Trwa ładowanie...

Apel lekarzy rodzinnych do Ministerstwa Zdrowia. Dr Sutkowski tłumaczy

Sytuacja w Polsce związana z koronawirusem staje się coraz bardziej dramatyczna. Poluzowanie środków ostrożności, powrót dzieci do szkół oraz liczne wesela i przepełnione kurorty doprowadziły do rekordu zakażeń. Ministerstwo Zdrowia wprowadziło zmiany w rozporządzeniu w sprawie postępowania w pandemii. Niezadowoleni są z tego faktu nie tylko lekarze chorób zakaźnych, ale również lekarze rodzinni. Wystosowali list otwarty do ministerstwa, mając nadzieję, że jakoś się uda pogodzić jednych i drugich.

Zobacz film: "Prof. Flisiak o testach na koronawirusa"

1. List otwarty lekarzy rodzinnych

List odnosi się do regulacji zmieniającej rozporządzenie w sprawie chorób zakaźnych powodujących powstanie obowiązku hospitalizacji, izolacji lub izolacji w warunkach domowych oraz obowiązku kwarantanny. Obecne regulacje mówią wyraźnie, że tylko w przypadku wystąpienia czterech objawów koronawirusa lekarz może skierować pacjenta na badania.

"Sprzeciwiamy się stanowczo decyzji by zlecenie na badania w kierunku SARS-CoV-2 w następstwie teleporady dostawał wyłącznie pacjent, który spełnia wszystkie cztery kryteria: gorączka, kaszel, duszność, utrata węchu lub smaku. Takich pacjentów jest stosunkowo niewielu w porównaniu z pacjentami skąpoobjawowymi" – piszą lekarze.

W rozmowie z WP abcZdrowie dr Michał Sutkowski, prezes Warszawskich Lekarzy Rodzinnych, opowiedział o chaosie, jaki wprowadza obecny system.

- Możemy kierować poprzez teleporadę tylko tych pacjentów, którzy mają cztery objawy. To jest taki wymóg i tylko to możemy. Resztę pacjentów, czyli jakieś 95 proc., w przypadku podejrzenia trzeba kierować do przychodni. To jest diametralnie różne od tego, co mówiono cały czas. Był prosty przekaz: "masz COVID-19 to siedź w domu, kontaktuj się z sanepidem, zrobiony zostanie test i na tej podstawie będziemy cię dalej kierować". Teraz jest sytuacja taka, że jeżeli masz podejrzenie COVID-u, to musi cię lekarz zaprosić do przychodni - mówi dr Sutkowski. - To po pierwsze mija się z celem, ponieważ pacjent nie wie, czy jest zakażony, więc pojedzie sobie tramwajem i zarazi wszystkich dookoła. Po drugie w przychodni, która ma być dla wszystkich non stop otwarta, spotka innych pacjentów i też wszystkich zarazi. Jeżeli zarazi personel, to wszyscy idą na kwarantannę. W efekcie w promieniu 15 km nie będzie lekarza. No to przecież nie o to chodzi - dodaje.

Ekspert tłumaczy, że chodzi o to, by dać lekarzowi możliwość testowania pacjentów wtedy, kiedy uzna to za stosowne. Fizyczne badanie nie ma sensu, ponieważ objawy zakażenia koronawirusem są podobne do wielu różnych chorób i można je odróżnić, wykonując test.

- W momencie, kiedy lekarz ma bardzo duże podejrzenie, że to jest koronawirus, powinien mieć prawo do tego, by móc decydować o tym, kiedy robić test, a kiedy go nie robić. Inaczej naraża siebie, innych pacjentów i wszystkich wokół na zakażenie. Wtedy zaczyna się problem – dodaje.

2. Cztery objawy koronawirusa

Według danych, zakażonych, którzy mają te wszystkie cztery objawy na raz, jest ok. 3-6 proc. Dr Sutkowski zwraca uwagę również na problemy organizacyjne. Pacjenci są zdezorientowani.

- Od dwóch tygodni bardzo źle działa aplikacja gabinet.gov.pl, przez którą testowaliśmy. Źle działa współpraca z sanepidem, lekarzami chorób zakaźnych, transportem sanitarnym. Trzeba tę sytuację ogarnąć. Powiedzieć ludziom, gdzie, kiedy i na jakich zasadach mają z tego systemu korzystać. Ludzie są w tej chwili ogłupiali przez te wszystkie sprzeczne informacje. Oni nie wiedzą, gdzie dzwonić – mówi dr Sutkowski.

Ekspert odniósł się również do sytuacji lekarzy chorób zakaźnych. Przedstawiciele tej specjalizacji wyrazili już swoje opinie w rozmowie z ministrem zdrowia. Uważają, że przerzucanie odpowiedzialności z sanepidu na lekarzy, którzy mają badać pacjentów w przychodni, rejestrować ich w systemie i samodzielnie określać kto jest kierowany do szpitala, a kto na kwarantannę, jest bardzo złe.

- "Zakaźnicy" byli u ministra zdrowia i przeciw tym zapisom się buntują. Mają dużo racji. Tylko jeżeli my mamy leczyć pacjenta covidowego, to my też chcemy zostać wysłuchani. Nasze racje są takie, że jeżeli ja mam go leczyć, to powinienem mieć dwie ścieżki. Jedną do szpitala, w każdej sytuacji, żeby ten pacjent mógł jechać, kiedy będzie pogorszenie. Drugą, kiedy lekarz chorób zakaźnych będzie dostępny na konsultacje dla takiego pacjenta. Na razie nie wiadomo, gdzie chorego wysłać. Tych lekarzy nie ma w przychodniach przyszpitalnych powiatowych, a w wojewódzkich jest bardzo mało. Krótko mówiąc, ta strategia tworzy chaos – mówi dr Sutkowski.

W związku z tym chaosem lekarze rodzinni zdecydowali się napisać list do ministra zdrowia.

- Jesteśmy umówieni na rozmowę z ministrem na 1 października o 10:00. Ustalone to zostało już w zeszłym tygodniu, w weekend, jak obradowaliśmy w Krakowie jako delegaci i zarząd główny kolegium lekarzy rodzinnych w Polsce – mówi ekspert.

Lekarze POZ apelują również do pacjentów.

- Zachęcamy pacjentów do tego, żeby (przepraszam za wyrażenie) zaczęli się leczyć. Muszą zrozumieć, że potrzebna jest teleporada, ale jako forma pierwszego kontaktu. W trakcie tej teleporady próbujemy ustalić jak najlepsze postępowanie. Jeżeli wymaga to osobistego spotkania, to trzeba ustalić termin wizyty. Odpowiedzialni za tych naszych chorych, nie tylko covidowych pacjentów, musimy z nimi rozmawiać i chcemy, żeby to tak wyglądało - mówi dr Sutkowski.

Masz newsa, zdjęcie lub filmik? Prześlij nam przez dziejesie.wp.pl

Polecane

Polecane dla Ciebie

Pomocni lekarze

Szukaj innego lekarza

Komentarze

Wysyłając opinię akceptujesz regulamin zamieszczania opinii w serwisie. Grupa Wirtualna Polska Media SA z siedzibą w Warszawie jest administratorem twoich danych osobowych dla celów związanych z korzystaniem z serwisu. Zgodnie z art. 24 ust. 1 pkt 3 i 4 ustawy o ochronie danych osobowych, podanie danych jest dobrowolne, Użytkownikowi przysługuje prawo dostępu do treści swoich danych i ich poprawiania.