Jak przetrwać rozstanie?

Rozstanie z chłopakiem, rozstanie z dziewczyną, rozstanie z ukochaną osobą to trudne doświadczenie. Pojawia się tęsknota za dawnym status quo, za pięknymi wspomnieniami i wspólnie spędzonymi chwilami. Jak przetrwać rozstanie? Jak szybko zapomnieć o osobie, którą darzy się uczuciem miłości? Takie pytania zadają osoby, które zostały porzucone i czują się głęboko zranione i niekochane. Rozstanie boli, jednak warto pamiętać, że każde rany, prędzej czy później, się goją. Co zrobić, by jak najszybciej zapomnieć o nieszczęśliwej i nieodwzajemnionej miłości? Jak przeżyć rozstanie z partnerem?

Polecane wideo:

Rady dla osób po rozstaniu

  1. Pozwól sobie na odczuwanie przykrych emocji. Jeśli będziesz je dusić w sobie, one pozostaną z tobą na długi czas. Jeśli masz ochotę płakać – płacz. Jeśli chcesz krzyczeć – krzycz. Przeżywasz rozstanie, więc masz prawo się czuć skrzywdzony i oszukany – i nie ma nic w tym złego.
  2. Następnie poszukaj wsparcia potrzebnego do pogodzenia się z rozstaniem z dziewczyną lub chłopakiem. Zadzwoń do przyjaciół, znajomych, rodziny. Poproś ich o pocieszenie i rady. Wyrzuć z siebie gniew i smutek.
  3. Kiedy już wyrzuciłeś z siebie złe emocje, czas zdać sobie sprawę, że stary związek to przeszłość, mimo licznych nadziei, jakie z nim wiązałeś. Nie idealizuj swojego partnera i tego, co was łączyło. Skoro nastąpiło rozstanie, coś musiało być nie w porządku. Spróbuj na kartce wypisać listę wad swojego partnera. Pamiętasz, jak cię drażniło to, że nie zmywał po sobie naczyń?
  4. Wyrzuć lub oddaj komuś wszystkie rzeczy, które ci przypominają byłego partnera. Związek się skończył, więc ich już nie potrzebujesz. Nie zapomnij o starych zdjęciach i numerze telefonu.
  5. Po zerwaniu najprawdopodobniej masz więcej czasu wolnego. Zamiast wykorzystywać go na wspominanie byłego partnera, zajmij się czymś, co sprawia ci radość. Być może to czas na nowe hobby, naukę języka obcego, spotkania z dawno niewidzianymi znajomymi, podróż w ciekawe miejsce. Korzystaj z życia. Te czynności podpowiedzą ci,jak zapomnieć o byłej dziewczynie lub chłopaku i poznać wiele nowych osób, wśród których możesz poznać przyszłego partnera.

Co po rozstaniu?

Skoro masz dużo wolnego czasupo rozstaniu, to może warto zapisać się na siłownię, pójść na basen czy pojeździć na rowerze? Aktywność fizyczna poprawia humor, ponieważ podnosi poziom endorfin. Sport poprawi twój wygląd i wzmocni poczucie pewności siebie. Nadszedł także czas na umawianie się na randki. Na początku będziesz trochę obawiać się kolejnego zranienia, ale musisz zaryzykować. Każdynowy związek wiąże się z takim ryzykiem, co nie oznacza, że musi on skończyć się nieszczęśliwie. Wyżej opisane rady, jak przeżyć rozstanie z partnerem, pomogą pogodzić się z bolesną rozłąką. Ból ten zapewne jest wielki, jednak należy pamiętać, że prędzej czy później minie.

Nie warto kontemplować w sobie żalu po rozstaniu się z partnerem. Choć zawód na bliskiej osobie jest wielki, a ból w sercu pozostaje na długo, to nie wolno rozpamiętywać bolesnych chwil. Staraj się zapamiętać z waszego związku tylko te najlepsze chwile i nie kumulować w sobie negatywnych emocji, bo rodzą one tylko zgorzknienie i smutek. Czasem rozstanie z partnerem jest najlepszym wyjściem z sytuacji, kiedy nie możecie dojść ze sobą do porozumienia i ciągle się kłócicie. Spróbuj otworzyć się na innych ludzi. Z czasem ból ustanie, a ty bez obaw będziesz zdolny do zadzierzgnięcia nowej znajomości.

Komentarze (129)
~Aga
~Aga 1 tydzień temu

Ja przechodzę przez "żałobę" po zakończeniu związku, który trwał 13 lat... Jestem emocjonalnym wrakiem człowieka. Od rozstania minęły 3 miesiące. Pierwszy miesiąc to była jakaś masakra- ciągle płakałam, nie jadłam, nie spałam, zawaliłam pracę, nie byłam w stanie ogarnąć codzienności. Wraz z partnerem straciłam też dach nad głową, nasze wspólne psy i środki, które inwestowałam w jego mieszkanie, które wiele lat było naszym wspólnym domem. To brzmi, jakbym była jakąś potworną materialistką, ale w takich okolicznościach taki fakt też cholernie boli. W drugim miesiącu jakoś zaczęłam się zbierać, teraz jest trzeci miesiąc, przyszła wiosna, a do mnie jakby to wszystko trafiło na nowo- nie mogę normalnie funkcjonować, ciągle płaczę i myślę o nim. O tym, co robi, jak mu jest, dlaczego to się stało. Czy rzeczywiście jestem takim potworem, że musiał odejść. Czy zrobiłam wszystko, żeby związek uratować. Dlaczego to się stało. Nie mogę się z tym pogodzić. Miał być ślub, dziecko było w drodze, świeżo zakończony remont kuchni. Wiadomo, że między nami było różnie- było i cudownie, i były kłótnie, jak to w życiu. Przeszliśmy razem wiele- ciężkie czasy, wręcz biedę, bezrobocie, trudny dorabiania się, choroby i śmierć bliskich nam osób Dwa miesiące przed zaplanowanym ślubem partner oznajmił mi, że się zakochał w koleżance z pracy. Nie będę wchodzić w szczegóły całej historii, bo musiałabym tu napisać wypracowanie o objętości encyklopedii, ale po krótce opowiem, że przez miesiąc próbowałam go przekonać, że nie warto niszczyć naszego "ny"- tych wspólnych lat, planów, marzeń. Oczywiście dowiedziałam się jaka to jestem beznadziejna, nasz związek beznadziejny i tak dalej. Ale wtedy myślałam, że są to takie błahe powody, że nie warto dla nich kończyć związku. Jednak mój kochany uważał inaczej, ale żeby nie było, że on się nie starał - zrobił coś na kształt castingu- siadał sobie i rozważał, która z nas jest lepsza, ma bardziej odpowiadające mu cechy charakteru i wyglądu. Raz deklarował, że chce ze mną być, że mnie kocha i nie wyobraża sobie beze mnie życia, że przecież ja jestem jego całym światem i życiem a po 2-3 dniach totalnie zmieniał zdanie, że to nie ma sensu, nie ma czego ratować, że ta jego "przyjaciółka" jest taka wspaniała, cudowna, delikatna, że tak dobrze mu się z nią rozmawia, że nigdy się tak nie czuł. W w czasie dni, kiedy był "na tak" na mnie, zabrał mnie raz na kolację i uznał, że o wystarczający dowód na to, że mu zależy. Kontaktu z nią nie zamierzał zrywać, "bo będzie jej przykro, nie może jej zranić". Byłam w takim stanie, że byłam gotowa zgodzić się na wszystko, byleby tylko ze mną został. Nawet, jakby mi kazał obie nogi odrąbać. W pewnej chwili dopiero zorientowałam się, że nie jestem w stanie spełnić wszystkich jego żądań- zmienić o 180 stopni swój charakter, zrezygnować ze wszystkiego co kocham i tolerować, że on i tak będzie się z nią spotykał, bo przecież razem pracują. O tym, że mam się wyprowadzić poinformował mnie przez telefon. Zabrałam rzeczy. Potem powiedział, że jestem głupia, że mogłam zostać, bo "on mnie w cale nie wyrzucał, jakbym sobie tak mieszkała z nim jeszcze ze 2-3 tygodnie, on by sobie tak na mnie popatrzył to może by zdanie zmienił". Potem, że to wszystko moja wina, bo ja byłam... (i tu lista moich wszelkich przewinień), że od dawna się ze mną męczył i że nie jestem kobietą, której on potrzebuje. Że nie chce mieć związku z etykietą "po przejściach", ale woli sobie zacząć nowe życie z młodszą kobietą, którą "on sobie ulepi tak, żeby jemu pasowała". Że nie zostanie ze mną ze względu na dziecko, że mam sobie zrobić "z tym", co uważam za stosowne (ostatecznie ze stresu i wyczerpania i tak poroniłam). I jeszcze że jestem materialistką, pragmatyczką i egoistką, bo przy rozstaniu zażądałam podziału wspólnie kupionych rzeczy. Potem jeszcze wydzwaniał w nocy, że siedzi w pustym mieszkaniu, że nie ma mnie, że on nie wie, jak będzie dalej żył, że mnie kocha i tak dalej. Myślałam, że się ocknął, że uda nam się uratować nasz związek. Rano już było inaczej- twierdził, że oczywiście kocha mnie, ale nie może ze mną być, bo za dużo złego się już stało, że on się zaangażował już w relację z tamtą i ona na niego czeka. Jestem wrakiem człowieka, nie mogę się pozbierać. Nie widzę teraz sensu niczego - życia, dbania o siebie, wychodzenia z domu. Nie mam totalnie ochoty spotykać się z facetami, mam ich dość na wieki. Nie zapomnę go nigdy, innemu już nie zaufam ani nie pokocham. Nie potrafię. Temu oddałam całą siebie. Wyrzuciłam zdjęcia, pamiątki, prezenty. Nie mogę się jeszcze przemóc przed pozbyciem się pierścionka zaręczynowego. Dostrzegłam rzeczy, które były złe między nami, co powinniśmy zmienić już dawno, ale olaliśmy to, bo brak czasu, ciągła pogoń za wszystkim. Ale mimo wszystko boli to, że on nie chciał zawalczyć, że wybrał tą łatwiejszą drogę, wymienił mnie "na lepszy model" jakbym była pralką. A ja uważałam, że on i nasz związek są warte każdego poświęcenia. Nie mogę się z tym pogodzić. Kocham go nadal i nie mogę normalnie żyć.

Odpowiedz
~Bay
~Bay 4 miesiące temu

Bzdety takie wypisujecie ze rzygac sie chce.Kto ma ochote na jakies spotkania z przyjaciolmi.Jest sie samym.Beznadzieja.Chlopakom o ile zdrowie pozwala polecam cos ryzykownego.Tylko jesli byla to milosc Twojego zycia.Najemnictwo, pomoc humanitarna,wszystko co zmieni klimat w ktorym byliscie.Zaczynajac sie bac,walczyc o wlasne zycie,lub odwrotnie.Troszczac sie o innych ,najszybciej osiagniecie spokoj.

Odpowiedz
~merry
~merry ponad rok temu

nikt nie mówi, że jest łatwo, albo, że łatwo będzie, ale najważniejsze znaleźć jakiś sposób dla siebie, żeby wszystko toczyło się swoim biegiem. Mnie w tym bardzo pomogła książeczka, a raczej zeszyt ćwiczeń, jak zapomnieć eksa. Rewelacyjnie się przy niej bawiłam.

Odpowiedz
~mikael
~mikael ponad rok temu

@~Ania: Zgadzam się z Tobą Aniu w 100 %. Trzeba zająć się sobą i odbudować swoją wartość i pewność siebie mimo iż wspomnienia wracają... U mnie minął już ponad rok od rozstania z narzeczoną. Mogę powiedzieć, że było ciężko ale doszedłem już do siebie. Moja ex była typową jedynaczką-rozpieszczona i uzależniona od mamusi. Wszystko musiało być zawsze tylko tak jak ona chce-wtedy było ok. Ale jak ja coś chciałem, to już był problem... Z nią życie było jak na rollercosterze: raz na + raz na - Naprawdę wierzyłem, że uda nam się. Na koniec usłyszałem jeszcze od mojej ex słowa, że ma nadzieję, że zdechnę... Teraz zaczynam nowy etap w życiu :) bez niej i jej humorków. Chodzę na basen i na siłownię, rozwijam się zawodowo, jeżdżę na wycieczki ze znajomymi/czasem sam. Staram się zachwycać tym pięknym światem, ludźmi, wschodem i zachodem słońca, każdą chwilą, każdą sekundą... bo nie wiadomo ile jeszcze ich zostało. I polecam wszystkim zasadę ZERO KONTAKTU. Wtedy szybciej rany się zagoją...

Odpowiedz
~Babsztyl
~Babsztyl ponad rok temu

@~Kerad: Hello, Widze, ze strasznie sie MIOTASZ... Serdecznie Ci wspolczuje. Moze juz tak pozostanie, ze znowu pobedziecie troche razem, a potem znowu osobno ... Razem, osobno... To jest tragiczne, ze nieraz konsekwencje naszych czynow, scigaja nas do konca zycia. Rozstania to trudne doświadczenie. Pojawia się tęsknota za dawnym status quo, za wspomnieniami i wspólnie spędzonymi chwilami. Rozstanie boli, jednak każde rany, prędzej czy później, się goją.Moja rada - zajmij się sobą - swoimi niezrealizowanymi marzeniami, pragnieniami i nie szukaj na siłę kogoś iego kto CIE POKOCHA - TO PRZYJDZIE ewentualnie samo SAMO ...głowa do góry!!! Sama tez mam przekichane... Bylam zona faceta 7 lat od siebie mlodszego, mam razem trojke dzieci (26, 23 i 17 lat). Rozstalismy sie w 2005. Postanowilam, ze bede juz sama do konca zycia. Nie czulam sie samotnie. Tego lata nawiazalam kontakt z kumplem z dawnych lat. On ma za soba dwa nieudane malzenstwa. Starszy odemnie o 9 lat. Mieszkamy w dwoch roznych krajach. To jest takie dziwne, gdy rozmawiamy przez telefon, piszemy SMSy, czy gadamy na FB... mam wrazenie, ze on jest z wygladu taki jakim byl lata temu. Spotkalismy sie tego lata w PL. Moje pierwsze wrazenie: "Matko, ale dziadek". Wozil mne swoim pieknym autem, robil wszystko zebym byla zadowolona. Calowalismy sie. Wrocilam do siebie. Wiedzialam, ze nie traktuje tego powaznie, ale godzinami rozmawialismy... On wyznal, ze zakochal sie we mnie. Gdybym powiedziala "Przyjezdzaj" ... bylby tu nastepnego dnia. Probowalam to skoczyc kilkakrotnie... on mnie blagal, doslownie plakal, zeby dala mu szanse. Dawniej, mial zawsze powodzenie u kobiet, wybieral sobie... Jego druga zona byla mlodsze 13 lat. Zerwalam z nimkilka dni temu. On dalej pisze, wylewa swe zale. Powiedziala mu, ze nie jestesm zainteresowana nim jako mezczyzna. Bardzo ugodzilo to w jego dume. Zal mi go... Ale nie potrafie zdecydowac sie na ten zwiazek. Bardzo go lubie... Nie kocham go jednak ...

Odpowiedz
~NULICJA
~NULICJA ponad rok temu

Ja swój związek skończyłam właśnie doprowadzając do rozstania że on miał zerwać, ale to tylko dlatego iż on mi na to nie pozwalał.... męczyliśmy się oboje tylko że teraz niestety się z nim widuje i on nie daje mi spokoju, więc się mści. Wszystkim niby wmawia że ma dziewczynę :o

Odpowiedz
~Kerad
~Kerad ponad rok temu

Nie czytałem wszystkich komentarzy, stąd nie wiem czy podobna do mojej była tu opisana. Raczej nie. Jest długa, więc będzie opisana w wielkim skrócie. Siedem lat temu nasza miłość rozbiła dwa małżeństwa, jej i moje. Płacz, dramaty, dzieci. Zanim to nastąpiło, był długi romans ze wszystkimi przynależnymi mu atrybutami. Każdy romans ma jednak to do siebie, że się w końcu wydaje. Ona wyprowadziła męża, ja nieco później poszukałem mieszkania. Nikt z nas nie był lekkomyślny, to były ciężkie przeżycia. Mieliśmy już swobodną możliwość kontaktu i rozwoju związku. Ona mieszkała z dziećmi, ja sam. I wtedy zawaliłem sprawę. Na skutek wyrzutów sumienia, zagubienia, głupoty, jakkolwiek to nazwać teraz. popełniłem błędy. Nie zrywając więzi z poprzednim domem (znałem moją żonę 20 lat). Miotając się w dwie strony, nie mogąc znaleźć równowagi, skrzywdziłem wszystkich i siebie. Zdarzył się tez epizod z kimś trzecim. Krótki, bez żadnego zaangażowania a jednak paskudny i ważący. Ale wciąż byliśmy razem. Piszę to ze wstydem wręcz, bo byłem durny. "Rozkraczony" między uczuciem a wyrzutami sumienia, przerażeniem tym skokiem w przepaść (taki był mój stan psychiczny, to także ostrzeżenie dla planujących takie kroki). Nie zamieszkałem u niej. A ona wciąż ze mną była, była w pewnym sensie uzależniona ode mnie. A w takiej sytuacji łatwo jest wykorzystać taką sytuację. Brzmi to okropnie, ale taka jest natura ludzka. Ten stan mojego rozerwania emocjonalnego, między tym co kiedyś a tym co teraz (Nią) spowodował że rozstaliśmy się. Ja podjąłem taka decyzję. Uszanowała to. Nie mieliśmy żadnego kontaktu. To była dla Niej tragedia. Mozolne pełzanie każdego dnia - tak mi to opisywała później. W miarę upływu czasu przy całkowitym braku kontaktu (były wakacje) zdałem sobie sprawę z tego co zrobiłem. Choć po decyzji o rozstaniu mogłem wziąć głęboki oddech (gdzieś wyczytałem, że to jedna z oznak właściwie podjętej decyzji) z każdym mijającym dniem, po miesiącu, po dwóch zdałem sobie sprawę, że straciłem wspaniałą kobietę, odrzuciłem i zniszczyłem tak silne uczucie. Nawiązałem kontakt. Odważyłem się. Całą sprawę utrudnia fakt, że spotykamy się w pracy. Nie codziennie, ale jednak nie można kogoś stracić całkowicie z oczu. Wróciliśmy do siebie, a raczej Ona mnie przyjęła. Ale już nie byłą ta samą osobą. Odepchnęła kogoś, kogo zdążyła poznać i wróciliśmy do siebie. Od tamtej pory minęło kilka lat. Te lata wyglądają tak, że Ona odchodziła co jakiś czas. Uciekała. W pewnym momencie nawet wróciła do tamtego człowieka, potem znów go porzuciła, bo nie mogła sobie poradzić z tęsknota do mnie. Lecz przez te lata nasz związek wyglądał tak, że co kilka miesięcy odchodziła, znikała. Po czym wracała, a ja czekałem czekałem. Wciąż czekałem mądrzejszy o wiedzę, jak jest bez Niej. Gdy odchodziła (zawsze w ten sam sposób, zawsze niezauważalnie, z zaskoczenia, smsowo, z dnia na dzień) ja próbowałem ją przekonywać. Wysyłałem maile, telefonu nie odbierała. Byłem stroną "ciągnącą". po pewnym czasie wracała, "łamała się", tęskniła. To co opisuję teraz trwało blisko trzy lata. Efektywnego związku było może połowę z tego w tym czasie. W tym czasie stałem sie naprawdę innym człowiekiem, dużo pracowałem nad sobą, studiowałem poradniki, eliminowałem swoje wady i słabości, z każdym jej powrotem stawałem się bardziej taki jakiego chciała. Odeszła w tej chwili. Myślę że już na zawsze. Odeszła twierdząc, że wciąż ma traumę tego co zdarzyło się kilka lat temu, przed pierwszym naszym rozstaniem. Wciąż to widzi, wciąż Ją to boli i choć zgadza się, ze faktycznie jestem już zupełnie innym człowiek niż kiedyś nie potrafi zapomnieć krzywdy jaką jej wyrządziłem przed laty. Dla mnie najdziwniejsze jest to, że im lepiej nam idzie, im lepszym jestem człowiekiem tym bardziej blokują Ją te złe wspomnienia. Zmieniłem się dla Niej bardzo. Mógłbym zrobić dla niej wszystko, dać się poćwiartować w jej obronie. Kocham Ją dojrzale, głęboko, jest to o wiele lepsze jakościowo od tego co było na początku naszej historii. Ale tracę Ją na zawsze w tej chwili. Czy jest możliwe pokonanie Jej traumy z przeszłości, czy jest możliwe to że cokolwiek to jest co powoduje że jednak wciąż wraca (czy strach przed samotnością wystarczyłby do ciągnięcia tego tak długo?Zresztą samotność kogoś kto mieszka z dziećmi - Ona - jest inna niż samotność moja - mieszkam sam). Zastanawiam się co będzie dalej. Dotychczas chowałem swoją dumę, zawsze chciałem jej powrotu, choć było to czasami upodlające nieco. Ale liczył się cel. Ale to bez sensu. Nie mam Jej tak naprawdę, to pozory. Z regularnością zmian pór roku odchodzi i przychodzi. Jestem sam. Wiem, ze teraz powinienem skasować jej numer, zrobić wszystko co mogę (gówno mogę tak naprawdę :( ) żeby nigdy nigdy już nie pojawiła się w moim życiu. Bo tego kręgu inaczej się przerwać nie da. Sam nie wiem, czy to możliwe, że zdarzenie z przeszłości było coraz żywsze. Jestem łagodnym z natury człowiekiem a u niej w miarę upływu czasu narasta agresja związana ze starymi wspomnieniami. Nie jestem psychologiem, nie wiem jakie są szanse, jak może wyglądać prawda. Chciałbym być z nią do końca świata, ale nie będę. Oprócz mojego debilnego zachowania z przeszłości gdzie powstał błąd? i czy mogło być inaczej? Zagubiłem się totalnie w tym :( mieszkamy niedaleko od siebie, będziemy się spotykać w pracy. To jest tak cholernie trudne, że chce się strzelić sobie w łeb.

Odpowiedz
~Upadły
~Upadły ponad rok temu

Też jestem po rozstaniu zaledwie kilka dni, to dziewczyna zdecydowała, ale nic nie trzymało się kupy. Z dobrego chwil pięknych było wiele. Też jestem bardzo złym stanie, nadużywam alkoholu w zasadzie bardzoooo. Ale po rozstaniu nie mogę się pozbierać. Tak wiem alkohol w takich sprawach nie jest ok. Ale niestety pomaga..... Gorzej bywa na drugi dzień jak już wytrzeźwiejesz... Wszystko wraca 2x razy silniejsze. Dlatego nie polecam, mam tylko nadzieję że szybko uda mi się poskładać do kupy. :(

Odpowiedz
~żal
~żal ponad rok temu

Jestem świezo po rozstaniu,bardzo cierpie,czuje smutek i żal. Brakuje mi go i nie moge sobie z tym poradzic, mimo ze to ja postanowiłam ze konczymy definitywnie. Tak naprawde chyba nigdy mu na mnie nie zależało ,miał przyjaciółke z którą wiecej spędzał czasu niz ze mną ,chociaz twierdził ze między nimi nic nie ma. Przeszkadzało mi to mimo wszystko i nie mogłam tego zaakceptowac.

Odpowiedz
zapytaj lekarza

za darmo

  • Odpowiedź w 24 godziny
  • Bez żadnych opłat
  • Lekarze, psychologowie, dietetycy

lekarzy jest teraz online

0/500

Rozstanie
najnowsze pytania

Dyskusje na forum

Pomocni lekarze

Artykuły Rozstanie
Rozstanie

Dzieci a rozwód

Dzieci a rozwód

Istnieje model naprzemiennej opieki nad dzieckiem, w którym rodzice mają takie same prawa do opieki nad maluchem.

Rozstanie

Depresja po rozwodzie

. Jak przeżyć rozstanie z partnerem, który obiecał zostać z nami do końca życia? Jak sobie poradzić z głębokim rozczarowaniem? Co po rozwodzie (...) ? Czy to depresja, czy tylko chwilowe zaburzenia nastroju? Rozwód i co dalej? Depresja...

Rozstanie

Jak zniszczyć związek w 5 krokach?

Jak zniszczyć związek w 5 krokach?

Związek pomiędzy kobietą a mężczyzną to bardzo delikatna struktura, wrażliwa na wszelakie wstrząsy. Można go bardzo szybko i łatwo zniszczyć, wystarczy postępować zgodnie z instrukcją zamieszczoną poniżej. 1. Porównuj Twój partner nie jest taki wspaniały...

Rozstanie

Przed rozwodem

dokładniej zastanowić nad kwestią samego ślubu. Należy mieć zawsze na uwadze to, iż rozstanie rodziców ma ogromny wpływ na dalszy rozwój ich dzieci.

Rozstanie

Co to jest separacja?

i możliwość rozpoczęcia na nowo. To czas, który dajemy sobie na przemyślenia i podjęcie decyzji o powrocie lub rozstaniu. Istnieją dwa rodzaje separacji

Rozstanie

Powroty po rozwodzie

rozwodowych mają wątpliwości, czy rozstanie było dobrym pomysłem. Czy powroty po rozwodzie są możliwe? Okazuje się, że tak, ale powodzenie

Rozstanie

Zostawił mnie kilka dni przed ślubem

Zostawił mnie kilka dni przed ślubem

, nie czuję żadnych emocji z tym związanych. Nie mówię, że kocham (…). Cały czas myślę o rozstaniu, ale boję się. Nie umiem podjąć takiej decyzji, nie wiem (...) ..." O rozstaniu na chwilę przed ślubem nie myślą jedynie...

Rozstanie

Jak żyć po rozwodzie?

Nie każde małżeństwo trwa do końca życia. Relacje damsko-męskie bywają czasem naprawdę bardzo skomplikowane. Coraz więcej związków małżeńskich rozpada się z różnych przyczyn. Dla małżonków jest to zwykle duży cios. Życie po rozwodzie jest możliwe, choć...

Rozstanie

Dziecko po rozwodzie

w ich życiu sytuacją, zależy głównie od ich mamy i taty. Nie ma dzieci, które przeżyłyby rozstanie rodziców bez szwanku. Powrót do równowagi po rozwodzie (...) . Niepewność dzieci po rozstaniu rodziców Dziecko po...

Rozstanie

Syndrom PAS

traumatycznych przeżyć dziecka. Niestety, często dzieje się tak, że w rozstanie mamy i taty zostaje uwikłany maluch. Dziecko jest narażone wówczas na konflikt (...) Syndrom PAS albo syndrom odosobnienia od jednego z rodziców to określenie...