Pięć godzin na SOR-ze i pokaźny dług. Polka pokazała rachunek ze szpitala w USA

Beata Lutomska pojechała z dzieckiem na oddział ratunkowy w USA. Kiedy zobaczyła rozliczenie wizyty, była przerażona. Choć miała ubezpieczenie, część kosztów musi pokryć sama.

Beata LutomskaBeata Lutomska
Źródło zdjęć: © Getty Images
Marta Słupska

Ponad 11,5 tysiąca dolarów za jedną wizytę

Beata Lutomska, prowadząca profil "beti.in.the.usa", opowiedziała w mediach społecznościowych o kosztach pomocy udzielonej jej dziecku w amerykańskim szpitalu. Jak relacjonowała, na oddziale ratunkowym spędzili pięć godzin. Rachunek opiewał na 11 577 dolarów, co w przytoczonych przez polskie media przeliczeniach odpowiadało około 45 tys. zł.

Posiadana polisa nie oznaczała, że rodzina uniknie wydatków. Według relacji kobiety ubezpieczyciel miał pokryć znaczną część należności, jednak pozostała kwota nadal była dla niej dużym obciążeniem.

– Ubezpieczalnia chce pokryć z tego 8 tys. dol., a nam finalnie do zapłaty zostaje 3,5 tys. dol. – wyjaśniła.

To około 13,5 tys. zł. Historia Polki pokazuje, jak dotkliwy może być udział pacjenta w kosztach leczenia, nawet gdy korzysta z ochrony ubezpieczeniowej.

Osobne opłaty za badania, lekarza i pobyt

Lutomska przeanalizowała poszczególne pozycje rozliczenia. Z jej relacji wynika, że za tomografię komputerową naliczono około 5,3 tys. dolarów, a za USG brzucha – 2 tys. dolarów. Badania laboratoryjne wyceniono na kolejne 2 tys. dolarów. Wśród wymienionych kosztów znalazł się test na COVID-19 za 800 dolarów.

– Gdybym wiedziała, zeszłabym do apteki i kupiła ten test za 5 dolarów – podkreśliła.

Na rachunku uwzględniono również 900 dolarów za konsultację lekarską oraz 1227 dolarów za korzystanie z pomieszczenia szpitalnego. Osobno wyszczególniono samo wkłucie igły przy pobieraniu krwi – kosztowało 42 dolary.

Opisane kwoty dotyczą konkretnej wizyty i rozliczenia przedstawionego przez autorkę nagrania. Nie pozwalają ustalić, ile za podobną pomoc zapłaciłby inny pacjent ani jaką część należności pokryłaby jego polisa.

"Bałabym się już teraz pojechać do szpitala"

Dla kobiety najbardziej niepokojąca okazała się perspektywa kolejnych wydatków. Po otrzymaniu rachunku zaczęła zastanawiać się, ile kosztowałaby hospitalizacja wymagająca dłuższego pobytu lub poważniejszego zabiegu.

– Ja w to nie wierzę, po prostu. Ja jestem tym załamana i przerażona. Gdyby mi coś się stało, bałabym się już teraz pojechać do szpitala, znając te stawki – przyznała.

Nagranie wywołało dyskusję. Internauci opisywali własne doświadczenia z wysokimi rachunkami za leczenie w USA.

Ekspertka ostrzega przed osłabieniem publicznego systemu

Sprawa przywołuje również pytania o przyszłość ochrony zdrowia w Polsce. Prof. Monika Raulinajtys-Grzybek z SGH w rozmowie z Interią wskazywała na postępującą "cichą prywatyzację" i konkurencję o pracowników medycznych.

– Trwa realna walka o personel – podkreślała.

Ekspertka zwracała uwagę, że prywatne abonamenty obejmują przede wszystkim podstawowe świadczenia, podczas gdy najdroższe procedury nadal obciążają system publiczny. Jej zdaniem odpływ kadr do prywatnych placówek może dodatkowo utrudniać dostęp do leczenia finansowanego przez NFZ.

Źródło: Instagram, Polsat News, Fakt

Treści w naszych serwisach służą celom informacyjno-edukacyjnym i nie zastępują konsultacji lekarskiej. Przed podjęciem decyzji zdrowotnych skonsultuj się ze specjalistą.

Wybrane dla Ciebie