Trwa ładowanie...

Koronawirus. Pierwszy Polak po przeszczepie płuc po COVID-19: "Przeraża mnie, gdy słyszę, że pandemii i koronawirusa nie ma"

Pan Grzegorz to pierwszy Polak, a ósmy człowiek na świecie chorujący na COVID-19, któremu przeszczepiono płuca i tym samym uratowano życie.

Zobacz film: "Nowe testy na koronawirusa. Minister zdrowia Łukasz Szumowski komentuje"

Ostanio dr n. med. Tomasz Stącel opowiadał o pierwszym przeszczepie płuc z powodu COVID-19 w Polsce. Dziś rozmawiamy z samym pacjentem, który doświadczył tej pionierskiej operacji.

Grzegorz ma 44 lata, nie choruje przewlekle, nie pali papierosów, prowadzi zdrowy i aktywny tryb życia. A jednak, COVID-19 doszczętnie zniszczył jego płuca. Twierdzi, że to doświadczenie może go tylko wzmocnić, bo "nie ma innego wyjścia”. W WP abcZdrowie opowiada o początku choroby, ponad dwumiesięcznej hospitalizacji i pierwszych dniach po przeszczepie płuc. Zwraca się też do społeczeństwa z ważnym apelem.

Katarzyna Domagała WP abcZdrowie: Rozmawiamy trzy dni po pana wyjściu ze Śląskiego Centrum Chorób Serca w Zabrzu, gdzie zespół transplantacyjny przeszczepił panu nowe płuca, jednocześnie dając szansę na dalsze życie. Jak pan się czuje po prawie dwumiesięcznej hospitalizacji?

Grzegorz Lipiński: Powoli odzyskuję siły, jednak do pełnej sprawności sprzed choroby jeszcze bardzo daleko. Mimo to, jestem dobrej myśli, co daje mi siłę do rehabilitacji, która wraz z zażywaniem leków są teraz najważniejsze. Można nawet powiedzieć, że czuję się naprawdę dobrze w porównaniu do stanu z początkowej fazy COVIDU-19.

Czuje pan jakąś ewidentną zmianę w swoim organizmie w związku z tym, że ma pan nowy narząd?

Jeśli pyta mnie pani, czy odczuwam w związku z tym pewien dyskomfort psychiczny lub czuję się w pewien sposób inaczej, to odpowiadam, że nie. Wyraźną zmianę wizualną związaną z przeszczepem dostrzegam, kiedy patrzę w lustro.

Co pan tam widzi?

Niewielkie blizny – świadectwo transplantacji. No, może jeszcze delikatny ciężar w klatce piersiowej. Ale powiem więcej: szczególnie nie rozmyślam nad tym, jak czuję się z nowymi płucami, choć wiem, że pacjenci po przeszczepach mogą odczuwać pewien psychiczny dyskomfort.

Bo mają wrażenie poczucia czegoś - a może bardziej kogoś - obcego w swoim organizmie?

Tak myślę. U mnie tego nie ma.

Czego to efekt?

Silnej psychiki i charakteru. Dzięki temu nie załamałem się w ciągu tych ponad dwóch miesięcy leżenia i leczenia w szpitalu. Połowę tego czasu byłem podpięty do aparatur, które umożliwiały mi oddychanie: respiratora i sztucznych płuc.

Zdrowe płuca dawcy w trakcie przygotowania do przeszczepienia
Zdrowe płuca dawcy w trakcie przygotowania do przeszczepienia (Archiwum prywatne (dr Tomasz Stącel) )

Nie doświadczył pan momentu zwątpienia, kryzysu? Wielu pacjentów przechodzących COVID-19 w tak ciężkiej postaci nie wytrzymuje psychicznie, dlatego konieczne jest wsparcie psychologa, psychiatry oraz włączenie leków antydepresyjnych.

Praktycznie od początku choroby i hospitalizacji miałem pozytywne nastawienie, może nawet waleczne. Wierzyłem mocno, że wraz ze wsparciem lekarzy oraz rodziny, wyjdę z tego. Jednak nie mógłbym powiedzieć, że cała ta historia nie wpłynęła w żaden sposób na moją psychikę, w końcu dwa i pół miesiąca spędziłem w szpitalu walcząc o życie. Jeszcze w czerwcu nic nie zapowiadało takiego obrotu spraw.

To właśnie wtedy poczuł się pan gorzej. Czy wystąpiły typowe objawy dla COVID-19?

To było w drugiej połowie czerwca. W pewnym momencie poczułem, że mam podwyższoną temperaturę (37, 38 stopni C), stawałem się coraz słabszy fizycznie. Innych objawów nie było, więc nie podejrzewałem zakażenia. Dopiero, gdy z dnia na dzień, objawy zaczęły się nasilać, faktycznie przeszło mi przez myśl, że to może być "to".

Co pan wtedy zrobił?

Wraz z rodziną udałem się do szpitala, aby wykonać testy.

Wyszły pozytywnie.

U całej trójki. Tylko w moim przypadku stan zdrowia ewidentnie się pogarszał.

Jakie objawy pojawiły się u żony i synka?

Żona była wówczas w czwartym miesiącu ciąży. Jedynym objawem, który u niej wystąpił, był lekki kaszel. Syn natomiast nie miał żadnych. W ich przypadku nie zastosowano żadnego leczenia. Natomiast po otrzymaniu dwóch negatywnych wyników żona zgłosiła się do swoich lekarzy na teleporadę z prośbą o skierowanie na badania kontrolne, szczególnie naszego synka, ale uzyskała informację, że skoro nie występowały żadne objawy, nie ma też potrzeby wykonywania badań. Tak samo było w jej przypadku, mimo że jest w ciąży. Wykonano jej tylko podstawowe badania, jak u każdej kobiety ciężarnej.

Jak trafił pan do szpitala?

Żona zadzwoniła po karetkę, gdy objawy się nasilały.

Trafił pan do szpitala jednoimiennego w Tychach, tam, gdzie pan pracuje.

Przyznam szczerze, że cieszyłem się, że będę leczony właśnie tam, choć wiemy, że zgodnie z procedurami chorzy na COVID-19 kierowani są tam, gdzie jest miejsce.

Jak wspomina pan początkowy okres hospitalizacji?

Akurat ten czas pamiętam względnie dobrze. Przez około tydzień byłem leczony na oddziale zakaźnym wraz z innymi chorymi na COVID-19. Dostawałem nowoczesne leki, jednak parametry dot. pracy płuc były coraz gorsze, a ja czułem ogromne duszności.

Pamiętam, że w początkowym okresie hospitalizacji podano mi również trzy dawki osocza od ozdrowieńców, ale i to nie zadziałało. Zaczęły się coraz większe problemy z oddychaniem. Lekarze podjęli zatem decyzję o intubacji, podłączeniu mnie do respiratora i zastosowaniu tlenoterapii.

Ale i to nie przyniosło pożądanych efektów.

Płuca nie dawały żadnych sygnałów, że chcą wrócić do normalnego funkcjonowania. Lekarze ze szpitala w Tychach (dr. Izabela Kokoszka-Bargieł, Justyna Krypel-Kos i Kamil Alszer) wpadli na pomysł, aby podłączyć mnie do aparatury ECMO, czyli sztucznych płuc. I tak się stało, jednak wcześniej musiałem zostać przetransportowany do Szpitala Uniwersyteckiego w Krakowie, bo właśnie tam mają najlepsze sztuczne płuco-serce w całym kraju. Przez kolejne trzy tygodnie mój organizm dostawał tlen dzięki tej aparaturze.

Pamięta pan coś z tamtego okresu?

Nie pamiętam praktycznie nic z całego lipca. Świadomość wróciła dopiero, gdy wybudziłem się po przeszczepie.

Pan Grzegorz kilka godzin po przeszczepie płuc
Pan Grzegorz kilka godzin po przeszczepie płuc (Archiwum prywatne (dr Tomasz Stącel))

Jak się pan się wtedy czuł?

Wydaje mi się, że jak na człowieka po COVIDZIE-19 i obustronnym przeszczepie płuc, to bardzo dobrze. Lekarze oceniali przebieg samej operacji i reakcji mojego organizmu na przyjęcie nowego organu jako wzorcowe. Po operacji obudziłem się bardzo szybko. Pamiętam, że dr Stącel, jeden z kardiochirurgów przeprowadzających transplantację, był nawet zdziwiony, że wszystko idzie tak, jak wszyscy sobie tego życzyli. Ale w zasadzie: oprócz płuc (śmiech) wszystkie narządy miałem zdrowe, nie choruję przewlekle, więc spełniłem najważniejsze warunki do przeszczepu. Do którego – muszę przyznać – początkowo byłem sceptycznie nastawiony.

Naprawdę?

To był w zasadzie jedyny moment zawahania i sceptycyzmu podczas całego okresu leczenia. Jak już mówiłem, podjąłem walkę z chorobą z pozytywnym nastawienie i stosując się do wszystkich zaleceń lekarzy, jednak, kiedy powiedzieli mi o tym, że zakwalifikowałem się do przeszczepu, miałem ewidentny problem z podjęciem ostatecznej decyzji.

Dlaczego?

Trudno podać mi racjonalne argumenty. Myślę, że był to jeden z efektów kilku czynników: złego stanu zdrowia, zdezorientowania, bardzo szybkiego obrotu spraw, być może i działania dużej liczby leków. Z drugiej strony zwyczajnie obawiałem się problemów podczas operacji i ewentualnych powikłań. Zgoda na przeszczep to bardzo poważna decyzja, szczególnie tak ważnego organu, jakim są płuca. Niektórzy pacjenci na przeszczep przygotowywani są długo, nawet kilka miesięcy, w moim przypadku to było kilka dni.

Ale w końcu podpisał pan zgodę.

Tak. Po rozmowach z żoną i lekarzami uświadomiłem sobie, że jeśli nie podejmę tej decyzji odpowiednio wcześnie, nie wiadomo, co się wydarzy. Myślę, że ten moment sceptycyzmu musiał się pojawić, żeby później było tylko lepiej.

Zdjęcie z sali operacyjnej. Od prawej dr Tomasz Stącel (kardiochirurg, transplantolog), dr Anna Pióro (anestezjolog), dr Maciej Urlik (kardiochirurg, transplantolog)
Zdjęcie z sali operacyjnej. Od prawej dr Tomasz Stącel (kardiochirurg, transplantolog), dr Anna Pióro (anestezjolog), dr Maciej Urlik (kardiochirurg, transplantolog) (Archiwum prywatne (dr Tomasz Stącel))

Czy w całym przebiegu choroby, choć raz, pojawił się w pana głowie najczarniejszy scenariusz i myśl o śmierci?

Kiedy dowiedziałem się o konieczności intubacji. Powiedzieliśmy sobie z żoną ”do zobaczenia”, gdy zasypiałem, ale wierząc, że obudzę się za kilka dni wyleczony.

Cała historia z COVIDEM-19, której punktem wieńczącym był przeszczep płuc, wzmocniła pana psychicznie?

Na pewno nie wpłynęła na mnie depresyjnie, nie dobiła mnie. Czuję się przez to mocniejszy psychicznie - to w końcu bardzo silne przeżycie i ważne doświadczenie życiowe. Ale być może na tego typu refleksje dopiero przyjdzie czas. Choć z drugiej strony - tak sobie myślę - że nie chciałbym w przyszłości na siłę wywoływać wspomnień z okresu choroby. Chyba lepiej zostawić to za sobą i skupić się na tym, co najważniejsze, czyli rehabilitacji i powrocie do sprawności. Mam wszystko, co mi w tym pomoże.

Czyli?

Wsparcie rodziny i lekarzy, zresztą jak podczas całego przebiegu choroby. To mnie ogromnie motywuje. W zaledwie dwa miesiące moje życie zmieniło się o 180 stopni. Mam teraz wiele ograniczeń, przede wszystkim fizycznych, ale nie ma innego wyjścia niż to zaakceptować i powoli wracać do normalności.

Jakie ćwiczenia rehabilitacyjne obecnie pan wykonuje?

Różne i jest ich znacznie więcej niż w szpitalu. Są to ćwiczenia typowo oddechowe, na przykład z butelką, spirobol, ćwiczenia kończyn. Odkąd jestem w domu doszły też regularne spacery, więc praktycznie cały czas jestem w ruchu, i to w zasadzie najlepsza metoda rekonwalescencji po przeszczepie płuc.

Chyba nigdy nie pomyślałby pan, że jeśli zachoruje na COVID-19, choroba będzie miała tak ciężki przebieg. Nie jest pan przecież reprezentantem typowej grupy podwyższonego ryzyka, choć jednocześnie najlepszym przykładem tego, aby nie myśleć w ten sposób.

Co więcej, mam wrażenie, że prowadziłem zdrowy tryb życia, byłem aktywny fizycznie. Nie palę papierosów, od dwudziestu lat jeżdżę na snowboardzie. Wraz żoną jeździmy na rowerze. Startowałem nawet w maratonach! Nic nie wskazywało na to, że będę miał jakiekolwiek problemy z płucami. A okazało się, że wirus zniszczył je właściwie w tydzień – od pierwszych objawów do podpięcia mnie do respiratora.

Jak pan zareagował, gdy je pan zobaczył?

Byłem w szoku, ponieważ wyglądały tragicznie. Zupełnie nie przypominały ludzkiego organu.

Zniszczone przez COVID-19 płuca pana Grzegorza. Fotografia wykonana tuż po wycięciu organu
Zniszczone przez COVID-19 płuca pana Grzegorza. Fotografia wykonana tuż po wycięciu organu (Archiwum prywatne (dr Tomasz Stącel))

Pana przypadek jest doskonałym dowodem na to, jak niewiele wiemy na temat choroby COVID-19, którą wywołuje koronawirus SARS-CoV-2. Mimo nagłaśniania takich historii, wciąż są osoby, które ignorują pandemię i fakty naukowe. Czy teraz, po wyjściu ze szpitala i świadomości wygrania z chorobą, chciałby pan coś przekazać społeczeństwu?

Przede wszystkim przeraża mnie nie tylko niestosowanie się do ogólnie obowiązujących obostrzeń, które przecież mają zwiększyć bezpieczeństwo nas wszystkich, ale to, o czym pani wspomniała, czyli ignorancja faktów naukowych. Nie rozumiem, jak można twierdzić, że pandemii i COVID-19 nie ma. Że to wymysły. Ile musi być jeszcze przykładów i jakich, żeby ci niedowiarkowie uwierzyli? Bardzo bym chciał, aby w społeczeństwie w końcu obudził się pierwiastek zbiorowej odpowiedzialności, aby ludzie przestrzegali higieny, nosili maski tam, gdzie jest taka konieczność, nawet jeśli taki przepis nie jest odgórnie narzucony. Na razie nie pokazujemy, abyśmy byli dobrym przykładem do naśladowania.

Jest jeszcze kwestia hejtu internautów wobec osób, które przeszły COVID-19. Pod jednym z artykułów, w którym pisano o mojej chorobie i przeszczepie wręcz był wysyp hejterskich komentarzy.

Przejął się pan tym?

Nie przywiązuję do tego wagi, ponieważ mam istotniejsze rzeczy na głowie, jednak jest to zjawisko, które nie świadczy zbyt dobrze o społeczeństwie, w którym żyjemy.

Zatem na koniec życzę panu, aby spotykał na swojej drodze wyłącznie empatycznych ludzi i rzecz jasna: szybkiego powrotu do pełnej sprawności.

Bardzo dziękuję.

Masz newsa, zdjęcie lub filmik? Prześlij nam przez dziejesie.wp.pl

Kardiochirurdzy ze Śląska jako ósmi na świecie przeszczepili płuca choremu na COVID-19. Rozmawiamy z jednym z nich

Polecane dla Ciebie

Pomocni lekarze

Szukaj innego lekarza

Komentarze

Wysyłając opinię akceptujesz regulamin zamieszczania opinii w serwisie. Grupa Wirtualna Polska Media SA z siedzibą w Warszawie jest administratorem twoich danych osobowych dla celów związanych z korzystaniem z serwisu. Zgodnie z art. 24 ust. 1 pkt 3 i 4 ustawy o ochronie danych osobowych, podanie danych jest dobrowolne, Użytkownikowi przysługuje prawo dostępu do treści swoich danych i ich poprawiania.