Uznali 18-miesięcznego chłopca za zmarłego. W kostnicy odkryli, że żyje

Lekarz orzekł zgon i kazał zaprzestać reanimacji, tłumacząc cichy oddech dziecka "odruchem agonalnym". 18-miesięczny Vincent spędził w szpitalnej kostnicy ponad pięć godzin, zanim pracownicy zorientowali się, że chłopczyk nadal żyje. Dziś dziecko wymaga stałej opieki, a rodzina domaga się wyjaśnienia decyzji podjętych w szpitalu.

Alexus Fiordilino i Vincent Alexus Fiordilino i Vincent
Źródło zdjęć: © Facebook
Marta Słupska

Wpadł do przydomowego basenu

Do zdarzenia doszło w lutym w Gilbert w amerykańskim stanie Arizona. Alexus i Angelo Fiordilino znaleźli swojego 18-miesięcznego syna twarzą w dół w przydomowym basenie. Według informacji zamieszczonych na stronie zbiórki na leczenie chłopca przebywał on pod wodą około pięciu minut.

Rodzice rozpoczęli resuscytację. Vincent trafił do Mercy Gilbert Medical Center, gdzie jego ratowaniem zajmował się zespół pod kierunkiem dr. Aryana Toosiego.

– Kiedy dotarłam do szpitala, pomyślałam: "Dobrze, ci ludzie mi pomogą" – wspominała matka w rozmowie z ABC15.

Zamiast zapewnienia o dalszej walce o życie syna usłyszała jednak, że chłopiec zmarł. Rodzinie przyszło się z nim pożegnać.

Babcia miała słyszeć oddech

Według relacji matki lekarz uzasadniał zakończenie resuscytacji ciężkim zakwaszeniem organizmu i przekonywał, że nawet po przywróceniu czynności życiowych dziecko cierpiałoby.

– Jeśli nikt nie ma zastrzeżeń, chciałbym stwierdzić zgon – miał powiedzieć, prosząc personel o zaprzestanie resuscytacji.

Alexus twierdzi, że jej teściowa słyszała wówczas odgłosy przypominające oddech Vincenta. Jak relacjonuje rodzina, personel tłumaczył je oddechem agonalnym, czyli pojedynczymi, mimowolnymi westchnieniami występującymi przy skrajnym niedotlenieniu.

Chłopiec został przewieziony do szpitalnej kostnicy. Dopiero pracownicy, którzy mieli odebrać jego ciało, zauważyli, że żyje.

– Był sam. Był sam przez pięć i pół godziny. Jak można zrobić coś takiego dziecku? – mówiła matka.

Vincenta przetransportowano karetką do Phoenix Children’s Hospital. Rezonans magnetyczny wykazał rozległe uszkodzenia mózgu. Chłopiec będzie potrzebował opieki przez całe życie.

Pytania o wyniki badań i decyzję lekarza

Sprawę analizuje biuro prokuratora generalnego Arizony. Jedna z najważniejszych wątpliwości dotyczy czasu uzyskania wyników gazometrii, czyli badania pozwalającego ocenić m.in. równowagę kwasowo-zasadową organizmu.

John Brewer, prawnik rodziny, wskazuje, że lekarz powoływał się na ten wynik, wyjaśniając decyzję o stwierdzeniu zgonu. Tymczasem śmierć odnotowano o godz. 18.20, a wynik miał być dostępny dopiero o 18.38. Według przywoływanej przez media dokumentacji nie zmierzono też temperatury głębokiej dziecka ani nie podjęto ogrzewania.

Operator szpitala, Dignity Health, określił sytuację jako rozdzierającą serce.

– Ze względu na prywatność pacjenta nie możemy udostępniać żadnych informacji ani komentować działań osób uczestniczących w opiece – przekazał rzecznik.

Prawnik lekarza, Scott Holden, zapewnił, że jego klient myślami jest z Vincentem i jego bliskimi.

– Ze względu na trwające postępowanie sądowe i przepisy dotyczące prywatności pacjentów nie możemy obecnie omawiać szczegółów udzielonej opieki – oświadczył.

Policja w Gilbert poinformowała, że dotychczasowe dochodzenie nie dało podstaw do przyjęcia uzasadnionego podejrzenia popełnienia przestępstwa.

Źródło: Tyla

Treści w naszych serwisach służą celom informacyjno-edukacyjnym i nie zastępują konsultacji lekarskiej. Przed podjęciem decyzji zdrowotnych skonsultuj się ze specjalistą.

Wybrane dla Ciebie