Rodzice usłyszeli, że to tylko grypa. Ich syn zmarł kilka dni później

Dziewięcioletni Dylan trafił do szpitala ze skierowaniem od lekarki podejrzewającej zapalenie wyrostka. Wrócił do domu, a kilka dni później zmarł. Jego rodzice walczą o zmianę zasad wypisywania dzieci z oddziałów ratunkowych.

Dylan Cope z rodzicami Dylan Cope z rodzicami
Źródło zdjęć: © Getty Images
Marta Słupska

Skierowanie, którego nie przeczytano

Dylan Cope z Newport w Walii interesował się nauką, programowaniem i klockami Lego. W grudniu 2022 r. miał wystąpić jako renifer w szkolnym przedstawieniu. Zamiast oglądać syna na scenie, rodzice czuwali przy nim na intensywnej terapii.

6 grudnia lekarka rodzinna skierowała chłopca do szpitala z podejrzeniem zapalenia wyrostka robaczkowego. W dokumencie opisała bolesność i obronę mięśniową po prawej stronie brzucha. W Grange University Hospital Dylana zbadała pielęgniarka Sam Hayden. Jak później ustalono, nie przeczytała skierowania.

Ojciec chłopca był przekonany, że rozmawia z lekarką. Dopiero po śmierci syna dowiedział się, jakie kwalifikacje miała osoba, która go oceniała.

– Przez całą noc myślałem, że jest lekarzem – powiedział Laurence Cope w rozmowie z "The Telegraph".

Dodatni wynik testu na grypę A przesądził o rozpoznaniu. Według relacji ojca Hayden uznała, że infekcja tłumaczy również ból brzucha. Dylan został wypisany nad ranem 7 grudnia, bez udokumentowanego badania przez lekarza.

Ojciec wielokrotnie pytał o wyrostek

Laurence pytał kolejnych pracowników, czy syn rzeczywiście nie ma zapalenia wyrostka. Wszyscy potwierdzali diagnozę grypy.

– Zapytałem nawet pielęgniarkę, która nas wypisywała: "Czy na pewno to nie zapalenie wyrostka?". "Nie, to grypa. Do soboty będzie zdrowy" – wspominał.

Stan chłopca jednak się pogarszał. Ojciec wielokrotnie próbował dodzwonić się pod numer z dokumentów wypisowych. Kiedy uzyskał połączenie, polecono mu kontakt z NHS 111. Po dwóch godzinach oczekiwania obiecano telefon od lekarza. Nie czekał dłużej: zawiózł syna na oddział ratunkowy.

Dylan został przewieziony na intensywną terapię w Cardiff. Chirurdzy stwierdzili pęknięcie wyrostka i rozległe zakażenie. Chłopiec zmarł 14 grudnia wskutek wstrząsu septycznego.

Koroner: śmierci można było uniknąć

Podczas postępowania w 2024 r. koroner Caroline Saunders uznała, że zaniedbania personelu przyczyniły się do śmierci Dylana. Wskazała na nieprzeczytanie skierowania, niewystarczające badanie i błędy w komunikacji z lekarką dyżurną.

Według jej ustaleń, gdyby lekarka zbadała chłopca podczas pierwszej wizyty, pozostałby w szpitalu na dalszą diagnostykę i przeszedł operację przed rozwojem sepsy. Jego śmierci można było uniknąć.

Rodzice domagają się, aby każde dziecko skierowane na oddział ratunkowy z podejrzeniem poważnej choroby przed wypisem osobiście zbadał doświadczony lekarz, a badanie odnotowano w dokumentacji.

– Chcemy tylko zapewnić dzieciom bezpieczeństwo. Dla nas jest już za późno, ale dla innych jeszcze nie – powiedziała Corinne Cope.

Zarządzający szpitalem Aneurin Bevan University Health Board przyznał odpowiedzialność za śmierć chłopca i poinformował o zmianach. Dzieci kierowane tam przez lekarza rodzinnego mają być badane przez doświadczonego lekarza przed wypisem. Rodzice Dylana chcą, by taka zasada obowiązywała również w innych placówkach.

Źródło: The Telegraph

Treści w naszych serwisach służą celom informacyjno-edukacyjnym i nie zastępują konsultacji lekarskiej. Przed podjęciem decyzji zdrowotnych skonsultuj się ze specjalistą.

Wybrane dla Ciebie