Nowa szefowa związku pielęgniarek: Bezpieczeństwo pacjentów już jest zagrożone

– W wielu miejscach funkcjonują jednoosobowe dyżury pielęgniarskie. Znane są sytuacje, kiedy pielęgniarka podczas nocnego dyżuru doznała udaru – mówi Dorota Ronek. Podkreśla, że tak funkcjonujący system zagraża zdrowiu i życiu pacjentów i samych pielęgniarek. – Według przywoływanych przez nas danych statystyczna pielęgniarka żyje o 20 lat krócej niż statystyczna Polka – mówi nowa szefowa związku.

OZZPIPDorota Ronek
Źródło zdjęć: © FZZ, WP abcZdrowie • Zdjęcie wygenerowane przy pomocy AI
Magdalena Pietras

Dorota Ronek została nową przewodniczącą Zarządu Krajowego Ogólnopolskiego Związku Zawodowego Pielęgniarek i Położnych, zastępując na tym stanowisku Krystynę Ptok. W rozmowie z WP abcZdrowie mówi o wyzwaniach, jakie stoją przed środowiskiem pielęgniarek i położnych, ale też, czego mogą się spodziewać pacjenci w najbliższych latach.

WP abcZdrowie: Jak się pani czuje w roli przewodniczącej Zarządu Krajowego OZZPiP?

Dorota Ronek, przewodnicząca Zarządu Krajowego Ogólnopolskiego Związku Zawodowego Pielęgniarek i Położnych: Przede wszystkim czuję ogromną odpowiedzialność. Będąc wiceprzewodniczącą, widziałam, z jakimi wyzwaniami mierzyła się Krystyna Ptok. Poprzednia przewodnicząca bardzo wysoko ustawiła poprzeczkę i mam świadomość, jak duży ciężar spoczywa teraz na moich barkach. Bardzo zależy mi na tym, aby nasza organizacja nie tylko utrzymała dotychczasowy poziom, ale nadal się rozwijała.

Spodziewała się pani, że zostanie wybrana na to stanowisko?

Do takich wyborów podchodzę z dużą pokorą. O wyborze decydowało 170 delegatów z całej Polski, a więc bardzo duże grono. Oczywiście naturalnym procesem jest to, że wiceprzewodnicząca zastępuje przewodniczącą, ale ostateczna decyzja należała do delegatów.

Wybór został dokonany, więc pora na konkrety. Z jakimi wyzwaniami chciałaby się pani zmierzyć w pierwszej kolejności?

Przede wszystkim aktualnie proponowana reforma ochrony zdrowia, która jest procedowana w Sejmie. To najpilniejsza sprawa, ponieważ zagrożone są umowy o pracę i związane z nimi bezpieczeństwo zatrudnienia. Istnieje ryzyko zwalniania pracowników bez uwzględnienia ochrony związkowej, kobiet w ciąży czy osób w wieku przedemerytalnym. Kolejną pilną kwestią jest konflikt w szpitalu w Sanoku. Szpital jest bardzo zadłużony i nasza organizacja ma świadomość, że potrzebne są tam głębokie zmiany. Jesteśmy gotowi rozmawiać o wielu rozwiązaniach, ale powinny być one wypracowywane w dialogu, a nie narzucane.

To sprawy aktualne. Długofalowo chcemy natomiast doprowadzić do wznowienia prac nad naszym projektem obywatelskim ustawy o minimalnym wynagrodzeniu pracowników zatrudnionych w podmiotach leczniczych, który został zamrożony w Sejmie w podkomisji. Planujemy również aktualizację modelu kadrowego pielęgniarek i położnych, żeby pokazywać sytuacje kadrowe.

Istotne są także działania na rzecz przeciwdziałania agresji wobec pielęgniarek i położnych oraz wprowadzenia norm zatrudnienia tam, gdzie nadal ich brakuje, na przykład w psychiatrii. Chcemy również pracować nad programem profilaktyki zdrowotnej w obszarze medycyny pracy. Według przywoływanych przez nas danych statystyczna pielęgniarka żyje o 20 lat krócej niż statystyczna Polka.

Do tego dochodzi restrukturyzacja podmiotów leczniczych, łączenie szpitali i zamykanie oddziałów. Musimy zadbać o gwarancje praw pracowniczych, aby te zmiany były jak najmniej dotkliwe dla pielęgniarek i położnych.

Lista wyzwań jest całkiem długa. Czy jest wśród nich problem do rozwiązania, który uważa pani za najważniejszy?

Nie powiedziałabym, że któryś jest ważniejszy od pozostałych. Niektóre sprawy są po prostu pilniejsze, a inne można na chwilę odłożyć. Wszystkimi jednak trzeba zajmować się równolegle. Sytuacja w ochronie zdrowia jest tak trudna, że nie możemy pomijać żadnego z tych problemów.

Wspomina pani o kwestiach kadrowych. Czy rzeczywiście odczuwa się braki obsady w codziennym funkcjonowaniu szpitali?

Sytuacja wygląda różnie w poszczególnych województwach. W zachodniej części Polski, szczególnie w województwach lubuskim, zachodniopomorskim i pomorskim, przypadają około trzy etaty pielęgniarskie na tysiąc mieszkańców. Tymczasem na Lubelszczyźnie jest ich dziewięć. W zachodniej Polsce nie ma problemów ze znalezieniem pracy, ponieważ cały czas występuje deficyt pielęgniarek. Natomiast na wschodzie kraju, między innymi na Lubelszczyźnie i Podkarpaciu, jest więcej szkół i więcej pielęgniarek, ale szpitale znajdują się w bardzo trudnej sytuacji finansowej. Dlatego oszczędzają na zatrudnieniu, a nawet je ograniczają.

W rezultacie na oddziałach pracuje zbyt mało pielęgniarek. Brakuje również opiekunów medycznych, którzy mogliby odciążyć personel pielęgniarski. Problem nie zawsze wynika więc z tego, że na rynku nie ma osób gotowych do pracy, ale z tego, że placówki ich nie zatrudniają.

Czy w najbliższych latach może dojść do sytuacji, w której zabraknie pielęgniarek do obsadzenia wszystkich oddziałów szpitalnych?

Luka pokoleniowa jest bardzo duża. Już teraz około 30 proc. pielęgniarek jest w wieku emerytalnym. Zainteresowanie zawodem wśród młodych osób jest bardzo niewielkie. Według danych, tylko jedna na tysiąc osób w wieku 15 lat deklaruje chęć pracy w pielęgniarstwie. To najniższy wskaźnik w Europie.

Obecnie rzeczywiście mamy więcej studentów pielęgniarstwa, ale często są to osoby po 40. roku życia, między innymi strażacy czy policjanci, którzy przechodzą na emeryturę i decydują się na kolejny zawód. Oni jednak będą pracować w systemie stosunkowo krótko. Dlatego nie rozwiąże to problemu w perspektywie długofalowej.

Czy ograniczanie zatrudnienia pielęgniarek może zagrażać bezpieczeństwu pacjentów?

Bezpieczeństwo pacjentów już jest zagrożone. W wielu miejscach funkcjonują jednoosobowe dyżury pielęgniarskie. Znane są sytuacje, kiedy pielęgniarka podczas nocnego dyżuru doznała udaru. Pacjenci pozostali wówczas bez opieki, nie mając nawet świadomości, co się stało i że potrzebna jest pomoc.

Media opisywały również sytuacje w Instytucie Medycyny Wsi, gdzie dochodziło do nagłego zatrzymania krążenia u pacjentów. Jedna pielęgniarka nie jest w stanie jednocześnie udzielić pomocy i zapewnić sobie wsparcie drugiej osoby.

Musimy pamiętać również o normach dotyczących dźwigania pacjentów oraz o tym, że wykonywanie świadczeń zgodnie z procedurami wymaga odpowiedniego czasu i zaangażowania.

Co należałoby zmienić, aby poprawić sytuację pielęgniarek i położnych? Podwyżki?

Wynagrodzenia są bardzo istotne, podobnie jak uznawanie kwalifikacji zawodowych. Jednak najważniejsze są warunki pracy, w tym wyeliminowanie jednoosobowych dyżurów. Od wielu lat walczymy także o urlopy na poratowanie zdrowia dla pielęgniarek i położnych. Chcemy również, aby lepiej wykorzystywano kompetencje położnych, które obecnie tracą pracę przez mniejszą liczbę urodzeń.

Podobnie jest z poradami pielęgniarskimi, które są już kontraktowane przez NFZ, ale pracodawcy nie korzystają z tego rozwiązania w wystarczającym stopniu. Tymczasem mogłoby ono znacząco skrócić kolejki do specjalistów. Nie każdy pacjent wymaga konsultacji lekarskiej. W wielu przypadkach, szczególnie przy chorobach przewlekłych, porada pielęgniarska byłaby w pełni odpowiednia.

Porozmawiajmy o pieniądzach. Czy obecne wynagrodzenia pielęgniarek i położnych są adekwatne do wkładanego wysiłku i odpowiedzialności, jaką ponoszą?

Można powiedzieć, że wynagrodzenia są dziś godne. Natomiast trudno jednoznacznie ocenić, czy są adekwatne do wykonywanej pracy, ponieważ zależy to od miejsca zatrudnienia, zakresu obowiązków i odpowiedzialności.

Mamy ustawę określającą minimalne wynagrodzenia, ale to powinien być dopiero punkt wyjścia do ustalania pensji na konkretnych stanowiskach. Są miejsca, w których wymagana jest większa samodzielność i bardziej zaawansowane kompetencje. Odpowiedzialność wszędzie jest bardzo wysoka, ale charakter pracy może się różnić.

Problem polega na tym, że w wielu placówkach płaci się jedynie ustawowe minimum, a nie wynagrodzenie odpowiadające rzeczywistym obowiązkom. Zdarza się również, że pracodawcy nie uznają kwalifikacji, obniżają wynagrodzenia lub wymiar etatów. W rezultacie niektóre osoby nie otrzymują nawet należnego im minimum.

Prawdopodobnie wszyscy jesteśmy świadomi różnic między pracą w polskiej ochronie zdrowia a zagraniczną. Może rozwiązania stosowane w innych krajach europejskich mogłyby poprawić sytuację polskich pielęgniarek? Na kim moglibyśmy się wzorować?

Nie musimy szukać daleko. W Niemczech przypada około 13 pielęgniarek na tysiąc mieszkańców, a mimo to nadal mówi się tam o niedoborach kadrowych. Warunki pracy są jednak zupełnie inne. Obsady pielęgniarskie są większe, dzięki czemu praca nie jest tak wyczerpująca i ciężka jak w Polsce. Co więcej, pielęgniarki nie muszą tam walczyć o uznawanie swoich kwalifikacji czy o wynagrodzenia.

Czyli nie muszą dodatkowo walczyć z systemem?

Nie muszą walczyć z systemem.

Ten rok jest szczególny, ponieważ Ogólnopolski Związek Zawodowy Pielęgniarek i Położnych obchodzi 30-lecie działalności. Co uważa pani za największy sukces tych trzech dekad, a czego nie udało się osiągnąć?

Jednym z największych sukcesów jest niewątpliwie to, że dziś pielęgniarki mają godne wynagrodzenia. Jeszcze 20–25 lat temu zdarzało się, że pielęgniarka zarabiała poniżej płacy minimalnej i trzeba było dopłacać jej do najniższego krajowego wynagrodzenia. Pod tym względem zrobiliśmy ogromny krok naprzód. Sukcesem jest też to, że kwalifikacje zawodowe pielęgniarek są coraz wyższe i bardziej rozwinięte.

Jednocześnie sytuacja kadrowa jest dziś gorsza, o czym już wspomniałam. Mamy mniej pielęgniarek w systemie, a zapotrzebowanie na opiekę jest znacznie większe niż 20 lat temu. Społeczeństwo się starzeje, przybywa seniorów, a model rodziny wygląda zupełnie inaczej. Coraz więcej starszych osób mieszka samotnie i potrzebuje pomocy, szczególnie w opiece domowej. To oznacza, że pielęgniarek potrzebujemy jeszcze bardziej niż kiedyś, tymczasem ich liczba jest zdecydowanie niewystarczająca.

Wspomniałam też o sytuacji położnych. Ich sytuacja jest coraz trudniejsza. W związku ze zmianami demograficznymi państwo powinno stworzyć im możliwość wykorzystywania kompetencji także w innych obszarach. Położna może opiekować się kobietą na różnych etapach życia, od narodzin aż do późnej starości. Powtórzę, niestety, ten potencjał nie jest u nas odpowiednio wykorzystywany.

A gdybyśmy spotkały się za kolejne 30 lat, jak chciałaby pani, żeby wyglądała praca pielęgniarek i położnych?

Chciałabym, żeby przede wszystkim miały dobre warunki pracy, możliwość skorzystania z urlopu na poratowanie zdrowia oraz urlopów szkoleniowych. Obecnie mamy ustawowo zagwarantowane 13 dni urlopu szkoleniowego, ale w praktyce pielęgniarki często nie mogą z niego korzystać. Obsady są tak małe, że pracodawcy odmawiają udzielenia urlopu.

Potrzebujemy systemu, który zachęci młodych ludzi nie tylko do studiowania pielęgniarstwa czy położnictwa, ale przede wszystkim do pozostania w zawodzie. Bardzo ważny jest również szacunek do naszej pracy, ponieważ wciąż musimy o niego zabiegać.

Ma pani duże doświadczenie zawodowe, dlatego chciałabym zapytać wprost: czy dobrze jest dziś być pielęgniarką? Gdyby przyszła do pani młoda maturzystka, zachęcałaby ją pani do wyboru tego zawodu?

Tak naprawdę są jasne i ciemniejsze strony zawodu. Jeśli chodzi o bezpieczeństwo wynagrodzenia, sytuacja jest dobra. Natomiast pod względem warunków pracy jest bardzo źle. Młode osoby często pracują w szpitalach zaledwie przez rok, a później przechodzą do poradni lub zupełnie innych branż, na przykład kosmetologii. Powodem są bardzo trudne i obciążające warunki pracy. To zawód związany z ogromną odpowiedzialnością, presją emocjonalną i pracą zmianową. Te czynniki mogą zniechęcać młodych ludzi.

Musimy też pamiętać, że po drugiej stronie jest pacjent, a nie klient zakładu kosmetycznego. To osoba, która często znajduje się w bardzo trudnej sytuacji zdrowotnej i emocjonalnej. Dlatego ta praca jest naprawdę wymagająca i chciałabym na to przygotować każdego, kto się tym interesuje.

A czy mimo wszystko sytuacja pielęgniarek jest dziś lepsza niż 10 czy 15 lat temu?

Trudno odpowiedzieć jednoznacznie, bo wszystko zależy od tego, jaki aspekt weźmiemy pod uwagę. Kiedyś rzeczywistość wyglądała zupełnie inaczej. Ludzie byli bardziej zjednoczeni, bo też bieda jednoczy. Relacje międzyludzkie były inne, moim zdaniem znacznie lepsze. Choć zarobki są teraz lepsze, jednak atmosfera w pracy nieraz gorsza. Dzisiaj mamy pokolenie mediów społecznościowych i wszystkie zmiany, które obserwujemy w innych obszarach życia, dotykają również naszej grupy zawodowej.

Treści w naszych serwisach służą celom informacyjno-edukacyjnym i nie zastępują konsultacji lekarskiej. Przed podjęciem decyzji zdrowotnych skonsultuj się ze specjalistą.

Wybrane dla Ciebie