Zamawiają nielegalne leki na odchudzanie. "Miałam pacjentów z ciężkimi powikłaniami"

Wysoka cena analogów GLP-1 w Polsce to główny powód zamawiania ich tańszych odpowiedników przez internet spoza UE. Problem w tym, że nie wiadomo, co znajduje się w takich podrobionych preparatach i jaki będzie ich wpływ na zdrowie. – Miałam już pacjentów, którzy przyszli z powikłaniami albo z niewystarczającym efektem działania – mówi dr hab. Magda Wiśniewska.

Dominika Lewandowska i dr hab. Magda WiśniewskaDominika Lewandowska i dr hab. Magda Wiśniewska
Źródło zdjęć: © Getty Images • Zdjęcie wygenerowane przy pomocy AI
Marta Słupska

Zamawiają od trenerów i poprzez grupy internetowe

W 2025 r. w Polsce sprzedano ok. 5,88 mln opakowań leków z kategorii GLP-1. Ich wartość szacuje się na ok. 3,4 mld zł. Ile z nich stosowano stricte po to, by zredukować masę ciała? Nie wiadomo, choć zainteresowanie analogami – biorąc pod uwagę liczbę zapytań w sieci – bazuje w ogromnej mierze na chęci zmniejszenia wagi. Wielu pacjentów, by zdobyć lek, który w naszym kraju wydawany jest wyłącznie na receptę, decyduje się na inną niż kontakt z lekarzem drogę jego zdobycia. W grę wchodzi m.in. zamówienie analogu przez internet z krajów spoza Unii Europejskiej. Takie działanie nie dość, że jest nielegalne, to może wiązać się z wieloma zagrożeniami zdrowotnymi.

– Pacjenci robią to nagminnie. Najczęściej zamawiają semaglutyd i tirzepatyd. Najgorsze jest jednak to, że zamawiają też retatrutyd, czyli lek, który jeszcze jest w trzeciej fazie badań klinicznych. Nie ma go jeszcze na rynku – mówi w rozmowie z WP abcZdrowie dr hab. Magda Wiśniewska, specjalistka interny, nefrologii, obesitologii, diabetologii i transplantologii.

Ekspertka zaznacza, że zamawianie leków na własną rękę wiąże się z panującym obecnie kultem doskonałości ciała.

– Wszyscy chcą być szczupli. Otyłość jest w tej chwili chorobą cywilizacyjną. W Polsce ponad 60 proc. dorosłej populacji ma nadwagę lub otyłość. Otyłość – prawie 30 proc. Nasze dzieci tyją najszybciej w Europie. Tak naprawdę staje się to problemem ogólnoświatowym – choruje już prawie miliard osób. A z drugiej strony w mediach społecznościowych wciąż oglądamy szczupłe sylwetki. To jest kult ciała, któremu wielu chce sprostać – podkreśla.

Pytana o główny powód zamawiania analogów GLP-1 z niepewnych źródeł, Dominika Lewandowska, farmaceutka, autorka profilu "Farmaceuta konsultuje", mówi krótko: niższa cena. Jej zdaniem w sprzedaży takich leków, której ulegają Polacy, przodują Chiny.

– Znam ten proceder i potwierdzam, że pacjenci zamawiają leki, także na odchudzanie, spoza Unii Europejskiej. W dużej ilości z Chin poprzez strony internetowe. Oczywiście nielegalnie bez recepty. Są przekonani, że jakościowo są to produkty lepsze niż z apteki. Chińscy producenci mamią klientów, oprowadzając ich wirtualnie po swoich fabrykach. Przez to zamawiający myślą, że są to miejsca spełniające wszystkie wymogi, niemające nic do ukrycia – mówi w rozmowie z WP abcZdrowie.

– Pacjenci korzystają z dwóch źródeł: grup internetowych typu marketplace oraz siłowni i trenerów fitness, którzy na własną rękę kupują leki z niepewnych źródeł i odsprzedają swoim podopiecznym. Słyszałam nawet o nielegalnej sprzedaży prowadzonej przez salony kosmetyczne – dodaje.

Pacjenci trafiają do lekarza z powikłaniami

Ekspertki podkreślają, że stosowanie analogów z niepewnych źródeł wiąże się z zagrożeniem dla zdrowia. Nie mamy pewności, co znajduje się w podrabianych lekach ani jaka jest zawartość substancji czynnej preparatu.

– Były już robione badania na temat zawartości analogów GLP-1 sprzedawanych w sieci i wynika z nich, że wahania wynoszą nawet 30 proc. w obie strony, tzn. o tyle może brakować składnika aktywnego, o ile może go być w nadmiarze. Zdarzały się też sytuacje, że w preparacie w ogóle nie było substancji czynnej – mówi Lewandowska.

– Niegdyś w Narodowym Instytucie Leków badano tabletki na odchudzanie i znaleziono w nich m.in. talk zamiast deklarowanej substancji aktywnej, a nawet pochodne amfetaminy. To samo może znajdować się w sfałszowanych lekach. Nigdy nie wiemy, czy ktoś nie dodał do nich narkotyków czy niebezpiecznych dla zdrowia zanieczyszczeń – dodaje.

Tym samym lekarze, jeśli pacjent po przyjęciu takich leków trafi do szpitala, mogą nie wiedzieć, co dokładnie pogorszyło jego stan zdrowia i jak mu pomóc. – Pozostanie jedynie leczenie objawowe, bo nie będzie wiadomo, co taka osoba przyjęła i co się zadziało – tłumaczy farmaceutka.

– Konsekwencje są znaczące. Jeśli dawka leku będzie mniejsza niż deklarowana, leczenie może być nieskuteczne, mogą pojawić się powikłania cukrzycy czy choroby otyłościowej. Jeżeli dawka będzie większa niż zalecana, możemy mieć dużo bardziej nasilone działania niepożądane. Może być też tak, że w jednej dawce leku będzie mniej, a w drugiej więcej substancji, co też może skutkować pogorszeniem stanu zdrowia, wymiotami, zmęczeniem, problemami z trzustką czy woreczkiem żółciowym. Takie wahania nie są pożądane – dodaje.

Tego samego zdania jest dr Wiśniewska, która podkreśla, że w przypadku takich leków możemy mieć do czynienia z fałszerstwem.

– Jeżeli zamawiamy przez internet lek recepturowy, to ja bym już miała lampkę ostrzegawczą zapaloną w głowie. To oznacza, że jest to jakaś substancja krążąca poza obrotem oficjalnym, bo wszystkie leki, które stosujemy w leczeniu choroby otyłościowej, są na receptę. We wszystkich krajach. Nie ma krajów, gdzie można wejść do apteki i je kupić ot tak sobie. Więc jeżeli one krążą bez recepty, to znaczy, że mamy do czynienia z jakimś oszustwem albo z substancją, która ma niewiele wspólnego z prawdziwą substancją leczniczą. Albo są to peptydy, które służą tylko do badań, albo mamy do czynienia z fałszerstwem – mówi.

– Obawiam się, że w takich zamówionych preparatach przede wszystkim może znajdować się coś innego niż zamówiony lek. Pół biedy, jeśli byłoby to placebo, gorzej, jeśli byłby to jakiś nieznany związek chemiczny, który może dla naszego organizmu okazać się toksyczny. Może też być to preparat rozcieńczony, sprowadzony gdzieś z czarnego rynku – dodaje.

Dr Wiśniewska przyjęła już wielu pacjentów, którzy cierpią z powodu zażywania nielegalnie sprowadzanych analogów. Przychodzą do gabinetu, żaląc się, że nie chudną lub z powodu wystąpienia objawów ubocznych.

– Miałam już kilkunastu pacjentów, którzy przyszli do mnie albo z powikłaniami, albo z niewystarczającym efektem działania tych leków. Wtedy mówię: "No dobrze, skąd ma pani lek, kto go przepisał?". "A, zamówiłam przez internet". Oglądam ampułkę i się okazuje, że to jest jakieś nie wiadomo co, nie wiadomo skąd i nawet nie wiemy, co jest w środku – opowiada.

– Jak mówię pacjentowi, który zamówił taki lek na własną rękę przez internet, czym to grozi, zwykle reaguje przerażeniem. Są jednak tacy, którzy rozkładają ręce i mówią: "Ale co ja mam zrobić? Jestem otyła, zarabiam trzy tysiące złotych, mam dwoje dzieci. Nie stać mnie na kupienie leku w aptece" – dodaje.

Ekspertka zaznacza, że niektóre osoby wymagają hospitalizacji. – Miewam pacjentów z ciężkimi powikłaniami po stosowaniu leków na własną rękę zamawianych przez internet, np. z zapaleniem dróg żółciowych. Miałam dwójkę chorych, którzy musieli trafić do szpitala, bo mieli odwodnienie w przebiegu masywnych wymiotów i biegunki. Po przedawkowaniu, bo wzięli nieodpowiednią dawkę leków. Brali je samopas, bez kontroli lekarza – mówi.

Potrzeba regulacji

Redakcja WP abcZdrowie skontaktowała się w sprawie tego procederu z Głównym Inspektoratem Farmaceutycznym. Zapytaliśmy m.in. o to, jaka jest jego skala i co robi GIF, by mu przeciwdziałać. Nie otrzymaliśmy żadnych wyliczeń, a jedynie informację, że do kompetencji GIF "należy nadzór nad legalnym łańcuchem dystrybucji produktów leczniczych, który gwarantuje bezpieczny skład i jakość leków dostępnych w Polsce", natomiast "kwestie związane ze ściganiem osób, które próbują nielegalnie wprowadzić do obrotu produkty lecznicze, leżą w kompetencjach organów ścigania".

GIF przypomina także, że sprzedaż produktów leczniczych w Polsce, także przez internet, podlega ścisłym regulacjom.

"Sprzedaż wysyłkowa jest dopuszczalna wyłącznie w przypadku leków wydawanych bez recepty (OTC) i może być prowadzona jedynie przez uprawnione apteki ogólnodostępne i punkty apteczne. Sprzedaż wysyłkowa leków wydawanych na receptę jest niedozwolona. Agoniści receptora GLP-1 – preparaty stosowane m.in. w leczeniu cukrzycy typu 2 i choroby otyłościowej – są lekami wydawanymi na receptę, a więc nie mogą być sprzedawane na odległość" – czytamy w wiadomości podesłanej do redakcji.

– Obserwuję ten proceder w sieci i widzę, jak duże jest zapotrzebowanie na takie sprowadzane leki – mówi Lewandowska. – Pacjenci nie są świadomi konsekwencji albo nie chcą o nich wiedzieć. Wzięłam kiedyś udział w dyskusji na Instagramie na ten temat, próbując wytłumaczyć, jak groźne są takie działania. Komentujący odpisali mi, że jestem przedstawicielką Big Pharmy, że przecież ktoś ich oprowadził wirtualnie po tej fabryce, więc wszystko musi być w porządku.

– Choroba otyłościowa powinna być traktowana jako choroba ogólnometaboliczna, a nie jest. Mamy ciągle tendencję do traktowania jej jako defektu kosmetycznego i estetycznego. I chyba nie ma kraju, w którym to leczenie jest refundowane. A jest bardzo drogie. Dlatego pacjenci szukają jakichś tańszych dojść i trochę ich rozumiem – dodaje dr Wiśniewska.

Co musi się zmienić, aby ograniczyć zamawianie niesprawdzonych leków z niepewnych źródeł? Ekspertki zauważają potrzebę edukacji pacjentów, a także większą kontrolę nad rynkiem farmaceutycznym oraz rozważenie refundacji analogów dla pacjentów z otyłością.

– Mamy do czynienia z bardzo dużą luką w działaniu organów nadzorczych, bo to niestety się ciągnie od lat. Tak jak kiedyś można było kupować podrobione suplementy z pochodnymi amfetaminy, tak teraz mamy cały czas problem z analogami GLP-1. Widzę tu duże pole do popisu, jeżeli chodzi o zmianę prawa i kompetencje nadzorcze i wykonawcze. I mam wrażenie, że to jest trochę też nasza wina, że my tego po prostu nie zgłaszamy. Jeżeli mamy konkretne ogłoszenia, konkretne osoby, które się tym zajmują i sprzedają, to powinno być zgłaszane na policję i do GIF. Być może gdyby tak się działo, to ten proceder zostałby ukrócony – podkreśla Lewandowska.

Treści w naszych serwisach służą celom informacyjno-edukacyjnym i nie zastępują konsultacji lekarskiej. Przed podjęciem decyzji zdrowotnych skonsultuj się ze specjalistą.

Wybrane dla Ciebie