Rozstanie

Każde rozstanie jest trudnym doświadczeniem. Czy to koniec młodzieńczej fascynacji, czy zawód na przyjacielu, czy rozwód małżonków, czy śmierć kogoś bliskiego, rozstanie niesie ze sobą mieszankę emocji: bólu, rozczarowania, przygnębienia i poczucia skrzywdzenia z jednoczesną tęsknotą, pragnieniem spotkania i obawami przed samotnością. Po rozłące czasem trudno uwierzyć, że świat może jeszcze pozytywnie zaskoczyć, ale rozstanie to nie tragedia. Rozstanie na pewno oznacza kryzys, ale jego konstruktywne przedefiniowanie może być doświadczeniem budującym i pozwala odkryć w sobie nowe pokłady energii. Dlaczego ludzie się rozwodzą? Jakie wyróżnia się fazy rozstania? Jak radzić sobie po rozstaniu?

Polecane wideo:

Życie po rozstaniu

Rozstanie wiąże się z szeregiem negatywnych emocji. Człowiek traci ochotę do jakiegokolwiek działania, serce rozdziera ból, odczuwa się bezradność, smutek, rozczarowanie, przygnębienie, upokorzenie, poczucie niższości i trudno uwierzyć, że przyszłość może jeszcze być szczęśliwa i radosna. Mimo chwilowych kłótni czy awantur, podczas których wykrzykiwaliście sobie wzajemne pretensje i groźby o odejściu, żadne z was nie wierzyło do końca, że któraś ze stron odważy się na aż tak radykalne rozwiązanie konfliktu.

Kiedy jednak partner zatrzaskuje drzwi za sobą, pojawia się szok, a potem naiwna nadzieja w jego powrót i sielankowe życie. Bez względu na powód rozstania, staż związku, bliskość relacji, bez względu na to, kto odszedł, a kto został porzucony, zawsze pojawiają się łzy i konieczność przedefiniowania dotychczasowego życia. Szczególnie traumatycznym doświadczeniem jest rozwód małżonków. Nie tylko cierpi para, która się rozstaje, ale także dzieci, które niejednokrotnie obwiniają się za kryzys rodzinny i nie potrafią zrozumieć, dlaczego rodzice przestali się kochać.

Jeżeli ty zainicjowałeś rozstanie, na pewno jest ci trochę łatwiej, bo mogłeś psychicznie przygotować się do zmiany i zaakceptować uczucia, jakie pojawiają się w sytuacji rozłąki. Kiedy jednak jesteś osobą porzucaną, trudno pogodzić się z faktem życia w pojedynkę. Pojawia się poczucie winy i bezwartościowości: „Może za mało się starałam? Może nie byłam atrakcyjna seksualnie? Może za mało zarabiałem albo nie byłem dość przedsiębiorczy?”. Inni obawiają się samotności i konieczności sprostania wszystkim obowiązkom samemu. Zastanawiają się, z czego będą żyć, z czego opłacą rachunki, jak wychowają dzieci.

Uczucia towarzyszące rozstaniu

Rozstanie to swego rodzaju żałoba. Nie traci się co prawda osoby na zawsze, ale rozwód oznacza koniec relacji, która niegdyś stanowiła źródło wsparcia, miłości i pociechy. Jednostka musi przejść przez wszystkie fazy psychicznego rozstania. Musi zmierzyć się z mieszanką ambiwalentnych uczuć.

Czy warto do siebie wracać po rozstaniu?

Wielokrotnie bywa tak, że pary po rozstaniu wracają do siebie z obietnicą odbudowy związku. Często w myśl powiedzenia "stara miłość nie rdzewieje" pragną...

W przypadku rozwodu pojawia się chęć zemsty, smutek, poczucie krzywdy, pustka, ból, poczucie bezwartościowości, gniew, złość, ale z drugiej strony - miłość, tęsknota za partnerem, nadzieja i wspominanie miłych chwil spędzonych razem. Aby konstruktywnie przeżyć czas rozstania, trzeba dać sobie czas, przestać myśleć w kategoriach „my”, a zacząć myśleć w kategoriach „ja”, pozwolić sobie na zdrowy egoizm i zadbać o własne potrzeby. Zamiast kontemplować przeszłość, mścić się na partnerze albo błagać go o powrót, lepiej uwierzyć we własne możliwości.

Etapy rozstania

Psychiczne zmaganie się z rozłąką to proces, który trwa od roku do około dwóch lat. Każdy indywidualnie przeżywa czas rozstania, ale można wyodrębnić 7 etapów radzenia sobie po rozstaniu.

  • Szok – niedowierzanie, że dotychczasowy związek to już przeszłość. Pojawia się tendencja do analizowania relacji. To faza bólu, łez, poczucia skrzywdzenia, nieprzespanych nocy, apatii i unikania bliskich z obawy przed ich reakcją. Człowiek uruchamia szereg mechanizmów obronnych, które służą samooszukiwaniu i karmią złudnymi nadziejami na powrót partnera. Chronią również przed poczuciem „utopionych kosztów” i nierozsądnego inwestowania w związek, który okazał się pomyłką. Najważniejsze na tym etapie jest wsparcie i troska bliskich oraz przyjaciół.
  • Wyparcie – mechanizm obronny, polegający na zaprzeczaniu faktom. Porzucenie przez partnera to sytuacja trudna do zaakceptowania, zatem mózg generuje szereg reakcji, np. jednostka popada w stupor albo tworzy iluzje, które pozwalają negować przykrą rzeczywistość. Na krótką metę mechanizm wyparcia może być pomocny, jednak w perspektywie długofalowej karmienie siebie złudnymi nadziejami przysparza więcej cierpień niż pożytku, wydłużając proces zdrowienia po rozstaniu.
  • Złość – chęć zemsty, udowadnianie win partnerowi i czynienie z niego potwora. Pragnienie uświadomienia mu, jaką stratę odniósł, rozstając się z tobą. Następuje dewaluacja związku i zaprzeczanie jakiemukolwiek znaczeniu partnera. Osoba skrzywdzona poszukuje wad eks-małżonka, dokonując racjonalizacji własnej sytuacji życiowej.
  • Utrata poczucia własnej wartości – spadek samooceny, obwinianie się za rozpad związku i poczucie wstydu przed bliskimi. Tendencja do samobiczowania się i rozmyślania: „Jestem beznadziejna. Nikt mnie nie chce. Może gdybym schudła, to zostałby ze mną?” albo „Jestem za mało męski. Znalazła sobie innego, bo nie byłem dość dobry dla niej”.
  • Akceptacja rozstania – najdłuższy i najbardziej bolesny etap dochodzenia do równowagi życiowej. Stopniowe rozumienie rozłąki i odnajdywanie sensu rozstania. Człowiek zaczyna wierzyć w ponowne szczęście i zapominać o doznanej krzywdzie.
  • Odbudowa – powolne gojenie ran i uczenie się życia z bagażem doświadczeń po nieudanym związku. Jednostka nie zadręcza się już bezustannymi pytaniami: „Dlaczego?” i zaczyna planować swoje nowe życie. Etap odbudowy to miejsce na marzenia, nadzieje i perspektywy nowego życia bez partnera.
  • Zrozumienie i współczucie – możliwość decentracji, przyjęcia perspektywy drugiej strony i przebaczenia. Decyzja o odejściu nie jest łatwa – potrzeba dużo odwagi, by rozstać się z osobą, która kocha i potrzebuje bliskości. Może pojawić się poczucie winy, ale trwanie w związku, który od dawna nie satysfakcjonuje albo jest toksyczny tylko przedłuża cierpienie, więc może warto docenić, że były partner przerwał destrukcyjną relację. Zrozumienie motywów działania partnera umożliwia niejednokrotnie przyjacielskie kontakty w przyszłości, które są szczególnie ważne w przypadku, gdy para miała ze sobą dzieci.

Życie po rozwodzie

Niejednokrotnie ludzie zdradzeni czy porzuceni nie wyobrażają sobie życia w samotności. Przygnębienie jest tak potężne, że człowiek traci jakąkolwiek wiarę w lepsze jutro i entuzjazm, by wstać rano z łóżka. Czy szczęśliwe życie po rozwodzie jest jeszcze możliwe? Jak na nowo zaufać ludziom? Nie ma złotej recepty, ale warto pamiętać o kilku zasadach, które ułatwią odzyskiwanie równowagi emocjonalnej po rodzinnej traumie rozwodu.

  • Nie wstydź się rozmawiać o swoim rozstaniu. Kiedy czujesz potrzebę „wygadania się” komuś ze swoich problemów, porozmawiaj z najbliższą przyjaciółką albo rozważ spotkanie z psychologiem czy psychoterapeutą. Nazywając swoje emocje, uczysz się je akceptować i lepiej rozumieć własną sytuację. Staraj się jednak nie przesadzać i nie rozpowiadać każdemu o swoich kłopotach, bo ktoś może wykorzystać twoją słabość.
  • Nie powstrzymuj łez. Nie musisz odgrywać twardziela, który jest odporny na wszelkie przeciwności losu i udawać, że wszystko jest w porządku. Pozwól sobie na słabość, smutek, rozładuj nieprzyjemne napięcie. Możesz wyjechać gdzieś daleko na jakiś czas, wziąć urlop w pracy, by otoczenie nie przypominało ci o traumie rozstania.
  • Unikaj samotności. Mimo iż w pierwszym momencie pojawia się chęć zamknięcia się przed całym światem, nie warto przeżywać smutku w samotności. Przyjaciele i rodzina są naturalnym źródłem wsparcia i pociechą w trudnych chwilach.
  • Zadbaj o siebie. Pomyśl o drobnych przyjemnościach, idź na basen albo do kina, wystrój się, zrób sobie ładny makijaż, poćwicz na siłowni, idź na zakupy. Jeśli do tej pory partner ograniczał cię w jakiejś sferze, nadrób zaległości. Możesz zapisać się na kurs tańca albo języka obcego, co daje potencjalne źródło nowych znajomości.
  • Pamiętaj o dotychczasowych obowiązkach. Czasem codzienność, praca i konieczność zadbania o dzieci to dobre panaceum dla niektórych rozwodników. Naglące terminy w firmie i obowiązek zadbania o pociechy nie pozwala myśleć bezustannie o kryzysie rodzinnym, zmuszając do skoncentrowania się na zobowiązaniach.
  • Nie obwiniaj się za rozpad związku. Rozwód to decyzja obu stron. Nie cofniesz czasu, a rozpamiętywanie przeszłości i gdybanie, co można było uczynić dla ratowania relacji niczemu nie służą. Najgorszą krzywdę wyrządzasz sobie w przypadku, gdy porównujesz się z nową partnerką byłego małżonka, wyliczając sobie wady i niedoskonałości, co dodatkowo pogłębia frustrację i zadaje ból.
  • Nie idealizuj partnera. Każdy człowiek ma zalety i wady. Nie możesz bezustannie tęsknić za partnerem, który cię opuścił. Kiedy trudno ci uświadomić sobie jego mankamenty czy błędy, poproś o obiektywną ocenę waszego związku przyjaciół i znajomych, którzy mogą pomóc unaocznić ci jakość relacji, którą tworzyliście.
  • Nie tłum negatywnych emocji. Kiedy chcesz płakać – płacz, kiedy chcesz krzyczeć – krzycz. Szukaj ujścia dla negatywnego napięcia, np. możesz biegać, intensywnie ćwiczyć albo tańczyć do utraty sił. Nie tylko spalisz zbędne kilogramy, ale poprawi ci się nastrój ze względu na wydzielanie podczas wysiłku endorfin – hormonów szczęścia.

Strach przed samotnością

Rozwód to niewątpliwie jedno z najbardziej stresujących doświadczeń w życiu człowieka. Po okresie melancholii, bólu i cierpienia, pojawia się z czasem wiara w możliwość rozpoczęcia wszystkiego od początku. Wszystko powoli zaczyna nabierać kolorów. Niekiedy przeraża widmo samotności, ale szukanie pocieszenia w kolejnym związku to nie najlepsze rozwiązanie. Trzeba dać sobie czas. Nie warto krzywdzić kogoś, traktując go jako lekarstwo na nieudany związek i fundować sobie nowe rozczarowania. Trauma rozwodu zwykle trwa długo i nie warto pchać się na oślep w ramiona przypadkowego partnera, by zagłuszyć smutek i żal.

Po zakończeniu procesu psychicznego rozstawania się z partnerem warto otworzyć się na nowe znajomości, wyzbyć się strachu przed odrzuceniem, być odważnym i szczerym. Nie przenosić lęków i pomyłek z poprzedniego związku. Uwierzyć w miłość i bezinteresowność nowego partnera. Zaangażować się, zaufać, a przede wszystkim mieć świadomość swojej wartości i możliwości. Można skorzystać np. z portali społecznościowych albo serwisów randkowych. Każdy człowiek jest niepowtarzalny i piękny. Każdy zasługuje na szczęście.

Komentarze (183)
~agnieszka6262
~agnieszka6262 21 godzin temu

Przechodzę przez „żałobę” po zakończeniu związku, który trwał 13 lat… Jestem emocjonalnym wrakiem człowieka. Od rozstania minęły 3 miesiące. Pierwszy miesiąc to była jakaś masakra- ciągle płakałam, nie jadłam, nie spałam, zawaliłam pracę, nie byłam w stanie ogarnąć codzienności. Wraz z partnerem straciłam też dach nad głową, nasze wspólne psy i środki, które inwestowałam w jego mieszkanie, które wiele lat było naszym wspólnym domem. To brzmi, jakbym była jakąś potworną materialistką, ale w takich okolicznościach taki fakt też cholernie boli. W drugim miesiącu jakoś zaczęłam się zbierać, teraz jest trzeci miesiąc, przyszła wiosna, a do mnie jakby to wszystko trafiło na nowo- nie mogę normalnie funkcjonować, ciągle płaczę i myślę o nim. O tym, co robi, jak mu jest, dlaczego to się stało. Czy rzeczywiście jestem takim potworem, że musiał odejść. Czy zrobiłam wszystko, żeby związek uratować. Dlaczego to się stało. Nie mogę się z tym pogodzić. Miał być ślub, dziecko było w drodze, świeżo zakończony remont kuchni. Wiadomo, że między nami było różnie- było i cudownie, i były kłótnie, jak to w życiu, nie ma przecież idealnych związków. Przeszliśmy razem wiele- ciężkie czasy, wręcz biedę, bezrobocie, trudny "dorabiania się", choroby i śmierć bliskich nam osób, ale zawsze udawało nam się wyjść z kryzysów. Dwa miesiące przed zaplanowanym ślubem partner oznajmił mi, że się zakochał w koleżance z pracy. Nie będę wchodzić w szczegóły całej historii, bo musiałabym tu napisać wypracowanie o objętości encyklopedii, ale po krótce opowiem, że przez miesiąc próbowałam go przekonać, że nie warto niszczyć naszego „my”- tych wspólnych lat, planów, marzeń. Żeby się opamiętał, że przecież tą dziewczynę ledwo zna (znaj się z imprez firmowych i wyjazdów integracyjnych, w sumie widzieli się z 10 razy). Oczywiście dowiedziałam się jaka to jestem beznadziejna, nasz związek beznadziejny i tak dalej. Że nuda, rutyna, wypalenie. Ale wtedy myślałam, że są to takie błahe powody, że nie warto dla nich kończyć związku, że można wszystko uratować, jeżeli oboje się postaramy. Że daliśmy się po prostu ponieść codzienności, zatraciliśmy się oboje w pracy i walce o lepszy byt, że siebie straciliśmy z oczu. Jednak mój kochany uważał inaczej, ale żeby nie było, że on się nie starał – zrobił coś na kształt castingu- siadał sobie i rozważał, która z nas jest lepsza, ma bardziej odpowiadające mu cechy charakteru i wyglądu. Raz deklarował, że chce ze mną być, że mnie kocha i nie wyobraża sobie beze mnie życia, że przecież ja jestem jego całym światem i życiem a po 2-3 dniach totalnie zmieniał zdanie na że to nie ma sensu, nie ma czego ratować, że ta jego „przyjaciółka” jest taka wspaniała, cudowna, delikatna, że tak dobrze mu się z nią rozmawia, że nigdy się tak nie czuł. W czasie dni, kiedy był „na tak” na mnie, zabrał mnie raz na kolację i uznał, że o wystarczający dowód na to, że mu zależy. Kontaktu z nią nie zamierzał zrywać, „bo będzie jej przykro, nie może jej zranić”. Nawet pojechał do miasta, w którym ona mieszka, żeby się z nią zobaczyć, potem mi opowiadał, że podczas tego spotkania całowali się i że nie mogę mieć o to do niego pretensji, bo on jest dorosły i ona też i że mogą robić co chcą. Byłam w takim stanie, że byłam gotowa zgodzić się na wszystko, byleby tylko ze mną został. Nawet, jakby mi kazał sobie obie nogi odrąbać. W pewnej chwili dopiero zorientowałam się, że nie jestem w stanie spełnić wszystkich jego żądań- zmienić o 180 stopni swój charakter, zrezygnować ze wszystkiego co kocham i tolerować, że on i tak będzie się z nią spotykał, bo przecież razem pracują. Nie zmienię się też naglę w bujnowłosą modelkę o nieskazitelnej skórze (argumenty odnośnie wyglądu użyte przeciw mnie- mam za szerokie biodra i w ogóle figurę nie taką, rozstępy oraz krótkie i za rzadkie włosy oraz styl do kitu). Dowiedziałam się jaka jestem nudna, mało spontaniczna, ograniczona, wredna i jędzowata. Zaczęłam w pewnej chwili szukać nawet mieszkania, bo przestałam widzieć nadzieję na ratunek. Przeszukiwał mi telefon i komputer, kazał się potem spowiadać, do kogo dzwoniłam i dlaczego, dlaczego takie a nie inne strony w necie przeglądam, że jestem taka durna, bo się naczytam głupot w internecie. O tym, że mam się wyprowadzić poinformował mnie przez telefon. Zabrałam rzeczy. Potem powiedział, że jestem głupia, że mogłam zostać, bo „on mnie w cale nie wyrzucał, jakbym sobie tak mieszkała z nim jeszcze ze 2-3 tygodnie, on by sobie tak na mnie popatrzył to może by zdanie zmienił”. Potem, że to wszystko moja wina, bo ja byłam… (i tu znów lista moich wszelkich przewinień), że od dawna się ze mną męczył i że nie jestem kobietą, której on potrzebuje. Że nie chce mieć związku z etykietą „po przejściach”, ale woli sobie zacząć nowe życie z młodszą kobietą, którą „on sobie ulepi tak, żeby jemu pasowała”. Nie będzie się dalej męczył, pracował nad sobą (bo on nie ma sobie nic do zarzucenia, on nie zrobił przecież nic złego), nad związkiem, bo i tak się nie uda. Że nie zostanie ze mną ze względu na dziecko, że mam sobie zrobić „z tym”, co uważam za stosowne (ostatecznie ze stresu i wyczerpania i tak poroniłam). I jeszcze że jestem materialistką, pragmatyczką i egoistką, bo przy rozstaniu zażądałam podziału wspólnie kupionych rzeczy. Że wszystko źle rozegrałam, bo gdybym wtedy czy wtedy (z podaniem konkretnych sytuacji) powiedziała/ nie powiedziała, zrobiła/ nie zrobiła czegoś tam, to wtedy on by zmienił zdanie. Potem jeszcze wydzwaniał w nocy, że siedzi w pustym mieszkaniu, że nie ma mnie, że on nie wie, jak będzie dalej żył, że mnie kocha i tak dalej. Myślałam, że się ocknął, że uda nam się uratować nasz związek. Rano już było inaczej- twierdził, że oczywiście kocha mnie, ale nie może ze mną być, bo za dużo złego się już stało, że on się zaangażował już w relację z tamtą i ona na niego czeka. Co więcej - ona była cały czas zaangażowana w nasze rozstanie, w tą walkę, zwierzał jej się i pytał, co ma robić (!). Jestem wrakiem człowieka, nie mogę się pozbierać. Nie widzę teraz sensu niczego – życia, dbania o siebie, wychodzenia z domu. Zmuszam się do wychodzenia ze znajomymi, na koncerty, wystawy, do kina, ale zwykle kończy się to płaczem w kiblu albo w drodze do domu, bo ciągle myślę o tym, że mogłabym to robić z nim. Albo że mogłabym być w domu z nim. Nie mam totalnie ochoty spotykać się z innymi facetami, mam ich dość na wieki. Nie zapomnę go nigdy, innemu już nie zaufam ani nie pokocham. Nie potrafię. Temu oddałam całą siebie. Czuję się nic nie warta, brzydka, ciągle tylko oglądam te włosy, które mi wypomniał, już nawet chciałam się na łyso ogolić. Wyrzuciłam zdjęcia, pamiątki, prezenty. Nie mogę się jeszcze przemóc przed pozbyciem się pierścionka zaręczynowego. Dostrzegłam rzeczy, które były złe między nami, co powinniśmy zmienić już dawno, ale olaliśmy to, bo brak czasu, ciągła pogoń za wszystkim. Ale mimo wszystko boli to, że on nie chciał zawalczyć, że wybrał tą łatwiejszą drogę, wymienił mnie „na lepszy model” jakbym była pralką. Zdradził (dla mnie to, co zrobił to zdrada emocjonalna). A ja uważałam, że on i nasz związek są warte każdego poświęcenia. Ja dawno temu, żeby go zadowolić rezygnowałam z wielu rzeczy, bo według niego poświęcałam na to za dużo czasu albo było to głupie. Przypominam sobie wszystko, co robiłam w tym związku- że pisałam za niego pracę dyplomową, że przez rok, jak był bezrobotny to zasuwałam na dwóch etatach, żeby utrzymać dom i spłacić kredyty, że nawet jak byłam chora to dawałam z siebie 100% - z gorączką potrafiłam gotować obiad, żeby miał, jak wróci z pracy i nie chciałam być „obciążeniem”. Zrezygnowałam ze swoich zainteresowań i pasji, działalności charytatywnej, ograniczyłam kontakty z rodziną i znajomymi i wzięłam na siebie 95% obowiązków domowych, żeby on mógł spokojnie pracować i potem odpocząć po powrocie. Fakt, jestem wybuchowa, mam różne wady (a czy ktoś ich nie ma?), ale czy nie zasłużyłam zamiast takiego traktowania na rozmowę? Choć nigdy nie czułam się przy nim piękna (zawsze było coś do poprawy), kochana czy zwyczajnie fajna (wciąż mnie za wszystko krytykował), skończył mi się świat. Nie mogę się z tym pogodzić. Kocham go nadal i nie mogę normalnie żyć. Nawet głupi program w tv, który oglądaliśmy wspólnie doprowadza mnie do płaczu. Jadąc do pracy codziennie przejeżdżam niedaleko jego domu, codziennie rano płaczę. Wszystkie samochody w kolorze niebieskim (jak jego) doprowadzają mnie do histerii. Tak samo, jak ludzie z psami (zostały u niego nasze wspólne psy i nie chce mi ich oddać) czy kobiety z dziećmi w wózku albo wystawa sukien ślubnych. Boli mnie też to, że on mnie tak szybko wymazał ze swojego życia, jakbyśmy znali się tydzień, ani byli ze sobą 13 lat. Musiałam niemal błagać o oddanie reszty moich rzeczy. Wmawiał mi, że tak strasznie cierpiał po mojej wyprowadzce, a wiem, że po niecałych 2 tygodniach już z tą nową był na romantycznym wypadzie w góry (mi zarzucał, że przeze mnie nigdzie nie wyjeżdżamy i nie wychodzimy, ale wszelkie moje pomysły sam torpedował lub nie robił nic w tym kierunku, żeby cokolwiek zrealizować albo mówił, że nie, bo on nie może wziąć urlopu). Boli, że teraz dla niej skłonny jest wziąć urlop na wyjazd, albo wyjść gdzieś, a ja nie byłam warta poświęcania mi czasu w ten sposób. Nawet do kina chodziliśmy 3 razy w roku. I zazwyczaj na filmy, które on chciał. Jak chciałam iść na film/koncert/ cokolwiek innego, co interesowało mnie, to musiałam iść sama albo z koleżanką. Czuję się jak śmieć. Raz, że mnie zostawił po tylu latach, dwa- że ja i nasze związek nie byliśmy dla niego warci tej walki, trzy - że ona jest teraz warta wszystkiego, nie szczędzi na nią czasu ani hajsu. A ja przez 13 lat bycia z niam zawsze płaciłam za siebie nawet za głupią kawę na stacji benzynowej, żeby nie usłyszeć, że jestem z nim dla pieniędzy. Usłyszałam od niego, że to wszystko moja wina, że on po prostu nie może już ze mną wytrzymać, że go zmuszałam do ślubu bo „zbliżam się do 30- tki i po prostu mi odjebało”, że on musi odejść, bo ze mną nie da się żyć a ona jest taka cudowna, bo z nikim mu się tak dobrze nie rozmawia, jak z nią, że nie zachwycałam się nim, a ona go adoruje, żebym „zrobiła coś ze sobą, bo żaden facet ze mną nie wytrzyma”. Że ja nie doceniałam jego uczuciowości, a ona jest taka biedna, że na pewno doceni to, jaki on jest dobry. Ale też żebym się nie załamywała, bo być może wróci do mnie, jak mu z nią nie wyjdzie. Ale że się też nad tym dobrze zastanowi, bo będzie musiał ocenić, czy opłaca mu się dwa razy wchodzić do tej samej rzeki. Czy to kiedyś minie? W tej chwili mam w głowie obraz siebie jako zaniedbanej samotnej kobiety ze stadem kotów, siedzącej w zasyfionym mieszkaniu, w dresie, zgorzkniałej. Nie wiem, czy kiedykolwiek będę w stanie komuś innemu zaufać, kogoś innego pokochać. Czy znajdę w sobie siłę i chęć na chodzenie na randki, na rozwijanie znajomości, pracę nad związkiem i czekanie "czy coś z tego będzie". Zresztą skoro jestem taka beznadziejna i nudna (brzydka i z problemami zdrowotnymi i coś tam jeszcze), to kto mnie będzie chciał.

Odpowiedz
~sama
~sama około miesiąca temu

jestem po wielu rozstaniach, za każdym razem boli. I mam wrażenie, że boli bardziej. Może jestem za bardzo wrażliwa. Nie potrafię się odciąć od przeszłości. Noszę w sobie poczucie niedoskonałości, które pogłębia się. Brakuje mi wiary w siebie i już wcale nie chce mi się akceptować tego stanu rzeczy. Jedno na co mam ochotę, to użalać się nad sobą i płakać, mimo że od ostatniego rozstania minęło półtora roku. Pozostał we mnie strach przed ludźmi, oni są tacy doskonali, kochani przez kogoś nie to co ja , wciąż sama.

Odpowiedz
~zraniona
~zraniona ponad rok temu

@~next-eks: Właśnie czytałam Twój wpis i bardzo mi się spodobał,dokladnie przeżyłam to samo co Ty jak bym swoja historię przeżyła wiem ze rok minął bo Ciebie zostawił w 2015 a mnie teraz 2016 dokładnie wczoraj i tez cierpię trudno mi się pozbierać,ale tak jak Ty mówisz to nam zależało a nie jemu oddaliśmy sie 100% a on jeszcze miał pretensje o to.Tez podejrzewam go o to ze kogoś ma pytalam się ale zaprzeczył czas pokaze dlaczego tak z dnia na dzień mnie zostawił.Najbardziej pomoże jego wady i niedoskonałości i nie żeby siebie obwiniać tylko mieć do niego pretensje ze będzie żałował ze straciliśmy czas i poświęcenie ze nie jest tego wart i znajdzie się z czasem facet który doceni i pokocha nas.Dziekuje Ci za wsparcie Pozdrawiam gorąco ~next-eks

Odpowiedz
~Opuszczona z dnia na dzien
~Opuszczona z dnia na dzien ponad rok temu

To zupełnie jak ja też przestałam marzyć,planować.U mnie było 11 lat dwoje dzieci i myślałam że miłość z jego strony,bardzo się pomyliłam.Najgorsze jest to iż on uważa że nic się nie stało,że on nic złego nie zrobił odchodząc do innej,młodszej,a za miesiąc urodzi mu się nowe dziecko.szok nie daje rady,nie mam już sił.

Odpowiedz
~Opuszczona z dnia na dzień!
~Opuszczona z dnia na dzień! ponad rok temu

Ja też dokładnie rok po rozstaniu,ciągle kocham,tęsknię,gdyby nie dzieci już by mnie nie było.Najgorsze jest to niezrozumienie,dlaczego tak postąpił,nie uprzedził,nie ostrzegł.Mamy dzieci ale on odciął się odemnie zupełnie,nie rozmawia nie zadaje nawet pytań odnośnie dzieci,a najgorsze jest to że już za miesiąc będzie miał nowe dziecko.Jak się pozbierać,jak zapomnieć,jak wybaczyć i zacząć żyć od nowa.

Odpowiedz
zapytaj lekarza

za darmo

  • Odpowiedź w 24 godziny
  • Bez żadnych opłat
  • Lekarze, psychologowie, dietetycy

lekarzy jest teraz online

0/500

Rozstanie
najnowsze pytania

grupy wsparcia i fora dyskusyjne

Decyzja

~Ridida • ostatni post 17 godzin temu

3

Pomocni lekarze

Artykuły Rozstanie
Rozstanie

Dzieci a rozwód

Dzieci a rozwód

Istnieje model naprzemiennej opieki nad dzieckiem, w którym rodzice mają takie same prawa do opieki nad maluchem.

Rozstanie

Jak przetrwać rozstanie?

Rozstanie z chłopakiem, rozstanie z dziewczyną, rozstanie z ukochaną osobą to trudne doświadczenie. Pojawia się tęsknota za dawnym status quo (...) , za pięknymi wspomnieniami i wspólnie spędzonymi chwilami....

Rozstanie

Depresja po rozwodzie

. Jak przeżyć rozstanie z partnerem, który obiecał zostać z nami do końca życia? Jak sobie poradzić z głębokim rozczarowaniem? Co po rozwodzie (...) ? Czy to depresja, czy tylko chwilowe zaburzenia nastroju? Rozwód i co dalej? Depresja...

Rozstanie

Jak zniszczyć związek w 5 krokach?

Jak zniszczyć związek w 5 krokach?

Związek pomiędzy kobietą a mężczyzną to bardzo delikatna struktura, wrażliwa na wszelakie wstrząsy. Można go bardzo szybko i łatwo zniszczyć, wystarczy postępować zgodnie z instrukcją zamieszczoną poniżej. 1. Porównuj Twój partner nie jest taki wspaniały...

Rozstanie

Przed rozwodem

dokładniej zastanowić nad kwestią samego ślubu. Należy mieć zawsze na uwadze to, iż rozstanie rodziców ma ogromny wpływ na dalszy rozwój ich dzieci.

Rozstanie

Co to jest separacja?

i możliwość rozpoczęcia na nowo. To czas, który dajemy sobie na przemyślenia i podjęcie decyzji o powrocie lub rozstaniu. Istnieją dwa rodzaje separacji

Rozstanie

Zostawił mnie kilka dni przed ślubem

Zostawił mnie kilka dni przed ślubem

, nie czuję żadnych emocji z tym związanych. Nie mówię, że kocham (…). Cały czas myślę o rozstaniu, ale boję się. Nie umiem podjąć takiej decyzji, nie wiem (...) ..." O rozstaniu na chwilę przed ślubem nie myślą jedynie...

Rozstanie

Powroty po rozwodzie

rozwodowych mają wątpliwości, czy rozstanie było dobrym pomysłem. Czy powroty po rozwodzie są możliwe? Okazuje się, że tak, ale powodzenie

Rozstanie

Jak żyć po rozwodzie?

Nie każde małżeństwo trwa do końca życia. Relacje damsko-męskie bywają czasem naprawdę bardzo skomplikowane. Coraz więcej związków małżeńskich rozpada się z różnych przyczyn. Dla małżonków jest to zwykle duży cios. Życie po rozwodzie jest możliwe, choć...

Rozstanie

Dziecko po rozwodzie

w ich życiu sytuacją, zależy głównie od ich mamy i taty. Nie ma dzieci, które przeżyłyby rozstanie rodziców bez szwanku. Powrót do równowagi po rozwodzie (...) . Niepewność dzieci po rozstaniu rodziców Dziecko po...