Trwa ładowanie...

Rezydenci na znak protestu palą znicze przed szpitalami w całej Polsce. "Odpowiedzialność za śmierć systemu ochrony zdrowia, pacjentów i medyków ponoszą rządzący"

Lekarze rezydenci prowadzą milczący protest wobec działań rządu. Stwierdzili zgon polskiego systemu ochrony zdrowia. - Na jednym z ostatnich dyżurów przywiozłem na SOR pacjenta z poważnym udarem. W całym województwie mazowieckim nie było dla niego łóżka. Moje koleżanki zamiast odzieży ochronnej zakładają worki na śmieci. Ciągle brakuje sprzętu, karetek. Giną pacjenci i medycy. Nie mamy wątpliwości, że winę za to wszystko ponoszą rządzący - komentuje lek. Michał Ducki z Porozumienia Rezydentów.

Zobacz film: "Koronawirus w Polsce. Prof. Simon komentuje obecną sytuację szpitali w Polsce"

Przychodząc do pracy, zapalają znicze, wywieszają klepsydry. Według medyków nie jesteśmy na granicy załamania. Już dawno ją przekroczyliśmy.

Katarzyna Domagała, WP abcZdrowie: Przed największymi szpitalami w całym kraju zapalacie znicze i stawiacie chryzantemy. Stwierdziliście zgon polskiego systemu ochrony zdrowia. Kiedy umarł?

Michał Ducki, lekarz, rezydent anestezjologii i intensywnej terapii: Na skraju wyczerpania był jeszcze przed pandemią – co wielokrotnie powtarzaliśmy rządzącym, alarmowaliśmy – ale nikt nas nie słuchał. Ostatnie miesiące, druga fala pandemii COVID-19, okazały się gwoździem do trumny. Teraz mamy pewność: nastąpił zgon polskiego systemu ochrony zdrowia. Tego wydarzenia – jak każdej śmierci – nie da się cofnąć.

Nasz protest ma również upamiętnić wszystkich pacjentów, którzy zmarli, ponieważ nie otrzymali na czas pomocy medycznej. Ale nie dlatego, że medycy byli leniwi – jak często czytamy o sobie w internecie – ale dlatego, że nie ma rąk do pracy, nie ma karetek, nie ma nowoczesnego sprzętu, nie ma łóżek szpitalnych.

Co śmierć systemu ochrony zdrowia oznacza w praktyce dla pacjentów, dla nas – obywateli płacących podatki, oczekujących możliwości korzystania z pomocy medycznej?

Dziś pacjenci nie mogą liczyć nawet na zaspokojenie swoich podstawowych potrzeb zdrowotnych: pójścia do okulisty, internisty czy laryngologa w normalnym terminie. Z kolei na termin do lekarza pierwszego kontaktu czekają tygodniami. Chyba że istnieje podejrzenie COVID-19. Obywatele nie mogą być nawet pewni, że gdy poważnie zachorują, to przyjedzie do nich karetka. Szkody dla Polaków po pandemii będą gigantyczne.

Już DZIŚ zapal #zniczdlapacjenta i #zniczdlamedyka. Zapraszamy wszystkich do udziału w akcji o dowolnej i dogodnej...

Opublikowany przez Porozumienie Rezydentów Niedziela, 1 listopada 2020

Którzy pacjenci cierpią najbardziej przez fatalną kondycję systemu ochrony zdrowia w Polsce?

Właściwie wszyscy pacjenci cierpią w obecnej sytuacji: covidowi, onkologiczni, przewlekle chorujący na inne schorzenia, ale też ci, którzy wymagają osobistej konsultacji ze specjalistą, a nie stać ich na prywatną wizytę. Okuliści alarmują od jakiegoś czasu, że po pandemii ludzie mogą mieć ogromne problemy ze wzrokiem, ponieważ wizyty są odkładane w czasie.

Cierpią również pacjenci onkologiczni, bo później wykrywamy nowotwory, a w efekcie leczymy je mniej skutecznie. Z kolei pacjenci z chorobami przewlekłymi, takimi jak nadciśnienie tętnicze, bez regularnej kontroli lekarskiej są narażeni na poważne powikłania.

Jednak na najgorszy scenariusz - czyli śmierć - najbardziej narażeni są pacjenci potrzebujący natychmiastowej pomocy: po urazach, wypadkach, zawałach.

Dlaczego?

Bo brakuje karetek. Duża część jest wyłączona, ponieważ czekają w kolejkach przed szpitalami. Proszę wyobrazić sobie, że w Warszawie chory potrzebujący natychmiastowej pomocy może czekać na karetkę nawet 8 godzin!

Kolejna kwestia to łóżka. Na jednym z moich ostatnich dyżurów w pogotowiu ratunkowym przywiozłem na SOR pacjenta z poważnym udarem. Do szpitala nie mógł być jednak przyjęty, bo brakowało miejsc.

Od koordynatora ratownictwa medycznego otrzymałem informację, która brzmiała tak: panie doktorze, w całym województwie mazowieckim nie ma łóżka dla pana pacjenta. W końcu po 4 godzinach oczekiwania na SORze łóżko się zwolniło.

Ten pacjent akurat miał szczęście. Inni nie będą go tyle mieli.

Obecnie jest bardzo wielu pacjentów, którzy umierają, bo karetka jedzie do nich kilka godzin. Niedawno brakowało w moim rejonie wolnej karetki. Do pacjenta z zatrzymaniem akcji serca musieli pojechać strażacy, którzy reanimowali go przez 45 minut – do czasu, gdy nie przyjechał zespół z innego miasta.

Wiemy też, że w szpitalach ciągle brakuje nowoczesnego sprzętu. Spora część respiratorów i aparatur do tlenoterapii przetransportowano na oddziały covidowe. Cierpią na tym głównie pacjenci, którzy nie chorują na COVID-19?

Przez brak sprzętu cierpią wszyscy pacjenci, którzy go potrzebują. Nie znam dzisiaj medyka, który nie naprawiałby sprzętu z pomocą taśmy klejącej. Szpitale są zmuszane do oszczędzania na naprawach, dlatego urządzenia medyczne całymi tygodniami są wyłączone z użytkowania.

Jednak premier i minister zdrowia powtarzają jak mantrę, że szpitale są przygotowane na przyjmowanie chorych, że nie brakuje łóżek ani respiratorów.

To, co mówi rząd, a to, co dzieje się w rzeczywistości, to dwie różne kwestie. Mam wrażenie, że w przemówieniach premiera i ministra zdrowia jest wiele PR-u i niespełnionych obietnic. Nie dajmy się na to nabrać!

Protestując, chcemy pokazać Polakom, jak realnie wygląda organizacja pracy w placówkach medycznych, dlatego m.in. gromadzimy wiele materiałów, które mają to potwierdzić: relacje i zdjęcia od medyków z pierwszej linii frontu.

Opublikowany przez Porozumienie Rezydentów Wtorek, 3 listopada 2020

Jakich sytuacji – które absolutnie nie powinny mieć miejsca w systemie ochrony zdrowia – doświadczył pan w ostatnich miesiącach?

W moim szpitalu na oddziale wewnętrznym zrobiono testy na COVID-19 wszystkim pacjentom, bo jeden z nich zaczął gorączkować. Okazało się, że 90 proc. przebadanych ma wynik dodatni. Tym samym z oddziału wewnętrznego zrobił się oddział covidowy. W ten sposób można dodać kolejne szpitalne łóżka do statystyki.

Kolejna sprawa to te słynne respiratory z Agencji Rezerw Materiałowych. Okazuje się, że wcale nie są tak łatwo dostępne i dobrze działające, jak twierdzą pan premier i pan minister zdrowia.

Na jednej z grup lekarzy, do której należy około 40 tys. medyków z całej Polski, zadałem pytanie: czy ktoś te respiratory z rezerw materiałowych widział na oczy? Dostałem trzy odpowiedzi. Pierwsza: owszem dostaliśmy, ale jest to bubel i grat, dlatego nie da się podłączyć do niego pacjentów z COVID-19; druga: tak, dostaliśmy skrzynię, ale nie wolno jej rozpakowywać, bo wtedy stracimy gwarancję i trzecia: dostaliśmy respirator, ale z niego nie korzystamy. Tak w praktyce wygląda sprawa z tajemniczymi respiratorami.

A pan spotkał się z którymś z tych respiratorów z ARM?

Nie widziałem takiego sprzętu na oczy!

Brakuje też osób, które te respiratory by obsługiwały.

Ogromne, podkreślam, ogromne braki w kadrze medycznej to jedna z głównych przyczyn fatalnej kondycji polskiego systemu opieki zdrowotnej. A nam się jeszcze za to obrywa od ludzi. Zwyczajnie przykro nam, kiedy czytamy w internecie, że jesteśmy leniwi i niezorganizowani; że to wina medyków, że karetka nie dojechała na czas albo że dla pacjenta nie znaleziono łóżka w szpitalu.

Zapewniam wszystkich, że pracujemy z ogromnym zaangażowaniem, nieraz po kilkanaście godzin dziennie. Czujemy ogromną frustrację i przykrość, nie mogąc nieść pomocy osobom potrzebującym.

Opublikowany przez Porozumienie Rezydentów Wtorek, 3 listopada 2020

Ale tych rąk do pracy nie ma. Nawet jeśli rząd da wysokie podwyżki, ludzi nagle nie przybędzie. Widzi pan jakieś rozwiązanie tego problemu niż tylko jego przeczekanie?

Do walki z pandemią są angażowani lekarze różnych specjalności. Wiemy, że już powoływani są lekarze rodzinni, którzy – co warto wiedzieć – udzielają dziennie nawet 120 porad. Przecież to oni – docelowo – mają zajmować się oceną, którego pacjenta skierować na test, którego do szpitala, a którego zostawić w domu. Proszę pomyśleć: kto będzie leczył pacjentów z małej miejscowości, jeśli jedyny pracujący tam lekarz zostanie wydelegowany do walki z COVID-19?

Może dojść do takich sytuacji?

Myślę, że w tym całym chaosie organizacyjnym jest to bardzo możliwe. Wiem, że na Mazowszu i Podlasiu takie sytuacje mają miejsce.

Wątpliwą kwestią są również dodatki dla medyków za pracę z pacjentami z COVID-19. Mam wrażenie, że większość z nas i tak ich nie otrzyma.

Podczas pierwszej fali pandemii w szpitalach brakowało środków ochrony osobistej. Jak jest obecnie?

W wielu placówkach wciąż brakuje środków ochronnych. Moja koleżanka opowiadała mi, że nadal musi owijać się workami na śmieci, żeby się zabezpieczyć, bo brakuje odzieży ochronnej.

Z kolei do innego szpitala zostały dostarczone maski z Chin, które nie mają atestu, a na ich opakowaniu widnieje informacja: to nie jest produkt medyczny.

Znicze pod jednym ze szpitali
Znicze pod jednym ze szpitali (Porozumienie Rezydentów (Facebook))

Wiemy, przeciwko czemu protestujecie. A jakie są postulaty?

Przede wszystkim natychmiastowe zwiększenie nakładów na system ochrony zdrowia do poziomu 6,8 proc. PKB, czyli niezbędnego minimum, które obowiązuje w większości cywilizowanych krajów. Problemy, których pokłosie teraz obserwujemy, biorą się przede wszystkim z niedofinansowania systemu; ciągłego oszczędzania rządzących; bylejakości zarządzania opieką zdrowotną w Polsce. Mam wrażenie, że władza nie rozumie, że inwestycja w system ochrony zdrowia się zwróci, bo mniej osób będzie korzystać z renty; więcej osób będzie zdolnych do pracy, a w efekcie będą płacić dłużej podatki. Czy nie o to w gruncie rzeczy im chodzi?

Następnie oczekujemy opracowania i przeprowadzenia gruntownej reformy systemu. Trzeba kształcić nowe kadry medyczne i zacząć płacić szpitalom za faktycznie zrealizowane procedury, a nie za ich zapowiedzi. Należy również doinwestować POZ i medycynę ratunkową - to dwa najbardziej zaniedbane elementy systemu ochrony zdrowia, co wyraźnie pokazała epidemia.

Poza tym, to społeczeństwo – ludzie, którzy płacą podatki – powinno domagać się tych zmian. Przecież system ochrony zdrowia jest dla nich. Apele medyków nie wystarczą, jeśli obywatele się do nich nie przyłączą.

Będzie coraz gorzej?

Liczba zgonów – nie tylko chorych na COVID-19– będzie rosła. Nadal będzie brakować rąk do pracy, łóżek i karetek. Przez niewydolność systemu giną pacjenci i medycy. Moi koledzy umierają z przepracowania albo dlatego, że zarażają się koronawirusem przez brak środków ochrony osobistej.

Kto jest odpowiedzialny za ich śmierć?

Rządy, które od wielu lat oszczędzają na zdrowiu Polaków, a winę za wszelkie problemy zrzucają na medyków.

Michał Ducki podczas pracy
Michał Ducki podczas pracy (Archiwum Prywatne)

Zobacz także: Szpital Narodowy gotowy na przyjęcie pierwszych pacjentów? Mamy zdjęcia

Masz newsa, zdjęcie lub filmik? Prześlij nam przez dziejesie.wp.pl

Polecane dla Ciebie

Pomocni lekarze

Szukaj innego lekarza

Komentarze

Wysyłając opinię akceptujesz regulamin zamieszczania opinii w serwisie. Grupa Wirtualna Polska Media SA z siedzibą w Warszawie jest administratorem twoich danych osobowych dla celów związanych z korzystaniem z serwisu. Zgodnie z art. 24 ust. 1 pkt 3 i 4 ustawy o ochronie danych osobowych, podanie danych jest dobrowolne, Użytkownikowi przysługuje prawo dostępu do treści swoich danych i ich poprawiania.