- 22 grudnia 2007 zostałem potrącony przez samochód. Szczegółów do tej pory nie pamiętam i może dobrze, bo miałbym tę wizję przed oczami do końca życia - mówi Paweł Poniatowski, który był utrzymywany w śpiączce farmakologicznej. - Zostałem poturbowany doszczętnie. Efektem był obrzęk mózgu, krwiak i wodniak. Zniszczeniu uległa prawa i lewa kość skroniowa, uszkodzone zostały również płat czołowy oraz potyliczny. W siedmiu miejscach miałem złamaną nogę, podstawa kręgosłupa – kość krzyżowa – również została złamana, lekarze mówili, że nie będę chodził. Mój mózg nie mógł przyjmować, aż tyle bodźców, więc na ponad tydzień wprowadzono mnie w śpiączkę farmakologiczną. Nogi ani kręgosłupa nie mogli operować z powodu tego, że mózg by nie wytrzymał chemii, która była potrzebna do operacji tak poważnych złamań. Po wybudzeniu nie pamiętałem nikogo, każdy musiał się przedstawiać i mówić, skąd się znamy. Bardzo późno odzyskałem świadomość i dużo faktów podczas pobytu w szpitalu nie pamiętam. Wiem o swoich zachowaniach dzięki ludziom, którzy mnie odwiedzali. Motywacja do zdrowia, chodzenia, myślenia, studiowania była tak potężna, że pokonałem obawy lekarzy, że nie będę normalnie funkcjonował. Jestem pedagogiem resocjalizacyjnym, płetwonurkiem, fotografem, uprawiam cztery dyscypliny sportowe i uważam, że trzeba wierzyć w siebie, a mój przykład to wielkie obalenie wszystkiego, co mi lekarze mówili.