Przejdź na WP

“Przeszłam przez depresję, byłam w szpitalu psychiatrycznym”. Rozmowa z Martą Kieniuk Mędralą #ZdrowaPolka

“Szpital psychiatryczny kojarzy się z wariatami, których trzeba unikać. Ja tam byłam”. Na zdjęciu piękna, młoda kobieta. Jak to możliwe, że taka dziewczyna miała depresję? Marta Kieniuk Mędrala napisała o tym, jak się żyje z depresją, i poruszyła wielu ludzi.

Zobacz film: "Depresja maskowana – jak się objawia?"

Sylwia Stachura, WP abcZdrowie: Post na Facebooku, w którym napisałaś o tym, jak trafiłaś do szpitala psychiatrycznego, udostępniono prawie 9 tys. razy. Przyznam, że robi ogromne wrażenie. Spotkałaś się z dużym odzewem?

Marta Kieniuk Mędrala: Post o szpitalu psychiatrycznym powstał jednego dnia, natomiast z opublikowaniem go wstrzymywałam się przez trzy dni. Nie wiedziałam do końca, jak zostanie odebrany i nie chodzi o to, że bałam się o tzw. "hejterów" (oni byli, są i będą), ale zastanawiałam się, czy to się komuś faktycznie przyda.

Podczas spotkań z moją terapeutką usłyszałam, że ludzie nie lubią słuchać o szpitalach psychiatrycznych, depresji itp., ponieważ wzbudza to w nich niesamowity lęk i strach, że w ich życiu coś takiego też się może zdarzyć.

8 listopada zdecydowałam się jednak kliknąć "opublikuj" i proszę mi wierzyć, nie wiedziałam, że post będzie udostępniany w takich ilościach, że pojawi się tak dużo komentarzy, a moja skrzynka pocztowa zostanie zasypana różnymi wiadomościami.

Na twoim fanpage'u pisze do ciebie wiele osób z podobnymi problemami. Czujesz się jak ich powiernik, psychoterapeuta?

Dziękuję za to pytanie. Nie jestem, nie byłam i nie będę psychoterapeutką. Ogólnie moja strona powstała w 2014 roku, w międzyczasie zmieniała nazwę i charakter, ale dziś już jest tylko o zaburzeniach odżywiania i depresji (reszta wpisów została usunięta i znajdzie się w mojej pierwszej książce "Rozmiar szczęścia nie daje. O zaburzeniach odżywiania i nie tylko", która będzie mieć premierę już na początku 2019 roku), ale nie oznacza to, że uważam się za lekarza, który będzie teraz na odległość leczył ludzi.

Przeszłam przez depresję, byłam w szpitalu psychiatrycznym, myślałam o samobójstwie, okaleczałam się, ale to już za mną.

Postanowiłam po skonsultowaniu się z moją terapeutką, że kiedy tylko zakończę terapię i będę zdrowa, to zacznę pisać o tym na swojej stronie, ale bazując jedynie na swoim doświadczeniu i na swoich przeżyciach.

Dlaczego?

Wiem doskonale, że ludzie, którzy mają depresję, potrzebują rozmowy, wsparcia i zwykłego wysłuchania i ja to im umożliwiam, bo wiem, jak to szalenie ważne. Ja tego nie miałam, ale to nie oznacza, że nie mogę tego dać drugiej osobie.

W rozmowach z tymi osobami proponuję udanie się na konsultację do psychiatry bądź psychoterapeuty. Mówię głośno o depresji i innych zaburzeniach, bo wiem, że jest to potrzebne, ale to nie upoważnia mnie do uważania siebie za specjalistę. Raz czy dwa zdarzyło się, że ktoś mi to zarzucił.

Większość osób, które trafiają na moją stronę wie, że mogą ze mną porozmawiać czy do mnie napisać, ale wiedzą też, że po fachową pomoc powinny udać się do specjalisty.

Miałaś 13 lat, gdy zaczęłaś chorować na depresję. Jakie miałaś wtedy objawy?

Pamiętam, że w tym wieku zaczęłam cierpieć na tzw. "ból świata". Nie potrafiłam pogodzić się z tym, że na świecie panuje niesprawiedliwość, że bliskie osoby nie potrafią się kochać i szanować, że wszystko, co zrobię w swoim życiu, będzie bez sensu, bo i tak umrę.

Pamiętam też, że ubierałam się na czarno, a moim ulubionym miejscem do spacerów był cmentarz. Oczywiście, byłam ciągle smutna, płaczliwa i nie do końca wiedziałam, kim jestem. Do tego wszystkiego doszły samookaleczenia.

Czy z biegiem lat i dorastania depresja zmieniła swoje oblicze? Objawy się zmieniły?

Kiedy miałam 20 lat, depresja jakby ucichła, ale tylko dlatego, że wszystko zaczęło być mi obojętne. Żyłam z dnia na dzień i już nie miałam sił, by płakać czy tupać nogami na znak protestu. Pogodziłam się ze stanem rzeczy, że do końca życia będę chodziła z tym bólem, który był w środku mnie i że moje życie będzie już tylko przybierało czarne barwy.

“Przez kilkanaście lat czułam się martwa, niechciana, niekochana, niezrozumiana” - tak napisałaś w jednym z postów. Czy pamiętasz moment, w którym to się zmieniło?

Marta Kieniuk Mędrala
Marta Kieniuk Mędrala (Facebook)

Wiesz, nigdy nie zapomnę tego dnia, bo właśnie w tym dniu poznałam mojego męża i była to - tak wiem, może to infantylnie zabrzmi - miłość od pierwszego wejrzenia, dosłownie.

Z biegiem czasu poczułam, że ktoś mnie w końcu pokochał, chciał, że dla kogoś byłam ważna. Dla mnie było to novum - coś, co w moim przekonaniu miało się nie wydarzyć, a jednak stało się inaczej.

Czy ukrywałaś swoje problemy? Udawałaś, że wszystko jest ok?

Na początku dla mojego męża byłam szczęśliwą, uśmiechniętą Martą. Zakochanie robiło swoje, a ja miałam możliwość, by choć na chwilę zapomnieć o tym, co działo się w moim życiu przed poznaniem mojego męża, ale... Motyle w brzuchu przestały latać, a wtedy wszystko wróciło.

Nie potrafiłam udawać, że ze mną jest wszystko ok. Depresja wróciła z impetem w dniu, w którym wszystko się zmieniło i już nie było takie same. Początkowo mój mąż nie był w stanie uwierzyć w to, co mówiłam, myślał, że mi przejdzie... Był przerażony, kiedy dotarło do niego, że to, co mówię, to nie fikcja, a prawda i że moje życie z dnia na dzień może się skończyć.

Kto najbardziej ci pomógł wyjść z depresji?

Mąż, który zaczął ze mną rozmawiać i pytać, co może dla mnie zrobić. A zrobił bardzo dużo i nie wiem, czy ja byłabym w stanie zrobić podobnie. Dużą rolę odegrała też moja psychoterapeutka, która stworzyła mi takie warunki pracy, że potrafiłam się przed nią otworzyć i wyrzucić wszystko to, co nosiłam przez przeszło 14 lat (na terapię poszłam, jak miałam 27 lat).

W tym wszystkim również pomogłam sobie i ja. Powtarzam to ludziom, którzy piszą z pytaniem, jak mogą pomóc bliskiej osobie, która cierpi na depresję. Odpisuję zawsze tak samo: że dopóki osoba chora nie zechce sobie pomóc, to nikt inny za nią tego nie zrobi. Tak to działa, więc gdybym ja nie chciała sobie pomóc i wyjść z depresji, to moja psychoterapeutka razem z mężem nic by nie mogli zrobić.

Czego najbardziej brakuje chorym na depresję? Czy mogą liczyć na profesjonalną pomoc?

Chorym na depresję brakuje przede wszystkim zrozumienia. Depresja nadal jest tematem tabu i próżno szukać wpisów o tym, że ktoś chciał popełnić samobójstwo lub że ktoś był w szpitalu psychiatrycznym. Wiele osób, które do mnie napisało, stwierdziło, że boją się nawet udostępniać moje posty na swojej stronie, bo obawiają się wyśmiania i braku zrozumienia ze strony innych ludzi.

Uważam również, że takim osobom brakuje możliwości porozmawiania z drugim człowiekiem, a my jako zdrowe społeczeństwo nie potrafimy często stworzyć dogodnych do tego warunków.

Wiele osób mówi: "Weź się w garść" i odwraca się na pięcie, a to nie ułatwia sprawy. Między innymi dlatego będę tworzyć swoją stronę, by umożliwić takim osobom jak ja, możliwość wygadania się i wyrzucenia z siebie tego, co boli i co z trudem pozwala oddychać.

Coraz więcej osób otwarcie mówi, że chodzi na terapię. Myślisz, że to już przestaje być temat tabu?

Powiem szczerze, że nie słyszałam zbyt wiele o chodzeniu na terapię. Być może dlatego, że nie mieszkam w Warszawie, ale jak dla mnie, terapia nadal jest tematem tabu. Wiem to z wiadomości, jakie piszą do mnie obce osoby.

Wiele osób nadal nie rozumie potrzeby chodzenia na terapię. Wiele z nich na tyle odczuwa wstyd i strach, że zaczynają radzić sobie na własną rękę z marnym skutkiem. Na stronie napisałam, że depresja to nie wstyd i terapia to nie wstyd. Uważam, że pójście na terapię to najwyższy stopień miłości do samego siebie.

Co chciałabyś powiedzieć osobie, która właśnie teraz, w tym momencie, toczy walkę z depresją?

Chciałabym powiedzieć, że nie jest sama, bo takich osób z depresją jest bardzo dużo. Na pewno też zachęcałabym do kontaktu z psychologiem, psychiatrą bądź psychoterapeutą w celu porozmawiania i ustalenia, co można zrobić, żeby było lepiej.

W takich sytuacjach czas ma znaczenie i im szybciej zgłosimy się do specjalisty, tym lepiej dla nas i nierzadko dla naszych bliskich, którzy też to wszystko przeżywają.

I najważniejsze: powiedziałabym, że rozumiem i gdybym mogła, to bym taką osobę bardzo mocno przytuliła.

Jakie masz plany na przyszłość?

Napisałam książkę o zaburzeniach odżywiania. W planach mam napisanie książki o depresji i o tym, przez co przeszłam, a jak już napiszę i ją wydam, to zabiorę się za kolejne dwie, ale o tym nie chcę jeszcze mówić.

Poza tym będę rozwijać na nowo swoją stronę, a więc w każdy czwartek będzie pojawiać się nowy post na temat depresji, zaburzeń odżywiania itp.

A co dalej? Tego nie wiem, ale wiem, że chcę pomagać i ze zła, którego doświadczyłam, uczynić tyle dobrego, ile się da.

Ten tekst jest elementem naszego cyklu #ZdrowaPolka, w którym pokazujemy, jak zadbać o swoją kondycję fizyczną i psychiczną. Przypominamy o profilaktyce i radzimy, co zrobić, żeby żyć zdrowiej. Więcej przeczytasz tutaj

Polecane dla Ciebie

Pomocni lekarze

Szukaj innego lekarza

Komentarze

Wysyłając opinię akceptujesz regulamin zamieszczania opinii w serwisie. Grupa Wirtualna Polska S.A. z siedzibą w Warszawie jest administratorem twoich danych osobowych dla celów związanych z korzystaniem z serwisu. Zgodnie z art. 24 ust. 1 pkt 3 i 4 ustawy o ochronie danych osobowych, podanie danych jest dobrowolne, Użytkownikowi przysługuje prawo dostępu do treści swoich danych i ich poprawiania.
    Ważne tematy