Trwa ładowanie...

Czy koronawirus może powodować bezpłodność u mężczyzn? Wyjaśnia dr Marek Derkacz

Naukowcy z Wuhan opublikowali raport, w którym ostrzegali, że koronawirus może prowadzić do zaburzeń płodności u mężczyzn. Po kilku godzinach został on usunięty z sieci. Oficjalnie tłumaczono, że są to wyłącznie spekulacje niepotwierdzone konkretnymi badaniami. Jednak wielu ekspertów przyznaje, że u chorych na COVID-19 mogą rzeczywiście pojawić się problemy z nasieniem.

Zobacz film: "Dr Łukasz Rąbalski wyizolował genom koronawirusa SARS-CoV-2 od polskiego pacjenta"

1. Czy jądra są kolejnym organem podatnym na atak koronawirusa?

Odkrycie chińskich naukowców z Centrum Medycyny Rozrodu Szpitala w Tongji pod kierownictwem prof. Li Yufenga może budzić niepokój, zwłaszcza że mowa w nim o długofalowych skutkach uszkodzenia jąder. Dr Marek Derkacz, MBA - lekarz, specjalista chorób wewnętrznych, diabetolog i endokrynolog uspokaja, wyjaśniając, że bardziej prawdopodobne jest, że wirus może tylko czasowo zaburzyć płodność u mężczyzn, wpływając m.in. na jakość nasienia. Zdaniem eksperta te zmiany powinny minąć u osób, które przeszły COVID-19 po ok. trzech miesiącach.

Katarzyna Grzęda-Łozicka, WP abcZdrowie: Czy koronawirus może powodować bezpłodność u mężczyzn?

Dr n. med. Marek Derkacz: Obecnie nie dysponujemy dowodami, które upoważniałyby nas do stwierdzenia, że konsekwencją choroby będzie nieodwracalne uszkodzenie jąder i trwała bezpłodność. Niektórzy chińscy naukowcy rzeczywiście sugerowali taką możliwość u części chorych. Natomiast ich sugestie oparte były na analogii wirusa SARS-CoV-2 z wirusem SARS-CoV-1, bo wirusy te mają pewne cechy wspólne. Wirus SARS-CoV-1 był przyczyną epidemii w 2002 i 2003 roku. Wówczas rzeczywiście opisano w pojedynczych badaniach uszkodzenia jąder u mężczyzn z ciężkim przebiegiem choroby. Do pełnej oceny wpływu wirusa potrzebny jest czas.

Jeżeli chodzi o produkcję plemników, to okres od momentu, kiedy komórka macierzysta – spermatogonia przekształci się w dojrzałego plemnika, trwa ok. 72-74 dni, dla bezpieczeństwa – jeżeli chodzi o "odczekanie" lub "przeleczenie" często posługujemy się okresem trzech miesięcy.

Czy wirus SARS-CoV-2 może atakować jądra w podobny sposób, jak to ma miejsce w przypadku płuc czy serca?

Wirus SARS-CoV-2 m.in. za pośrednictwem receptora ACE2 dostaje się do naszego organizmu. Receptory te występują w dużych ilościach m.in. w płucach, sercu i nerkach, stąd najczęściej dochodzi do ciężkich objawów ze strony tych narządów. Już jakiś czas temu dowiedziono, iż jądra cechują się dość dużą ekspresją receptora ACE2. Jednakże w opublikowanych pracach dotyczących obecnej pandemii nie opisywano przypadków osób z zapaleniami jąder wywołanymi przez wirusa. Najprawdopodobniej wynika to z faktu, że wirus, by dostać się do niektórych komórek, potrzebuje dodatkowego białka, a nie wyłącznie receptora ACE2.

W przypadku COVID-19 wiemy na razie, że wirus również może mieć pewien wpływ na jądra. Na pewno jest to wpływ krótkoterminowy, u którego podstawy leży towarzysząca chorobie wysoka gorączka. Prowadzi ona do zaburzeń procesu wytwarzania plemników, czego konsekwencją może być przejściowa utrata lub znaczne pogorszenie płodności. Być może zupełnie podobne, jak to obserwowane po grypie.

Czyli wirus może wpływać na jakość nasienia?

W przypadku COVID-19 gorączka występująca w przebiegu choroby może przyczyniać się do przejściowego zmniejszenia liczby i pogorszenia ruchliwości plemników. Wydaje się jednak, że ten efekt obniżający męską płodność jest przejściowy i odwracalny.

Jeżeli chodzi o wpływ koronawirusa na pogorszenie płodności, a nawet wystąpienie przejściowej bezpłodności to trafnym wydaje się porównanie skutków infekcji do efektów wywołanych przez kąpiel w wodzie o zbyt wysokiej temperaturze. Jeżeli mężczyzna pozwoli sobie na gorącą i długą kąpiel w wannie, powinien liczyć się z tym, że z pewnością niekorzystnie wpłynie to na parametry jego nasienia, prowadząc nawet do przejściowej niepłodności.

Czy to oznacza, że osoby, które przechodzą zakażenie koronawirusem powinny odłożyć na jakiś czas plany powiększenia rodziny?

Jeżeli ktoś zachorował na COVID-19, a miał plany prokreacyjne, to radziłbym tak jak większość światowych towarzystw naukowych, żeby się wstrzymać. Warto również zbadać jakość nasienia, aby w razie potrzeby zastosować odpowiednią terapię. Dzięki temu możemy zwiększyć szansę na zapłodnienie.

Spermatogeneza trwa około 72-74 dni. Parom starającym się o potomstwo radziłbym odczekać okres pełnych 3 miesięcy od zakończenia choroby. Wówczas mamy pewność, że doszło do pełnej wymiany "pakietu" starych plemników na nowe. W przeciwnym wypadku nie możemy do końca wykluczyć wystąpienia nadmiernej fragmentacji chromatyny plemnikowej. Następstwem połączenia komórki jajowej z takim plemnikiem może być nieprawidłowy podział już na etapie zygoty. Nie można równie wykluczyć, że u płodu może być nieco zwiększone ryzyko wystąpienia wad genetycznych. Aczkolwiek w mojej opinii jest to mało prawdopodobne.

Raport przygotowany przez chińskich naukowców ze szpitala w Wuhan, który mówił o tym, że koronawirus może powodować bezpłodność, zniknął z sieci po kilku godzinach. Czy był mało wiarygodny, czy niewygodny?

Władze, które zadecydowały o usunięciu tego raportu, oficjalnie tłumaczyły to faktem, że założenia naukowe autorów nie miały potwierdzenia w badaniach, bo takich niestety jeszcze nie robiono. A więc oficjalnie zarzucono im, że praca była oparta tylko na spekulacjach. Z informacji wówczas publikowanych w prasie wynika, że raport wywołał spore zamieszanie i został szybko rozpowszechniony za pośrednictwem mediów społecznościowych, wywołując wśród młodzieży niemałą panikę. Być może miało to też jakiś pozytywny aspekt, bo mniej młodych ludzi łamało przepisy dotyczące izolacji.

Chińscy naukowcy w tej pracy wyrazili obawy, że u chorych, którzy przechodzą ciężką postać COVID-19 może dochodzić do trwałego uszkodzenia jąder. W swoim raporcie opierali się na wiedzy z 2002 i 2003 r., kiedy trwała epidemia SARS. Wówczas opisano przypadki osób, u których podczas badań wykonanych po śmierci stwierdzono uszkodzenie jąder, aczkolwiek nie znaleziono w nich obecności RNA wirusa. Natomiast znaleziono czynniki zapalne, które nasz organizm produkuje w odpowiedzi na walkę z chorobą.

Część badań mówi o tym, że pacjentom chorującym na COVID-19 może grozić również hipogonadyzm związany ze spadkiem poziomu testosteronu. Jest takie zagrożenie?

Na początku rozważano taką możliwość. Potem wyniki badań to zweryfikowały. Około połowy kwietnia pojawiła się praca, również chińskich naukowców, którzy badali stężenie hormonów osób, które były zainfekowane i porównywali je z grupą zdrowych ochotników. Okazało się, że stężenia testosteronu w surowicy - w obu grupach - były na zbliżonym poziomie. Warto tutaj zastanowić się, jaki to był okres choroby.

Natomiast autorzy tego badania zauważyli, że u mężczyzn chorych na COVID-19 obserwowano istotne zwiększenie stężenia LH. Jest to jedna z dwóch gonadotropin - hormonów przysadki, które odpowiadają za produkcję testosteronu przez jądra. U chorych obserwowano również znacząco zmniejszony stosunek stężenia testosteronu do LH i duży spadek stosunku stężeń FSH do LH.

O czym może to świadczyć? Może to być m.in. wynik podwyższonej temperatury związanej z infekcją, która może prowadzić do wahań stężenia różnych hormonów. Być może na początku infekcji jądra osób chorych rzeczywiście produkowały mniej testosteronu, ale przysadka poprzez przejściowy wzrost stężenia LH "zmusiła je do pracy".

Z danych, które obecnie posiadamy, możemy niemal jednoznacznie powiedzieć, że nie są to raczej osoby zagrożone wystąpieniem hipogonadyzmu.

Czy te zmiany dotyczące płodności są odwracalne?

Są znane przypadki podobnych reakcji w przebiegu innych chorób. W literaturze naukowej można spotkać m.in. przypadek mężczyzny po przebyciu grypy, u którego nasienie było nieprawidłowe przez 45 dni od zakończenia choroby. Natomiast był to proces odwracalny i po dłuższym czasie jakość nasienia się poprawiała.

Było też chyba na razie jedno badanie wykonane na grupie kilkunastu mężczyzn, u których poszukiwano obecności wirusa po wyzdrowieniu z COVID-19. Nie znaleziono obecności koronawirusa ani w ich nasieniu, ani w jądrach.

Jeżeli wirus SARS-CoV-2 będzie wpływał na zaburzenia płodności, to ten wpływ będzie raczej krótkoterminowy, wynikający z jednej strony z wystąpienia wysokiej temperatury, a z drugiej z potencjalnego stanu zapalnego, aczkolwiek jak do tej pory nieudowodnionego.

Jeśli chodzi o kwestie długoterminowe, czyli o to, jak wirus będzie wpływał na młodych chłopców i czy będzie w jakiś sposób rzutował na ich płodność - trudno powiedzieć, bo oni dopiero dojrzewają. Pewne rzeczy się u nich dopiero kształtują i są to kwestie niebadane na razie, o których będziemy wiedzieli być może dopiero za kilka czy kilkanaście lat.

Zobacz także: Koronawirus. Podatność za zakażenie zapisana jest w genach?

Masz newsa, zdjęcie lub filmik? Prześlij nam przez dziejesie.wp.pl

Rekomendowane przez naszych ekspertów

Polecane dla Ciebie

Pomocni lekarze

Szukaj innego lekarza

Komentarze

Wysyłając opinię akceptujesz regulamin zamieszczania opinii w serwisie. Grupa Wirtualna Polska Media SA z siedzibą w Warszawie jest administratorem twoich danych osobowych dla celów związanych z korzystaniem z serwisu. Zgodnie z art. 24 ust. 1 pkt 3 i 4 ustawy o ochronie danych osobowych, podanie danych jest dobrowolne, Użytkownikowi przysługuje prawo dostępu do treści swoich danych i ich poprawiania.