Kryzys w szpitalu w Sanoku. "Powstaje tu patokorporacja"

Wynagrodzenia obcięte o 30 proc., niejasne kryteria zwolnień, brak planu na wyjście z kryzysu – to tylko część zarzutów pracowników sanockiego szpitala wobec dyrektorki. Związkowcy domagają się usunięcia ze stanowiska szefowej zadłużonej na ponad 200 mln zł lecznicy. Tymczasem dyrektorka twierdzi, że jej działania naprawcze przynoszą efekty.

Szpital w SanokuSzpital w Sanoku w kryzysie
Źródło zdjęć: © WP abcZdrowie • Zdjęcie wygenerowane przy pomocy AI
Katarzyna Prus

Spór zbiorowy

Pracownicy i związkowcy ze Szpitala Specjalistycznego w Sanoku, z którymi rozmawialiśmy, twierdzą, że sytuacja w lecznicy jest już krytyczna. Konsekwencją jest spór zbiorowy, w który weszły wszystkie związki zawodowe działające w placówce. 28 września ma się zebrać zarząd powiatu (powiat jest organem założycielskim szpitala) i rada społeczna szpitala. Związkowcy liczą, że zapadną tam decyzje w sprawie odwołania dyrekcji.

– Szpital jest w głębokim kryzysie finansowym i kadrowym, z którego w naszym przekonaniu nie wyjdziemy z obecną dyrekcją. Nie ma już możliwości dialogu pomiędzy nami a pracodawcą, więc żądamy od zarządu powiatu decyzji o usunięciu obecnej dyrektor ze stanowiska – zaznacza w rozmowie z WP abcZdrowie Małgorzata Sawicka, przewodnicząca związku zawodowego pielęgniarek i położnych w szpitalu w Sanoku.


DLA CIEBIE
Prof. Bożena Muszyńska: Grzyby to żywność pierwszej kategorii

Na zarzut o brak dialogu dyrektorka sanockiego szpitala odpowiada, że to związkowcy nie chcą rozmawiać. – Nawet kiedy były spotkania, nie było żadnych postulatów, konkretów. Nie wiem, jak oceniać tę sytuację i fakt sporu zbiorowego – komentuje w rozmowie z WP abcZdrowie Wioletta Kacperska, która od końca lipca jest dyrektorem sanockiego szpitala.

Tymczasem pracownicy mają wobec niej konkretne zarzuty. – Dyrektorka nie przedstawiła punktów planu naprawczego poza redukcją zatrudnienia. Jako pracownicy nie znamy jasnych kryteriów, według których jest prowadzona ta redukcja. Działa to chaotycznie, na zasadzie "dzisiaj ten, jutro tamten", nie wiemy, czego się spodziewać, siedzimy na tykającej bombie – mówi nam pracownik szpitala w Sanoku, który ze względu na sytuację w lecznicy chce pozostać anonimowy.

Ocenia, że część planowanych wypowiedzeń to odwet na tych pracownikach, którzy otwarcie krytykują metody zarządzania nowej dyrekcji.

Małgorzata Sawicka potwierdza, że dyrektorka zwróciła się do związków zawodowych z pytaniem, czy konkretni pracownicy są objęci ochroną związkową. Chodzi o 49 osób, a na tej liście jest m.in. psycholog, który otwarcie, podczas sesji rady powiatu, krytykował działania dyrekcji i sytuację w szpitalu. Zdaniem Sawickiej, to "jasny przekaz", że te osoby są do zwolnienia.

Dyrektorka twierdzi, że sama nie typuje konkretnych osób do zwolnienia. – Za to odpowiadają kierownicy konkretnych oddziałów, a w przypadku pielęgniarek – oddziałowe z pielęgniarką naczelną. W pierwszej kolejności są typowane osoby, które mają już uprawnienia emerytalne oraz osoby z umowami na czas określony – twierdzi.

Przyznaje jednocześnie, że skierowała do związków zawodowych listę z 49 nazwiskami pracowników. – Nie znaczy to jednak, że automatycznie są one do zwolnienia. Mam prawo skonsultować każdego pracownika z każdej grupy zawodowej pod kątem ochrony związków zawodowych. W skali tego miesiąca szacuję, że wypowiedzenia dostanie maksymalnie 10 osób – dodaje.

200 osób do zwolnienia?

– Dyrektor nie wykazała, ile osób, w jakich grupach zawodowych jest przewidzianych do rozwiązania umów. Słyszymy o optymalizacji, a nie o szczegółach, kosztach, wyliczeniach – to łamie prawa pracowników – ocenia Małgorzata Sawicka.

– Planowane są kolejne zwolnienia, ale my nie wiemy, czy to będzie kilkadziesiąt, 100 czy 200 osób, czy też jeszcze więcej, bo takie informacje też do nas dochodzą. Rozumiemy, że w obecnej sytuacji musi być jakaś redukcja, ale to muszą być merytorycznie i ekonomicznie uzasadnione decyzje – podkreśla. I ocenia, że w tym momencie "pracownicy są traktowani jak 'mięso pracownicze'".

Dyrektorka przyznaje, że nie potrafi wskazać teraz konkretnej liczby osób, które miałyby otrzymać wypowiedzenia do końca roku. – Faktem jest jednak to, że mamy nadmiar personelu, biorąc pod uwagę normy zatrudnienia w szpitalu i realne potrzeby. Według planu naprawczego powinniśmy zmniejszyć zatrudnienie o około 200 osób, aktualnie mamy 886 pracowników (kontrakty i umowy o pracę, red.). Według szacunków to musiałoby się stać do połowy przyszłego roku, by szpital odzyskał płynność finansową zakładaną na koniec 2027 r. – precyzuje.

Zdaniem Kacperskiej sytuacja w szpitalu jest "dobra, jak na tak poważne problemy finansowe". – Liczby pokazują, że restrukturyzacja przynosi efekty, bo ten miesiąc zamkniemy ze stratą 2,4 mln zł, wcześniej było to na poziomie 4 mln zł. Restrukturyzacja to redukcja zatrudnienia, ale także konsolidacja – łączymy działy, zmieniamy zakres obowiązków, ale też szukamy źródeł dochodów, np. poprzez możliwość udzielania nowych świadczeń – wyjaśnia.

– Według moich wyliczeń potrzebujemy 40 mln zł oszczędności rocznie, by odzyskać płynność finansową, więc muszę prowadzić różne działania – tłumaczy.

Sawicka twierdzi, że dyrektorka zaraz po objęciu stanowiska wręczyła wypowiedzenia czterem pracownikom, bez konsultacji związkowych, chociaż zgodnie z prawem powinna to zrobić. Kacperska zaprzecza, wskazując, że to były dwie osoby, które nie miały ochrony związkowej.

Obcięte wynagrodzenia

Do tego wszystkiego pracownicy nie mają wypłacanych pełnych wynagrodzeń już drugi miesiąc. Obcięto je o 30 proc. – Tak było w przypadku wynagrodzeń za lipiec i sierpień, a nie zanosi się na to, żeby w najbliższych miesiącach miało się coś zmienić. Jesteśmy więc zmuszani, żeby finansować zakład pracy. Pracuję tu od lat i tak złej sytuacji jeszcze nie mieliśmy – przyznaje pracownik szpitala.

– Nikt do tej pory nie przedstawił żadnych analiz i wyliczeń, do kiedy ta sytuacja ma trwać. Nie ma też zapewnionych środków na odprawy emerytalne, nagrody jubileuszowe czy faktury lekarskie. Przecież to kolejne zadłużenie – od tego rosną odsetki, a ludzie, którym się to należy, pójdą za chwilę do sądu, co zwiększy jeszcze zadłużenie o koszty postępowań sądowych – alarmuje Sawicka.

Dyrektorka przyznaje, że pracownicy dostają tylko 70 proc. wynagrodzenia, a "wyliczenia wskazują na możliwość powrotu do pełnego wynagrodzenia na przełomie roku". Mimo kryzysowej sytuacji finansowej stworzyła jednak nowe stanowisko – koordynatora do spraw operacyjnych. Jak sama przyznaje, objął je znajomy z branży hotelarskiej, który z wykształcenia jest kucharzem.

– Aktualnie dyrektorzy ds. technicznych oraz ds. administracyjnych są na zwolnieniach lekarskich. Ktoś musiał przejąć ich obowiązki. Dostałam opinię od prawników, że nie mogę powielać ich stanowisk, bo oni nadal są pracownikami, stąd powstało jedno nowe stanowisko – tłumaczy Kacperska.

– Był kucharzem, ale ma też wykształcenie biznesowo-zarządcze; od 10 lat zarządzał hotelami, więc ma niezbędne kompetencje. Jego umowa B2B przewiduje miesięczne wynagrodzenie na poziomie 22 tys. zł brutto (wartość umowy zawartej na 213 dni to 154 tys. zł netto, red.), a jego zatrudnienie pozwoliło na redukcję kosztów na poziomie 432 tys. zł w skali roku – twierdzi dyrektorka.

Kryzys kadrowy

– Dotychczas wypowiedzenia złożyło już m.in. kilkunastu lekarzy, w tym kardiolodzy, endokrynolog, alergolog, ordynator chirurgii i aż trzech psychiatrów. W tym momencie psychiatria jest w kryzysowej sytuacji, bo do obsady zostały zaledwie dwie osoby, w tym nowy lekarz, który jest tylko w soboty – wskazuje nasz rozmówca.

Tymczasem, jak zwraca uwagę, miesięcznie w ramach dziennego oddziału psychiatrycznego, poradni zdrowia psychicznego, poradni zdrowia psychicznego dla dzieci i młodzieży oraz dziennego oddziału i poradni leczenia uzależnień szpital przyjmuje nawet tysiąc osób, które wymagają stałej opieki.

W rozmowie z nami dyrektorka przyznała, że "nie dziwi się lekarzom", bo są tacy, którzy pracując na kontraktach, od maja czy czerwca nie dostają pieniędzy. – To pozostałość po poprzednim dyrektorze – tłumaczy i przypomina, że sama pracuje od końca lipca. Dodaje, że cały czas prowadzi rekrutacje. Przyznaje też, że wie o odejściu jednego psychiatry, a równolegle prowadzi rekrutacje, by pozyskać nowych lekarzy.

Tymczasem pracownicy zwracają uwagę, że z Centrum Ochrony Zdrowia Psychicznego wiąże się dodatkowy problem. Chodzi o nowy budynek, na który szpital dostał potężne środki (ok. 83 mln zł z Funduszu Medycznego), ale nie wiadomo, czy budowa w ogóle ruszy, bo inwestycja jest niedoszacowana. Nie wybrano nawet wykonawcy.

– Analiza przygotowana przez firmę zewnętrzną faktycznie wskazuje, że inwestycja jest niedoszacowana o kwotę ok. 10 mln zł (dofinansowanie z Funduszu Medycznego, które miało pokryć inwestycję w 100 proc., nie wystarczy, bo analiza wykazała koszty na poziomie 92 mln – red.). Finalny koszt pokaże jednak dopiero przetarg, chcemy go ogłosić do końca roku – zapowiada dyrektorka.

Zarząd powiatu milczy

– To, że dyrekcja ma możliwość tak swobodnego działania, odbieramy jako sygnał przyzwolenia ze strony powiatu. Zarząd powiatu powołał dyrektorkę, mimo że startowała w konkursie na to stanowisko dwukrotnie i nie wygrała – podkreśla Małgorzata Sawicka.

– Zapytaliśmy oficjalnie zarząd o przesłanki, którymi się kierowano, w sytuacji, gdy komisja odrzuca kandydata na dyrektora dwukrotnie, a ta osoba jest potem powoływana na to stanowisko – dodaje.

Związkowcy zwracają uwagę na brak doświadczenia w kierowaniu szpitalem czy inną placówką medyczną, bo wcześniej pracowała w branży hotelarskiej. – Zrozumiałabym jeszcze, gdyby przemawiały za tym wybitne zdolności zarządcze, ale kryzys w szpitalu się pogłębia. Mamy wrażenie, że powstaje tu jakaś patokorporacja – podkreśla. I dodaje, że zarząd nadal na to nie odpowiedział.

O sytuację w szpitalu i zarzuty wobec dyrekcji chcieliśmy zapytać zarząd powiatu sanockiego. W piątek starosta był dla nas niedostępny, jak się dowiedzieliśmy, wyjechał służbowo. Mimo wielokrotnych prób nie udało nam się skontaktować z wicestarostą – nie odbierał od nas telefonu ani nie odpisał na SMS-a.

Treści w naszych serwisach służą celom informacyjno-edukacyjnym i nie zastępują konsultacji lekarskiej. Przed podjęciem decyzji zdrowotnych skonsultuj się ze specjalistą.

Wybrane dla Ciebie