Zaczęło się od zęba
Głośne imprezy, lasery i dobra zabawa to w przypadku 30-letniej Darii Chojnackiej nie tylko przepis na weekend, ale przede wszystkim pasja i sposób na życie. Wraz z siostrą bliźniaczką od lat pracuje jako DJ-ka, a ich profile w mediach społecznościowych obserwuje ok. 700 tys. osób, z czego wielu kojarzy bliźniaczki z emitowanego w 2026 r. trzeciego sezonu programu "The Traitors. Zdrajcy".
Choć siostry publikują głównie roześmiane i roztańczone zdjęcia i rolki, okazuje się, że rzeczywistość Darii od sześciu lat odbiegała od szczęśliwej codzienności. Jak przyznała w rozmowie z WP abcZdrowie, od 2020 r. borykała się z ogromnym, jednostronnym bólem głowy, który odbierał jej radość i uniemożliwiał normalne funkcjonowanie.
"Imprezy, kluby, koncerty, trasy… to wszystko jest piękne, ale zdrowia nie zastąpi nam NIC. Długo nie mówiłam tutaj o tym, jak naprawdę wyglądała moja codzienność poza sceną. No tak… bo kiedy widzicie nas na koncertach – uśmiechnięte, pełne energii, ciężko sobie wyobrazić, że po zejściu ze sceny i powrocie do domu mogło być coś nie tak. A tu zaczynał się mój koszmar" – napisała na Facebooku.
Problemy Darii zaczęły się od bólu zęba – lewej szóstki. Po leczeniu kanałowym zauważyła u siebie lewostronne bóle głowy. Zaniepokojona wróciła do dentystki i wykonała tomografię stomatologiczną, która nie wykazała niczego niepokojącego. Mimo to ból nie mijał, a wręcz zaczął się nasilać. Szukając pomocy, Daria umówiła wizytę u periodontologa, czyli stomatologa specjalizującego się w leczeniu chorób przyzębia oraz błon śluzowych jamy ustnej.
– Lekarka zauważyła, że pomiędzy szóstką a siódemką zrobiła mi się dziesięciomilimetrowa kieszonka dziąsłowa. Wyczyściła mi ją i wróciłam do domu. Gdy tego dnia wyszłam po kąpieli z łazienki, zrobiło mi się słabo. Zemdlałam. Narzeczony wezwał karetkę. Ratownicy stwierdzili, że to osłabienie, dali mi jakiś lek i pojechali. A mnie ból promieniował od kieszonki aż do lewej skroni – opowiada.
– Dwa lata straciłam, lecząc się u różnych periodontologów – kieszonka była czyszczona, ale nic to nie pomagało. Przez długi czas tłumaczyłam sobie, że mam bóle migrenowe – dodaje.
Mimo podejmowanych prób zlokalizowania przyczyny bólu żaden specjalista nie wiedział, co dolega Darii.
– Ból wciąż wzmagał się – promieniował do głowy i nic na niego nie pomagało. Pojawiał się cyklicznie, zwykle podczas miesiączki, trwał nieraz po pięć dni i nasilał się szczególnie po koncertach. Bywało, że po powrocie z koncertu zwijałam się z bólu na podłodze i krzyczałam – mówi. – Brałam silne leki przeciwbólowe – tak dużo, że byłam nimi wręcz naćpana. W czasie bólu nie mogłam jeść, miałam światłowstręt. Nie mogłam funkcjonować, pracować.
– Najgorsze były koncerty: głośna muzyka, światła i lasery… Wiedziałam, że po zejściu ze sceny będę się okropnie czuć i grając, już się tego bałam. Miewamy bardzo długie trasy po całej Polsce, więc powrót do domu z tak silnym bólem był bardzo uciążliwy. Zawsze miałam w aucie poduszkę, koc i wodę, żeby jakoś przetrwać. Wracałam do domu, żeby odpocząć i poczuć się lepiej, ale zaraz przychodził kolejny weekend, kolejne zobowiązania i wszystko zaczynało się od nowa. To był koszmar – opowiada.
Ogromny ból sprawił, że Daria trafiła na SOR stomatologiczny, gdzie wykonano jej rentgen. Po badaniu usłyszała, że przyczyną bólu jest ukruszony ząb, który wymaga naprawy.
– Lekarka kazała mi wrócić do stomatologa, by go naprawić. To była kolejna chybiona diagnoza, bo mimo leczenia nie czułam ulgi – mówi. – Przy każdej kolejnej diagnozie miałam nadzieję, że to wreszcie to, że uwolnię się od bólu. Ostatecznie jednak każda następna też okazywała się nietrafiona.
Bruksizm, zatoki, refluks, alergia…
Nie poddawała się jednak i szukała dalej. Gdy lekarz rodzinny zawyrokował, że przyczyną dolegliwości może być refluks żołądkowy, a kwas z żołądka niszczy zęby i powoduje ból, zrobiła gastroskopię, która wykazała nadżerki w żołądku. Znów musiała wykupić i stosować nowe leki, zastosowała specjalną dietę, ale i to nie pomogło.
– Znów zostałam odesłana do stomatologa, który ponownie wykonał TK, po czym wysłano mnie do periodontologa. Doszło wręcz do sporu między stomatologiem a periodontologiem, bo każdy uważał, że z jego strony wszystko jest w porządku i odsyłał mnie do tego drugiego. Byłam tym już wykończona. Myślałam, że nigdy nie wyleczę tego bólu – wspomina.
U periodontologa usłyszała kolejną diagnozę: bruksizm, czyli mimowolne, nieświadome zaciskanie szczęk oraz zgrzytanie zębami. Zaczęła więc leczyć zgryz, nosiła szynę relaksacyjną.
– Zero poprawy. To wszystko były pieniądze wrzucone w błoto. Przez te wszystkie lata wydałam wiele tysięcy złotych i miałam postawionych wiele diagnoz, a efekt każdego leczenia był żaden – kwituje.
– W końcu stomatolog zasugerował, że może mam problem z zatokami. Udałam się więc na wizytę do laryngologa. Po zebraniu wywiadu wysłał mnie na rezonans magnetyczny głowy, żeby wykluczyć poważne choroby. Byłam bardzo zestresowana, czekając na wynik, ale na szczęście nie wykazał niczego złego – mówi.
Lata przeżyte w bólu, poświęcone na bezowocne poszukiwania jego przyczyny, doprowadziły do załamania i braku wiary w to, że kiedykolwiek uda się zlokalizować i pokonać problem.
– W międzyczasie dużo chorowałam: co chwilę byłam przeziębiona, miałam anginy, wciąż bolało mnie pół głowy i byłam tym tak sfrustrowana, że już sama nie wiedziałam, co tak naprawdę mnie boli. Miałam moment, żeby się poddać. Nie miałam już na to siły. Wpadłam w stany depresyjne, odechciewało mi się żyć. Gdy nachodził ból, zamykałam się sama w pokoju i próbowałam go tylko przetrwać – mówi szczerze.
Po dłuższej przerwie, podczas której Daria łykała masę środków przeciwbólowych, pojawiło się światełko nadziei: a może to alergia? Siostra Darii jest alergiczką, były więc podstawy do takiej teorii. Kobieta wykonała testy alergiczne, które niczego jednak nie wykazały.
Przyczyna bólu
Zrezygnowana Daria opisała swoją historię na Facebooku. Obserwujący dzielili się z nią spostrzeżeniami i zaleceniami, co jeszcze może zrobić, by sobie pomóc. Ktoś polecił jej lekarkę laryngolog. Zdecydowała, że spróbuje umówić się do niej na wizytę. To był strzał w dziesiątkę.
– Podczas badania lekarka w ciągu pięciu minut wiedziała, co mi dolega. Zdiagnozowała u mnie "concha bullosa", czyli nadmiernie upowietrznioną małżowinę nosową, która powodowała zwężenie przestrzeni w nosie i mogła utrudniać prawidłową wentylację oraz odpływ z zatok, dając uczucie ciągłego zatkania, rozpierania i nawracającego bólu po jednej stronie twarzy i głowy. Do tego mam skrzywioną przegrodę – opowiada.
Dr hab. n. med. Mirosław Szczepański, otolaryngolog, chirurg głowy i szyi z centrum medycznego AlmiMed, twórca kanału edukacyjnego "Laryngologia Po Prostu", komentuje, że krzywa przegroda nosa oraz concha bullosa, czyli małżowina puszkowa, mogły spowodować rinogenny ból głowy z punktu kontaktu (rhinogenic contact point headache), choć nie ma jednoznacznych dowodów naukowych, że takie zmiany w nosie powodują bóle głowy.
– Gdy przegroda jest bardzo krzywa i wygina się w jedną stronę, może powodować ucisk na ścianę boczną nosa, ewentualnie na ujścia zatok do nosa. Przez to zatoka nie może się wentylować, co powoduje bóle głowy z jednej strony. Concha bullosa występuje u ok. 30 proc. pacjentów, u których wykonujemy tomografię. Można ją porównać do nadmuchanego balonika w nosie, który też uciska na boczną ścianę nosa – tłumaczy w rozmowie z WP abcZdrowie.
Ekspert podkreśla, że podstawą przy diagnostyce podejrzenia zapalenia zatok czy bólów głowy powinna być tomografia komputerowa zatok i dodaje, że historia Darii nie jest dla niego nowością – sam miewa pacjentów z podobnymi historiami.
– Niejednokrotnie miałem pacjentów chodzących od lekarza do lekarza z bólami połowy głowy. Trwa to latami. Przyczyny zapalne mają wykluczone: brak infekcji czy zapalenia zatok. Nie mają także żadnych problemów okulistycznych. Neurolodzy oceniali, że nie ma migreny czy innych chorób z zakresu bólów głowy. Dostają różne leki, które pomagają tylko na chwilę. A faktycznie ci pacjenci mieli bardzo krzywą przegrodę. Ogromną ulgę dawała im operacja – mówi.
– U takich pacjentów w gabinecie wykonuję test z lekiem przeciwbólowym lignokainą, który nakładam na wacik i dotykam po stronie nosa, w której pojawia się ból. To powoduje, że u części pacjentów ten ból głowy się cofa. Bardzo się wtedy dziwią. Nie na wszystkich to działa, ale gdy się tak dzieje, to wiem, że mam do czynienia z rhinogenic contact point headache – dodaje.
Gdy rozmawiamy, Daria jest już kilka dni po operacji. Wreszcie jest wolna od bólu.
– Jestem w szoku, bo byłam już nawet w trasie i czuję się świetnie. To ogromna ulga. Nie wierzę wręcz, że musiałam przejść taką drogę, żeby wreszcie odkryć, co mi dolega – mówi. – Szukając diagnozy, nie można się poddawać. Wielokrotnie upadałam, wydawało mi się, że już nigdy nie uwolnię się od bólu. Moja droga do diagnozy była bardzo długa, ale w końcu jestem szczęśliwa. Żałuję tylko, że tak długo chodziłam do lekarzy, którzy nie wiedzieli, co mi dolega - podsumowuje.
Treści w naszych serwisach służą celom informacyjno-edukacyjnym i nie zastępują konsultacji lekarskiej. Przed podjęciem decyzji zdrowotnych skonsultuj się ze specjalistą.