Maja, maleństwo wyrwane na świat

11 kwietnia 2015 r. Maja miała przywitać świat i poznać wyczekujących jej pierwszego uśmiechu rodziców, których rozkochała w sobie od pierwszego uderzenia jej serduszka. Zamiast radości, pojawił się strach i bolesne łzy. Rodzice nie usłyszeli długo wyczekiwanego krzyku. Tuż po porodzie nastąpiła cisza, która w pamięci zapadnie już na zawsze. Mama nie ucałowała maleństwa po porodzie, tata nie mógł przytulić swojej córeczki. Po prostu ją zabrano... Szybko. Bez słów. Na Intensywną Terapię…

Poród zaczął się o czasie. Wszystko było tak jak zaplanowali rodzice do czasu, gdy położna określiła wagę dziewczynki. Zdecydowanie większą, niż przewidział lekarz. Pytanie mamy o cesarkę pozostało bez odpowiedzi. Podczas porodu maleńka zaklinowała się w kanale rodnym. Zaczęło spadać tętno, na cesarkę było za późno. Potem już wszystko potoczyło się bardzo szybko. Zbyt szybko… Jedna osoba z obecnych na sali ciągnęła maleństwo za ramię, a druga położyła się na brzuchu mamy, starając się je wycisnąć. Pojawiła się Maja – maleństwo, wyrwane na świat. Nie dostała puli 10 punktów na starcie. Skromne 3, miały pozwolić jej przetrwać. Pozwoliły, ale po tragicznym porodzie pozostała nieplanowana „pamiątka”.

Zobacz film: "Podstawowe badania, jakie powinna wykonać każda kobieta"

„Nasze pierwsze spotkanie przysłoniły łzy strachu. Prawa rączka, bezwładnie wisiała wzdłuż tułowia. W prawym oczku nie mogłam dojrzeć koloru tęczówki jej oczka, a jedynie maleńki prześwit”  – ze łzami wspomina mama. Słowa lekarzy „tylko” rączka jest uszkodzona proszę się nie martwić, w ciągu kilku dni powinno ustąpić”, nie uspokoiły zatroskanych rodziców. Mijały długie godziny, a poprawy nie było widać.

Maja nie miała łatwego początku, a z każdym kolejnym dniem pojawiały się kolejne rozrywające serca rodziców informacje. W wyniku błędu lekarskiego i zaniedbań podczas porodu, doszło do całkowitego porażenia splotu ramiennego prawego typu Erba-Duchenne'a-Klumpke, wyrwania nerwów z rdzenia kręgowego oraz ich przerwania. Oznacza to, że Maja w ogóle nie czuje swojej rączki. Nie jest świadoma, że ona istnieje. Maleństwo wodzi wzrokiem w lewym kierunku, na lewym boku zasypia, jak gdyby prawa strona w ogóle nie istniała. Jakby nieszczęść było mało, uszkodzeniu uległ również nerw wzrokowy, objawiający się zespołem Hornera – oczko Majki jest mniejsze, zwężona powieka nie pozwala dojrzeć tęczówki oka.

Patrząc na zdjęcie wydaje się, że Maja nie różni się od innych dzieci. Uszkodzenie rączki u takiego maleństwa ciągnie za sobą cały szereg konsekwencji. Tak naprawdę całe ciałko dziewczynki cierpi przez ten uraz. W prawej rączce w wyniku uszkodzenia i rozerwania nerwów w charakterystyczny sposób zniekształca się dłoń, rączka jest już krótsza, przybiera nienaturalnie fioletowego koloru. Deformuje się kręgosłup w wyniku ciągłego skrzywienia jej maleńkiego ciała w lewą stronę.

Rodzice nie tracili nawet chwili. Już po 10 dniach od narodzin, jak tylko udało się opuścić szpital, zaczęli rehabilitować skrzywdzoną rączkę. Niestety sama rehabilitacja nie naprawi wyrwanych nerwów, choć zapewne będzie potrzebna już do końca życia. Niezbędna jest operacja połączenia nerwów uszkodzonych w wyniku porodu. Liczy się czas – wykonanie operacji przed ukończeniem 3 miesiąca życia daje szansę, aby wyrwane z rdzenia kręgowego i rozerwane na długości nerwy mogły się zregenerować. Istnieje również szansa, że po operacji Maja będzie mogła w pełni otworzyć oczko. W ostatnim możliwym terminie, na 3 dni przed ukończeniem 3 miesiąca został wyznaczony termin operacji. 8 lipca Maja może otrzymać szansę i złagodzić następstwa wyrwanej rączki.

Gdy maluszek jeszcze bezpiecznie rozwija się pod serduszkiem matki, a lekarze odkrywają „coś” niepokojącego, rodzice mają czas na przygotowanie się do walki o życie nienarodzonego malucha. Maja rozwijała się prawidłowo, a przyszli rodzice czekali na dzień, kiedy wreszcie będą mogli ją przytulić, wziąć na ręce i być rodzicami. Przygotowywali się do nieprzespanych nocy, przewijania, karmienia. Nie mogli przygotować się na błąd człowieka. Rodzice chwile radości zamienili na strach o jej przyszłość i walkę o pieniądze. Miłość rodziców nie wystarczy. Potrzebna jest moc tysiąca serc, które pomogą dopisać szczęśliwe zakończenie tej historii.

Rodzice nie są w stanie samodzielnie sfinansować kosztownej operacji. Nie chcą też odebrać maleństwu być może jedynej szansy na sprawną rączkę. Dlatego zwracają się do wszystkich ludzi o dobrych sercach o wsparcie.

Zachęcamy do wsparcia akcji zbierania pieniędzy na leczenie Maji. Jest ona prowadzona za pośrednictwem strony Fundacji siepomaga.

Warto pomagać

Warto pomagać

Jeszcze taka maleńka, a guz w jej oczku tak wielki… Ledwo przywitała świat. Nie zdążyła wypowiedzieć pierwszych słów, postawić pierwszego kroku, a już rozpoczęła walkę o życie. Miała niespełna 4 tygodnie, gdy rozpoczęła walkę z potworem w jej przepięknym oczku. Siatkówczak prawego oka, V stopień złośliwości wg klasyfikacji Reese-Ellswortha o wymiarach 15x11x15 mm. Od tego dnia, już 4 lata rodzice walczą o życie i prawe oczko córeczki.

Polecane dla Ciebie

Pomocni lekarze

Szukaj innego lekarza

Komentarze

Wysyłając opinię akceptujesz regulamin zamieszczania opinii w serwisie. Grupa Wirtualna Polska S.A. z siedzibą w Warszawie jest administratorem twoich danych osobowych dla celów związanych z korzystaniem z serwisu. Zgodnie z art. 24 ust. 1 pkt 3 i 4 ustawy o ochronie danych osobowych, podanie danych jest dobrowolne, Użytkownikowi przysługuje prawo dostępu do treści swoich danych i ich poprawiania.