Dżuma znów budzi strach. Ekspertka wyjaśnia, czy grozi nam epidemia

Doniesienia o możliwym przypadku dżumy płucnej na Syberii wywołały falę niepokoju i fałszywych informacji o rzekomej epidemii. Polskie służby podkreślają jednak, że zachorowanie w Rosji nie zostało oficjalnie potwierdzone. Bakteriolog prof. Aleksandra A. Zasady wyjaśnia, czy dżuma stanowi zagrożenie dla Polaków.

Czy dżuma może dotrzeć do Polski?Czy dżuma może dotrzeć do Polski?
Źródło zdjęć: © Getty Images
Dominika Najda

Ekspertka uspokaja

Pytania o ewentualne zagrożenie pojawiły się po informacjach o śmierci 28-letniej laborantki w obwodzie irkuckim w Rosji. Kobieta miała pracować w instytucie badawczym zajmującym się leczeniem dżumy. Według lokalnych mediów 25 września przypadkowo rozbiła probówkę zawierającą patogen dżumy płucnej.


WIDEO
Może prowadzić do nowotworów. "Jedna z najważniejszych przyczyn przedwczesnych zgonów"

Cztery dni później trafiła do szpitala w Szelechowie z objawami ciężkiego zapalenia płuc. Zmarła w nocy z 1 na 2 października. Po jej śmierci w szpitalu wprowadzono kwarantannę z powodu podejrzenia "szczególnie niebezpiecznej infekcji" u jednego z pacjentów.

Nie ma jednak oficjalnego potwierdzenia, że kobieta chorowała na dżumę. Narodowy Instytut Zdrowia Publicznego PZH – PIB poinformował, że ani rosyjskie źródła oficjalne, ani międzynarodowe organizacje zdrowia publicznego nie potwierdziły przypadków dżumy u ludzi na terenie Federacji Rosyjskiej.

PAP zapytała prof. Aleksandrę A. Zasadę, kierującą Zakładem Badania Surowic i Szczepionek w NIZP PZH-PIB, czy choroba mogłaby zostać przywleczona do Polski. – Nie ma zupełnie żadnych podstaw do obaw. Po pierwsze, dzięki wysokiemu poziomowi higieny w Europie dżuma nie występuje ani wśród zwierząt, ani wśród ludzi – zapewniła ekspertka.

Jak przypomniała, w XX i XXI wieku zachorowania na dżumę w Europie praktycznie nie były odnotowywane. W Polsce ostatnie przypadki "czarnej śmierci" występowały w XVIII i na początku XIX wieku.

Gryzonie są głównym rezerwuarem dżumy

Dżumę wywołuje bakteria Yersinia pestis. Jest to choroba odzwierzęca, a jej głównym rezerwuarem są gryzonie. Do zakażenia człowieka dochodzi przede wszystkim za pośrednictwem pcheł, które wcześniej żywiły się krwią zakażonych zwierząt.

W taki sposób rozwija się najczęściej dżuma dymienicza. Oprócz niej występują jeszcze dwie postacie choroby. – Możemy mieć także do czynienia z postacią płucną, o której w tej chwili jest tak głośno, bądź też z postacią septyczną – zaznaczyła prof. Zasada.

Dżuma dymienicza ma znacznie mniejszą zdolność przenoszenia się bezpośrednio między ludźmi niż postać płucna i ma łagodniejszy przebieg. Dżuma płucna jest natomiast bardzo zakaźna.

Ekspertka podkreśla, że nawet miejsca, przez które zakażone gryzonie mogłyby teoretycznie dostać się do Europy, są odpowiednio zabezpieczone. Dotyczy to chociażby portów, gdzie obowiązują procedury mające uniemożliwić gryzoniom przybywającym na statkach z terenów endemicznych przedostanie się na ląd.

Odnosząc się bezpośrednio do sytuacji w Rosji, bakteriolog oceniła, że ryzyko dotarcia choroby do Polski jest obecnie żadne. – Ta choroba jest bardzo zakaźna, bardzo szybko przynosi objawy i jeśli nie jest leczona, umiera się na nią w ciągu 1–3 dni – powiedziała.

Dżumę można skutecznie leczyć

Choć dżuma kojarzy się przede wszystkim z epidemiami, które przed wiekami pochłaniały miliony ofiar, obecnie chorobę można leczyć antybiotykami. Dotyczy to wszystkich trzech jej postaci. Kluczowe znaczenie ma jednak czas. Według prof. Zasady antybiotyki powinny zostać podane jak najszybciej, najlepiej w ciągu 24 godzin od pojawienia się objawów.

Problemem pozostaje brak skutecznej szczepionki zapewniającej długotrwałą ochronę. Jak wyjaśniła ekspertka, opracowane dotychczas preparaty zapewniały odporność najwyżej przez pół roku.

Dżuma nadal występuje na terenach endemicznych w Azji, Afryce i zachodnich stanach USA, przede wszystkim wśród gryzoni. Ogniska pojawiają się także w azjatyckiej części Rosji. Ostatnie oficjalnie potwierdzone zakażenie człowieka w tym kraju odnotowano w lipcu 2016 r.

Polskie służby sanitarne monitorują sytuację epidemiologiczną. Na razie dostępne informacje nie potwierdzają zachorowań na dżumę w Rosji. Także Światowa Organizacja Zdrowia, opierając się na dostępnych nieoficjalnych danych dotyczących śmierci w Szelechowie, oceniła, że ryzyko dla zdrowia publicznego w ogólnej populacji wydaje się niskie.

Źródło: PAP

Treści w naszych serwisach służą celom informacyjno-edukacyjnym i nie zastępują konsultacji lekarskiej. Przed podjęciem decyzji zdrowotnych skonsultuj się ze specjalistą.

Wybrane dla Ciebie