Koszmar w gabinecie kosmetycznym. "Zafundowałam sobie tygodnie cierpienia"

Skusiła ją walentynkowa promocja w social mediach, a z gabinetu wyszła z poparzeniami. 41-letnia Kasia padła ofiarą kosmetyczki, która parametry lasera dobrała "na oko". Jej historia to tylko wierzchołek góry lodowej. Lekarze alarmują, że trafia do nich coraz więcej pacjentek z bliznami, zafundowanymi przez niekompetentny personel gabinetów kosmetycznych.

KoszmarPoparzenia po nieudanej depilacji laserowej.
Źródło zdjęć: © WP abcZdrowie • Zdjęcie wygenerowane przy pomocy AI
Anna Klimczyk

Skusiła ją promocja na depilację laserową

Depilacja laserowa to obecnie jeden z najpopularniejszych zabiegów kosmetycznych. Jednak laser w niewłaściwych rękach może przynieść więcej szkody niż pożytku. Internet wręcz roi się od ofert typu "promocja na depilację laserową". Pogoń za atrakcyjną ceną w niesprawdzonych gabinetach bywa jednak opłakana w skutkach. Przekonała się o tym 41-letnia Kasia (imię zmienione na prośbę bohaterki).

– Skusiła mnie promocja. Oferta walentynkowa wyskoczyła mi w reklamach między relacjami na Instagramie. Cena była niższa o połowę, więc pomyślałam: czemu nie. Sprawdziłam lokalizację – salon znajdował się blisko mojej pracy, a terminy były błyskawiczne. Wszystko idealnie wpisywało się w mój grafik. Pierwszy zabieg wykonałam w lutym tego roku. Chciałam zrobić coś dla siebie, zaoszczędzić czas na codziennej pielęgnacji. Zamiast tego zafundowałam sobie tygodnie cierpienia – opowiada.


DLA CIEBIE
Trycholog mówi, dlaczego włosy wypadają garściami. "Może być tak, że my nigdy tego nie odzyskamy"

"Koszmar zaczął się przy piątym zabiegu"

Początkowo nic nie zapowiadało nadchodzącej katastrofy, choć seria zabiegów na nogi od początku wiązała się z dużym bólem.

– Za każdym razem czułam ogromny dyskomfort. Jestem jednak twarda, więc powtarzałam sobie: wytrzymam, to nie SPA ani masaż, przyszłam tu po efekty, widocznie tak musi być. I przez pierwsze cztery wizyty jakoś to znosiłam. Skóra była podrażniona, ale ból mijał i wszystko wracało do normy. Koszmar zaczął się przy piątym zabiegu, który wykonywała inna kosmetyczka – relacjonuje 41-latka.

To właśnie ta nagła zmiana kosmetyczki, która zrobiła zabieg, okazała się momentem zwrotnym. Zdaniem Kasi nowa pracownica salonu zupełnie nie radziła sobie z obsługą urządzenia.

– Przyszłam na wizytę całkowicie spokojna, a w gabinecie czekała na mnie nowa dziewczyna. Nikt mnie o tej zmianie nie poinformował. Rozebrałam się, usiadłam na kozetce i wtedy padło pytanie, które powinno zmusić mnie do natychmiastowej ucieczki: "jakich parametrów użyto przy poprzednim zabiegu?". Oczywiście nie miałam o tym pojęcia. Dziewczyna zaczęła coś bąkać pod nosem, że może napisze SMS-a do koleżanki... Nie wiem, czy w ogóle go wysłała. Niestety, zamiast naciągnąć spodnie i wyjść, pozwoliłam jej zacząć. Dzisiaj pluję sobie w brodę – wspomina.

Konsekwencje tej decyzji pojawiły się błyskawicznie. Już kilka godzin po opuszczeniu salonu skóra Kasi zaczęła "płonąć".

– Wieczorem wzięłam prysznic, skóra wręcz piekła pod wpływem ciepłej wody. Zabieg miałam w środę. W czwartek i piątek na nogach wokół kolan pojawiły się brązowe placki, skóra wyglądała na mocno podrażnioną. Wciąż miałam nadzieję, że to zejdzie. Prawdziwy dramat zaczął się jednak w weekend. Wyszły mi wielkie, brązowe pęcherze. Typowe, drastyczne poparzenia. Wyglądało to jak z horroru. Pomiędzy bąblami pojawiła się dziwna, kaszkowata wysypka – opisuje.

U dermatologa usłyszała diagnozę

Kobieta postanowiła poszukać pomocy u dermatologa. Diagnoza specjalisty była porażająca.

– Gdy lekarz mnie zbadał, nie owijał w bawełnę. Powiedział wprost, że to, co mi zrobiono, to bardzo poważne poparzenie – coś pomiędzy drugim a trzecim stopniem. Kiedy słyszy się takie słowa z ust specjalisty, momentalnie miękną nogi. Gojenie to też był istny dramat. Na początku potworny ból, potem niewyobrażalny świąd. Przez pierwsze dwa tygodnie nie byłam w stanie funkcjonować bez specjalistycznych opatrunków. Poza pracą chodziłam wyłącznie w luźnych, bawełnianych dresach. O dżinsach czy jakichkolwiek dopasowanych ubraniach musiałam na wiele tygodni całkowicie zapomnieć – opowiada.

Skutek źle wykonanej depilacji laserowej
Skutek źle wykonanej depilacji laserowej © Archiwum prywatne

Skutki depilacji laserowej

Od feralnego zabiegu minęło już kilka miesięcy, jednak na ciele Kasi wciąż widoczne są jego ślady. – Wygląda to tak, jakbym miała bielactwo – mam jasne, mocno odznaczające się plamy. Dermatolog uprzedził mnie, że walka o powrót do normalnego wyglądu potrwa co najmniej kilka miesięcy, a i tak nie mamy 100 proc. pewności, czy nie będę miała blizn – mówi.

– Oczywiście po wszystkim skontaktowałam się z tym salonem. Napisali tylko, jak bardzo jest im przykro i że "nie mają pojęcia, dlaczego tak się stało". Dla mnie to zwykłe unikanie odpowiedzialności za to, że niedoświadczony pracownik dobrał parametry lasera "na oko". Chcę ostrzec inne kobiety: jeśli widzicie, że personel nie wie, co robi, albo pyta was o dokumentację zabiegową – uciekajcie z fotela – podkreśla Kasia.

Takie powinny być standardy w gabinetach

Bogumiła Mochol, właścicielka salonu kosmetycznego, która zabiegi depilacji laserowej wykonuje od wielu lat, przyznaje, że kluczem do satysfakcjonującego, ale przede wszystkim bezpiecznego efektu jest profesjonalizm personelu i ciągłość opieki.

– Dobry gabinet poznasz po tym, że od pierwszej wizyty prowadzona jest szczegółowa karta pacjenta. Powinna to robić jedna i ta sama osoba, która przed każdym kolejnym zabiegiem dokładnie analizuje historię wcześniejszych sesji. Bezpieczeństwo i skuteczność zależą od indywidualnego podejścia – nie ma tu miejsca na działanie "na oko". Bardzo ważne jest także ustawienie odpowiednich parametrów lasera, które dobiera się indywidualnie i zmienia w trakcie serii zabiegów. Wraz z kolejnymi wizytami moc urządzenia musi być odpowiednio i bardzo precyzyjnie modyfikowana (podkręcana) – tłumaczy.

Bogumiła Mochol
Bogumiła Mochol © Archiwum prywatne

Mochol przyznaje, że w swojej praktyce spotyka klientki, które zostały poparzone po zabiegach depilacji laserowej.

– Trafia do mnie coraz więcej kobiet z poparzeniami po niefachowo wykonanych zabiegach. Najczęstszym powodem, oprócz złych parametrów, jest ignorowanie przeciwwskazań. Absolutnym i kategorycznym przeciwwskazaniem w przypadku lasera jest świeżo opalona skóra. Miałam przypadek, gdzie mama mojej klientki poszła na zabieg do jednego z salonów w Szczecinie właśnie z widoczną opalenizną. Osoba wykonująca zabieg zlekceważyła to, mówiąc: "dobra, nic pani nie będzie". Skończyło się rozległym i głębokim poparzeniem. Kobieta walczyła z jego skutkami ponad rok. Niestety, pomimo długiego leczenia, blizny zostały. To pokazuje, jak ogromna odpowiedzialność spoczywa na osobie obsługującej laser – opowiada.

Na tę odpowiedzialność zwraca uwagę także dr n. med. Karolina Skibicka, lekarz specjalizujący się w zabiegach z zakresu medycyny estetycznej i anti-aging, członek Polskiego Towarzystwa Dermatologicznego.

– Fakt, że coś nazywamy powszechnie "depilacją", nie oznacza, że zabieg jest prosty czy pozbawiony ryzyka. Musimy pamiętać, że laser oddziałuje na żywą tkankę. Jeśli osoba wykonująca zabieg źle dobierze parametry, zamiast kontrolowanego, pożądanego efektu doprowadzi do uszkodzenia termicznego skóry. Często są to bardzo poważne powikłania. Oparzenia, bliznowacenie czy przebarwienia pozapalne często wymagają bardzo długiego i uciążliwego leczenia - mówi dr Skibicka.

Karolina Skibicka
Karolina Skibicka © Archiwum prywatne

I dodaje: - Jeśli po zabiegu dzieje się coś niepokojącego, skóra jest nadmiernie uszkodzona, ból nie mija, pojawiają się pęcherze czy rany – należy natychmiast udać się do lekarza pierwszego kontaktu, dermatologa, a w ostrych przypadkach nawet na SOR.

Lekarka przyznaje, że w swoim gabinecie coraz częściej przyjmuje "ofiary" niekompetentnie przeprowadzonych zabiegów z użyciem lasera. – Trafiła do mnie pacjentka, która pierwotnie przyszła zapisać się na zupełnie inny zabieg estetyczny. Przyszła z koleżanką i to właśnie ta koleżanka namówiła ją, żeby pokazała mi swój brzuch. Pacjentka była tak straumatyzowana i zamknięta w sobie po tym, co ją spotkało, że sama wstydziła się to miejsce odsłonić – mówi lekarka.

– Okazało się, że skuszona wielką promocją dała się namówić na zabieg laserowy na starą bliznę pooperacyjną. Obiecywano jej cuda. Zabieg wykonała osoba absolutnie niekompetentna, na zupełnie nieskalibrowanych parametrach. Kiedy w końcu zobaczyłam ten brzuch, zamarłam. Zobaczyłam tam potężną, toczącą się reakcję zapalną ze strupami martwiczymi. Takie zmiany wymagały natychmiastowej interwencji chirurgicznej i zaopatrzenia ran. Na szczęście nie doszło do ogólnego zakażenia organizmu, ale stan miejscowy był dramatyczny, trudny do opisania – opisuje dr Skibicka.

Ekspertka radzi, by przed rozpoczęciem serii zabiegów laserowych zadać podstawowe pytania – jakie kompetencje ma osoba wykonująca zabieg, jakim urządzeniem będzie go wykonywała i jakie ma doświadczenie.

– Obowiązkowo musi zostać założona karta zabiegowa z historią parametrów. Każdy kolejny zabieg w serii musi opierać się na tym, od czego startowaliśmy i jakie parametry były użyte ostatnio. Warto również mieć świadomość, że ryzyka powikłań nie da się całkowicie wyeliminować przy żadnej technologii laserowej. Można je jednak znacząco ograniczyć. Kluczem jest właściwa kwalifikacja pacjenta, sprawny technicznie sprzęt oraz ogromne doświadczenie osoby wykonującej zabieg - mówi dr Skibicka.

Jak twierdzi, jeśli szukamy bezpiecznego miejsca, wybierajmy gabinety, które otwarcie mówią o certyfikacji swojego sprzętu – takie informacje powinny być łatwo dostępne np. na stronie internetowej.

- Jeśli widzimy brak profesjonalizmu lub wymijające odpowiedzi, powinna nam się zapalić czerwona lampka – podsumowuje.

Treści w naszych serwisach służą celom informacyjno-edukacyjnym i nie zastępują konsultacji lekarskiej. Przed podjęciem decyzji zdrowotnych skonsultuj się ze specjalistą.

Wybrane dla Ciebie