę

Film nagrany przez Andrzeja Wejngolda podczas pobytu w szpitalu jest jednym z bardziej poruszających świadectw osób, które walczyły z COVID-19. Mężczyzna przyznaje, że wcześniej nie wierzył w zagrożenie, a maseczkę nosił, żeby uniknąć mandatu. Los z niego zadrwił. Wirus zaatakował nie tylko jego płuca, ale również wątrobę.

Artykuł jest częścią akcji Wirtualnej Polski #DbajNiePanikuj

1. Miał COVID. Schudł 14 kilogramów

Andrzej Wejngold ma 49 lat. Zachorował ponad miesiąc temu. Sam przyznaje, że pierwsze objawy choroby ignorował, nie brał pod uwagę, że koronawirus może go dotknąć.

(arch. prywatne)

- Pierwsze objawy przypominały przeziębienie. Kupiłem w aptece gripex oraz inne środki dostępne bez recepty i próbowałem się leczyć na własną rękę. Temperatura ciągle rosła, a ja miałem problem, żeby ją zbić. Bóle były coraz większe, do tego zacząłem mieć taki płytki oddech i duszności. Nie miałem jeszcze kaszlu. Ale wtedy COVID w ogóle nie przychodził mi do głowy, zakładałem, że on mnie dotyczy - mówi Wejngold.

Kiedy temperatura nie chciała spaść, mężczyzna zaczął podejrzewać, że to nie jest zwykła infekcja.

- Maksymalnie miałem 39,4 stopnia, ale nie wierzyłem, że to może być prawda. W pewnym momencie stwierdziłem, że mój termometr pewnie jest zepsuty i poprosiłem siostrę, żeby kupiła mi nowy. Trzymałem ręcznik w lodówce i robiłem okłady, brałem chłodne prysznice, ale to nie pomagało. Gdzieś tam przysypiałem, traciłem świadomość, nie wiedziałem, która jest godzina, jaki mamy dzień - tak wyglądały jego pierwsze dni walki z chorobą.

(arch. prywatne)

Kiedy trafił do szpitala, był w stanie ciężkim. Musiał mieć podany tlen. Na szczęście obyło się bez respiratora. Łącznie spędził w szpitalu 19 dni.

- Najpierw wykonano mi testy na grypę i koronawirusa, na wynik tego drugiego czekałem w izolacji dobę. I po tym czasie przyszedł lekarz i powiedział, że to jest COVID i że szukają dla mnie miejsca w jakimś szpitalu w województwie i zostanę do niego przewieziony. Wtedy to dopiero do mnie dotarło. Przewieziono mnie do szpitala w Elblągu. To było długich 19 dni - wspomina Andrzej Wejngold.

(arch. prywatne)

- Ból był okropny, tak jakby ktoś tłuk mnie kijem z każdej strony, każde drżenie mięśnia to był jeden wielki ból, jakby uderzyć paluchem od nogi w metal. Nie raz byłem chory, ale nigdy czegoś takiego nie przechodziłem. Nie miałem kompletnie apetytu, głównie piłem wodę. Ciężko mi było zrobić kilka kroków. Wyczynem było dojście do łazienki. Kręciło mi się w głowie, miałem wrażenie, że bolą mnie nawet czubki włosów. Psychicznie też nie byłem w najlepszym stanie - opowiada aktor.

2. Pokonał COVID-19, ale teraz walczy z powikłaniami. Wirus zaatakował wątrobę

Podczas choroby schudł 14 kilogramów. Skutki COVID-19 odczuwa do dziś. Nadal jest bardzo osłabiony. Okazuje się, że choroba pozostawiła swoje powikłania i zaatakowała nie tylko płuca, ale i wątrobę. Lekarze nie pozostawiają złudzeń, że powrót do formy sprzed choroby zajmie wiele miesięcy.

(arch. prywatne)

- 14 kg w moim przypadku to dużo. Kiedy uprawiałem sport, miałem problem, żeby zrzucić chociaż kilogram, więc czuję się mocno osłabiony, szybko się męczę. Dystans, który wcześniej pokonywałem w 20 minut, teraz zajmuje mi 40.

- Będę miał kontrolę w poradni chorób płuc. Jeśli chodzi o wątrobę, to kiedy wychodziłem ze szpitala, te wyniki nie były najlepsze. Nie wiem, dlaczego akurat te narządy zaatakował wirus. Wcześniej nie miałem żadnych problemów z wątrobą, bo badam się regularnie. Mam chorobę współistniejącą Leśniowskiego-Crohna, o której nigdy wcześniej publicznie nie opowiadałem, więc mój układ immunologiczny nie jest taki, jak u w pełni zdrowego człowieka. Przypuszczam, że to mogło spowodować, że ten przebieg był u mnie taki ciężki.

- W tej chwili biorę dwadzieścia tabletek dziennie. Kuracja ma trwać 2-3 miesiące. Tak naprawdę lekarz powiedział mi wyraźnie: "nie znamy tej choroby, nie wiemy, jakie mogą być późniejsze następstwa i skutki. Proszę się nie przerażać, że to będzie trochę trwało. Z dnia na dzień nie wróci pan do formy sprzed COVID-u".

3. Aktor trafił do szpitala

Aktor mieszka w 15-tysięcznym Lidzbarku Warmińskim i był 13 osobą, która zachorowała w powiecie. Z perspektywy czasu przyznaje, że on i jego znajomi żyli w szklanej bańce - zakładając, że u nich koronawirusa nie ma.

- Nasze województwo liczy mniej mieszkańców niż sama Warszawa. Warmia i Mazury przez długi czas był taką zieloną wyspą bez COVID-u. Nie znałem nikogo, kto by zachorował. Straszne jest też to, co robili rządzący. Najpierw ostrzegają, że to coś starszego, my się dostosowujemy, zamykają lasy przy 300 zachorowaniach, potem słyszymy, że wirus jest już niegroźny. Na początku pamiętam, że traktowałem to serio, nosiłem rękawiczki, ale później maseczkę zakładałem tylko po to, żeby nie dostać mandatu. Ta czujność, gdzieś została uśpiona. Nie znałem nikogo, kto by zachorował. Aż do momentu, kiedy trafiłem do szpitala, nie przychodziło mi do głowy, że to może być COVID - przyznaje Andrzej Wejngold.

4. Aktor nagrał w szpitalu film

Andrzej Wejngold nagrał podczas pobytu w szpitalu poruszający film, w którym ostrzega innych przed zakażeniem. Popularność nagrania była dla niego szokiem.

(arch. prywatne)

- Nie znałem skali tego udostępniania. Któregoś dnia przyszła do mnie pielęgniarka i mówi, że wiele przeżyła, ale ja powaliłem ją na kolana, siedziała z mężem i ryczała. Zapytałem, o co chodzi, a ona, że wszyscy dzwonią do szpitala i chcą się ze mną skontaktować.

"To, co tutaj widzę, to co się dzieje za tymi drzwiami, to jest coś, czego nikomu nie życzę oglądać. Tutaj ludzie umierają, tutaj walczą nie tylko o zdrowie. Tutaj nikt nie wybiera peselu. Tu leży dziewczynka z matką. Ma 13 lat, mają problem z oddychaniem" - mówi na nagraniu.

Zobacz film: "Andrzej Wejngold opowiada o walce z COVID-19 i ostrzega innych"

Najbardziej bolesne było to, że po nagraniu był atakowany. Wielu zarzucało mu, że udaje, że jest wynajęty, albo zrobił to dla pieniędzy. Ktoś napisał nawet, że w jego oczach odbija się ekipa filmowa.

- Wszyscy oparli się na tym, że skoro jestem aktorem, to gram. To śmieszne. Każdy może zachorować, tu nie ma warstwy społecznej, covidowcy to jest jedna rodzina. Zaważyły emocje, coś we mnie pękło, jak pomyślałem o tych wszystkich ludziach, którzy nie uważają, a obok mnie komuś COVID zamknął oczy. To był wyraz tego, co w danym momencie czułem. Nie byłbym w stanie tego zagrać.

- Jedyne co możemy teraz zrobić, to zadbać o siebie i najbliższych - apeluje Andrzej Wejngold.

Masz newsa, zdjęcie lub filmik? Prześlij nam przez dziejesie.wp.pl

Rekomendowane przez naszych ekspertów

Polecane dla Ciebie

Pomocni lekarze

Szukaj innego lekarza

Komentarze

Wysyłając opinię akceptujesz regulamin zamieszczania opinii w serwisie. Grupa Wirtualna Polska Media SA z siedzibą w Warszawie jest administratorem twoich danych osobowych dla celów związanych z korzystaniem z serwisu. Zgodnie z art. 24 ust. 1 pkt 3 i 4 ustawy o ochronie danych osobowych, podanie danych jest dobrowolne, Użytkownikowi przysługuje prawo dostępu do treści swoich danych i ich poprawiania.