Trwa ładowanie...

Koronawirus w Polsce. Ustawa covidowa spowoduje napływ lekarzy ze Wschodu? "Zainteresowanie jest dwa razy większe, niż oczekiwaliśmy

Natalia i Piotr Melnykowie mieszkają w Polsce od kilku lat. Oboje z zawodu są lekarzami, jednak nie mogli pracować w zawodzie - zatrudnili się w fabryce farb. Kiedy polski rząd przyjął "ustawę covidową", rynek pracy otworzył się dla lekarzy spoza UE. Dla wielu specjalistów to szansa na osiedlenie się w Polsce lub powrót do zawodu. Jednak nie wszyscy są zadowoleni z nowych regulacji.

Zobacz film: "Jak wygląda walka z koronawirusem na pierwszej linii frontu? Batrosz Fiałek odpowiada (WIDEO)"

1. "Ta ustawa to potworek prawny"

W Polsce rozpaczliwie brakuje lekarzy. Według szacunków Naczelnej Izby Lekarskiej (NIL) chodzi nawet o 68 tys. specjalistów. Z roku na rok sytuacja się pogarsza, ponieważ młodzi polscy lekarze chętnie emigrują. Już teraz w pediatrii średnia wieku lekarzy to 60 lat.

Niektóre kraje rozwiązują ten problem przez ściąganie specjalistów z zagranicy. Przykładowo w USA 25 proc. medyków to obcokrajowcy, w Wielkiej Brytanii – 29 proc., Irlandii – 39 proc., a w Izraelu 58 proc. W Polsce obcokrajowcy to zaledwie 1,8 proc. wszystkich lekarzy.

Epidemia koronawirusa obnażyła kryzys braku personelu
Epidemia koronawirusa obnażyła kryzys braku personelu (Getty Images)

Wynika to w dużym stopniu z wyjątkowo zagmatwanej i czasochłonnej procedury uzyskania prawa do wykonywania zawodu lekarza w Polsce. Medycy od lat apelują o wprowadzenie reformy w tym skostniałym systemie. Dotychczas Ministerstwo Zdrowia pozostawało głuche na te prośby.

Dopiero epidemia koronawirusa i dramatyczny brak personelu w szpitalach, zmusiły urzędników do działań. Jednak zamiast uproszczenia ścieżki legalizacji zawodu, wprowadzono dodatkową, zupełnie nową możliwość zatrudnienia dla lekarzy spoza UE, którą reguluje tzw. ustawa covidowa. Problem polega na tym, że nowe regulacje nie gwarantują bezpieczeństwa ani samym lekarzom, ani ich pacjentom.

- Ta ustawa to potworek prawny – nie przebiera w słowach dr Jerzy Friediger, dyrektor Szpitala Specjalistycznego im. Stefana Żeromskiego w Krakowie oraz członek prezydium NIL.

2. "Jesteśmy zaskoczeni liczbą zgłoszeń"

W październiku ruszyły pierwsze zapisy na kurs medycznego języka polskiego on-line, które dla Polonii mieszkającej na Wschodzie zorganizowała Fundacja Wolność i Demokracja.

- Byliśmy zaskoczeni liczbą zgłoszeń. Zakładaliśmy, że przyjmiemy około tysiąca słuchaczy, a obecnie z możliwości nauki korzysta już 2 tys. osób. Oprócz tego jest długa kolejka oczekujących - opowiada Lilia Luboniewicz, prezes zarządu fundacji. - Są to głównie medycy z Białorusi i Ukrainy, ale też mamy osoby z Rosji, Uzbekistanu i Kazachstanu - dodaje.

Zdaniem Luboniewicz zapotrzebowanie na taki kurs języka medycznego zawsze było duże, ale z pewnością ustawa covidowa sprawiła, że chętnych do nauki jest znacznie więcej.

Od kiedy projekt ustawy został opublikowany, na rosyjskojęzycznych forach dla medyków po prostu zawrzało. - Dostajemy mnóstwo pytań na temat możliwości zatrudnienia w Polsce. Ludzie dopytują o szczegóły. Moim zdaniem wielu z nich zdecyduje się na wyjazd. Zwłaszcza młodzi lekarze, którzy wciąż nie mają zagrzanego miejsca, a widzą, że nie ma co liczyć w swoich krajach na godziwe wynagrodzenie - opowiada Natalia Melnyk, lekarka z Ukrainy, mieszkająca w Polsce, która jest moderatorką jednego z takich forów dla medyków.

Natalia i Piotr Melnykowie, lekarze z Ukrainy
Natalia i Piotr Melnykowie, lekarze z Ukrainy (Archiwum prywatne)

Dla wielu lekarzy ustawa covidowa to szansa, aby osiedlić się w Polsce, unikając skomplikowanego i kosztownego procesu legalizacji zawodu, który często wymusza długą przerwę w praktyce.

Dotychczas, żeby otrzymać zezwolenie na wykonywanie zawodu w naszym kraju, każdy lekarz musiał przejść proces składający się z czterech etapów - nostryfikacja dyplomu (rozległy egzamin z podstaw medycyny), egzamin z języka polskiego w NIL, roczny bezpłatny staż, lekarski egzamin końcowy (LEK).

Jeśli lekarz zaliczy to wszystko, bez względu na swoje doświadczenie i status naukowy, zostaje w Polsce przyrównany do absolwenta medycyny. Wtedy może rozpocząć zdobywanie specjalizacji, co oznacza kolejne lata w rezydenturze.

Ustawa covidowa maksymalnie uprasza ten proces. Zgodnie z nią lekarze spoza UE muszą najpierw znaleźć w Polsce szpital, który pisemnie potwierdzi chęć ich zatrudnienia. Następnie zebrać wszystkie dokumenty potwierdzające wykształcenie i działalność zawodową, napisać oświadczenie o znajomości języka polskiego i wysłać to wszystko do polskiego Ministerstwa Zdrowia.

Najciekawsze jednak jest to, że kwalifikacje kandydata rozpatruje nie resort zdrowia, lecz krajowy konsultant w danej dziedzinie.

3. Ostatnia szansa na pracę w zawodzie

- Gdyby taka ustawa istniała w 2017 roku, kiedy wyjeżdżaliśmy z Ukrainy, nie musielibyśmy robić przerwy w zawodzie, tylko od razu zaczęlibyśmy wtapiać się w polską społeczność lekarską - opowiada Natalia Melnyk.

Natalia jest lekarzem medycyny pracy, jej mąż - chirurgiem ogólnym. Oboje mają ponad 30 lat doświadczenia. Kiedy wylądowali w Polsce, oboje chcieli pracować w szpitalu. - Byliśmy gotowi przyjąć każdą posadę, nawet sanitariusza. Niestety nie było miejsc, więc nie pozostawało nam nic innego, jak zatrudnić się w miejscowej fabryce farb - opowiada Natalia.

Ze względu na kosztowny proces nostryfikacji, małżeństwo postanowiło, że najpierw egzamin zda mąż Natalii. - To był naprawdę czas ciężkiej harówki. Przez rok mąż wracał po pracy w fabryce i do późnej nocy siedział nad książkami. Potem było dziewięć miesięcy bezpłatnego stażu, ponieważ trzeba było z czegoś utrzymywać rodzinę, mąż rano szedł na staż, a od 15 do 23 godz. pracował jako technik sterylizacji medycznej (w międzyczasie ukończył polską szkołę policealną). Czyścił narzędzia, którymi wcześniej sam operował – opowiada Natalia.

Teraz mąż Natalii wreszcie może pracować jako lekarz, ale do momentu potwierdzenia specjalizacji jest jedynie pomocnikiem chirurga z wypłatą 5 tys. zł brutto. Sama Natalia w końcu postanowiła nie podchodzić do nostryfikacji, ponieważ w jej przypadku oznaczałby to powrót do podstaw studiów medycznych. - Na Ukrainie ukończyłam fakultet sanitarno-epidemiologiczny, który nie jest lekarskim. W Polsce nie ma takiego odpowiednika. Więc, żeby pracować jako lekarz medycyny pracy lub epidemiolog, muszę zdawać ogólny egzamin nostryfikacyjny. W wieku 50 lat jest to bardzo trudne - opowiada.

Ustawa covidowa jest dla Natalii ostatnią szansą na pracę w zawodzie. - Zebrałam już wszystkie dokumenty i tylko czekam na potwierdzenie ze chrzanowskiego szpitala, czy zatrudni mnie na stanowisko epidemiologa - opowiada Natalia.

4. "Szpital zatrudni lekarzy zewsząd. Byle mieli potwierdzone kwalifikacje"

Jak opowiada dr Jerzy Friediger, od kiedy covidowa ustawa weszła w życie, do jego szpitala zaczęli jedna po drugiej zgłaszać się firmy pośredniczące między pracodawcami a lekarzami ze Wschodu.

- Oznacza to, że na rynku już pojawił się ktoś, kto chce na tym zarobić. To nie wróży dobrze - mówi dr Friediger. Sam przyznaje, że w jego szpitalu brakuje personelu, zwłaszcza na SOR-ze. - Chętnie zatrudnię nowych lekarzy. Mogą być ze wschodu, południa czy północy - dla mnie to bez znaczenia. Jedyne czego oczekuję od kandydatów, to potwierdzonych kwalifikacji i znajomości języka polskiego. Jeśli co do tych dwóch rzeczy nie będę miał pewności, nie podejmę ryzyka zatrudnienia i dopuszczenia takiego lekarza do pacjenta – opowiada dr Friediger.

Jak zaznacza, procedura nostryfikacji dyplomu medycznego w Polsce jest przestarzała i już dawno powinna być zmieniona, ale ustawa covidowa nie tylko nic nie zmienia, ona wręcz pogarsza sytuację.

- Według mnie ta ustawa stworzy tylko patologię. Cała procedura jest niejasna i nie gwarantuje bezpieczeństwa pacjentów. Dla mnie nie jest zrozumiałym, na jakich podstawach stwierdza się kwalifikacje kandydatów? I kto za to wszystko będzie odpowiadać? Ministerstwo Zdrowia, na którego barkach powinna spoczywać cała odpowiedzialność, zrzuca ją na innych. Koniec końców będzie to zmartwienie dyrektorów szpitali - uważa dr Friediger.

Dr Jerzy Friediger rozważa powołanie w swoim szpitalu komisji, złożonej z lekarzy-specjalistów, którzy będą przeprowadzać wywiady z kandydatami i na tej podstawie stwierdzać poziom wiedzy merytorycznej.

5. Lekarz jak pracownik sezonowy?

Covidowa ustawa również budzi dużo emocji wśród samych lekarzy. Wielu mówi otwarcie, że warunki zatrudniania lekarzy obcokrajowców przyrównują ich niemal do pracowników sezonowych. Lekarz może podpisać umowę ze szpitalem na okres maksymalnie do 5 lat. W tym czasie nie może zmieniać ani miejsca zatrudnienia, ani liczyć na przywileje, którymi cieszą się lekarze z nostryfikacją.

Innymi słowy, przez cały okres trwania kontraktu, lekarz pozostaje uzależniony od swojego pracodawcy. Jeśli szpital postanowi o zwolnieniu, lekarz będzie musiał wrócić do domu.

Oksana Marczewska chciałaby mieszkać i pracować w Polsce, ale na godnych warunkach
Oksana Marczewska chciałaby mieszkać i pracować w Polsce, ale na godnych warunkach (arch. prywatne)

Oksana Marczewska jest lekarzem anestezjologiem z ukraińskiego miasta Równe. Od 14 lat pracuje z wcześniakami.

- Kocham swoją pracę. Jest bardzo ciężka, ale też niesamowicie wdzięczna – opowiada. Cała rodzina po stronie ojca Oksany ma polskie korzenie, jednak lekarka nigdy poważnie nie myślała o emigracji. Aż do urodzenia córki.

- Rodzicielstwo zmieniło moje poglądy. Zrozumiałam, że chcę, aby córka żyła w spokojnym kraju i mogła się cieszyć życiem, zamiast walczyć o przetrwanie – opowiada Oksana.

Zaczęła więc powoli szykować dokumenty i przygotowywać się do nostryfikacji. Kiedy w życie weszła ustawa covidowa, Oksana zaczęła poważnie rozważać szybszy wyjazd do Polski.

- Mam wielu znajomych medyków, którzy mieszkają w Polsce. Razem rozważaliśmy wszystkie "za" i "przeciw". Doszliśmy do wniosku, że lepiej jednak trzymać ścieżki nostryfikacji, ponieważ nawet jeśli po ustawie covidowej przepracujesz 5 lat w polskim szpitalu, nic to nie wniesie w sam proces legalizacji. Przy tym jesteś cały czas "przywiązany" do jednego szpitala - tłumaczy Oksana. - Jest rozwiązanie na "tu i teraz", ale na dłuższą metę nic nie wnosi. Wyjazd z kraju to duże ryzyko i nie ma nic dziwnego w tym, że lekarz chce mieć poczucie bezpieczeństwa i stabilności - podkreśla.

Zobacz także: Koronawirus w Polsce. Lekarze od "fałszywej pandemii"

Masz newsa, zdjęcie lub filmik? Prześlij nam przez dziejesie.wp.pl

Rekomendowane przez naszych ekspertów

Polecane dla Ciebie

Pomocni lekarze

Szukaj innego lekarza

Komentarze

Wysyłając opinię akceptujesz regulamin zamieszczania opinii w serwisie. Grupa Wirtualna Polska Media SA z siedzibą w Warszawie jest administratorem twoich danych osobowych dla celów związanych z korzystaniem z serwisu. Zgodnie z art. 24 ust. 1 pkt 3 i 4 ustawy o ochronie danych osobowych, podanie danych jest dobrowolne, Użytkownikowi przysługuje prawo dostępu do treści swoich danych i ich poprawiania.