10 razy więcej przypadków. "Piorunujący przebieg infekcji"
10 razy więcej przypadków. "Piorunujący przebieg infekcji"
Piorunujące przebiegi i bezradność - tak relacjonuje falę zakażeń inwazyjnymi paciorkowcami anestezjolog dr n. med. Jacek Górka. Nadal nie wiadomo, jakie są przyczyny tych zachorowań, stąd u progu kolejnego sezonu infekcyjnego wracają obawy, że zagrożenie wróci z nową siłą.
"Ta fala była nieporównywalna do czegokolwiek, co widzieliśmy wcześniej" - ostrzega dr n. med. Jacek Górka
"Ta fala była nieporównywalna do czegokolwiek, co widzieliśmy wcześniej"
- Na naszym oddziale intensywnej terapii zajmujemy się leczeniem najcięższych postaci niewydolności oddechowej z wykorzystaniem krążenia pozaustrojowego ECMO. Dostaliśmy sygnały z Europy Zachodniej, że powstaje rejestr pacjentów leczonych ECMO właśnie z powodu inwazyjnych zakażeń paciorkowcowych - opowiada anestezjolog dr n. med. Jacek Górka, współautor pracy "Szybko postępujący paciorkowcowy zespół wstrząsu toksycznego w 2023 r.".
- Wtedy nie zdawałem sobie jeszcze sprawy ze skali tej fali. To rzeczywiście byli chorzy, którzy przechodzili tak ciężko te infekcje, że wymagali wspomagania układu krążenia i oddychania technikami pozaustrojowymi - wspomina lekarz.
- Najczęstszą postacią zakażeń paciorkowcowych jest ostre zakażenie migdałków podniebiennych gardła i te choroby przebiegają stosunkowo łagodnie. Oczywiście są uciążliwe dla pacjentów, natomiast z reguły kończą się bez poważnych powikłań. Najpoważniejsze postacie to właśnie zakażenia inwazyjnymi szczepami paciorkowców, zakażenia tkanki podskórnej, zakażenia dróg oddechowych, zwłaszcza dolnych dróg oddechowych - wyjaśnia ekspert.
- Te infekcje mogą mieć przebieg piorunujący i skończyć się sepsą, czyli taką uogólnioną infekcją ze wstrząsem septycznym, z niewydolnością wielonarządową - podkreśla lekarz.
W przypadku zespołu wstrząsu toksycznego wzrost jest 10-krotny w porównaniu do danych z ubiegłego roku. Wcześniej tego typu infekcje były rzadkością, tymczasem od początku roku do końca września zgłoszono aż 81 przypadków, a dane mogą być niedoszacowane.
- Jest dużo więcej samych zakażeń paciorkowcowych, co widać po zgłoszeniach. Natomiast największy przyrost dotyczy właśnie zespołu wstrząsu toksycznego, czyli jednej z tych najcięższych postaci zakażenia paciorkowcami. To, co dla mnie jako anestezjologa było najbardziej zaskakujące, to przypadki ciężkie pacjentów, którzy z powodu zakażenia lądowali na OIOM-ie. Ta fala była nieporównywalna do czegokolwiek, co widzieliśmy wcześniej - podkreśla dr Górka.
Młodzi, nieobciążeni innymi schorzeniami, nagle trafiali na OIOM
Zespół lekarzy z 5 Wojskowego Szpitala Klinicznego w Krakowie opublikował pracę opisującą piorunujący przebieg tych inwazyjnych zakażeń. Dr Górka przyznaje, że przebieg choroby był zaskoczeniem dla samych lekarzy i przypominał początki pandemii COVID, kiedy do szpitali w ciężkim stanie trafiali młodzi, nieobciążeni schorzeniami pacjenci, których trudno było uratować.
- Śmiertelność w tych przypadkach była bardzo wysoka, ponad 80 proc. Opisaliśmy sześć przypadków, w pięciu - choroba zakończyła się zgonem, pomimo wszelkich starań, pomimo wykorzystania wszelkich możliwych sposobów leczenia.
- Wśród tych pacjentów, którzy zmarli, najbardziej zaskakujące było to, że nie byli to chorzy, których najczęściej przyjmujemy na intensywną terapię, czyli pacjenci z wielochorobowością, w starszym wieku. To, co nas najbardziej zaskakiwało, to piorunujący przebieg infekcji. Średnia przeżycia tych pacjentów wynosiła kilkadziesiąt godzin do dwóch dni - podkreśla lekarz.
- Każdy z tych przypadków odcisnął na nas swoje piętno. W przypadku młodej pacjentki, którą udało nam się uratować, w wyniku inwazyjnej choroby paciorkowcowej wystąpiła ciężka niewydolność oddechowa. Pacjentka była na granicy stosowania technik pozaustrojowych, natomiast udało się wyleczyć ją bez ich wykorzystania. Wyszła z intensywnej terapii, ale wymaga jeszcze długotrwałej opieki medycznej, rehabilitacji. Ma problemy z martwicą dystalnych fragmentów kończyn górnych, kończyn dolnych, palców, paliczków, ale najważniejsze, że przeżyła, co jest dużym sukcesem, bo na pewnym etapie rokowania nie były najlepsze - zaznacza dr Górka.
Tych objawów nie wolno lekceważyć
Specjalista anestezjologii radzi, by przy objawach budzących podejrzenie zakażenia paciorkowcem wykonywać strep test, czyli wymaz z gardła, podobny, jak w przypadku testów na COVID. Tego typu testy są dostępne w placówkach POZ, można je też kupić w aptekach. W przypadku potwierdzenia infekcji paciorkowcowej kluczowe jest szybkie podanie antybiotyków.
Jakie mogą być pierwsze symptomy inwazyjnego zakażenia paciorkowcami? Co powinno nas zaalarmować?
- Dla tych inwazyjnych chorób paciorkowcowych charakterystyczne jest m.in. zajęcie skóry i tkanki podskórnej, więc jeżeli mamy do czynienia z wysoką i trudną do zbicia gorączką i zajęciem tkanki podskórnej, zaczerwienieniem, obrzękiem, nadmiernym uciepleniem skóry tułowia czy kończyn, to zawsze wymaga zgłoszenia do lekarza. Często w przypadku włączenia adekwatnej antybiotykoterapii na bardzo wczesnym etapie, udaje się tę chorobę kontrolować. Natomiast jeżeli pomimo włączenia antybiotyku stan pacjenta się nie poprawia w ciągu 48 godzin, to jest już alarmujące - wyjaśnia dr Górka.
- To są chorzy, którzy powinni pilnie szukać pomocy w szpitalu, bo może u nich dochodzić do uogólnienia się infekcji. W przypadku pacjentów, których hospitalizowaliśmy, ten stan dość dramatycznie się pogarszał. Pomimo stosowania antybiotyków pojawiały się u nich zaburzenia świadomości, zaburzenia oddychania, ciśnienie tętnicze było mocno obniżone, skurczowe ciśnienie wynosiło poniżej 90 mmHg lub spadało o 30-40 mmHg poniżej normalnych dla pacjenta wartości - zaznacza lekarz.
- To też jest apel do pacjentów - jeżeli zalecona im antybiotykoterapia nie przynosi efektu, powinni jak najszybciej zgłosić się do lekarza, nie czekając, aż będzie naprawdę źle - dodaje.
To nie koniec zakażeń paciorkowcami
Nadal nie jest jasne, co stoi za wzrostem aktywności paciorkowców, zwłaszcza że to zjawisko obserwowane w wielu krajach. Dr Górka wskazuje, że jest kilka teorii na ten temat. Mówi się m.in. o tym, że może to być wynik rozregulowania układu immunologicznego po pandemii COVID-19, kwestia zmian w obrębie szczepu lub zwiększonej oporności na antybiotyki.
- Zdarza się, że te infekcje rozwijają się wskutek nadkażeń bakteryjnych po infekcjach wirusowych, czyli pacjent przechodzi jakąś infekcję wirusową, przeziębieniową czy grypę i później w wyniku nadkażenia bakteryjnego dochodzi do rozwoju inwazyjnego zakażenia paciorkowcowego - przypomina lekarz.
- Najwięcej tych inwazyjnych zakażeń było w pierwszych miesiącach roku, także wydaje się, że fala spowolniła, natomiast cały czas te przypadki się zdarzają. Te paciorkowce są z nami, więc nasza czujność powinna być wzmożona. Po pewnej przerwie widzimy znowu zwiększoną liczbę zachorowań na COVID. Ten trend jest zgodny z tym, co dzieje się na całym świecie i prawdopodobnie kolejna fala zakażeń inwazyjnych paciorkowcowych również przed nami - podsumowuje dr Górka.
Katarzyna Grzęda-Łozicka, dziennikarka Wirtualnej Polski
Masz newsa, zdjęcie lub filmik? Prześlij nam przez dziejesie.wp.pl
Treści w naszych serwisach służą celom informacyjno-edukacyjnym i nie zastępują konsultacji lekarskiej. Przed podjęciem decyzji zdrowotnych skonsultuj się ze specjalistą.