Trwa ładowanie...

Koronawirus. Kardiochirurdzy ze Śląska dokonali pierwszego w Polsce przeszczepu płuc choremu na COVID-19

To pierwszy w Polsce, a ósmy na świecie przeszczep płuc przeprowadzony na skutek wyniszczenia narządu przez COVID-19. Niestety, przypadek pana Grzegorza pokazuje, że koronawirus może być śmiertelnym zagrożeniem nie tylko dla osób osłabionych i starszych. O przeprowadzonej operacji i niespodziankach podczas transplantacji dla WP abc Zdrowie opowiedział dr n. med. Tomasz Stącel, kardiochirurg ze Śląskiego Centrum Chorób Serca.

Zobacz film: "Nowe testy na koronawirusa. Minister zdrowia Łukasz Szumowski komentuje"

Katarzyna Domagała, WP abc Zdrowie: Na wstępie chciałabym panu bardzo pogratulować tej wyjątkowej operacji. Który to tego typu zabieg na świecie?

Dr n. med. Tomasz Stącel: Bardzo dziękuję w imieniu całego zespołu pielęgniarek, rehabilitantów, perfuzjonistów i lekarzy. Wraz z zespołem ze Śląskiego Centrum Chorób Serca przeprowadziliśmy ósmą taką operację na świecie, trzecią w Europie i pierwszą w Polsce. Dotychczas trzy przeszczepy płuc u pacjentów chorujących na COVID-19 wykonali lekarze z Chin, dwa chirurdzy z Ameryki i po jednym specjaliści z Włoch i Austrii.

Czym konkretnie różni się przeszczep płuc w przypadku pacjenta chorującego na COVID-19 a innych znanych dotąd przypadków?

Z COVID-19 żyjemy dopiero kilka miesięcy, dlatego nie opracowano jeszcze dokładnych wytycznych dot. transplantacji organów u pacjentów niewydolnych oddechowo po przejściu tej choroby. Lekarze nie wiedzą dokładnie, czego mogą się spodziewać podczas operowania takich pacjentów. Bazują zatem na dotychczasowej – niewielkiej - wiedzy i intuicji zawodowej.

Co istotne - do tej pory powstał tylko jeden raport z przeszczepu płuc u osób po przebyciu COVID-19. Opisali go chińscy chirurdzy, którzy jako pierwsi na świecie wykonali tego typu transplantację. Nasz zespół opierał się głównie na tej publikacji. Nie obyło się jednak bez niespodzianek, co z kolei my będziemy chcieli przekazać kolejnym lekarzom w doniesieniu w jednym z recenzowanych i uznanych na świecie czasopism naukowych.

Wiemy, że płuca pana Grzegorza były w bardzo złym stanie po przebyciu COVID-19. Do zakażenia mogło dojść w szpitalu jednoimiennym w Tychach, gdzie pracował, lecz nie jest to pewne. Dlaczego podjęto decyzję o przeszczepie?

Choroba COVID-19 w przypadku pana Grzegorza objawiła się głównie pod postacią płucną. Pacjent zmagał się z ostrą niewydolnością oddechową. Najprościej rzecz ujmując: COVID-19 kompletnie zniszczył jego płuca. Narząd nie mógł samodzielnie pracować. A konkretnie - płuca stały się całkowicie zwłókniałe. Zamiast nabierać 500-600 mililitrów powietrza na każdy wdech, nabierały jedynie kilkadziesiąt. Potrafiły zupełnie się rozprężać, nie wymieniały gazów, na skutek czego pacjent był niedotleniony, towarzyszyła mu silna duszność. Wymagał zatem podłączenia do respiratora, ale i to nie zdało egzaminu.

Dlaczego?

Respirator nie zastępuje płuc, a jedynie podaje do nich tlen, gdzie powinna zachodzić wymiana gazowa. Tak się jednak nie stało, gdyż tkanka płucna została całkowicie zniszczona.

I wtedy lekarze zadecydowali o zastosowaniu u pana Grzegorza tzw. sztucznych płuc, czyli aparatury ECMO?

Właśnie. Wpadli na to lekarze z Tychów - dr. Izabela Kokoszka-Bargieł, Justyna Krypel-Kos i Kamil Alszer i chwała im za to, ponieważ sytuacja była podbramkowa, pan Grzegorz umierał.

Zdjęcie z sali operacyjnej. Od prawej dr Tomasz Stącel (kardiochirurg, transplantolog), dr Anna Pióro (anestezjolog), dr Maciej Urlik (kardiochirurg, transplantolog)
Zdjęcie z sali operacyjnej. Od prawej dr Tomasz Stącel (kardiochirurg, transplantolog), dr Anna Pióro (anestezjolog), dr Maciej Urlik (kardiochirurg, transplantolog) (Archiwum prywatne)

Jak działa ECMO?

ECMO pobiera krew od pacjenta, która następnie przepływa przez oksygenator, czyli element, gdzie zachodzi proces wymiany gazowej. Następnie krew wraca do pacjenta, dostarczając do jego tkanek tlen. ECMO to zatem nic innego jak zewnątrzustrojowe natlenianie krwi. Warto zaznaczyć, że to urządzenie pomaga pacjentowi "oddychać", ale nie leczy płuc. Daje jedynie czas na wyleczenie lub jeśli proces zniszczenia płuc jest już nieodwracalny, daje lekarzom czas na podjęcie decyzji o transplantacji i pozyskania organu do przeszczepienia.

Kiedy i kto podjął decyzję o rozpoczęciu procedury transplantacji w przypadku pana Grzegorza?

Lekarze ze Szpitala Uniwersyteckiego w Prokocimiu, którzy zastosowali ECMO u pacjenta. Za całość tego leczenia odpowiadali dr. Konstanty Szułdrzyński i Wojciech Serednicki. Należą się im słowa uznania za szybką reakcję, doświadczenie i profesjonalizm. Gdy upewnili się, że płuca pacjenta nie mogą pracować samodzielnie, zdecydowali, że należy dać mu szansę na przeszczep zdrowych płuc. I wtedy zwrócili się do nas, czyli do Śląskiego Centrum Chorób Serca, a konkretnie do zespołu zajmującego się transplantacją płuc.

Po konsultacji w Szpitalu Uniwersyteckim dr n. med. Mirosław Nęcki i dr Maciej Urlik podjęli decyzję o rozpoczęciu procedury kwalifikacji do transplantacji. Pacjent został przewieziony do Śląskiego Centrum Chorób Serca, gdzie miał mieć wykonany przeszczep.

Zniszczone przez COVID-19 płuca pana Grzegorza. Fotografia wykonana tuż po wycięciu organu
Zniszczone przez COVID-19 płuca pana Grzegorza. Fotografia wykonana tuż po wycięciu organu (Archiwum prywatne)

Jak długo pan Grzegorz czekał na nowe płuca?

Zaledwie kilka dni, co również nas ucieszyło. Wszystko szło pomyślnie. Prawie wszystko.

No właśnie, nie obyło się bez niespodzianek, ale – jak pan wspomniał – to efekt braku ogólnoświatowego doświadczenia w transplantacji płuc u osób po przechorowaniu COVID-19.

Nie przewidzieliśmy, że pacjentowi – wraz ze zmniejszeniem płuc spowodowanym niewydolnością oddechową – zmniejszeniu ulegnie również objętość klatki piersiowej. Zwymiarowaliśmy płuca w takim rozmiarze, jakie pacjent miał, gdy trafił do szpitala z objawami COVID-19. Mimo krótkiego czasu trwania choroby, zmiany wewnątrz klatki piersiowej były zaskakująco zaawansowane.

Co trzeba było zrobić?

Przyciąć nowe płuca.

Ta historia brzmi jak z dobrego serialu o chirurgach! Kiedy zauważyliście państwo, że płuca są za duże?

Gdy otworzyliśmy klatkę piersiową, zobaczyliśmy, że przepona jest zdecydowanie wyżej niż zwykle. Wiedzieliśmy, że mamy problem. W ekspresowym tempie trzeba było podjąć decyzję, gdyż płuca dawcy były już pobrane i zmierzały do naszego szpitala. Czas więc przyśpieszył. Zdecydowaliśmy się wykonać tzw. chirurgiczną redukcję objętości płuc za pomocą liniowych staplerów.

Zdrowe płuca dawcy w trakcie przygotowania do przeszczepienia
Zdrowe płuca dawcy w trakcie przygotowania do przeszczepienia (Archiwum prywatne )

Gdy płuca były już w dobrym rozmiarze, można było je wszczepić. Jak przebiegała operacja i kto ją wykonywał?

Operacja trwała prawie 12 godzin i przebiegła zgodnie z planem. Szczególnie ucieszył nas fakt, że pan Grzegorz szybko wybudził się z narkozy, wcześniej niż lekarze, którzy go operowali (śmiech). Można powiedzieć, że sny, które mieliśmy tamtej nocy - spełniły się. I to była dla nas największa nagroda za długie godziny pracy.

Do zespołu kardiochirurgów przeszczepiających płuca w SCCS należą: Maciej Urlik, Tomasz Stącel, Remigiusz Antończyk i Piotr Pasek. Na słowa uznania zasługuje również pani anestezjolog dr Anna Pióro, która przez 12 godzin czuwała nad głową pacjenta, a nas gorąco dopingowała. Nie można pominąć również pana Dawida Wąsa, perfuzjonisty, który przez całą operację odpowiadał za prawidłowe funkcjonowanie sztucznego płuco-serca. Dzięki jego pracy mogliśmy spokojnie operować, wiedząc, że pacjent jest prawidłowo dotleniany. Nie sposób nie wspomnieć również o naszych wspaniałych instrumentariuszkach i pielęgniarkach, dzięki którym operacja przebiegła jak zawsze perfekcyjnie.

Pacjent kilka godzin po przeszczepie płuc
Pacjent kilka godzin po przeszczepie płuc (Archiwum prywatne)

Jak wyglądał moment wycięcia starych płuc, a następnie przeszczep nowych w przypadku pana Grzegorza?

Wycięcie zniszczonych płuc w przypadku tej operacji było stosunkowo łatwe, a jedyną trudnością była ograniczona ilość miejsca w klatce piersiowej, co zawsze utrudnia swobodne poruszanie się w polu operacyjnym.

Co było najtrudniejsze podczas tej operacji dla zespołu kardiochirurgów?

W tym przypadku najtrudniejszym momentem było, już po wszczepieniu nowych płuc, zatrzymanie ECMO i oczekiwanie na pierwsze wyniki badań świadczące o tym, czy nowe płuca działają prawidłowo.

Stare płuca pana Grzegorza były w takim stanie, że gdy pokazano je studentom medycyny, powiedzieli, że to wątroba. Skąd takie rozpoznanie?

Były restrykcyjne tzn. bardzo małe, zwłókniałe. Makroskopowo dało się zauważyć obszary krwotoczno-zatorowe. Coraz więcej mówi się o takich zmianach w całym organizmie w przebiegu COVID-19.

Zespół specjalistów wykonujących przeszczep. Od lewej: dr Tomasz Stącel (kardiochirurg), Remigiusz Antonczyk (kardiochirurg), Marek Ochman (pulmonolog,transplantolog), Anna Pióro (anestezjolog), Maciej Urlik (kardiochirurg)
Zespół specjalistów wykonujących przeszczep. Od lewej: dr Tomasz Stącel (kardiochirurg), Remigiusz Antonczyk (kardiochirurg), Marek Ochman (pulmonolog,transplantolog), Anna Pióro (anestezjolog), Maciej Urlik (kardiochirurg) (Archiwum prywatne)

Jakie zagrożenie dla pacjenta niesie ze sobą tak poważna operacja, jak transplantacja płuc?

Powikłań zawsze może być wiele, jak choćby neurologiczne czy krwawienie pooperacyjne (przecinamy i szyjemy również duże naczynia krwionośne). Dlatego przeszczepy płuc wykonują kardiochirurdzy albo torakochirurdzy. Najgroźniejsze jest oczywiście ostre odrzucanie narządu, które może ujawnić się już na bloku operacyjnym. Natomiast w kolejnych dniach niebezpieczne są infekcje, niewydolność nerek czy odrzucanie podostre lub przewlekłe. Na szczęście u pana Grzegorza nie wystąpiły żadne z tych powikłań, przede wszystkim dzięki wspaniałej opiece dr. Ochmana, dr. Nęckiego i dr Latos oraz najlepszego zespołu pielęgniarskiego.

Jak wyglądał czas po operacji dla pacjenta?

Ponad miesiąc przebywał w szpitalu. Koniecznie było zastosowanie standardowej terapii immunosupresyjnej mającej wspomóc przyjęcie się nowego narządu. Przebiegła ona pomyślnie.

8 września pan Grzegorz wyszedł do domu o własnych siłach. Jakie zalecenia otrzymał od lekarzy?

Przede wszystkim rehabilitacja, czyli ćwiczenia oddechowe. U nas w szpitalu wykonywał je z fizjoterapeutą panem mgr. Łukaszem Lechem i został odpowiednio przez niego przeszkolony. Ponadto, pacjent był edukowany pod kątem stosowania leków, m.in. immunosupresyjnych w ramach kontynuacji terapii. To jednak nie wszystko. Pan Grzegorz otrzymał również zalecenia dotyczące diety, a także organizacji środowiska, w którym na co dzień będzie przebywał. Musi również zgłaszać się regularnie na kontrole lekarskie, podczas których wykonywane będą m.in. bronchoskopia i RTG i badania laboratoryjne. Będziemy również sprawdzać, czy w organizmie pacjenta po przeszczepie wszystkie narządy pracują prawidłowo.

Pan Grzegorz z rodziną i lekarzami w dniu opuszczenia Śląskiego Centrum Chorób Serca w Zabrzu
Pan Grzegorz z rodziną i lekarzami w dniu opuszczenia Śląskiego Centrum Chorób Serca w Zabrzu (Archiwum prywatne)

Przypadek pana Grzegorza ewidentnie wskazuje na to, że koronawirus może być śmiertelnym zagrożeniem nie tylko dla osób osłabionych i starszych. Mężczyzna ten przecież rzadko chorował, był w sile wieku, a jednak choroba w szybkim tempie doszczętnie zniszczyła jego płuca...

Przypadek pana Grzegorza jest dowodem na to, że nikt – bez względu na wiek – nie może bagatelizować możliwości zakażenia się koronawirusem. W grupie ryzyka są również osoby względnie młode. Pan Grzegorz otarł się o śmierć, pracując w szpitalu. Jest bohaterem. Dziś wiemy, że w Szpitalu Uniwersyteckim w Prokocimiu przebywa ratownik medyczny, którego płuca również zostały kompletnie zniszczone przez COVID-19. W jego przypadku prawdopodobnie także niezbędna będzie transplantacja płuc.

Żyjemy z COVID-19 dopiero kilka miesięcy. Wiemy jedynie, jak wygląda typowy przebieg choroby i jakie leki mogą zadziałać. Natomiast dopiero zaczynamy obserwować powikłania, które mogą być niezwykle niebezpieczne. I co istotne: nawet u pacjentów, którzy przeszli chorobę łagodnie. Nie wiemy, czy za kilka lat nie będą oni wymagali przeszczepu. Apeluję zatem do społeczeństwa o zbiorową odpowiedzialność, w tym stosowanie się do zasad bezpieczeństwa obowiązujących w czasie pandemii. Chrońmy siebie i innych.

Zobacz także: Nowa strategia walki z koronawirusem w Polsce. Prof. Flisiak: "Taki system powinien działać od samego początku epidemii"

Masz newsa, zdjęcie lub filmik? Prześlij nam przez dziejesie.wp.pl

Polecane dla Ciebie

Pomocni lekarze

Szukaj innego lekarza

Komentarze

Wysyłając opinię akceptujesz regulamin zamieszczania opinii w serwisie. Grupa Wirtualna Polska Media SA z siedzibą w Warszawie jest administratorem twoich danych osobowych dla celów związanych z korzystaniem z serwisu. Zgodnie z art. 24 ust. 1 pkt 3 i 4 ustawy o ochronie danych osobowych, podanie danych jest dobrowolne, Użytkownikowi przysługuje prawo dostępu do treści swoich danych i ich poprawiania.