Trwa ładowanie...

Kiedy skończy się epidemia koronawirusa? Wyjaśniają eksperci

Pół roku? Rok? Dwa lata? Jak długo potrwa epidemia koronawirusa? - Jeśli wirus zmutuje, to oczywiście wszystko będzie trzeba zaczynać od nowa, czyli znowu będziemy musieli szukać szczepionki, sprawdzać, kto będzie odporny - nie pozostawia złudzeń dr Grzesiowski. Ekspert uważa, że epidemia nie wygaśnie przed upływem dwóch, może nawet trzech lat. Co na to inni eksperci?

Zobacz film: "Czy data pojawienia się szczepionki w Polsce jest realna? Prof. Flisiak komentuje (WIDEO)"

spis treści

1. Prof. Gut: Z dużym prawdopodobieństwem można zakładać, że koronawirus zostanie z nami już na zawsze

Prof. Włodzimierz Gut, mikrobiolog i wirusolog przyznaje, że nie jest w stanie określić, jak długo potrwa epidemia w Polsce. Jego zdaniem pewne jest jedno: przed nami jeszcze długa i wyboista droga do "oswojenia" trudnego przeciwnika. O pokonaniu na razie nie ma mowy.

- O ile można usunąć wirusa, który jest monogatunkowy, czyli występuje w jednym jedynym gatunku, to wirusów zoonotyczych nie da się wyeliminować. Z dużym prawdopodobieństwem można zakładać, że zostanie z nami już na zawsze. Jeżeli już coś weszło do danej populacji i odbyła się skuteczna introdukcja, to się nie kończy. Chyba że zastąpi go coś innego o podobnym charakterze, bo introdukcje tego typu już były, czyli SARS i Mers, ale można powiedzieć, że one się nie udały - tłumaczy prof. Włodzimierz Gut.

- Jest szansa, że tak jak wyparto odrę czy różyczkę, dzięki powszechnym szczepieniom, tak samo w przyszłości stanie się z koronawirusem. Szczepionka zredukuje liczbę zakażeń do kilku procent, bo nie ma szczepionki skutecznej w 100 proc. Ponadto wiele wskazuje, że szczepienia będzie trzeba powtarzać co parę lat - dodaje ekspert.

2. Prof. Flisiak: Przy sprzyjających warunkach do lata epidemia wygaśnie

Prof. Robert Flisiak, prezes Polskiego Towarzystwa Epidemiologów i Lekarzy Chorób Zakaźnych, podaje bardziej realny termin opanowania sytuacji, z zastrzeżeniem, że może na niego wpłynąć wiele czynników, w tym również kwestia zmienności samego wirusa.

- To wróżenie z fusów. Warunek podstawowy - musimy się uodpornić, obojętnie czy w sposób naturalny, czy poprzez zaszczepienie i to wystarczy, o ile nie wystąpi jakieś zdarzenie niepożądane, np. mutacja warunkująca gwałtowną zmianę cech wirusa. Przy bardzo sprzyjających warunkach do lata epidemia wygaśnie. Oczywiście przy założeniu, że utrzymana będzie dyscyplina społeczna do momentu wygaszenia wysokiej fali zachorowań, szczepionki będą dostępne, a znaczną część społeczeństwa uda się wyszczepić. Pamiętajmy również, że blisko jedna czwarta społeczeństwa wkrótce będzie uodporniona w sposób naturalny, a dodatkowo wraz z nadejściem lata zmienią się warunki na niekorzystne dla rozprzestrzeniania się wirusa - wyjaśnia prof. Robert Flisiak.

Profesor Flisiak przypomina, że to nie oznacza, że koronawirus zniknie. Podobnie jak prof. Włodzimierz Gut, w tej kwestii nie ma żadnych wątpliwości.

- Będzie cały czas w naszym środowisku. To, z jaką intensywnością COVID-19 wróci jesienią, zależy od tego, ile osób się zaszczepi, jak trwała będzie odporność po szczepieniu lub przebyciu zakażenia i czy nie rozwiną się mutacje omijające nabytą przez nas odporność - dodaje profesor.

3. Dr Dzieciątkowski: Do jesieni przyszłego roku powinniśmy nauczyć się żyć w cieniu koronawirusa

Wirusolog dr Tomasz Dzieciątkowski mówi o dwóch wariantach: pesymistycznym i optymistycznym. Pesymistyczny zakładał, że szczepionka nie powstanie i będziemy musieli czekać aż wirus się odzjadliwi, czyli nie będzie powodował tak ciężkiego przebiegu choroby. To oznaczałoby co najmniej 2-3 lata życia w cieniu epidemii. Na szczęście zdaniem eksperta, wszystko wskazuje na to, że aktualnie możemy trzymać się wariantu optymistycznego.

- Wariant optymistyczny jest taki, że mamy skuteczną szczepionkę, a właściwie mamy w tej chwili trójkę kandydatów na taką szczepionkę i jeżeli zaczniemy wyszczepiać populację, zwłaszcza populację osób dorosłych, jako tych najbardziej zagrożonych, to powoli, powoli pandemia zacznie się cofać. Przy czym trzeba zaznaczyć, że nawet gdybyśmy natychmiastowo wyszczepili sto procent populacji, to nie będzie taki "switch off" i pandemia zaraz zniknie. Mimo wszystko to będzie kwestia kilku miesięcy. Oczywiście ten okres będzie tym dłuższy, im mniejszy odsetek populacji na danym terenie się zaszczepi - tłumaczy dr hab. Tomasz Dzieciątkowski, wirusolog z Katedry i Zakładu Mikrobiologii Lekarskiej Warszawskiego Uniwersytetu Medycznego.

Dr Dzieciątkowski podkreśla, że im więcej Polaków jest gotowych na zaszczepienie, tym lepiej dla wszystkich, ponieważ istnieje wtedy w miarę szybka szansa na ograniczenie pandemii. Warto jednak zapamiętać, co w przypadku pandemii oznacza "w miarę szybko".

- Ta "w miarę szybka szansa" nie oznacza, że nawet jeśli zgodnie z deklaracjami rządu zaczniemy się szczepić w styczniu, to w kwietniu będzie po wszystkim. Najprawdopodobniej to będzie kolejnych 10-12 miesięcy, a więc do jesieni przyszłego roku powinniśmy nauczyć się żyć w cieniu koronawirusa. Jestem jednak stosunkowo dobrej myśli i w drugim półroczu 2021 r. powinniśmy mieć względny spokój z SARS-CoV-2, a przynajmniej nie będzie to wyglądało już tak dramatycznie jak teraz - mówi wirusolog.

4. Dr Grzesiowski: Nie spodziewam, że epidemia wygaśnie przed upływem dwóch, może nawet trzech lat

Z kolei dr Paweł Grzesiowski, pediatra, ekspert Naczelnej Rady Lekarskiej ds. walki z COVID-19 ostrzega przed złudną nadzieją na szybki koniec epidemii w Polsce. Ekspert przypomina, że nie sprawdziło się wiele wcześniejszych teorii, które mówiły o odporności stadnej.

- Była teoria, że jeżeli dużo ludzi szybko zachoruje na COVID-19, to uzyskamy coś na kształt odporności poinfekcyjnej. Dziś wydaje się to zupełnie nierealne, bo wiemy, że można zachorować po raz drugi. Widać to na przykładzie Lombardii, która była jednym z regionów najbardziej dotkniętych pandemią w marcu i w tej chwili mają powrót fali epidemicznej. Nie widać wcale, żeby nabrali odporności stadnej. Wszystkie badania mówią, że ktoś, kto chorował łagodnie, może ponownie się zakazić za 2-3 miesiące. Już dziś widzimy takie przypadki również w Polsce. Ja sam znam kilkanaście potwierdzonych powtórnych zachorowań u osób, które pierwsze epizody miały mniej więcej w maju, czerwcu i teraz chorują ponownie, ale ciężej niż wtedy - ostrzega dr Paweł Grzesiowski.

Ekspert przyznaje, że jedyną nadzieją na zahamowanie epidemii jest szczepionka, ale i w tym przypadku trzeba zachować umiarkowany optymizm. Musimy się liczyć z tym, że na opanowanie sytuacji przyjdzie nam czekać wiele miesięcy, a może i kilka lat.

- Pamiętajmy, że ci, którzy się nie zaszczepią, nadal będą podatni na infekcję, a jest grupa, która nie może się zaszczepić, czyli zawsze ta choroba będzie mogła się odrodzić. Po drugie podatni będą też nowo urodzeni, jako niezaszczepieni. W tej sytuacji, gdy szczepienia mają być tym podstawowym mechanizmem obrony ludzkości przed wirusem, oznacza to, że muszą być prowadzone powszechnie i cały czas, nie można ich przerwać. Nie jest to pokonanie wirusa, tylko uodpornienie populacji, czyli zmniejszenie szansy, że ta choroba będzie występować - wyjaśnia ekspert.

Dr Grzesiowski przypomina, że w przyszłości może pojawić się mutacja wirusa, która obniży skuteczność stosowanych szczepień.

- Chorując, cały czas narażamy siebie i innych na pojawienie się nowego mutanta. Każdy nowy gospodarz powoduje, że "wypluwamy" z siebie nieco zmienione kopie wirusa. Zwróćmy uwagę na to, co stało się z norkami. W każdej chwili może to dotknąć innego gatunku ssaków. Już teraz mówi się o świńskim koronawirusie, który może być bardzo niebezpieczny dla człowieka, jeśli połączy się z wirusem ludzkim. Jeśli wirus zmutuje, to oczywiście wszystko będzie trzeba zaczynać od nowa, czyli znowu będziemy musieli szukać szczepionki, sprawdzać, kto będzie odporny, kto nie - tłumaczy lekarz.

Ekspert uważa, że musimy nauczyć się żyć z tą chorobą i być gotowi na kolejne fale zachorowań, bo koronawirus szybko nie zniknie.

- Nie spodziewam, że epidemia wygaśnie przed upływem dwóch, może nawet trzech lat. Oczywiście kolejne fale mogą być mniej intensywne, bo one będą powoli trafiały na coraz większą liczbę osób, które są w okresie krótkotrwałej odporności. Poza tym liczmy na to, że duża cześć ludzi się zaszczepi i to również spowoduje spowolnienie epidemii, ale to nie znaczy, że zahamuje rozwój zachorowań - mówi ekspert.

- Wciąż nie jesteśmy pewni, gdzie jest pierwotny rezerwuar tego wirusa, kluczowe jest ustalenie, gdzie to się narodziło i skąd ten wirus pochodzi, bo jeśli nie przetniemy tej drogi, to ten wirus zawsze będzie mógł do tej populacji wrócić - podsumowuje dr Grzesiowski.

Rekomendowane przez naszych ekspertów

Polecane dla Ciebie

Pomocni lekarze

Szukaj innego lekarza

Komentarze

Wysyłając opinię akceptujesz regulamin zamieszczania opinii w serwisie. Grupa Wirtualna Polska Media SA z siedzibą w Warszawie jest administratorem twoich danych osobowych dla celów związanych z korzystaniem z serwisu. Zgodnie z art. 24 ust. 1 pkt 3 i 4 ustawy o ochronie danych osobowych, podanie danych jest dobrowolne, Użytkownikowi przysługuje prawo dostępu do treści swoich danych i ich poprawiania.