Nosisz smartwatcha? Kardiolog ujawnia ukryte zagrożenie. Fragment książki "Kardio" Łukasza Małka

Smartwatche coraz częściej monitorują nie tylko naszą aktywność fizyczną, ale również sen, tętno czy poziom stresu. Choć mają pomagać w dbaniu o zdrowie, nie zawsze przynoszą oczekiwane korzyści. O tym, jakie pułapki kryją się za popularnymi urządzeniami, można przeczytać we fragmencie książki "Kardio. Instrukcja obsługi twojego zdrowego serca" autorstwa kardiologa sportowego prof. Łukasza Małka.

SmartwatcheZegarek ostrzega przed chorobą? Lekarz wskazuje na pułapkę
Źródło zdjęć: © Archiwum prywatne, Getty Images • Zdjęcie wygenerowane przy pomocy AI

Za zgodą Wydawnictwa MUZA SA publikujemy fragment książki Łukasza Małka "Kardio. Instrukcja obsługi twojego zdrowego serca".

Na początku tego rozdziału chciałbym Wam przedstawić Adama. Adam, skuszony reklamą, kupił zegarek lifestyle’owy. Rozważał przez pewien czas, czy jednak nie zainwestować w sprzęt czysto sportowy. Między tymi dwiema kategoriami zegarków występuje zresztą coraz mniej różnic, może poza tym, że jedne są przeznaczone bardziej dla ambitnych amatorów lub profesjonalnych sportowców, a drugie dla osób chcących po prostu żyć zdrowo. Zegarki te na bieżąco w czasie rzeczywistym badają tętno, czyli szybkość bicia serca, aktualny stopień stresu czy stan zmęczenia organizmu. Na tym właśnie zależało Adamowi.

Rano zerkał na jakość snu i wskaźnik zmienności tętna (ang. heart rate variability – HRV), bo słyszał, że warto i że jeśli te parametry będą prawidłowe, to będzie żył długo i szczęśliwie, jak to się zwykło mówić w bajkach. W zegarku Adam miał poustawiane różnego rodzaju alarmy (najczęściej automatycznie) – za szybkiej lub za wolnej oraz niemiarowej pracy serca. Początkowo alarmy się nie uruchamiały, ale nie wszystkie pomiary były w porządku – nie świeciły się na zielono, nie znajdowały się w widełkach norm lub blisko granic. Słowem – nie zawsze były optymalne.

Z czasem jednak Adama zaczęły męczyć włączające się alarmy. Niewiele pamiętał już ze szkolnej biologii, więc postanowił poszukać odpowiedzi na pytania, dlaczego mimo braku objawów i przy dobrym samopoczuciu coś jest nie tak. Czy coś mu realnie zagraża, a o tym nie wie? Zaczął się bać, że może być narażony na nagłą utratę życia, w końcu słyszał o różnych nieoczekiwanych przypadkach zgonów. Prześladowały go lęki, gorzej sypiał i się zamartwiał. Internet podsuwał mu różne przyczyny i rozwiązania zaobserwowanego stanu, najczęściej w formie ostrzeżeń, a nie pocieszeń. ChatGPT bezemocjonalnie wypluwał z siebie całą długą listę ładnie uporządkowanych porad i wskazówek. Z chęcią zresztą powiedziałby więcej, ale Adam wyczerpał chwilowo bezpłatny limit pytań – musiał czekać.

Adam zaczął więc pytać znajomych i bliskich, co to może oznaczać i czy też obserwują takie wyniki. U nich z kolei pomiary były idealne (przynajmniej tak twierdzili), ba, nigdy w życiu nie były lepsze. Lub wręcz przeciwnie, mieli tak samo albo któryś z ich znajomych miał podobnie. Zaczęli sugerować wizytę u specjalisty, tak na wszelki wypadek. Lekarze pytani w mediach społecznościowych milczeli. Nikt rozsądny nie konsultuje w końcu w ten sposób (ja zresztą też nie).

Adam zwlekał jednak z wizytą u lekarza z powodu kosztów, trudności w podjęciu decyzji, do jakiego specjalisty się udać, i z obawy przed potencjalną rzeczywistą lub zbyt poważną diagnozą. Spróbował więc sam sobie pomóc. Zastanawiał się, czy może wraz z zakupem zegarka zaczął trenować za dużo, może nie tak, jak trzeba, a może jednak śpi i odżywia się źle. Pod dyktando zegarka w sposób chaotyczny przemeblowywał swój styl życia, kierował się poradami z internetu. Ostatecznie zrezygnował z ruchu z obawy o swoje zdrowie, wszakże to wtedy serce pracowało najmocniej i, jak sądził, mogło mu się coś złego przytrafić. Koło się zamknęło.

 Zamiast pożytku z zegarka, motywacji do dalszych treningów, problemy zaczęły się piętrzyć. Przypadek wymyślony, ale bardzo realny. Jeszcze niedawno nie było zegarków sportowych. Ćwiczenia, przynajmniej amatorskie, uprawiało się, kierując się codziennym samopoczuciem, w sposób niemonitorowany lub – w najlepszym razie – ze stoperem w ręku. I też się dało. Potem przekonano nas, że dzięki zegarkom sportowym nie tylko nasza aktywność fizyczna, ale i całe życie będą lepsze i bezpieczniejsze.

Tymczasem nikt z producentów, poza pojedynczymi sytuacjami, nie podaje, aby jego urządzenia służyły jako urządzenia medyczne. Co więcej, najczęściej w opisie poszczególnych aplikacji znajduje się adnotacja, że nie jest to narzędzie medyczne, a firma nie ponosi odpowiedzialności za otrzymane wyniki. Po prostu wrzucono na rynek maszynki wykonujące na bieżąco dziesiątki pomiarów, nie zastanawiając się, jaki to będzie miało wpływ na użytkowników i jakie przyniesie konsekwencje dla społeczeństwa. Nikt tego procesu wcześniej nie uregulował, nie wdrożył w sposób przemyślany, nie przedyskutował potencjalnych skutków, a co gorsza – nie przetestował pod kątem bilansu zysków i strat.

Treści w naszych serwisach służą celom informacyjno-edukacyjnym i nie zastępują konsultacji lekarskiej. Przed podjęciem decyzji zdrowotnych skonsultuj się ze specjalistą.

Wybrane dla Ciebie