Przejdź na WP

''Edukujmy ludzi, żeby nie musieli umierać po ciuchu''. Rozmowa z ratownikiem wodnym

Według statystyk policji, tylko w czerwcu w Polsce utonęły 44 osoby. Na większości kąpielisk sezon jeszcze się nie rozpoczął, a co za tym idzie, nie ma tam ratowników. Mówi się, że tonący umiera po cichu. Nie krzyczy jak na filmach i nie woła pomocy. Tymczasem to może uratować mu życie.

Zobacz film: "Topiła się w basenie pełnym ludzi"

Prezes chełmskiego Wodnego Ochotniczego Pogotowia Wodnego Andrzej Klaudel, ratownik z ponad 40-letnim stażem tłumaczy w rozmowie z WP abcZdrowie, dlaczego tak ważne jest edukowanie ludzi, jak mają się zachowywać, gdy czują, że toną oraz o tym czym jest ''wzajemna asekuracja''.

Prezes chełmskiego WOPR Andrzej Klaudel
Prezes chełmskiego WOPR Andrzej Klaudel (WOPR Chełm)

Magda Rumińska, WP abcZdrowie: Dużo się mówi o tym, że tonący umiera po cichu. Zwykle nie wygląda to tak, jak na filmach, że macha rękoma i wzywa pomocy.

Andrzej Klaudel, prezes WOPR Chełm: Niestety, mówi się o tym, że utonięcie to ''cicha śmierć'' i w większości przypadków właśnie tak jest. Na szczęście, coraz częściej zdarzają się sytuacje, że osoby potrzebujące pomocy wołają o nią. Wczoraj właśnie jeden z moich ratowników przebywał prywatnie nad jeziorem i zobaczył, że przewrócił się kajak. Usłyszał wołanie o pomoc i od razu zadzwonił pod 112. Na miejsce przyjechała straż pożarna z pobliskiej miejscowości. Akurat oni teraz szkolą się w ratownictwie wodnym. Udało się uratować tonących.

My ratownicy, robimy przed sezonem pogadanki w szkołach oraz przedszkolach i tłumaczymy dzieciom i młodzieży, że jak coś się dzieje, to trzeba właśnie jak najmocniej krzyczeć. Nie wiem z czego to wynika, ale mam nadzieję, że nie ze wstydu, że osoby potrzebujące pomocy nie alarmują tego. Będę to podkreślał: trzeba wzywać pomocy, a im głośniej tym lepiej.

Co może zrobić ''przeciętny Kowalski'' i czy w ogóle ma szansę na zauważenie osoby potrzebującej pomocy w wodzie? Ratownik na pewno jest bardziej wyczulony na takie sytuacje?

My widzimy już po samym sposobie zachowania się danej osoby, że może stać się potem naszym "potencjalnym klientem". To widać od razu. Jakby pani zapytała 10 Polaków, czy umieją pływać, to 8 odpowiedziałoby, że ''oczywiście''. A ilu z nich ma kartę pływacką? No żaden. To oznacza, że nie potrafią pływać tylko umieją się kąpać. Wielu osobom wydaje się, że jak utrzymują się przez pewien czas na wodzie, to potrafią pływać. A potem taki człowiek zapomni się, bo np. piłka odpłynie mu na środek jeziora, próbuje ją dogonić i zaczyna robić się niebezpiecznie.

Zobacz też: Jak rozpoznać, kiedy ktoś się topi?

My wychwytujemy z tłumu tych, którzy nienaturalnie się zachowują. Niejednokrotnie jest tak, że to plażowicze alarmują, że osoby przebywające w wodzie są "dziwne". To jest bardzo cenne dla nas ratowników. O tym też dużo mówimy i staramy się ludzi na to wyczulać. Chodzi o tzw. ''wzajemną asekurację''. Nie jest ważne czy wokół nas są znajomi, czy nieznajomi - powinniśmy obserwować, co się dzieje i reagować na każde nietypowe zachowanie naszych współtowarzyszy kąpania.

Na jednej z plaż, którą obstawiają moi ratownicy w sezonie, w ciągu dnia przewija się ok. 2-3 tysięcy osób. Czyli od 500 osób w górę na jednego ratownika.

Nie sposób wyłowić z tłumu wszystkich ludzi potrzebujących pomocy. Dlatego wyczulamy kąpiących się, że nie ma się czego wstydzić. Każda dziwna sytuacja, np. jak ktoś wypływa poza obszar kąpieliska, wchodzi do wody po spożyciu alkoholu albo po prostu zachowuje się nienaturalnie, powinna być zgłaszana do nas. Dzięki pracy ratowników i pomocy zwykłych osób, od kilku lat nie mieliśmy przypadku utonięcia na kąpielisku. Najczęściej ludzie toną albo poza miejscami przeznaczonymi do kąpieli albo poza godzinami pracy ratownika.

W samym tylko czerwcu w Polsce utonęły 44 osoby...

A skąd się one wzięły? Bo jeszcze nie ma sezonu i nie ma ratowników na plażach. Niektórzy mówią, że ratownicy nie są potrzebni, ale jak widać po statystykach są i to bardzo potrzebni. Na strzeżonych kąpieliskach nie ma tylu utonięć.

Zwykle sezon rozpoczyna się ok. 1 lipca i właśnie wtedy ratownicy wychodzą na plaże. O tym, kiedy ratownik rozpocznie pracę decydują organy zarządzające obszarem, czyli w większości wójtowie. Na jednym z chełmskich kąpielisk ratownik będzie już obecny od 15 czerwca, dzięki decyzji wójta. Nad to jezioro przychodzi dużo dzieci, więc dobrze jest żeby było objęte ochroną już wcześniej.

Wrócę do tego, że powiedział pan, że najwięcej utonięć zdarza się poza kąpieliskami i poza godzinami pracy ratownika. Co roku edukujemy ludzi, jak powinni zachowywać się w wodzie, jak unikać niebezpieczeństw, a jednocześnie dostajemy takie statystyki. 44 osoby, a to dopiero połowa miesiąca i sezon nawet się nie zaczął. Dlaczego tak się dzieje?

Odpowiedź sama się nasuwa na usta. Ratownicy, tak jak policjanci na patrolach, pełnią funkcję prewencyjną. My wychwytujemy osoby, które dziwnie się zachowują, które wypływają poza kąpieliska albo wchodzą do wody po spożyciu alkoholu i gwiżdżemy gwizdkiem lub wypływamy motorówką i zwracamy uwagę, dając sygnał, że ich zachowanie jest niebezpieczne.

Wie pani co wtedy słyszymy? Że przeszkadzamy w odpoczynku i zabawie. Mają do nas pretensje, że przyjechali się zrelaksować, a my im to uniemożliwiamy.

A kiedy ratownik nie przeszkadza? Jak go nie ma. Dlatego tak wiele osób wybiera kąpieliska niestrzeżone albo korzysta z tych dostępnych, gdy nie ma na nich ratownika. Wtedy ludzie mogą zachowywać się jak chcą i nikt im nie zwraca uwagi. I właśnie podczas takich wypadów dochodzi do największej liczby utonięć.

Brawurowe, bezmyślne zachowania, nierzadko podlane alkoholem i tragedia gotowa. Musimy jeszcze zwrócić uwagę na jeden fakt. Na strzeżonych kąpieliskach jest bezpieczniej, ponieważ znamy parametry tego miejsca. Wiemy jakie jest ukształtowanie dna i głębokość wody.

Nad jeziorem Białym (woj. lubelskie), jest takie niestrzeżone miejsce dosłownie 15 metrów od wydzielonego kąpieliska. Co roku tonie tam człowiek. Od trzech lat wnioskuję o to, żeby postawić tam czarną tablicę, żeby działać na świadomość ludzi komunikatem ''w tym miejscu, w przeciągu 10 lat utonęło 5 osób, a 7 złamało kręgosłup''. Może to ich powstrzyma.

Nam naprawdę nie zależy na przeszkadzaniu ludziom w dobrej zabawie. Gwiżdżemy, kiedy widzimy, że może dojść do niebezpiecznej sytuacji, nie przeszkadzamy jeśli nie jest to potrzebne.

Co ma zrobić przeciętny użytkownik kąpieliska, gdy widzi osobę tonącą? Jak może jej pomóc i czy w ogóle powinien robić coś samodzielnie, czy od razu biec po ratownika?

Wszystko zależy od okoliczności, ale przede wszystkim trzeba zadbać o własne bezpieczeństwo. Jeżeli ktoś przeciętnie pływa i nie ma pojęcia o ratowaniu, to lepiej żeby od razu zaalarmował ratownika i wołał pomocy.

Co możemy zrobić zanim ratownik dotrze na miejsce? Jeśli pływamy łódką lub rowerkiem wodnym, możemy podpłynąć do tej osoby, żeby mogła złapać się krawędzi. Nie podajemy jej ręki, bo w panice może nas wciągnąć do wody. Można też rzucić jej kapok czy dmuchane koło ratunkowe albo inną rzecz, którą może złapać i dzięki temu utrzymać się na wodzie. Jednocześnie wzywamy pomocy.

Odradzałbym, żeby jakiś domorosły ratownik sam próbował ratować tonącego (bez użycia przyrządów), bo z jednej mogą być dwie tragedie. Pomagamy tyle, ile możemy, ale ratowanie zostawiamy ratownikom.

Co najbardziej wkurza ratownika wodnego w plażowiczach?

Głupota. Najbardziej wkurzający są ludzie pod wpływem alkoholu czy narkotyków, bo na nich bardzo często nie przemawia siła argumentu. Z takimi osobami trudno się rozmawia, jeśli w ogóle można to nazwać rozmową. Co nas jeszcze wkurza? Brawura i bezmyślność. Przykład? Zwracam uwagę młodym ludziom, żeby nie skakali na główkę, bo to miejsce nie jest do tego przeznaczone. W odpowiedzi słyszę, że co mnie to obchodzi, to jego zdrowie i życie.

No właśnie, mnie to obchodzi, bo ja tu jestem od tego, żeby mnie obchodziło. A poza tym to nie jest tylko jego zdrowie i życie tego młodego człowieka, bo jak sobie połamie kręgosłup, to złamie życie też swojej rodzinie, która będzie się nim opiekować.

Najgorsza jest ludzka głupota. Chociaż muszę przyznać, że w większości ludzie są zdyscyplinowani. Młodego ratownika częściej coś denerwuje, ale ratownik doświadczony widział już wiele i wie jak z takimi ludźmi asertywnie postępować.

Zdarza się tak, że pan sobie myślał, że widział już wszystko, a potem okazuje się, że jednak pojawia się kompletnie zaskakująca sytuacja?

Kilka lat temu miałem taką sytuację. Człowieka użądliła pszczoła. Zanim przyjechała karetka, która mogła się nim zająć, musiałem wysłuchiwać pretensji, że nie mam w apteczce wapna... Pomijając fakt, że ten człowiek był silnie uczulony na jad owadów, to jednak ratownik nie jest lekarzem i nie ma przy sobie całej apteczki z różnymi medykamentami.

Innym razem, dostaliśmy po 21:00 (czyli już po dyżurze ratownika) zgłoszenie, że prawdopodobnie ktoś się utopił. Gdy przyjechaliśmy na miejsce znaleźliśmy niestety ciało mężczyzny. Tłum, który zebrał się za naszymi plecami i towarzyszył nam podczas poszukiwań, krzyczał, że jesteśmy do niczego i powinniśmy być na plaży przez 24 godziny na dobę. Nie było to przyjemne.

Pora by ludzie zrozumieli, że ratownik jest na plaży po to, by dbać o ich bezpieczeństwo. Nie po to żeby przeszkadzać czy czepiać się bez potrzeby. My staramy się edukować, uświadamiać i zwracać uwagę na pewne sytuacje, ale wszystko zależy od ludzi. Dlatego apeluję o rozwagę. Można się bawić i dobrze i bezpiecznie jednocześnie.

Masz newsa, zdjęcie lub filmik? Prześlij nam przez dziejesie.wp.pl

Dowiedz się więcej:

Polecane dla Ciebie

Pomocni lekarze

Szukaj innego lekarza

Komentarze

Wysyłając opinię akceptujesz regulamin zamieszczania opinii w serwisie. Grupa Wirtualna Polska S.A. z siedzibą w Warszawie jest administratorem twoich danych osobowych dla celów związanych z korzystaniem z serwisu. Zgodnie z art. 24 ust. 1 pkt 3 i 4 ustawy o ochronie danych osobowych, podanie danych jest dobrowolne, Użytkownikowi przysługuje prawo dostępu do treści swoich danych i ich poprawiania.
    Ważne tematy