3,5-letni Kacperek zmarł na SOR. "To nie jest pierwszy taki przypadek"

Śmierć małego Kacperka w szpitalu w Grodzisku Mazowieckim uruchomiła szereg pytań dotyczących przyczyn tragedii oraz tego, jak uniknąć takich sytuacji w przyszłości. – W podobnych przypadkach na przyszłość, wzorem krajów zachodnich, powinniśmy tę sprawę zbadać tak, jak bada się wypadki lotnicze – komentuje w rozmowie z WP abcZdrowie lek. med. Jakub Kosikowski.

lekarzOd lewej: Kacperek, jego ojciec i lek. Jakub Kosikowski
Źródło zdjęć: © Uwaga, facebook
Marta Słupska

Błędna diagnoza

3,5-letni Kacper zmarł w szpitalu w Grodzisku Mazowieckim po pięciu godzinach od przyjęcia. Trafił do niego z powodu niewinnych pozornie objawów: bólu brzucha i wymiotów. Jak relacjonuje jego tata w materiale "Uwagi!" TVN, stan dziecka bardzo się pogorszył przed godziną 23. Po każdym łyku wody chłopiec wymiotował żółcią. Zaniepokojony ojciec wezwał karetkę. Gdy ubierał synka, zauważył, że dziecko jest blade i ma sine usta.

Ratownicy, którzy przybyli na miejsce, zadzwonili do dyspozytorni i dowiedzieli się, że na Banacha w Warszawie kolejka na SOR sięga siedmiu godzin, a w Grodzisku jest pusto. Chłopiec trafił więc do szpitala w Grodzisku. Tam lekarze podejrzewali, że Kacper zakaził się meningokokami i tak go leczyli. Nie wykonano mu RTG ani USG brzucha.

Sekcja zwłok wykazała, że diagnoza była błędna – przyczyną śmierci dziecka okazało się zadzierzgnięcie jelita połączone z martwicą.

"Mam dwójkę dzieci... Nie mogę tego obejrzeć, nie płacząc i nie łącząc się z rodzicami w bólu... Straszna tragedia", "Mam trójkę dzieci. Nie wyobrażam sobie bólu, jaki niosą w swoich sercach rodzice Kacpra po jego odejściu" – piszą w komentarzach pod materiałem "Uwagi!" TVN przerażeni historią rodzice.

Co trzeba zrobić, by uniknąć podobnych tragedii?

Pojawiają się pytania o to, co można było zrobić, by uniknąć tego dramatu. "Po takiej tragedii powinno się robić wszystko, by nigdy więcej taka się nie przytrafiła. Niestety to nie jest pierwszy taki przypadek w Polsce" – pisze w X lek. med. Jakub Kosikowski, onkolog i były rzecznik Naczelnej Rady Lekarskiej.

Jak zaznacza w rozmowie z WP abcZdrowie, musimy poczekać na ustalenia. – Tą sprawą będą pewnie musiały zająć się prokuratura, Rzecznik Praw Pacjenta i Warszawska Izba Lekarska – mówi nam lekarz.

Ekspert zwraca uwagę na to, że należy zrobić wszystko, aby podobna sytuacja już nigdy się nie powtórzyła. – Nie mam dokumentacji medycznej, nie wiem, jaki był przebieg tej historii – odpowiada pytany o to, czy jego zdaniem można było zapobiec śmierci Kacperka. – Trudno mi komentować na podstawie samych doniesień medialnych. Dlatego uważam, że tam powinien wejść zespół biegłych, który by to drobiazgowo sprawdził od początku do końca i znalazł każdy punkt, w którym coś nie zagrało, co spowodowało ostatecznie taki tragiczny efekt.

"Jak powinno wyglądać: 1. Zespół ekspertów wchodzi do szpitala i przygotowuje raport o tym, co poszło nie tak. 2. Szpital otrzymuje raport do wdrożenia, aby taka tragedia nigdy się nie powtórzyła. 3. Rodzina otrzymuje odszkodowanie z ubezpieczenia szpitalnego/lekarza bez 10 lat w sądach. 4. Eksperci oceniają, czy doszło do rażącego zaniedbania – wtedy to sprawa karna. 5. Prokuratura, rzecznik praw pacjentów i izby medyczne wykonują swoją pracę" – napisał na platformie X.

Lek. Kosikowski podkreśla przy tym szczególną wagę punktów 1. i 2., gdyż, jak zauważa, samo skazanie winnych nie jest wystarczające.

– W podobnych przypadkach na przyszłość, wzorem krajów zachodnich, powinniśmy tę sprawę zbadać tak, jak bada się wypadki lotnicze. Jeśli chcemy, by więcej nie dochodziło do takich tragedii, powinna zostać przeprowadzona drobiazgowa analiza, co zawiodło i w których miejscach. Konieczne jest sporządzenie i opublikowanie w tej sprawie raportu z rekomendacjami, co powinno zostać w szpitalu zmienione i to powinno zostać skontrolowane, czy zostało faktycznie zrobione – podkreśla lek. Kosikowski.

– Jeśli skupimy się tylko na skazaniu dyrekcji za brak zabezpieczenia czy lekarzy za popełnienie błędów, to wyroki w polskim sądownictwie zapadną pewnie za kilka lat. Wszyscy zapamiętają tylko, że kogoś skazano i że zmarło dziecko. Albo nikt nie zostanie skazany, bo okaże się, że tam faktycznie był jakiś bardzo pechowy zbieg okoliczności. Tylko że to nie spowoduje, że kolejni pacjenci, którzy trafią do takiego szpitala, będą mieli większe szanse – dodaje.

Ekspert wylicza, co w pierwszej kolejności należałoby sprawdzić: dostępność USG, radiologa, ale też kwestię transportu do szpitala.

– Tu powstaje pytanie, czy szpital nie pozbył się radiologii na rzecz teleradiologii i nie wyznaczył nikogo, kto potrafi robić USG – zwraca uwagę.

– My powinniśmy zrobić wszystko, żeby z takich tragedii wyciągać wnioski, by takie sytuacje więcej się nie powtórzyły, żeby zminimalizować ryzyko. Nie jesteśmy w stanie wyeliminować go do zera, ale możemy je maksymalnie zmniejszyć. Samo wsadzenie kogoś winnego do więzienia nie uchroni kolejnych pacjentów. To może zrobić tylko opracowanie i realne wdrożenie zaleceń, co faktycznie pomoże obniżyć ryzyko powtórki – dodaje.

Źródło: "Uwaga!" TVN

Treści w naszych serwisach służą celom informacyjno-edukacyjnym i nie zastępują konsultacji lekarskiej. Przed podjęciem decyzji zdrowotnych skonsultuj się ze specjalistą.

Wybrane dla Ciebie