Żywokost niebezpieczny dla wątroby
Żywokost lekarski jest wykorzystywany w medycynie naturalnej ze względu na przypisywane mu właściwości wspierające regenerację tkanek m.in. przy stłuczeniach, urazach oraz dolegliwościach mięśni i stawów. Choć w Polsce preparaty z żywokostu nadal można kupić bez problemu, eksperci ostrzegają przed przyjmowaniem ich doustnie np. w postaci naparu.
Żywokost zawiera m.in. alantoinę, garbniki i śluzy, ale też alkaloidy pirolizydynowe. Te naturalne związki produkowane przez roślinę po dostaniu się do wątroby są przetwarzane w wysoce reaktywne toksyny, które bezpośrednio niszczą białka i DNA komórek wątrobowych.
Badania wykazały też, że alkaloidy te mają potencjał rakotwórczy, trwale modyfikując strukturę genetyczną komórek. Ich spożywanie, szczególnie regularne, wiąże się z ryzykiem poważnego uszkodzenia narządu.
Prof. Bożena Muszyńska: Grzyby to żywność pierwszej kategorii
Alkaloidy pirolizydynowe mogą prowadzić m.in. do zmian w naczyniach wątroby, marskości, a także nieodwracalnego uszkodzenia narządu. Naukowcy zwracają również uwagę na ich potencjalne działanie mutagenne i rakotwórcze. Ryzyko jest szczególnie istotne w przypadku systematycznego picia naparów lub nalewek, ponieważ szkodliwe związki mogą kumulować się w organizmie.
Naturalne nie zawsze znaczy bezpieczne
W wielu krajach ograniczono możliwość stosowania żywokostu doustnie. W Stanach Zjednoczonych w 2001 r. Agencja Żywności i Leków (FDA) zakazała sprzedaży preparatów zawierających żywokost przeznaczonych do stosowania wewnętrznego.
Podobne ograniczenia obowiązują m.in. w Wielkiej Brytanii, Kanadzie, Australii i Niemczech. Dostępne są tam przede wszystkim preparaty do stosowania na skórę, w których kontroluje się zawartość szkodliwych alkaloidów.
Jeśli ktoś chce korzystać z preparatów z żywokostu, bezpieczniejszą formą jest zastosowanie zewnętrzne, np. maści lub okładów. Nie powinny być jednak nakładane na rany ani uszkodzoną skórę.
Tymczasem nawet 75 proc. Polaków bierze różnego rodzaju suplementy. – To jest poważny problem, bo dokładamy sobie suplement, a sprawiamy, że leczenie innych problemów jest nieskuteczne - przestrzegała w rozmowie z WP abcZdrowie farmaceutka Dominika Lewandowska. Podkreśliła, że zarówno zioła, jak i witaminy, kojarzone z bezpiecznymi preparatami, mogą zaszkodzić.
– Miałam ciekawy przypadek z pacjentką, która brała popularną obecnie ashwagandhę. Doprowadziła się do stanu nadczynności tarczycy, którą de facto leczyła. Skończyło się więc podnoszeniem dawek leków. Kiedy odstawiła ashwagandhę, okazało się, że wyższe dawki nie były potrzebne – przyznała farmaceutka.
Dlatego zawsze trzeba sprawdzać takie preparaty m.in. pod kątem możliwych działań niepożądanych oraz interakcji z lekami.
Treści w naszych serwisach służą celom informacyjno-edukacyjnym i nie zastępują konsultacji lekarskiej. Przed podjęciem decyzji zdrowotnych skonsultuj się ze specjalistą.