Trwa ładowanie...

Koronawirus w Polsce. Dr Dzieciątkowski: Panuje koszmarne zamieszanie. Nikt nie wie, co się dzieje naprawdę

- Już chyba nikt nie jest w stanie połapać się, jakie obecnie obowiązują zasady testowania i raportowania dotyczące SARS-CoV-2 - mówi dr Tomasz Dzieciątkowski. Zdaniem eksperta, zamiast egzekwować stosowanie się do podstawowych zasad bezpieczeństwa, rząd znowu tworzy martwe prawo. - W ten sposób Ministerstwo Zdrowia traci swoją wiarygodność jako instytucja i sprzedaje Polakom lekceważący stosunek do epidemii - podkreśla wirusolog.

Zobacz film: "Minister Zdrowia o spadku zakażeń. Koronawirus pod kontrolą? (WIDEO)"

spis treści

1. Epidemia koronawirusa znowu jest w odwrocie?

W środę 25 listopada Ministerstwo Zdrowia opublikowało nowy raport dotyczący sytuacji epidemiologicznej w Polsce. Wynika z niego, że w ciągu doby zakażenie koronawirusem SARS-CoV2 zostało potwierdzone u 15 362 osób. Z powodu COVID-19 zmarły 674 osoby, z czego 152 osoby nie były obciążone chorobami współistniejącymi.

Dr Dzieciątkowski o zamieszniu w raportach MZ
Dr Dzieciątkowski o zamieszniu w raportach MZ (Getty Images)

To już kolejny dzień, kiedy w Polsce rejestruje się niski poziom dziennej liczby zakażeń. Wczoraj (24 listopada) odnotowano 10 139 nowych przypadków. Eksperci wątpią, aby był to efekt rzeczywistego spadku zakażeń, ponieważ liczby osób hospitalizowanych, choć delikatnie spadły, wciąż są bardzo wysokie.

- W komunikatach Ministerstwa Zdrowia panuje koszmarne zamieszanie. Od dwóch tygodni chyba nikt nie jest w stanie zrozumieć, jakie obowiązują obecnie zasady testowania i raportowania dotyczące SARS-CoV-2 - mówi dr Tomasz Dzieciątkowski, wirusolog z Katedry i Zakładu Mikrobiologii Lekarskiej Warszawskiego Uniwersytetu Medycznego. - Więc na pytanie, na jakim etapie jest obecnie epidemia koronawirusa w Polsce, mogę tylko powiedzieć, że wiem, że nic nie wiem. Wątpię, aby samo Ministerstwo Zdrowia orientowało się dokładnie, na jakim etapie pandemii jesteśmy. Patrząc jednak na przeciążony system opieki zdrowotnej w Polsce, ciężko jest stwierdzić, że epidemia jest w odwrocie - ironizuje wirusolog.

2. Spadki zakażeń to prezent świąteczny?

Dr Dzieciątkowski nie wyklucza, że deklarowane spadki zakażeń mają związek ze zbliżającymi się świętami. Przy wysokich liczbach zakażeń rząd musiałby wprowadzić kolejne restrykcje, w tym ograniczenie podróży w kraju. To jednak mogłoby spowodować duże niezadowolenie społeczne.

- Od początku epidemii koronawirusa w Polsce Ministerstwo Zdrowia reaguje zero-jedynkowo: albo zamyka wszystko, albo puszcza na żywioł. Dobrym przykładem są szkoły. Najwyraźniej w resorcie zdrowia ktoś doszedł wreszcie do wniosku, że uczniowie odgrywają dużą rolę w rozprzestrzenianiu koronawirusa i w związku z tym wprowadzono naukę zdalną. Oficjalnie liczby zakażeń maleją, ale z jakiegoś powodu zdalną naukę, która miała być do końca listopada, w zasadzie przedłużono do połowy stycznia przyszłego roku - komentuje dr Dzieciątkowski.

Jako kolejny przykład niespójności działań rządu dr Dzieciątkowski wskazuje pomysł na ograniczenia liczby osób podczas spotkań rodzinnych. Zgodnie z nim do mieszkańców domostwa będzie mogło dołączyć tylko 5 gości.

- Wigilia w wąskim gronie? Dobrze, tylko pytanie, kto to wszystko będzie nadzorował? Jaki jest sens wprowadzać obostrzenia, skoro nie ma żadnych narzędzi do ich egzekwowania? Co więcej, po wigilijnej kolacji i tak wszyscy spotkają się na pasterce, której obostrzenia nie dotyczą - opowiada dr Dzieciątkowski. - Ludzie i tak raczej nie będą stosować się do tych ograniczeń, a więc wzbudzi to tylko dodatkowe zamieszanie i nieufność wobec organów państwowych. Nie można traktować poważnie instytucji lansującej prawo, które z góry wiadomo, że będzie martwym. Niestety, rodzi to jeszcze większy problem, ponieważ ludzie jednocześnie przestają poważnie traktować realne zagrożenie, jakim jest epidemia koronawirusa - podkreśla wirusolog.

Jak zaznacza dr Dzieciątkowski, już teraz wiele osób po prostu ignoruje objawy ewentualnego zakażenia SARS-CoV-2, żeby uniknąć czekania na wyniki testu i kwarantanny.

- W tej chwili przypadki skąpoobjawowe w zasadzie wymykają się spod jakiejkolwiek kontroli. Część ludzi chodzi z gorączką do pracy, część robi sobie kwarantannę na własną rękę - mówi dr Dzieciątkowski. - Problem polega na tym, że każde takie rozluźnienie niesie za sobą potencjalny wzrost zakażeń. Prawdopodobnie skok zakażeń czeka nas również po świętach. W tym przypadku wyzwaniem nie jest jednak liczba zakażonych, tylko potencjalna wydolność systemu opieki zdrowotnej. Istnieje ryzyko, że może dochodzić do rozproszenia zakażeń koronawirusem w małych miejscowościach, gdzie szpitale są w gorszej sytuacji, bo mają gorsze zaplecze - podkreśla wirusolog.

Zdaniem eksperta, zamiast tworzyć nowe ograniczenia, rząd powinien skoncentrować się na egzekwowaniu stosowania się do podstawowych zasad bezpieczeństwa.

- Zamiast robić nerwowe ruchy na pokaz, należałoby dopilnować, aby społeczeństwo zaczęło poważnie traktować zagrożenie, nosiło maseczki i utrzymywało dystans, a w razie potrzeby nie bało się zgłosić się na pobranie wymazu i do szpitala - opowiada dr Dzieciątkowski.

Zobacz także: Koronawirus w Polsce. Prof. Wysocki: Nie ma dobrego rozwiązania. Po świętach czeka nas przyrost zakażeń

Masz newsa, zdjęcie lub filmik? Prześlij nam przez dziejesie.wp.pl

Rekomendowane przez naszych ekspertów

Polecane dla Ciebie

Pomocni lekarze

Szukaj innego lekarza

Komentarze

Wysyłając opinię akceptujesz regulamin zamieszczania opinii w serwisie. Grupa Wirtualna Polska Media SA z siedzibą w Warszawie jest administratorem twoich danych osobowych dla celów związanych z korzystaniem z serwisu. Zgodnie z art. 24 ust. 1 pkt 3 i 4 ustawy o ochronie danych osobowych, podanie danych jest dobrowolne, Użytkownikowi przysługuje prawo dostępu do treści swoich danych i ich poprawiania.