Ta choroba niszczy życie milionów ludzi. Wzrost zachorowań aż o 71 proc.

Niedożywienie, odwodnienie, problemy z trawieniem i choroby serca – to kilka powikłań bulimii. Ta choroba niszczy życie milionom ludzi na całym świecie i staje się coraz poważniejszym zagrożeniem. Liczba chorych wzrosła od 1996 r. aż o 71 proc.

Bulimia
Bulimia niszczy życie milionów ludzi w różnym wieku
Źródło zdjęć: © Getty Images | doram
Mateusz Różański

Jak wynika z analizy opublikowanej 28 października 2026 r. w "JAMA Psychiatry" (opartej na danych Global Burden of Disease 2023), w 2023 r. na świecie z anoreksją lub bulimią żyło szacunkowo 18,1 mln osób. Bulimia występuje przy tym znacznie częściej niż anoreksja – w 2023 r. dotyczyła ok. 14,2 mln osób, podczas gdy z anoreksją zmagało się ok. 3,9 mln osób.

Ponad 20 mln chorych

Jeśli chodzi o dynamikę zjawiska, w 1990 r. liczba chorych wynosiła ok. 10,6 mln, co oznacza skok o 71 proc. w ciągu trzydziestu lat. Nawet po uwzględnieniu wzrostu populacji i zmian demograficznych (wskaźnik standaryzowany względem wieku), globalna chorobowość wzrosła o ponad 20 proc., a prognozy na 2050 r. wskazują, że liczba chorych wzrośnie do 21,8 mln, obejmując ok. 4,7 mln osób z anoreksją i 17 mln z bulimią.


WIDEO
Naturalny "Ozempic" powstaje w jelitach. Prof. Ewa Stachowska zdradza, jak uciszyć ciągły głód

Dr Kamryn Eddy z Massachusetts General Hospital określiła te wyniki mianem porażających, zwracając uwagę, że ochrona zdrowia toczy z zaburzeniami odżywiania nierówną walkę m.in. ze względu na cięcia w finansowaniu badań oraz destrukcyjny wpływ mediów społecznościowych kształtujących zaburzony obraz ciała.

Bulimia i anoreksja mają także dorosłą twarz

Gdy mowa o anoreksji i bulimii, powszechnie przywołuje się okres dorastania, szkolną presję czy wpływ social mediów. Tymczasem dane demograficzne obalają ten mit. Wskazują, że dla anoreksji szczyt zachorowań przypada na wiek 15–19 lat, jednak bulimia najszerzej dotyka dorosłych w wieku 30–34 lat. Łącznie aż 41,2 proc. przypadków obu chorób notuje się w przedziale 20–24 lat, co oznacza, że ogromna rzesza chorych to osoby w pełni dorosłe. Co więcej, największy bezwzględny ciężar choroby odnotowuje się w regionach o wysokich dochodach, takich jak Australia i Oceania i Europa Zachodnia, natomiast najszybszy wzrost wskaźników standaryzowanych zaobserwowano w Azji Wschodniej, Południowej i Południowo-Wschodniej.

Człowiek może bez przeszkód przychodzić do pracy i spotykać się z bliskimi, a jednocześnie toczyć niewidoczną walkę. W przypadku bulimii masa ciała często mieści się w normie, co uspokaja otoczenie, ale nie odzwierciedla spustoszenia, jakie choroba czyni w organizmie.

Mężczyźni i chłopcy to niemal jedna trzecia chorych

Kolejnym filtrem utrudniającym diagnozę jest płeć. Choć kobiety i dziewczęta stanowią większość wynoszącą ok. 70 proc. osób zmagających się z zaburzeniami odżywiania, aż 30,6 proc. chorych na anoreksję lub bulimię to chłopcy i mężczyźni, co w skali świata daje ok. 5,5 mln osób.

Eksperci podkreślają, że męska populacja pozostaje w grupie szczególnego ryzyka niedodiagnozowania. Pokutujące w społeczeństwie przekonanie, że anoreksja dotyczy tylko dziewcząt zafiksowanych na punkcie wyglądu, rodzi poczucie wstydu i sprawia, że mężczyźni rzadko otrzymują pomoc.

Dlaczego zaburzenia odżywiania łatwo przeoczyć?

Problem ten wynika z kilku kluczowych czynników. Przede wszystkim brak drastycznego wychudzenia – szczególnie w bulimii oraz rzadszych postaciach, takich jak anoreksja atypowa – sprawia, że waga pacjenta może być prawidłowa lub wysoka, mimo wyniszczającego cyklu napadów objadania się i zachowań kompensacyjnych obejmujących wymioty, środki przeczyszczające czy obsesyjne treningi.

Ponadto analiza oparta na GBD pominęła inne jednostki w statystykach, nie uwzględniając m.in. zaburzenia z napadami objadania się (BED) czy tzw. OSFED (innych określonych zaburzeń odżywiania), co oznacza, że realna skala problemu społecznego jest jeszcze większa. Do tego dochodzi ukrywanie objawów i lęk przed stygmatyzacją, przez co pacjenci latami funkcjonują w ukryciu, głęboko przekonani, że skoro nie wyglądają na chorych, to problem ich nie dotyczy.

Wpływ leków GLP-1 na zaburzenia odżywiania

Autorzy raportu oraz komentujący go eksperci, w tym dr Cynthia M. Bulik oraz dr Uma Naidoo z Harvard Medical School, zwracają uwagę na nowy, niezwykle istotny kontekst kliniczny związany z powszechnym stosowaniem leków z grupy agonistów receptorów GLP-1 w walce z otyłością. W praktyce klinicznej lekarze coraz częściej obserwują pacjentów z zaburzeniami odżywiania, którzy sięgają po te leki w celu ukrytego tłumienia apetytu i szybkiej utraty wagi. Ponieważ farmaceutyki te masowo obniżają masę ciała, lekarze pierwszego kontaktu mogą mieć ogromne trudności z odróżnieniem celowej, zdrowej terapii od rozwijającej się anoreksji. W odpowiedzi na to zjawisko dr Naidoo postuluje obowiązkowy screening pod kątem zaburzeń odżywiania przed wdrożeniem leków odchudzających, podkreślając jednoznacznie, że osoby z anoreksją lub innymi restrykcyjnymi zaburzeniami odżywiania generalnie nie powinny przyjmować leków GLP-1.

Problemy z leczeniem

Anoreksja charakteryzuje się jednym z najwyższych wskaźników śmiertelności wśród wszystkich chorób psychicznych – ryzyko zgonu wynika zarówno z powikłań somatycznych, takich jak zaburzenia elektrolitowe czy zapaść sercowo-naczyniowa, jak i z samobójstw. Z kolei statystyki pokazują, że tylko około jedna trzecia osób z zaburzeniami odżywiania otrzymuje fachową pomoc, często dopiero po latach opóźnienia.

Jak podkreślają eksperci, farmakologia odgrywa tu marginalną rolę, gdyż zatwierdzoną substancją w bulimii pozostaje m.in. fluoksetyna, podczas gdy brak jest dedykowanych leków pierwszego rzutu na anoreksję. Pacjentom pozostaje kompleksowa, wielodyscyplinarna opieka, na którą składają się psychoterapia, a także wsparcie żywieniowe i opieka medyczna polegająca na monitorowaniu stanu somatycznego, elektrolitów i pracy serca. Niezwykle ważny jest również bezpieczny plan po wypisie ze szpitala. Lęk przed jedzeniem i mechanizmy psychiczne pozostają aktywne, przez co pacjent po powrocie do domu bez zorganizowanego wsparcia ambulatoryjnego szybko trafia w niebezpieczną lukę systemową.

Treści w naszych serwisach służą celom informacyjno-edukacyjnym i nie zastępują konsultacji lekarskiej. Przed podjęciem decyzji zdrowotnych skonsultuj się ze specjalistą.

Wybrane dla Ciebie