Jest wybitnym ekspertem od długowieczności. Nie ma dobrych wiadomości

Przez 30 lat badał długowieczność, ale dziś ostrzega, że nasza obsesja na punkcie życia za wszelką cenę wymknęła się spod kontroli. Dr Seamus O’Mahony przekonuje, że choć medycyna poczyniła ogromne postępy, nie jest w stanie pokonać biologii.

Znany badacz studzi nastroje miłośników biohackinguZnany badacz studzi nastroje miłośników biohackingu
Źródło zdjęć: © Materiały WP, screen • Zdjęcie wygenerowane przy pomocy AI
Mateusz Różański

Zdaniem badacza coraz częściej próbujemy leczyć sam fakt starzenia się i umierania, tracąc z oczu to, co w życiu i jego końcu najbardziej ludzkie.   

– W czasach przed upowszechnieniem technologii i nauki nieliczni staruszkowie byli otaczani szacunkiem za wiedzę i mądrość, podczas gdy dziś chowamy osoby starsze w domach opieki i boimy się śmierci bardziej niż kiedykolwiek – mówi dr Seamus O’Mahony.   

Współczesna gorączka młodości

Dr Seamus O’Mahony skupił się na powszechnym zainteresowaniu długowiecznością. Zjawisko to widać współcześnie na każdym kroku: od popularnych influencerów i biohakerów, takich jak Bryan Johnson powtarzający mantrę "Don’t Die" ("Nie umieraj"), przez szeroko reklamowane suplementy obiecujące komórkowe odmłodzenie, aż po kosztowne testy laboratoryjne mające na celu precyzyjne określenie naszego wieku biologicznego.   

Zainteresowanie eksperta tym rynkiem pogłębiło się po udziale w Longevity Summit w Dublinie w 2024 r. Spotkał tam m.in. Aubreya de Greya – brytyjskiego gerontologa i absolwenta Harrow, który otwarcie głosi, że dzięki nowoczesnej medycynie ludzkość zdoła całkowicie wyeliminować śmierć ze starości.   

– Pomyślałem: co tu się w ogóle dzieje? – wspomina O’Mahony. – Byli tam przeróżni ludzie: naukowcy, lekarze zajmujący się długowiecznością, sprzedawcy, specjaliści od biotechnologii, inwestorzy… Uznałem, że to niezwykłe. W swojej książce zatytułowanej The Longevity Delusion: Money, Myths and Bad Science ("Złudzenie długowieczności: pieniądze, mity i zła nauka") dr O’Mahony konfrontuje się z postaciami takimi jak de Grey, poddając krytyce mit, jakobyśmy byli w stanie w pełni przechytrzyć biologię starzenia.   

Biologia przeciwko technologii

Dla brytyjskiego badacza fascynacja długowiecznością jest tym bardziej paradoksalna, że – jak podkreśla – mimo dziesięcioleci intensywnych badań wciąż nie istnieje żaden pojedynczy zabieg medyczny, którego skuteczność w opóźnianiu procesów starzenia u ludzi zostałaby naukowo udowodniona.   

Ekspert wyraźnie odróżnia modyfikację stylu życia (taką jak zbilansowana dieta czy regularna aktywność fizyczna, które realnie wydłużają okres życia w zdrowiu) od inwazyjnych interwencji medycznych, takich jak nowoczesne terapie komórkami macierzystymi czy eksperymentalne reprogramowanie epigenetyczne. Choć naukowcom udało się istotnie wydłużyć życie prostych organizmów modelowych – takich jak nicienie, muszki owocowe czy gryzonie – poprzez restrykcje kaloryczne lub podawanie leków pokroju rapamycyny, ekstrapolacja tych wyników na gatunek ludzki jest błędem.  

 – Ale nicienie mają poniżej tysiąca komórek, podczas gdy ciało człowieka składa się z 35 bilionów – zauważa O’Mahony. – Ludzki organizm to efekt milionów lat ewolucji i niesamowicie złożony system.   

W kwestii wiary technologicznych wizjonerów w magiczną pigułkę, zaawansowany zastrzyk czy "biohacking" dodaje bez owijania w bawełnę:

– Rozmawiałem z czołowymi badaczami, którzy całe kariery poświęcili badaniu biologii starzenia się, przejrzałem wiele publikacji naukowych i wnioskuję, że tak naprawdę nie rozumiemy procesu starzenia. I zgodnie z opinią tych naukowców nie ma żadnych perspektyw na spektakularny przełom, który znacząco wydłużyłby ludzkie życie, przynajmniej w przewidywalnej przyszłości.   

Wtóruje mu prof. David Gems, wybitny biogerontolog z University College London z ponad trzydziestoletnim stażem badawczym. Jeszcze dwie dekady temu pisał on optymistyczne artykuły o rychłym skatalogowaniu sekretów starzenia i opracowaniu na nie lekarstwa. 

Dziś, pod koniec swojej kariery, przyznaje wprost: "Już się tym nie martwię, bo to się nie wydarzy.".   

Dlaczego tak bardzo boimy się starości?

Skoro sektor długowieczności pochłania miliardy dolarów, a nauka wciąż daleka jest od dostarczenia eliksiru młodości, skąd ta globalna desperacja? 

Dr O’Mahony wskazuje na głębokie przemiany kulturowe i socjologiczne ostatnich dekad. Przede wszystkim upadek tradycyjnych religii, które dawniej obiecywały transcendencję i życie wieczne po tamtej stronie, sprawił, że w zsekularyzowanym świecie na końcu ludzkiej drogi widzimy wyłącznie ostateczną nicość. 

Do tego dochodzi narzucony zwłaszcza w Stanach Zjednoczonych od lat 80. mit "pomyślnego starzenia" (successful aging), czyli narracja, jakoby zdrowie i kondycja w podeszłym wieku były wyłącznie naszą osobistą zasługą. Krąży szkodliwy mit, że jeśli będziemy postępować "właściwie", całkowicie unikniemy chorób, niepełnosprawności czy utraty niezależności, podczas gdy media bombardują nas wyidealizowanym obrazem witalnych osiemdziesięciolatków uprawiających sporty ekstremalne. Wszystko to sprawia, że współczesne społeczeństwa przestały postrzegać starość oraz schyłek życia w kategoriach wartości moralnych czy duchowych. 

Starość stała się czymś wstydliwym, czymś, od czego należy się odgrodzić, a śmierć – zjawiskiem, które trzeba maksymalnie odwlekać. – Większość z nas przez pewien czas przed śmiercią będzie chora i słaba – przestrzega O’Mahony. – Możesz prowadzić najzdrowszy tryb życia na świecie, a i tak może dopaść cię choroba, która skróci życie bardziej, niż byś chciał. Nie wiemy już, co zrobić ze starością i ze starszymi ludźmi.   

Długowieczność jako ostateczny luksus

Wśród superbogaczy – szczególnie w Dolinie Krzemowej – długowieczność stała się prawdziwym świętym Graalem. Gdy miliarderzy posiadają już floty luksusowych jachtów, prywatne odrzutowce i rezydencje na całym globie, jedynym luksusem pozostaje dodatkowy czas. Próby przechytrzenia natury przybierają niekiedy skrajne formy. Część elit inwestuje setki tysięcy dolarów w prywatnych klinicystów, pełne rezonanse magnetyczne całego ciała czy zaawansowane testy genetyczne. Inni – jak wspomniany Aubrey de Grey – zdecydowali się na krioprezerwację, czyli zamrażanie ciał lub samych głów w ciekłym azocie w temperaturze -196°C z nadzieją na ożywienie w przyszłości. Dr O’Mahony kwituje to złośliwie: "Co przyszły świat miałby zrobić z samą głową Aubrey’ego? Co miałby zrobić z tymi zmartwychwstałymi zombiakami?"   

Podczas konferencji Longevity Summit w Dublinie przedsiębiorca i pionier turystyki kosmicznej Peter Diamandis ustanowił nagrodę rzędu 101 milionów dolarów za badania nad przywróceniem młodzieńczej sprawności u osób w wieku 65–80 lat. Podczas swojego wystąpienia pytał zgromadzonych, ile ze swojego majątku oddaliby za dodatkowe 20 lat życia, deklarując oddanie na ten cel nawet trzech czwartych majątku.   

Pułapka inżynieryjnego myślenia

Zdaniem O’Mahony’ego problem tkwi w sposobie myślenia inżynierów i programistów, którzy zdominowali branżę biotechnologiczną. Pochodząc ze świata informatyki, fizyki czy inżynierii, a nie biologii lub medycyny, traktują ludzkie ciało jak maszynę, którą wystarczy odpowiednio przeprogramować, by pokonać starzenie i śmierć.   

Brytyjski badacz przywołuje słowa znanego dziennikarza naukowego nowego pokolenia, Dereka Lowe’a: "Mikroprocesor Intela to instrukcja na butelce szamponu w porównaniu ze złożonością organizmu żywego. Idea ciała jako programowalnego zbioru danych to złudzenie." Ignorowanie biologicznej złożoności odciąga nas od tego, co naprawdę istotne – od naszego człowieczeństwa, relacji z innymi oraz głębokiej więzi z naturą.   

Prawdziwe lekarstwo 

Zamiast kosztownych gadżetów biotechnologicznych, dr O’Mahony przypomina o niezmiennych fundamentach zdrowia publicznego.

– Najpotężniejsze leki na długowieczność to pieniądze i edukacja – podkreśla, wskazując, że w Wielkiej Brytanii osoby zamożniejsze i lepiej wykształcone żyją statystycznie znacznie dłużej oraz w lepszej kondycji. Co ciekawe, środowisko inwestorów skupione na długowieczności zupełnie ignoruje te społeczne uwarunkowania zdrowia, przyznając otwarcie, że nie interesuje ich poprawa zdrowia publicznego – ten świat kręci się bowiem wokół pieniędzy. Dla przeciętnego człowieka recepta na zdrowe życie nie wymaga rewolucyjnych technologii, choć bywa prozaiczna: nie pal, pij z umiarem, ćwicz regularnie, jedz nieprzetworzoną żywność, ogranicz mięso oraz dbaj o relacje i poczucie sensu w życiu. Ostatecznym celem nie powinno być desperackie bicie rekordów, lecz wypracowanie dojrzałej relacji z własnym starzeniem i śmiercią.

– Starzenie może wnosić do życia bogactwo i radość, dawać nam coś, czego nie mieliśmy jako ludzie młodzi czy w średnim wieku – podsumowuje dr O’Mahony. – To szczere spojrzenie wstecz i próba rozliczenia się z własnymi słabościami. Ostatnim etapem jest przygotowanie się na śmierć. Nie musimy się jej wypierać czy wyrzucać z myśli. Śmierć ma swoją wartość.   

Źródło: Onet, The Telegraph. 

Treści w naszych serwisach służą celom informacyjno-edukacyjnym i nie zastępują konsultacji lekarskiej. Przed podjęciem decyzji zdrowotnych skonsultuj się ze specjalistą.

Wybrane dla Ciebie