Lekarze nie wierzą w jej cierpienie. Fragment książki "Nie uszlachetnia. O leczeniu bólu w Polsce"

Książka Anny Kiedrzynek to reportaż przedstawiający historie ludzi, którzy na co dzień żyją z przewlekłym bólem. Autorka pokazuje, jak dolegliwości wpływają na różne aspekty ich życia, a także z jakimi przeszkodami muszą mierzyć się w systemie ochrony zdrowia. Opisuje doświadczenia pacjentów, którzy przez lata szukają przyczyn swojego cierpienia i skutecznych metod leczenia, niejednokrotnie spotykając się z brakiem zrozumienia i lekceważeniem zgłaszanych objawów.

Ten codzienny nawyk może pomóc przy migrenie?Sylwia mierzy się z przewlekłymi migrenami (zdj ilustracyjne)
Źródło zdjęć: © Getty Images

Za zgodą Wydawnictwa Czarne publikujemy fragment książki Anny Kiedrzynek "Nie uszlachetnia. O leczeniu bólu w Polsce"

Sylwia orientuje się z czasem, że świat traci do jej migreny cierpliwość. Znajomym ze studiów, którzy pytają, jak się czuje, mówi, że po prostu ma kaca. Opowiada o bólu i mdłościach, ale nie zdradza ich prawdziwego powodu. Lepi z tych objawów inną wersję siebie. Bardziej pasującą do otoczenia, mniej kontrowersyjną. Bo kim będzie Sylwia, jeśli powie innym prawdę? Dziewczyną, którą bez przerwy boli głowa. Podskórnie czuje, że te słowa tylko ją ośmieszą.

Jej ból jest czymś zupełnie innym niż ból koleżanki, która trafiła nagle na oddział ratunkowy, dostała zastrzyk, a po wyjściu ze szpitala poczuła się lepiej. To jest kolejność zdarzeń, którą akceptuje świat: cierpienie, lekarstwo, ulga. Jeśli ból jest rozciągnięty w czasie, falujący, ciągle obecny, reakcje ludzi się zmieniają. Kończy się wtedy współczucie i zaczyna podejrzliwość. Sylwia szuka pracy w miejscach, gdzie światło jest przytłumione, a zapachy mało intensywne. Najlepsze pod tym względem okazują się sklepy z odzieżą premium. Ich klienci też z reguły są cichsi niż ci w zwykłych sieciówkach. Migrenik, który nie jest skutecznie leczony, często w taki właśnie sposób nawiguje swoim życiem. Przemyka bokiem. Szuka półmroku i ciszy.

Kiedy w życiu Sylwii pojawia się A., ona nie ma pojęcia, co z tym zrobić. Próbuje go do siebie zniechęcić, ale bez skutku. On się szybko zakochuje. Studiowali na jednej uczelni, on był trzy roczniki niżej. Spotykali się czasem na imprezach, ale dla Sylwii był za młody. Teraz imponuje jej tym, jak o nią zabiega. Jest zdecydowany i dojrzały. Upiera się, że choroba Sylwii w niczym nie będzie mu przeszkadzać. Chce założyć z nią rodzinę. Na dowód miłości przestaje używać swoich ulubionych perfum i wyrzuca z mieszkania wszystkie pachnące kosmetyki. Pozwala Sylwii wybrać tapety i dywany, a potem chodzi na paluszkach, gdy ona leży w sypialni z zimnym kompresem na głowie. Po roku się oświadcza. W 2019 roku, niedługo po ślubie, Sylwia zachodzi w ciążę. Odstawia wszystkie leki przeciwbólowe, a lekarze zapewniają ją, że podczas ciąży zapomni o migrenie. Jest na odwrót: ból się wzmaga.

W pierwszych tygodniach Sylwia całymi dniami płacze. Boi się, że nie wytrzyma dziewięciu miesięcy i zrobi sobie krzywdę. Potem wreszcie następuje poprawa. Jednak im bliżej końca ciąży, tym Sylwia bardziej boi się tego, że będzie rodzić z migreną. Ból głowy zaczyna się razem z pierwszym skurczem. Poród jest trudny. Położnik wyciąga w końcu dziecko Sylwii, córeczkę, za pomocą próżnociągu. Ten ból, chociaż szarpie nią na wszystkie strony i rozdziera tkanki, nie robi na Sylwii wielkiego wrażenia. Może dlatego, że ma swój koniec. U Sylwii pojawia się nawet myśl, że wolałaby raz na jakiś czas poczuć ból porodu zamiast codziennej migreny. Następnego dnia prosi pielęgniarkę o leki. Ona współczuje jej rozerwanego krocza. Sylwia wzrusza ramionami. To nie krocze boli ją najbardziej, tylko głowa.

Sylwia opiekuje się córeczką i jak każda młoda matka nie dosypia. Jest zestresowana, mało je, często płacze. To tylko rozjusza ból. Sylwia przeczesuje internet, szukając pomocy. W Łodzi znajduje prywatną poradnię leczenia bólu, gdzie przyjmuje neurolog specjalizujący się w migrenie. Lekarz łapie się za głowę, gdy Sylwia opowiada mu, jakie dawki leków bez recepty brała przed ciążą. Wypisuje jej tryptany. "Jeśli mają działać – tłumaczy jej – należy je brać tylko przez dziesięć dni w miesiącu". Sylwia tym razem ma dość pieniędzy, żeby je kupić.

Uczy się, jak oszukiwać lekarzy. Nie wierzą jej, gdy mówi, że boli ją przez trzydzieści dni w miesiącu. "To niemożliwe", "jest pani za młoda", "wydaje się pani". Zupełnie inaczej reagują, gdy mówi o piętnastu dniach. Wtedy jest "modelowa". Mieści się w ramach tego, co opisano w podręcznikach. Sylwia gra z lekarzami w tę grę, bo nie chce tracić czasu na udowadnianie, gdzie faktycznie leży granica jej cierpienia.

Treści w naszych serwisach służą celom informacyjno-edukacyjnym i nie zastępują konsultacji lekarskiej. Przed podjęciem decyzji zdrowotnych skonsultuj się ze specjalistą.

Wybrane dla Ciebie