Trwa ładowanie...

Minister zdrowia mówi: "Najgorsze mamy w pewnym sensie za nami". Eksperci pytają o dowody na potwierdzenie optymistycznych prognoz

"Teraz w zasadzie jesteśmy w takiej fazie, gdzie stabilizacja następuje i chyba powoli możemy troszeczkę się uśmiechnąć i stwierdzić, że to, co jest najgorsze, mamy w pewnym sensie za nami" - zapowiedział we wtorek 16 listopada minister zdrowia. Eksperci są zaskoczeni słowami Adama Niedzielskiego i pytają, czy władza, aby po raz kolejny nie chce nam zasugerować, że "wirus jest już niegroźny".

Zobacz film: "Czy są jeszcze wolne respiratory? O problemach z dostępnością sprzętu mówi Marcin Jędrychowski (WIDEO)"

1. Minister zdrowia: możemy sobie nawzajem pogratulować

Podczas wtorkowej konferencji prasowej minister zdrowia zadeklarował, że sytuacja epidemiczna w Polsce się stabilizuje i to w różnych wymiarach.

Szef resortu zwrócił uwagę przede wszystkim na to, że od 17 listopada, po raz pierwszy od dwóch tygodni, dobowe przyrosty zakażeń spadły poniżej 20 tys. przypadków.

Niedzielski zapewnia, że zmieniło się też podejście społeczeństwa. "Możemy sobie nawzajem pogratulować. Ten poziom odpowiedzialności społecznej zdecydowanie się poprawił" - zapewnia minister.

Jednak eksperci patrzą na sytuację z mniejszym optymizmem. I podkreślają, że na świętowanie sukcesów jest dużo za wcześnie. Obawiają się też, że zapewnienia szefa resortu, że jest lepiej, mogą spowodować rozluźnienie w społeczeństwie. Tak, jak to miało miejsce w wakacje i przypominają słynne zdanie premiera Morawieckiego z kampanii wyborczej, kiedy zapewniał, że "nie ma się już czego bać, wirus jest w odwrocie".

Wirusolodzy pytają o uzasadnienie optymistycznych deklaracji ministra zdrowia, bo według nich dane liczbowe w żaden sposób na to nie wskazują.

- Na jakiej podstawie minister tak stwierdził, ja nie wiem. Dlatego, że nic niestety nie wskazuje na to, żeby było lepiej. Nie chcę mówić, że jest gorzej, ale cały czas ten system funkcjonuje de facto siłą rozpędu i gigantycznym wysiłkiem całego personelu medycznego. Tymczasem minister wprowadza co jakiś czas kolejne zmiany w klasyfikowaniu pacjentów, w systemach ich badania, aż sami lekarze się w tym gubią i nie wiedzą, co mają robić - mówi dr hab. n. med. Tomasz Dzieciątkowski, mikrobiolog i wirusolog z Warszawskiego Uniwersytetu Medycznego.

- Stwierdzenie, że jest dobrze, troszeczkę mi przypomina propagandę sukcesu rodem z poprzedniej epoki. Cały czas brak jest spójnego przekazu na temat pandemii, brak jednolitej koncepcji, jak powinniśmy postępować w warunkach zagrożenia - punktuje dr Dzieciątkowski.

2. Prof. Simon: Jeżeli będziemy liczyli na odporność stadną, to teoretycznie może umrzeć 450 tys. ludzi. To jest tragedia

Minister zdrowia zapewnia, że sytuacja się stabilizuje, kiedy dzienne przyrosty zakażeń są na poziomie 19 tys., a liczba śmiertelnych ofiar koronawirusa w Polsce jest jedną z najwyższych w Europie. 18 listopada zmarło aż 603 osoby zakażone koronawirusem.

Optymizmu szefa resortu zdrowia nie podziela również prof. Krzysztof Simon, który na co dzień obserwuje "poprawę sytuacji" w Klinice Chorób Zakaźnych i Hepatologii Uniwersytetu Medycznego we Wrocławiu.

- Wczoraj zmarła nam pacjentka 60-letnia, przedwczoraj na OIT wrócił pacjent 30-letni, ale na każdym oddziale jest podobnie. Proszę pamiętać, że my się za każdym razem żegnamy z pacjentem skierowanym na OIT z powodu śródmiąższowego zapalenia płuc, bo śmiertelność w takim stadium choroby jest olbrzymia - mówi prof. Krzysztof Simon.

- Pamiętajmy, że te 19 tys., które teraz mamy, oznacza, że tyle zrobiliśmy testów u jawnych klinicznie osób. Szacuje się, że jest mniej więcej 5, a PAN mówi nawet, że 10 razy więcej niezdiagnozowanych przypadków i to każdego dnia. Przy założeniu, że mamy 20 tys. jawnych klinicznie przypadków to by oznaczało, że de facto mamy 100-150 tys. przypadków dziennie, a po tygodniu milion - zaznacza prof. Simon.

Lekarz ostrzega, że przy takich założeniach wygląda na to, że dążymy do odporności stadnej, która pojawia się w momencie, gdy znaczna część populacji staje się odporna na infekcję. Zdaniem lekarze taka polityka w Polsce może się skończyć katastrofą.

- Liczba osób, które przebyły to zakażenie i nabywa odporności, zdecydowanie się zwiększa, w związku z tym redukuje się też możliwości przenoszenia się wirusa. To jest tzw. dążenie do odporności stadnej, ale mamy jeden minus. Odporność stadna wiąże się z ogromną śmiertelnością i to właśnie obserwujemy. Do tego jest szaleństwem liczenie na odporność stadną w społeczeństwie, gdzie 9,5 mln ludzi ma powyżej 60. roku życia i ma liczne choroby. Jeśli byśmy tych ludzi nie leczyli i liczyli na odporność stadną, to teoretycznie może umrzeć 450 tys. chorych. To jest tragedia, a mam wrażenie, że nikt tego nie rozumie - alarmuje lekarz.

Masz newsa, zdjęcie lub filmik? Prześlij nam przez dziejesie.wp.pl

Rekomendowane przez naszych ekspertów

Polecane dla Ciebie

Pomocni lekarze

Szukaj innego lekarza

Komentarze

Wysyłając opinię akceptujesz regulamin zamieszczania opinii w serwisie. Grupa Wirtualna Polska Media SA z siedzibą w Warszawie jest administratorem twoich danych osobowych dla celów związanych z korzystaniem z serwisu. Zgodnie z art. 24 ust. 1 pkt 3 i 4 ustawy o ochronie danych osobowych, podanie danych jest dobrowolne, Użytkownikowi przysługuje prawo dostępu do treści swoich danych i ich poprawiania.