Rodzice boją się posyłać dzieci do szkół. "Niewidzialne zagrożenie nas osacza"
Rodzice boją się posyłać dzieci do szkół. "Niewidzialne zagrożenie nas osacza"
– Całą noc biłam się z myślami, czy puścić dziecko do szkoły – mówi w rozmowie z WP abcZdrowie mama ośmioletniego Ludwika. Nauczyciele piszą wprost o strachu i wskazują przyczyny narastającej przemocy w szkołach.
Na zdjęciu Kasia Sarnecka, terapeutka zajęciowa i pedagożka oraz Kamil Lisowski, nauczyciel historii w SP227 im. Lotników Polskich
Zajścia, do których doszło w Ostrołęce i w Leszczydole-Nowinach, a także doniesienia o skutecznym powstrzymaniu ataków planowanych m.in. w Sierpcu wywołują bardzo silne emocje. Polska policja i inne służby reagują w takich sytuacjach szybko i skutecznie, a doniesienia o rzekomym "krwawym piątku" okazały się kolejnym internetowym fejkiem. Mimo to wielu rodziców zmaga się z poczuciem zagrożenia.
– Przez całą noc biłam się z myślami, czy puszczać syna do szkoły. Z jednej strony policja i politycy uspokajają, żeby nie wierzyć fake newsom i nie panikować. Z drugiej, po sieci krążą nagrania o "krwawym piątku" i my jako rodzice jesteśmy przerażeni. Boimy się, że jeśli nie dziś, to może w poniedziałek, a może w czwartek, a może jakiegoś listopadowego dnia dojdzie do kolejnego ataku – mówi w rozmowie z WP abcZdrowie mama ośmioletniego Ludwika.
– Mamy żyć w niepewności, czy ktoś nie dźgnie naszego dziecka? Na grupie rodziców dzieci z klasy mojego syna właśnie takie nastroje przeważają. Dyrektor nabrał wody w usta, nauczyciele zachowują się tak, jakby te ataki nożowników ich nie dotyczyły. Ani w młodszych, ani w starszych klasach nie było żadnej komunikacji, a tu można byłoby zdziałać wiele. Może oficjalny komunikat ze strony dyrekcji? Może spotkanie dla dzieci z psychologiem czy pedagogiem szkolnym? Tymczasem szkoła zamiata ten problem pod dywan – podkreśla sfrustrowana mama.
WIDEO
Dr Anna Bazydło-Pyrka: Wszyscy zaczęliśmy żyć w reklamie
Lęk towarzyszy także rodzicom młodszych dzieci, które dopiero wkraczają w system edukacji.
– Jestem mamą sześciolatki. Moje dziecko chodzi jeszcze do przedszkola, ale odkąd w mediach pojawiły się informacje o atakach, żyję w strachu. Po pierwsze, nigdy nie wiadomo, czy do podobnego zdarzenia nie dojdzie w przedszkolu, gdzie są małe dzieci. Po drugie, córka uczęszcza na zajęcia w szkole, gdzie potencjalnie także jest narażona na atak. Wiem, że wielu rodziców rozważało dziś pozostanie ze swoimi dziećmi w domu, a te, które puściły dzieciaki do szkoły, z niepokojem obserwują kolejne doniesienia medialne – przyznaje Marta z Warszawy.
Obawy mają także rodzice z innych części Polski - także na Lubelszczyźnie na grupach rodzicielskich padały pytania, czy posyłać dziecko do szkoły. – Żyjemy dziś w permanentnym przebodźcowaniu lękiem. Nasza codzienność to nocne alerty RCB, wycie syren i poderwane myśliwce nad naszym regionem, które nie pozwalają zasnąć. A tu jeszcze rano telefon wibruje od histerii na szkolnych grupach, plotek o atakach i rzekomym "krwawym piątku" – mówi nam Klaudia z Lublina.
– Mamy poczucie, że niewidzialne zagrożenie osacza nas z każdej strony. Czasy są piekielnie trudne, a strach o bezpieczeństwo dzieci jest najbardziej paraliżującym uczuciem, jakie znam – dodaje.
Od bezsilności po nadzwyczajne środki ostrożności
Głos pedagogów wskazuje na to, że problem przemocy narastał od lat, a szkoła bez wsparcia ze strony domu jest w dużej mierze bezsilna.
– Jako nauczyciele jesteśmy wstrząśnięci tym, co się dzieje obecnie, ale wszyscy dostrzegamy, że to nie jest problem, który pojawił się nagle. To efekt problemu, który narastał od lat. O ile wcześniej zdarzały się pojedyncze incydenty związane z przemocą, teraz ta fala nabrała na sile. Wszyscy wokół komentują, że to internet jest winny albo tzw. bezstresowe wychowanie – zauważa w rozmowie Justyna Pasieczna, nauczycielka w liceum.
– Ale ten problem zaczyna się w domu. Rodzice coraz częściej nie mają czasu dla własnych dzieci, pracują wiele godzin, by zapewnić – tak im się wydaje – wszystko, czego dziecko potrzebuje, czyli markowe ciuchy, nowy iPhone, zajęcia pozalekcyjne, drogie wakacje. Zapominają, że ważniejszy jest kontakt, czas, uwaga, zrozumienie, relacje. I dziecko ostatecznie pozostaje samo ze swoimi problemami, zdane na internet bądź grupę rówieśniczą, która staje się autorytetem. I ten problem rośnie już od szkoły podstawowej.
– Ja uczę w liceum i proszę mi wierzyć – gdy dziecko ma te 15 lat, to jest już za późno. Rodzic czy nauczyciel nie jest żadnym autorytetem i na budowanie relacji oraz wzajemnego zaufania są marne szanse, jeśli od początku tego nie było – zaznacza nauczycielka.
Podkreśla przy tym, że nauczyciele i pedagodzy mogą jedynie "gasić pożary". – Nie mamy do tego zbyt wielu możliwości. I nic nie pomogą nowe ustawy, rozporządzenia MEN czy patrole policji w szkołach. Nie pomogą nam też żadne teoretyczne szkolenia czy kolejne zapisy w statutach szkolnych. Nie jesteśmy przygotowani na tak ekstremalne sytuacje. Możemy starać się zapobiegać tragediom, ale bez współpracy rodzic-uczeń-szkoła od samego początku edukacji nic z tego nie będzie. Może to banał, ale uważam, że przede wszystkim dziecko powinno wychodzić do szkoły z domu, w którym czuje się kochane, zrozumiane, wysłuchane – podkreśla Justyna Pasieczna.
Część placówek stara się na bieżąco reagować proceduralnie i wprowadzać dodatkowe środki zabezpieczające.
– Sytuacja wśród uczniów i rodziców jest obecnie napięta, co oczywiście przekłada się również na obniżoną frekwencję w szkole. W trosce o bezpieczeństwo całej społeczności szkolnej wprowadziliśmy wzmożone kontrole przy wejściu do budynku. Wejście do szkoły jest dodatkowo zabezpieczone wideofonem, a w pobliżu szkoły obecny jest patrol policji. Nauczyciele zachowują wzmożoną czujność i zwracają szczególną uwagę na bezpieczeństwo uczniów – relacjonuje dla naszego portalu Kamil Lisowski, nauczyciel historii w SP227 im. Lotników Polskich.
– Pozostajemy również w stałym kontakcie z przewodniczącą Rady Rodziców, aby na bieżąco wymieniać informacje i reagować na potrzeby rodziców. Wielu rodziców odprowadza dzieci do szkoły i pozostaje w jej pobliżu do momentu rozpoczęcia lekcji. Planowany na dziś udział uczniów klas ósmych w Festiwalu Przyrodniczym, organizowanym przez zaprzyjaźnione Liceum Ogólnokształcące im. Hugona Kołłątaja, został odwołany przez organizatorów. Rozumiemy obawy uczniów i rodziców. Dokładamy wszelkich starań, aby zapewnić całej społeczności szkolnej możliwie bezpieczne warunki. Mamy nadzieję, że sytuacja wkrótce się uspokoi, a codzienne funkcjonowanie szkoły szybko wróci do normy – podkreśla historyk.
Dobry moment, zainteresować się, co dziecko przegląda w internecie
Powstaje pytanie, jak poradzić sobie z tymi trudnymi emocjami. – Obecne trudne wydarzenia mogą generować wiele lęku i strachu u naszych dzieci. Najważniejsze to być obok nich, wysłuchać, tłumaczyć sytuację stosownie do wieku. Reagować na potrzeby dziecka i zmiany w zachowaniu – obniżony nastrój, niechęć do wychodzenia z domu, osłabienie relacji z rówieśnikami. W razie wątpliwości bardzo polecam kontakt ze specjalistami lub pod numerami wsparcia, czy to dla dzieci, czy dla osób dorosłych – doradza Kasia Sarnecka, terapeutka zajęciowa i pedagożka.
– Ważne, aby sprawdzać wieści, które do nas docierają – wyjątkowo łatwo jest teraz trafić na dezinformację lub fake newsy. Warto stosować się do zaleceń służb i placówek, omówić potencjalne zachowanie w przypadku zagrożenia (zasada 4U), ustalić bezpieczne osoby dorosłe w otoczeniu dziecka. Myślę, że to dobry moment na zainteresowanie się treściami, jakie dziecko ogląda w internecie – mogą one jeszcze bardziej nakręcać spiralę strachu – radzi ekspertka.
Treści w naszych serwisach służą celom informacyjno-edukacyjnym i nie zastępują konsultacji lekarskiej. Przed podjęciem decyzji zdrowotnych skonsultuj się ze specjalistą.
Mateusz RóżańskiDziennikarz WP abcZdrowie
Dziennikarz WP abcZdrowie, od lat specjalizujący się w tematyce ochrony zdrowia oraz praw pacjenta. Laureat wyróżnień w konkursach dziennikarskich, m.in. Kryształowe Pióra i Twarze Ubóstwa. Za swoją działalność na rzecz równego traktowania otrzymał tytuł ambasadora Konwencji ONZ o Prawach Osób z Niepełnosprawnościami.