Drastyczne zderzenie

Wrzesień 2014 roku. Początek roku szkolnego. Ruchliwy poranek. Każdy gdzieś pędzi. Śpieszy się. Szymon jechał do szkoły. Nie dotarł.  To były sekundy. Wybiegł z tramwaju i pędził do kolejnego. Chwila nieuwagi. Uległ drastycznemu zderzeniu z nadjeżdżającym z naprzeciwka tramwajem w wyniku, którego został przerwany rdzeń kręgowy w odcinku C5-C6.

W lipcu zadebiutował w najwyższej klasie rozgrywkowej  jako najmłodszy zawodnik drużyny baseballowej, we wrześniu rozpoczął naukę w liceum. Po 5 dniach, 5 września w brutalny sposób jego życie niczym domek z kart rozsypało się... „Gdy o poranku w progu swojego domu witasz policjanta, trzymającego w ręku legitymację szkolną Twojego syna, nogi same uginają się pod ciężarem strachu jaki w jednej chwili rozrywa serce” – wyznaje tata. Na wyjaśnienia nie było czasu. Liczyła się każda minuta, aby ratować życie Szymona. W drodze na blok operacyjny ujrzeliśmy naszego syna. Podłączony do masy licznych urządzeń, wyglądał jakby spał. Nie spał. Walczył o swoje życie. Prognozy lekarzy, rozdzierały nasze serca. W modlitwach błagaliśmy Boga by nie opuszczał naszego syna i nie odbierał ostatniej nadziei. Szymon zaskoczył wszystkich. Już po 12 godzinach odzyskał przytomność.

Zobacz film: "#dziejesienazywo: Czy warto wykonywać badania profilaktyczne?"

Poza walką z widokiem własnego dziecka walczącego o życie na szpitalnym łóżku, czekały nas jeszcze trudne rozmowy. Bo jak wytłumaczyć 16-latkowi, że zamiast uniesień na baseballowym boisku rozpoczyna walkę o samodzielny oddech i zamiast biegiem po kolejne medale, rozpoczyna walkę by chociażby usiąść na łóżku.

„Tato czy wyjdziemy na spacer?” – po długich tygodniach spędzonych na OIOMie, okrężną drogą o stan swojego zdrowia zaczął wypytywać Szymon.  To pytanie, które wyciskało łzy rozpaczy, zmieszanej z nadzieją w oczach naszego syna. Załamanie i bunt. Nowa niespodziewana rzeczywistość, z którą nie tylko musiał się zmierzyć, ale również nauczyć się na nowo żyć. Przełomowym momentem było spotkanie z ludźmi, którzy podobnie jak on, mimo utraty zdrowia odnaleźli pasję, możliwości i szansę. Umieranie odłożył na później. Odżyła dawno nie widziana w jego oczach nadzieja.

Rehabilitacja rozpoczęła się niemal natychmiastowo. Wspólnie z zespołem lekarzy, wybrany jeden z najlepszych ośrodków rehabilitacyjnych w Polsce. Coraz więcej trudnych pytań, coraz mniej pewnych odpowiedzi. Gdy Szymon układał w głowie kolejny plan o samodzielnym chodzeniu, my nie byliśmy pewni czy kiedykolwiek będzie mógł samodzielnie oddychać, siedzieć. „Chce powrócić do zdrowia” – pewnym głosem wyznał Szymon – „To jak strzelać w ruchomy cel” - myśleliśmy.

Niemożliwe stało się możliwe. 4 miesiące, tyle czasu Szymon potrzebował by rozpocząć procedurę odzyskiwania sprawności. Na pierwszy ogień pozbyliśmy się respiratora, po wyczerpujących tygodniach starań z unieruchomionej pozycji leżącej po raz pierwszy usiadł na wózku. Nie jest roślinką, jak zapewniali lekarze. Z uśmiechem walczy i pokonuje kolejne bariery. A los pozstawił przed nim ich wiele. Skumulowana rehabilitacja przysługująca z NFZ usprawniła obręcz barkową i łokieć. Podniosła z łóżka i dała szansę na samodzielność. Niestety Szymon limit wykorzystał z nadmiarem. Przez najbliższe lata nie przysługuje mu szansa na korzystanie z nieodpłatnej rehabilitacji. „To tak jakby według NFZ wyzdrowiał” – wyznaje tata. Jeszcze tak wiele jest do zrobienia.

Najbliższe 2 lata będą kluczowe dla odzyskania największej z możliwych sprawności. Szymon przyjął z ogromną pokorą to co go spotkało. Zaakceptować to,  czego nie może zmienić i każdego dnia stara się zmieniać  to, co może, a co będzie prowadzić do zdrowia. I garda w górę! On – nastolatek z duszą sportowca o nieskrywanej nadziei na przyszłość. My – darczyńcy o wielkich sercach, którzy możemy mieć swój udział by pomóc odegrać tą role Szymonowi najlepiej jak potrafi. Pragniemy zebrać środki na intensywne półroczne wyzwanie rehabilitacyjne Szymona.

Zachęcamy do wsparcia akcji zbierania pieniędzy na leczenie Szymona. Jest ona prowadzona za pośrednictwem strony Fundacji siepomaga.

Warto pomagać

Warto pomagać

O krok od samodzielności - pomóżmy Kornelii stanąć na nogi o własnych siłach.

Za oceanem istnieje Klinika, w której wykonuje się rizotomię grzbietową. Operacja polega na przecięciu włókien nerwów czuciowych wychodzących z mięśni i wstępujących do rdzenia kręgowego. Dzięki temu zabiegowi spastyczność w kończynach dolnych zostaje całkowicie usunięta.

Polecane dla Ciebie

Pomocni lekarze

Szukaj innego lekarza

Komentarze

Wysyłając opinię akceptujesz regulamin zamieszczania opinii w serwisie. Grupa Wirtualna Polska S.A. z siedzibą w Warszawie jest administratorem twoich danych osobowych dla celów związanych z korzystaniem z serwisu. Zgodnie z art. 24 ust. 1 pkt 3 i 4 ustawy o ochronie danych osobowych, podanie danych jest dobrowolne, Użytkownikowi przysługuje prawo dostępu do treści swoich danych i ich poprawiania.
    Ważne tematy