Chorują miliony kobiet, ale wstydzą się iść do lekarza. "Cierpią w milczeniu"

Nietrzymanie moczu to powszechny problem przede wszystkim kobiet, nawet tych młodych i bardzo aktywnych. Niestety równie powszechny jest wstyd, przez który latami żyją bez diagnozy i leczenia. – Przestają wychodzić z domu – przyznała w nowym odcinku programu "O zdrowiu przy kawie" urolog Jowita Stępniewska-Węgrzyn.

Jowita Stępniewska-WęgrzynJowita Stępniewska-Węgrzyn
Źródło zdjęć: © WP abcZdrowie
Katarzyna Prus

Chorują miliony kobiet

Problem nietrzymania moczu jest powszechny i dotyczy nawet bardzo młodych kobiet po 20. roku życia, mimo że stereotypowe skojarzenie dotyczy seniorów. Choć to jedna z najczęstszych chorób przewlekłych na świecie, nadal jest tematem tabu, a wiele kobiet "cierpi w milczeniu", bo się wstydzi.

– W Polsce ok. 2–4 mln kobiet cierpi z powodu nietrzymania moczu. Niestety myślimy o tej chorobie stereotypowo. Nie kojarzymy eleganckiej, wysportowanej kobiety, która ma pozycję społeczną i świetnie wygląda na co dzień, z osobą, która może całe życie układać pod częste wizyty w toalecie – podkreśliła w rozmowie z Katarzyną Prus w nowym odcinku programu "O zdrowiu przy kawie" urolog Jowita Stępniewska-Węgrzyn.


DLA CIEBIE
Chorują miliony kobiet, ale wstydzą się iść do lekarza. "Cierpią w milczeniu"

Dodała, że rzeczywista skala jest znacznie większa niż wskazują oficjalne dane, bo wiele kobiet nie przyznaje się, że ma problem. Wstyd jest często silniejszy, dlatego nawet latami choroba nie jest diagnozowana i właściwie leczona. Na to może się nałożyć brak wiedzy, bo o tej chorobie nadal mówi się za mało. – Tymczasem chorują całe rodziny kobiet: problem z utrzymaniem moczu ma matka, babcia, siostry – podkreśliła urolożka. 

Przyznała, że wiele kobiet zamiast iść do specjalisty, "leczy się" na własną rękę, kupując np. suplementy, które tu nie pomogą.

Z kolei u kobiet, które zdecydowały się na leczenie, wstyd może być tak duży, że nie przyznają się do tego, że umówiły się na wizytę u lekarza albo pojechały na operację. – Wstydzą się swojego męża, dzieci, matek. Niejednokrotnie zdarzało się tak, że pacjentki przyjeżdżały na operację z powodu wysiłkowego nietrzymania moczu, mówiąc w domu, że wyjechały z koleżanką – przyznała lekarka.

Co ciekawe, brak świadomości dotyczy także pracowników ochrony zdrowia. – W dużym szpitalu, w którym pracuję, przeprowadzałam ankietę na temat nietrzymania moczu. Nie tylko wśród personelu medycznego, ale wzięli w niej też udział farmaceutki, salowe, diagności laboratoryjni. Wydawałoby się, że personel wie, że leczymy taką chorobę, bo operacje wysiłkowego nietrzymania moczu wykonujemy już od 1999 r., a mimo to prawie 60 proc. pytanych uznało to za stan naturalny, a nie chorobę, którą można diagnozować i leczyć – zaznaczyła ekspertka.

Choroba ogranicza życie

Tymczasem nietrzymanie moczu realnie ogranicza życie i prowadzi do tego, że kobiety przestają wychodzić z domu, bo wstydzą się tego, jak będą postrzegane. Zaczyna się od układania codziennego życia pod wizyty w toalecie.

– Przed wyjściem z domu idą do toalety kilka razy "na zapas", wchodzą do galerii handlowej i pierwsze kroki stawiają do toalety, noszą bieliznę na zmianę, cały czas jest mętlik w głowie 'czy na pewno zabrałam', 'czy mam odpowiednią ilość wkładek', 'czy będę miała toaletę'. Kiedy problem narasta, rezygnują ze spotkań ze znajomymi, wyjść z domu – tłumaczyła dr Stępniewska-Węgrzyn.

Podkreśliła, że kończy się na tym, że "pacjentki przestają wychodzić z domu". – W gabinecie często słyszę: 'Wyszłam na imprezę ze znajomymi, zaczęłam tańczyć i się po prostu zsikałam. Nie mówimy tylko o popuszczeniu kilku kropel, ale niejednokrotnie o posikaniu się, że trzeba zmienić całe ubranie – zaznaczyła lekarka. Dodała, że ma pacjentki, u których jest nawet nasilenie depresji z powodu nietrzymania moczu, bo powstaje lęk, co się stanie po wyjściu z domu.

Problem ogranicza też życie seksualne, a kobiety stopniowo wycofują się z kontaktów ze swoim partnerem.

Nietrzymanie moczu można skutecznie leczyć

Fakt, że kobieta jest młoda i wysportowana, nie oznacza, że nie zachoruje. Silne mięśnie szkieletowe nie zawsze mają związek z silnymi mięśniami dna miednicy. Chorują nie tylko kobiety, które po ciąży mają osłabione mięśnie dna miednicy, ale też te, które w ciąży nie były. Znaczenie mają też czynniki genetyczne, a ryzyko zwiększają choroby przewlekłe, m.in. otyłość.

– Od 25 do 45 proc. kobiet przed 40. rokiem życia może mieć nietrzymanie moczu. To pokazuje, jak duży jest to problem nie tylko u kobiet po menopauzie. Często też starsze pacjentki przychodzą do mnie na wizytę i mówią, że mają nietrzymanie moczu od 30–40 lat – wskazała dr Stępniewska-Węgrzyn.

Na problem warto reagować od razu. Granicą nie jest więc ilość popuszczanych kropli. – Im wcześniej zareagujemy, tym mniej radykalnie możemy postąpić na koniec. Szanse na wyleczenie bez zabiegu są wtedy większe. Nie każda pacjentka wymaga operacji; możemy też skorzystać z modyfikacji stylu życia, np. aktywności fizycznej i wprowadzenia fizjoterapii uroginekologicznej – wskazała lekarka.

Dodała, że szybka reakcja jest konieczna także ze względu na fakt, że nietrzymanie moczu nie zawsze jest tylko problemem samym w sobie, ale może być też objawem innych chorób, np. neurologicznych czy nowotworu.

Warto też mieć świadomość, że na rynku są dostępne różne środki ochronne. Kobiety, które mają nietrzymanie moczu, nie są więc skazane na "pieluchy", choć takie mity krążą. Czym innym są też standardowe podpaski, których używa się w trakcie miesiączki, a czym innym specjalne środki urologiczne stworzone konkretnie do ochrony przy nietrzymaniu moczu, np. wkładki czy tampony. Chodzi tu o działanie i komfort pacjenta.

– Można diagnozować i skutecznie leczyć ten problem. Wcale nie trzeba z nim żyć – podsumowała dr Stępniewska-Węgrzyn.

Treści w naszych serwisach służą celom informacyjno-edukacyjnym i nie zastępują konsultacji lekarskiej. Przed podjęciem decyzji zdrowotnych skonsultuj się ze specjalistą.

Wybrane dla Ciebie