"Chciał mieć piękny uśmiech, stracił połowę twarzy". Lekarz zaleca regułę "1 przez 3" 

Rozległe spektrum objawów związanych z nowotworami głowy i szyi, z których wiele przypomina zwykłą infekcję, sprawia, że pacjenci zbyt późno decydują się na wizytę u lekarza. – Gdy trafiają do gabinetu, są czasem w takim stanie, że nie możemy już im zaproponować żadnego leczenia – mówi otolaryngolog dr hab. n. med. Mirosław Szczepański.

mDr hab. n. med. Mirosław Szczepański mówi, jakie objawy dają nowotwory
Źródło zdjęć: © Licencjodawca
Marta Słupska

Marta Słupska, dziennikarka Wirtualnej Polski: Niedawno opublikował pan na Instagramie drastyczne zdjęcie pacjenta z bardzo zaawansowanym rakiem krtani. Taki widok pana, jako lekarza, jeszcze szokuje?

Dr hab. n. med. Mirosław Szczepański, otolaryngolog, chirurg głowy i szyi z centrum medycznego AlmiMed, twórca kanału edukacyjnego "Laryngologia Po Prostu": Ten pacjent mnie zaskoczył, bo rzadko spotyka się tak duże rozpadające się guzy widoczne na zewnątrz. To był ekstremalny przypadek.

Co się stało, że trafił do pana w takim stanie?

Bardzo długo zwlekał z podjęciem leczenia. Od wystąpienia objawów minęły prawie dwa lata. Zaczęło się od chrypki. Do lekarza zgłosił się po roku, gdy zaczął mieć problemy z dusznością. Guz, który rósł, zaczynał zatykać drogi oddechowe, choć wtedy jeszcze nie widać go było na zewnątrz. Pacjent miał się zgłosić na pilną diagnostykę, ale nie zrobił tego.

Dlaczego?

Wiem, że był namawiany przez kolegów, żeby tego nie robić. Słyszał, że "lekarze więcej ci kłopotu narobią", "rak się rozsieje" i będzie jeszcze gorzej. Odpuścił i doprowadził się do takiego stanu, że trafił do szpitala z taką dusznością, że musiał mieć założoną rurkę tracheotomijną, dzięki której w ogóle mógł oddychać.

Na tym etapie miał już rozpadający się guz z martwicą, czyli zepsuciem tkanek. Stworzył się stan zapalny z treścią ropną. To wiąże się też z silnym zapachem. Guz naciekał wszystkie struktury wokół, co jest bardzo niebezpieczne, bo dotyczy także nerwów i naczyń, w tym tętnicy szyjnej.

W głowie mi się nie mieści, że człowiek funkcjonuje w takim stanie, zamiast zgłosić się na leczenie.

Ten pacjent był samotnikiem, dużo czasu spędzał w domu. Gdy wychodził, ukrywał guza, wiążąc na szyi szalik. W dodatku palił papierosy i nadużywał alkoholu, które są głównymi czynnikami rozwoju raków głowy i szyi.

W jakim teraz jest stanie?

Już nie żyje. Stwierdzono u niego przerzuty do węzłów chłonnych. Nie było już dla niego możliwości leczenia, jedynie paliatywne.

Słono zapłacił za słuchanie kolegów.

Niestety, teraz jest to nagminne. Żyjemy w czasach dezinformacji medycznej, wiele osób czerpie wiedzę z internetu, gdzie mamy wiele niesprawdzonych informacji.

Często zdarzają się panu pacjenci w tak zaawansowanym stanie?

Obecnie mniej niż kiedyś, ale wciąż się zdarzają. Mają zmiany nie tylko w obszarze krtani, ale też np. rozpadające się guzy twarzy spowodowane rakiem skóry, który wolno rośnie, ale nacieka głębokie struktury, w tym kości.

Niedawno pokazywał pan na Instagramie pacjenta z ogromnym guzem znajdującym się z boku twarzy…

Tak. Tego pacjenta od ponad roku żona namawiała na zrobienie biopsji. Ciągle odsuwał ją w czasie: "potem zrobię", "w przyszłym tygodniu"…

A guz rósł.

I urósł do wielkości piłeczki tenisowej. Okazał się nowotworem ślinianki.

I znów zapytam: dlaczego tak długo zwlekał?

Myślał, że samo przejdzie. Niestety, pacjenci często uważają, że nowotwory są bolesne. A to nie zawsze prawda. Gdy wyczują guz z boku szyi, uspokajają się, mówiąc, że to na pewno powiększony po jakiejś infekcji węzeł chłonny. I czekają pół roku, rok… Gdy trafiają do gabinetu, są czasem w takim stanie, że nie możemy już im zaproponować żadnego leczenia. Dlatego tak ważna jest czujność pacjenta, bo nowotwór wykryty na wczesnym etapie jest prawie w 100 proc. wyleczalny.

A zdarza się, że nowotwory głowy i szyi wykrywane są przypadkowo?

Pewnie – pamiętam pacjenta, który poszedł do stomatologa, bo chciał wykonać sobie leczenie zębów razem z estetyką, ponieważ wypadły mu dwa zęby z niewiadomego powodu. Po jakimś czasie zaczęły go bardzo boleć podniebienie i zatoka szczękowa, a do tego chwiały mu się zęby po jednej stronie i jednostronnie zatykał nos. Dentysta wykonał tomografię stomatologiczną i zauważył, że pacjent ma zmianę w zatoce szczękowej. Wysłał go więc do laryngologa z podejrzeniem zapalenia.

Dzięki temu trafił do mnie i po dokładniejszej diagnostyce okazało się, że ma bardzo agresywny nowotwór szczęki. Ten pacjent utkwił mi w pamięci, bo chciał mieć piękny uśmiech, a skończyło się na wycięciu połowy twarzy: usunięciu zatoki szczękowej i sitowia, jamy nosa i gałki ocznej.

Czyli dopóki nie poszedł do dentysty, nie miał żadnych niepokojących objawów?

Miał jednostronne zatykanie i podkrwawianie z nosa. Zrzucił to jednak na obciążenie genetyczne, bo ktoś w rodzinie chorował na przewlekłe zapalenie zatok, więc myślał, że ma to samo lub że to objawy alergii.

Często pacjenci tak sobie tłumaczą niepokojące objawy?

Bardzo często. Jednym z podstawowych alarmujących symptomów w zakresie nowotworów głowy i szyi jest chrypka. Oczywiście ona nie oznacza z marszu raka, ale jeśli się przedłuża, trzeba iść do lekarza. A pacjenci tłumaczą sobie, że to od infekcji, a może to refluks, i łykają jakieś kupowane bez recepty pastylki.

Co to znaczy, że się przedłuża? To kiedy należy koniecznie iść do lekarza?

Warto zastosować regułę "1 przez 3": jeśli 1 niepokojący objaw utrzymuje się przez 3 tygodnie, warto zgłosić się do lekarza i rozpocząć diagnostykę. Nie dotyczy to tylko chrypki, ale każdego alarmującego symptomu.

Jakich zatem jeszcze?

Trudności w połykaniu, wrzodziejących zmian w jamie ustnej, duszności, wyczuwalnego guza na szyi czy bólu gardła, ale też wszelkich zmian jednostronnych: powiększonego węzła chłonnego, bólu ucha, krwawienia czy zatykania jednej strony nosa.

Część tych objawów można pomylić ze zwykłą infekcją.

Tak, dlatego tak ważny jest czas trwania objawów. Np. aż 70-80 proc. pacjentów z rakiem nosogardła trafia do gabinetu, oprócz zatkanego nosa, tylko z jednym dodatkowym objawem: powiększonymi węzłami chłonnymi szyi. Jeśli ten objaw się zbagatelizuje, węzły zbijają się w pakiety, bo zbierają komórki nowotworowe, które mogą dać dalsze przerzuty. Dla lekarza to początek medycznego śledztwa, bo trzeba dociec: czy to zapalenie, czy nowotwór? A jak nowotwór, to gdzie jest jego ognisko pierwotne?

Czyli niebezpieczne są jednostronne zmiany.

Tak, taki objaw dla lekarza to czerwona lampka. Pacjenci często bagatelizują np. niedrożny nos. Zrzuca się to na karb infekcji, przewlekłego zapalenia zatok czy alergii. Ale jeśli leki nie pomagają, a zatykanie nosa jest tylko z jednej strony, to jest zdecydowanie podejrzany stan.

Objawy, które pan wymienił, są niezwykle szerokie.

Tak - i proszę pamiętać, że przy rakach głowy i szyi objawy początkowe często przypominają stan zapalny. Pacjent jest więc na początku leczony bez pogłębionej diagnostyki i dobrze, bo nie ma co strzelać do komara z armaty. Lekarz musi jednak wychwycić, że jeśli stan pacjenta nie poprawia się przez trzy tygodnie, trzeba wykonać badania.

Mamy więc szerokie spektrum objawów, ale i samych nowotworów głowy i szyi. Które obserwuje pan w gabinecie najczęściej?

Nowotwory krtani, ale rośnie też liczba przypadków raków gardła i jamy ustnej, szczególnie w grupie młodych dorosłych.

To przez palenie?

Niekoniecznie; wielu z nich nie pali, ale ma za to nowotwory tak zwane HPV-dodatnie, czyli zależne od wirusa brodawczaka ludzkiego. Niestety wielu pacjentów demonizuje szczepienia przeciwko wirusowi HPV. Jak poruszam ten temat w mediach społecznościowych, zawsze zbieram masę inwektyw.

Poza tym wiara w szarlatanów nadal mocno się trzyma, np. pacjenci przychodzą do mnie z czosnkiem w nosie. Owszem, czosnek ma właściwości antybakteryjne, ale wsadzenie go do nosa nie pomoże na katar, lecz spowoduje miejscowe zapalenie i potworny ból.

Przychodzą, żeby pan ten czosnek wyciągnął?

Tak, bo taki ząbek może wejść głębiej do nosa. A wtedy mamy murowane pieczenie nosa i łzawienie oczu.

W jakie jeszcze niesprawdzone metody wierzą pacjenci?

Raz przyszła do mnie mama z dzieckiem, którego bolało ucho. Okazało się, że zamiast iść do lekarza, włożyła mu do ucha gazik nasączony spirytusem i jakimiś ziołami. Co jakiś czas dolewała tam alkohol. Dziecko było już w opłakanym stanie – jak przyszli, miałem problem, żeby wyciągnąć ten sączek. Cała małżowina była obrzęknięta, przewód słuchowy poparzony, spalona i przedziurawiona błona bębenkowa.

Jak to musiało strasznie boleć!

Tak. Mama jednak mówiła mu, że sączek na pewno zaraz zacznie działać, bo naoglądała się filmików w internecie. Dziecko przez jakiś czas miało znaczny ubytek słuchu.

Da się nie reagować emocjonalnie, przyjmując takich pacjentów?

Trzeba. Ja nie mogę oceniać pacjenta. Niejednokrotnie gryzę się w język. Muszę natomiast powiedzieć, że te działania są absolutnie niezgodne z aktualną wiedzą medyczną.

Ta pani okazała jakąś skruchę?

Po dwóch dniach wróciła z dzieckiem na kontrolę i powiedziała, że przemyślała wszystko i że faktycznie bezmyślnie poddała się jakiemuś trendowi z TikToka. Teraz już będzie wiedziała, że nie tędy droga.

Dlatego edukacja pacjentów jest tak istotna. Tak jak w przypadku omawianych objawów - gdy pojawia się zmiana, nie znika po 3 tygodniach, nie czekajmy, idźmy do lekarza. To naprawdę dużo efektywniejsze niż trwanie w niepewności.

Treści w naszych serwisach służą celom informacyjno-edukacyjnym i nie zastępują konsultacji lekarskiej. Przed podjęciem decyzji zdrowotnych skonsultuj się ze specjalistą.

Wybrane dla Ciebie