Trwa ładowanie...

"Od października nie miałam jeszcze takiego dnia, żeby nic mnie nie bolało". Historie młodych ludzi, którzy walczą z long COVID

- To jest taka rosyjska ruletka. Każdy organizm jest inny i u każdego inaczej się to objawia. Nikt nie wie, czy i kiedy się z tego wyleczy - mówi 42-letnia Anna, która nadal walczy ze skutkami COVID-19. Takich jak ona jest więcej. Lekarze nazwali ten syndrom tzw. long COVID.

Zobacz film: "Dr Michał Chudzik wyjaśnia, jakie powikłania występują po przebyciu COVID-19"

spis treści

1. "Wszystko zaczęło się dość niewinnie"

- Wcześniej nigdy nie chorowałem nawet na zapalenie płuc - mówi Dawid, który zachorował w połowie sierpnia. Dziś krąży od lekarza do lekarza i przyznaje, że chwilami czuje, jakby w pół roku postarzał się o kilkanaście lat.

Dawid ma 26 lat
Dawid ma 26 lat (arch. prywatne)

Wszystko zaczęło się dość niewinnie, 14 sierpnia gorączkował, dzień później zrobił test. Przez dwa tygodnie izolacji nie odczuwał niepokojących objawów. - Nie miałem żadnych powikłań poza brakiem apetytu. Po 13 dniach nagle dostałem duszności, które z godziny na godzinę były coraz silniejsze. Ostatkiem sił pojechałem do szpitala zakaźnego - opowiada.

Po siedmiu dniach został wypisany. Saturacja była dobra, nie było też widać zmian podczas badania RTG klatki piersiowej. - Po wyjściu ze szpitala nie byłem w stanie sam wrócić autem do domu, została okropna duszność, kaszel i osłabienie - wspomina Dawid.

2. "Nie wiadomo czym leczyć powikłania po tej chorobie"

Schudł 7 kilogramów. Po trzech tygodniach chorowania liczył, że to koniec. Niestety kolejne badania nie nastrajały optymistycznie. Tomografia komputerowa pokazała zmiany zapalne w płucach.

- Prywatna wizyta u pulmonologa, antybiotyk, sterydy wziewne i leczenie w domu. Przez dwa miesiące przejście z pokoju do pokoju to był dla mnie wyczyn. Do stycznia zrobiłem trzy tomografie, na których wyszły nowe, małe zmiany z włóknieniem w innym miejscu. Po 6 miesiącach jest trochę lepiej, ale nadal odczuwam minimalną duszność, zadyszki, problemy oddechowe i bardzo słabą wydolność.

Zmiany w płucach nie są duże, ale Dawid nadal odczuwa ich skutki
Zmiany w płucach nie są duże, ale Dawid nadal odczuwa ich skutki (arch. prywatne)

26-latkowi ciężko pogodzić się z tym, przez co przechodzi, bo przed chorobą był bardzo aktywny. Grał w piłkę nożną i jeździł na rowerze po 12 km. Próbuje wrócić do biegania, na razie po 30 minutach ledwo łapie oddech. Nie zamierza się jednak poddawać.

- Najgorsze jest to, że nie wiadomo czym leczyć powikłania po tej chorobie. Próbowałem wszystkiego. Wizyty lekarskie, badania, zmiany leków, które nic nie wnoszą. Chodziłem na rehabilitację z fizjoterapeutą, robiłem ćwiczenia oddechowe, cały czas dmucham w butelkę. Nadal co parę dni mam napadowe uciski w klatce piersiowej i zastanawiam się, ile to jeszcze będzie trwało?

Dawid od pół roku walczy z tzw. long COVID
Dawid od pół roku walczy z tzw. long COVID (arch. prywatne)

3. "Długo się to ciągnie"

Marta zachorowała w drugiej połowie października. Objawy zakażenia były dość nietypowe. Przez trzy dni miała paraliżujące bóle brzucha i oczu.

- W kolejnych dniach doszedł ból wszystkich zębów, bóle mięśni, ale mimo wszystko nie podejrzewałam, że jestem zakażona, bo praktycznie nie opuszczałam terenu swojego gospodarstwa. Dopiero po czterech dniach straciłam węch, smak i wtedy zadzwoniłam do lekarza. Nie miałam duszności, a temperatura przez jakieś trzy tygodnie wahała się w granicach 35-35,5 st. Celsjusza - opowiada.

Od choroby minęły cztery miesiące, ale kobieta nadal odczuwa jej skutki. Najgorzej jest wieczorami.

- Odczuwam ucisk w klatce piersiowej i drogach oddechowych, są momenty, kiedy wydaje mi się, że ktoś położył mi na klatkę jakiś duży kamień. Ciągle jestem zmęczona i osłabiona. W tym roku skończę 29 lat. Zawsze prowadziłam aktywny tryb życia, a teraz nie wiem, jak to będzie - podkreśla Marta.

- Długo się to ciągnie. Są lepsze momenty, ale od października jeszcze nie miałam takiego dnia, żeby nic mnie nie bolało. Mimo wszystko wierzę, że kiedyś w końcu to minie - dodaje z nadzieją.

4. Młodzi i zdrowi nagle nie mogą złapać oddechu

- To jest taka rosyjska ruletka. Każdy organizm jest inny i u każdego inaczej się to objawia. Nikt nie wie, czy i kiedy się z tego wyleczy. Nie wyobrażam sobie, że musiałabym jeszcze raz przez to przechodzić - mówi 42-letnia Anna.

COVID zebrał jej i setkom innych ozdrowieńców dawne życie. Młodzi, zdrowi ludzie nagle nie mogą złapać oddechu albo wejść na drugie piętro. Anna dostała pozytywny wynik testu 26 listopada. Chorowała przez dwa tygodnie. Najpierw straciła węch i smak, potem doszły kolejne objawy: bóle mięśni, stawów, gorączka i ogromne osłabienie. Do dziś nie odzyskała węchu, jest w stanie rozpoznać tylko smak słodki i słony. Mimo teoretycznego pokonania choroby, od trzech miesięcy wciąż walczy z jej długotrwałymi skutkami. Do dziś nie jest w stanie wrócić do pracy i normalnego funkcjonowania.

- Mam ogromne skoki pulsu, zawroty głowy, pieczenie skóry. Włosy wypadają mi garściami, czasami boję się myć głowę, bo mam wrażenie, że wszystkie mi wypadną. Do tego dochodzą bardzo silne bóle głowy, pogorszył mi się też wzrok, noszę okulary, ale teraz nawet one nie pomagają. Czekam na wizytę u okulisty. Wcześniej miałam problemy z insulinoopornością, teraz cukier jeszcze bardziej poszedł w górę - opowiada 42-latka.

Od choroby minęło 3 miesiące. Anna nadal walczy z jej skutkami
Od choroby minęło 3 miesiące. Anna nadal walczy z jej skutkami (arch. prywatne)

Najbardziej boli ją to, że czuje się wrakiem człowieka, a teoretycznie nic jej nie dolega. Jej zdaniem ozdrowieńcy, którzy walczą z chronicznymi dolegliwościami po COVID, w Polsce są pozostawienie sami sobie.

- Ubolewam nad tym, że brakuje w Polsce szpitali, które kompleksowo zajmują się leczeniem powikłań u pacjentów, którzy przeszli COVID-19. Wielu z nas ma uszkodzenia wielonarządowe, które mogą się pogłębiać, jeżeli leczenie nie zostanie wprowadzone na czas. Nie mamy w zasadzie dostępu do rehabilitacji po COVID. Jedyny ośrodek, który działa w Głuchołazach, zaproponował mi termin na czerwiec 2022 r. - mówi zbulwersowana.

- Nie ma opieki ani wsparcia psychologicznego, a przeszliśmy dużą traumę. Wielu moich znajomych boryka się z zespołami lękowymi, depresją, są nawet próby samobójcze. COVID wywrócił nam życie do góry nogami. My teraz potrzebujemy tej pomocy, nie za rok. W każdym województwie powinien być przynajmniej jeden ośrodek, który się zajmie takimi ludźmi. Nie chodzi tylko o rehabilitację, ale też o wsparcie psychologiczne - podkreśla Anna.

Masz newsa, zdjęcie lub filmik? Prześlij nam przez dziejesie.wp.pl

Rekomendowane przez naszych ekspertów

Polecane dla Ciebie

Pomocni lekarze

Szukaj innego lekarza

Komentarze

Wysyłając opinię akceptujesz regulamin zamieszczania opinii w serwisie. Grupa Wirtualna Polska Media SA z siedzibą w Warszawie jest administratorem twoich danych osobowych dla celów związanych z korzystaniem z serwisu. Zgodnie z art. 24 ust. 1 pkt 3 i 4 ustawy o ochronie danych osobowych, podanie danych jest dobrowolne, Użytkownikowi przysługuje prawo dostępu do treści swoich danych i ich poprawiania.