"Mięsożerna bakteria" czai się na turystów. "Powoduje zapalenie i martwicę"
"Mięsożerna bakteria" czai się na turystów. "Powoduje zapalenie i martwicę"
W Bałtyku czyhają nie tylko toksyczne sinice, chociaż to właśnie one w ubiegłym tygodniu pokrzyżowały plany wypoczywającym nad polskim morzem. Są także m.in. "mięsożerne bakterie" czy metale ciężkie, które kumulują ryby. - W ekstremalnych przypadkach konsekwencją zakażenia może być nawet amputacja nóg - ostrzega dr Anna Toruńska-Sitarz z Uniwersytetu Gdańskiego.
Nie tylko sinice atakują w Bałtyku. Uważaj na mięsożerne bakterie
Dobra wiadomość dla tych, którzy wypoczywają nad Bałtykiem lub planują takie wakacje, jest taka, że toksyczne sinice na razie odpuściły. Przypomnijmy, że ich masowy zakwit doprowadził w ubiegłym tygodniu do zamknięcia kilku nadmorskich kąpielisk. Teraz są one jednak ponownie otwarte.
DLA CIEBIE
Prof. Bożena Muszyńska: Grzyby to żywność pierwszej kategorii
Eksperci nie wykluczają jednak, że te niebezpieczne cyjanobakterie w sierpniu mogą wrócić.
Wytwarzają kilka rodzajów toksyn, które mogą mieć wpływ na skórę, wątrobę czy układ nerwowy.
Są też takie, które w dłużej perspektywie mogą prowadzić nawet do nowotworów przewodu pokarmowego.
- W tym momencie problem zniknął, bo mieliśmy załamanie pogody. Deszcz i wiatr sprawiły, że falowanie wody było większe, a sinice zostały zepchnięte w głąb morza. Wszystkie kąpieliska są aktualnie otwarte i spodziewamy się, biorąc pod uwagę prognozy pogody, że taka sytuacja na razie się utrzyma. Trudno jednak przewidzieć ponowny zakwit - tłumaczy w rozmowie z WP abcZdrowie dr Justyna Kobos z Katedry Biologii Morza i Biotechnologii Uniwersytetu Gdańskiego.
Sinice lubią upał i bezwietrzną pogodę. Co roku pojawiają się mniej więcej w tych samych miejscach, przede wszystkim w rejonie Zatoki Gdańskiej (spychane są tam przez prądy morskie i wiatr z Bałtyku Centralnego).
- Biorąc pod uwagę sytuację sprzed roku, kiedy sinice ponownie zakwitły w sierpniu, nie wykluczamy, że tak może być również w tym sezonie - zaznacza ekspertka.
Coraz więcej "mięsożernych bakterii"
Bałtyk to jednak nie tylko sinice. W jego wodach można też trafić na inne groźne niespodzianki.
- W środowisku morskim żyje wiele patogenów, które mogą być niebezpieczne dla człowieka. Do naturalnie bytujących w morzach, w tym w Bałtyku, należą bakterie z rodzaju Vibrio. Kontakt z nimi może wywoływać u ludzi szereg reakcji organizmu od wysypki, przez problemy z przewodem pokarmowym, po poważne stany zapalne skóry, infekcje, które w ekstremalnych przypadkach mogą nieść ze sobą fatalne konsekwencje - zaznacza w rozmowie z WP abc Zdrowie dr Anna Toruńska-Sitarz z Katedry Biologii Morza i Biotechnologii Uniwersytetu Gdańskiego.
Dodaje, że takich bakterii jest coraz więcej, a powodem są zmiany klimatyczne - przede wszystkim wzrost temperatury Bałtyku, która sprzyja ich namnażaniu.
Wśród tych przecinkowców (łac. Vibrio, rodzaj bakterii z rodziny Vibrionaceae) są m.in. bakterie nazywane potocznie "mięsożernymi".
- Ta nazwa wzięła się stąd, że powodują one zapalenie i martwicę podskórnej tkanki łącznej. Dlatego nie powinno się bagatelizować stanów zapalnych na skórze, które obserwujemy po wyjściu z wody - dodaje dr Toruńska-Sitarz.
- W ekstremalnych pojedynczych przypadkach konsekwencją takiego zakażenia może być nawet amputacja nóg, ale dotyczy to osób z obniżoną odpornością czy chorobami przewlekłymi, jak np. cukrzyca - dodaje ekspertka.
- Poziom bakterii z rodzaju Vibrio w Bałtyku nie jest oznaczany w standardowym monitoringu kąpielisk, ale co roku mamy informacje, że osoby, które korzystały z kąpieli, miały np. zmiany czy infekcje skórne. Dlatego zdecydowanie powinniśmy z tego zrezygnować, jeśli mamy nawet małą ranę, czy jesteśmy np. świeżo po depilacji, bo to może być otwarta droga do zakażenia. Podobnie jak w przypadku sinic nie jesteśmy w stanie przewidzieć, jak zareaguje konkretny organizm, przy czym osoby z obniżoną odpornością są narażone na silniejszą reakcję - zaznacza.
Ekspertka wskazuje także na zagrożenia ze strony bakterii, które nie występują naturalnie w Bałtyku, ale mogą się tam pojawić tymczasowo np. ze ściekami, które trafiają do wody.
- Tak jest np. w przypadku bakterii E. coli. To jeden z elementów, który jest brany pod uwagę przy ocenie jakości mikrobiologicznej wody i może przesądzić o zamknięciu konkretnego kąpieliska przez sanepid. Aktualnie problemu nie ma, a wszystkie kąpieliska są otwarte, ale takie sytuacje się zdarzają - dodaje ekspertka.
Zakażenie tymi bakteriami może doprowadzić m.in. do problemów ze strony przewodu pokarmowego (uporczywej biegunki, bólu brzucha i gorączki), a także infekcji układu moczowego czy problemów skórnych.
Metale ciężkie i substancje promieniotwórcze
Bałtyk jest jednym z najbardziej zanieczyszczonych mórz na świecie. Ścieki przemysłowe, które trafiają do morza np. ze statków mogą być źródłem różnych niebezpiecznych substancji w tym metali ciężkich.
- Jeśli te substancje raz trafią do wody, to już w niej zostają, nie ulegają rozpadowi, tak jak to się na przykład dzieje w przypadku substancji promieniotwóczych, które znalazły się w Bałtyku po katastrofie w Czarnobylu. Najbardziej rozpowszechnione w środowisku morskim, w wyniku zastosowań w przemysłowych, są rtęć, kadm i ołów, dlatego to ich stężenia są najwyższe - tłumaczy dr hab. inż. Tamara Zalewska z Instytutu Meteorologii i Gospodarki Wodnej.
- Te substancje kumulują się w organizmach morskich między innymi w rybach, co pośrednio dotyczy człowieka, który te ryby zjada. Z naszych badań wynika, że w przypadku niektórych organizmów morskich te stężenia są przekroczone, więc są realnym zagrożeniem dla ich zdrowia i życia, natomiast w przypadku zagrożenia dla człowieka, akceptowalny poziom toksyczności nie został przekroczony - zaznacza.
Dodaje, że z kolei w samej wodzie ilości tych substancji są śladowe.
Ekspertka przypomina, że awaria elektrowni w Czarnobylu znacznie zmieniła poziom zanieczyszczenia Bałtyku, a stężenia promieniotwórczych substancji zwiększyły się wielokrotnie. Do tej pory większość szkodliwych substancji, w tym izotopu cezu, którego było najwięcej uległa rozkładowi.
- Czas rozpadu połowicznego dla cezu-137 wynosi ponad 30 lat. Aktualnie obserwujemy znaczny spadek tych stężeń i powrót do sytuacji sprzed katastrofy, choć do całkowitego oczyszczenia potrzeba jeszcze lat - wyjaśnia ekspertka.
Dr Zalewska wskazuje też na nowe potencjalne zagrożenie ze strony farmaceutyków, które nie są odpowiednio utylizowane w oczyszczalniach ścieków i też trafiają do Bałtyku. Badacze wykrywają m.in. pozostałości środków przeciwbólowych, w tym popularnego wśród Polaków diklofenaku.
- Aktualnie to stężenie nie jest przekroczone, ale biorąc pod uwagę skalę produkcji i stosowania leków sytuacja może się niekorzystnie rozwijać i stać się źródłem poważnego zanieczyszczenia - zaznacza ekspertka.
Katarzyna Prus, dziennikarka Wirtualnej Polski
Masz newsa, zdjęcie lub filmik? Prześlij nam przez dziejesie.wp.pl
Treści w naszych serwisach służą celom informacyjno-edukacyjnym i nie zastępują konsultacji lekarskiej. Przed podjęciem decyzji zdrowotnych skonsultuj się ze specjalistą.
Katarzyna Prus
Dziennikarka z wieloletnim doświadczeniem w tematyce związanej z medycyną i ochroną zdrowia. W Wirtualnej Polsce od 2022 roku, wcześniej, przez kilkanaście lat pracowała w mediach lokalnych. Pisze między innymi o polityce zdrowotnej, chorobach cywilizacyjnych, zdrowiu psychicznym i zagrożeniach epidemiologicznych. Chętnie porusza tematy społeczne. Prowadzi konferencje z udziałem ekspertów ochrony zdrowia oraz program “O zdrowiu przy kawie”. Wielokrotnie nagradzana w konkursach dla dziennikarzy medycznych w tym Dziennikarz Medyczny Roku.