Przejdź na WP

Wada wzroku nie jest ograniczeniem – rozmowa z Jerzym Płonką

Wspinaczka po górach? Nie widzę przeszkód! – mówi przekornie Jerzy Płonka. Sportowiec, alpinista, fan wypraw w wysokie góry. Choć widzi tylko 5 procent tego, co inni, nie rezygnuje ze swoich wysokogórskich planów – z uporem realizuje marzenie o zdobyciu Korony Europy. A po godzinach bierze udział w akcji ThinkPositive, która ma na celu wspieranie osób chorych lub po ciężkich urazach. Z Jerzym Płonką rozmawia Ewa Rycerz.

1. Jak długo pan już nie widzi?

Wadę wzroku wykryto u mnie w wieku niespełna trzech lat. Jest to degeneracja siatkówki oraz brak pigmentu w plamce żółtej. Wada postępowała bardzo powoli, lecz w wieku 15 lat nie byłem w stanie czytać, pisać ani grać w piłkę z kolegami.

2. Mimo to ciągnęło pana do sportu...

Postanowiłem rozpocząć treningi kajakarstwa, a następnie wioślarstwa, zacząłem także biegać. Po kilku latach biegałem już wyczynowo na długich dystansach. Na swoim koncie mam 13 maratonów, a w roku 2009 wraz z przyjaciółmi stanąłem na dachu Europy - Mont Blanc 4810 m n.p.m. Jestem pierwszym Polakiem, który z tak znaczną niepełnosprawnością wzrokową osiągnął ten szczyt.

6 faktów i mitów na temat higieny wzroku
6 faktów i mitów na temat higieny wzroku [6 zdjęć]

Większość ludzi jest świadomych niekorzystnego wpływu promieniowania UV na skórę. Rzadko jednak pamiętamy...

zobacz galerię

3. Nie pojawia się żal, że taka choroba przytrafiła się właśnie panu?

Nie czuję do nikogo żalu, nauczyłem się żyć z tym, co mam. Myślę, że dzięki tej chorobie doświadczam życia jeszcze bardziej, a utrata wzroku nie odbiera mi możliwości spełniania marzeń.

4. Pamięta pan czasy dzieciństwa?

Moje dzieciństwo nie różniło się od dzieciństwa każdego wesołego dziecka. Z racji tego, że wychowałem się na jednym z krakowskich blokowisk, miałem okazję robić różne psikusy sąsiadom oraz uczestniczyłem we wszystkich zabawach podwórkowych. Byłem bardzo rezolutnym dzieckiem, ciężko było mnie utrzymać w miejscu, a wada wzroku nie była dla mnie żadnym ograniczeniem. Chyba z tego nie wyrosłem – i całe szczęście.

5. Jak rozpoczęła się przygoda z wędrówkami po górach?

Od razu zostałem rzucony na głęboką wodę i myślę, że był to główny bodziec, dzięki któremu zakochałem się w górach. Właśnie tam staram się spędzać każdą wolną chwilę.

6. I to właśnie z miłości do gór podjął się pan trudnego wyzwania, jakim jest zdobycie Korony Europy?

Tak na poważnie, to zacząłem myśleć o wyprawach w góry w 2009 roku po zdobyciu Mont Blanc. Wcześniej udawało mi się wyskoczyć w Bieszczady, Gorce, podkrakowskie skałki na wspinaczkę. Jednak myślę, że 2009 rok był przełomowy.

7. Bo?

W roku 2009 wraz z moimi przyjaciółmi – Piotrem Wyjadłowskim i Michałem Myszą – postanowiliśmy zdobyć najwyższy szczyt Europy. Udało się nam stanąć na wierzchołku 14 sierpnia 2009 roku o godzinie 7:50. Mieliśmy ogromne szczęście, pogoda podczas całej akcji górskiej była rewelacyjna, mogliśmy się cieszyć wspaniałymi widokami.

(Źródło: Materiały prasowe)

8. Jak wygląda chodzenie po górach przez osobę, która widzi tylko 5 proc. tego, co reszta?

Specyfika chodzenia po górach osoby niewidomej jest bardzo ciekawa. Warto to zobaczyć na własne oczy, bo powoduje refleksję nad życiem: jakie mamy szczęście, że widzimy.

Przewodnik idący z przodu trzyma kij, którego drugi koniec trzyma osoba niewidoma. W drugiej ręce każdy z nas trzyma kij do podpierania się i wyczuwania nierówności terenu. Oprócz tego przewodnik na bieżąco informuje o przeszkodach pojawiających się na trasie. W bardziej niebezpiecznych warunkach przewodnik idący z tyłu jest spięty z osobą niewidomą liną asekuracyjną, która  umożliwia zabezpieczenie go w trudnych sytuacjach.

9. I gdy jesteście w drodze na szczyt, nie żal panu widoków?

 

Nie żałuję widoków, które widzi osoba w pełni zdrowa. Myślę, że moje zmysły są bardziej wyczulone na inne bodźce, takie jak np. wiatr, ciepło, promień słońca, struktura skały, zapach i wszystkie inne dźwięki, które otaczają mnie podczas wyprawy. Jest to temat rzeka, na który można by rozmawiać godzinami – każda wyprawa jest inna, z każdą wiążą się inne wspomnienia.

10. A propos wspomnień – która wyprawa była dla pana najtrudniejsza?

Jedną z trudniejszych dla mnie wypraw było podejście na najwyższy szczyt Szwecji, Kebnekause – 2111 m n.p.m. Dostałem wtedy lekcję pokory. Zima, noc polarna, schronisko gospodarcze na wysokości 800 m n.p.m. Grupa wycofała się z lodowca, bo zaczął sypać śnieg, ostro wiało, temperatura spadła poniżej minus 15 stopni. Szliśmy po potężnych głazach, między nimi był śnieg. Wpadaliśmy w te dziury po pas. Szybkość poruszania się spadła niemal do zera.

Kolega nie mógł mi pomóc, zamroziło mi twarz, byłem cały mokry. Zatrzymaliśmy się w drewnianej chałupce pod szczytem. W środku było 5 stopni mrozu. Oczywiście mieliśmy ze sobą jedzenie, wodę, gaz. Spędziliśmy dwie noce w tym miejscu i – niestety – musieliśmy wezwać helikopter. Wtedy poczułem respekt do gór.

11. Potrafią pokazać swoje srogie oblicze...

Kolejnym niezwykle wymagającym podejściem było zdobycie najwyższego szczytu Słowenii – Triglav 2863 m n.p.m. Dużo głazów narzutowych, szczeliny skalne, piargi, sporo lin, metalowych bolców do chwytania, miejscami trzeba było robić własną asekurację. Wchodziło się po bardzo wąskich półkach. Na plecach każdy miał 15–20-kg plecak z napojami, żywnością, palnikami, czekanami, kaskami, karabinkami, karimatą pneumatyczną, śpiworem, ubraniem.

Wszystko miało swoją wagę, a trzeba było się poruszać pewnie. Zmęczenie i trudne warunki w tym nie pomagały. To była szczególnie trudna wyprawa dla osoby z uszkodzonym wzrokiem. Na szczęście, satysfakcja, którą mam po osiągnięciu tego szczytu oraz bezpiecznym zejściu, wynagrodziła ten trud.

12. Łatwo jest zaufać przewodnikom?

Mam szczęście do ludzi. Ci, z którymi dotychczas pracowałem, byli wspaniali i odpowiedzialni, dlatego nie miałem problemów na tle współpracy z drugą osobą. Oczywiście przed każdą wyprawą staramy się odpowiednio przygotować do wspólnej podróży: spotkamy się, trenujemy, wychodzimy w góry.

13. Co pan czuje, gdy wchodzi na szczyt?

Przed każdą wyprawą i każdą górą człowiek się boi, ponieważ jest to strach przed nieznanym. Na każdym szczycie, na którym byłem, czułem ogromną radość i satysfakcję, że przybliża mnie do zdobycia Korony Europy. Radość hamuje jednak obawa o najtrudniejsze, czyli zejście. I nie jest to kwestia zaufania do przewodników – bo to niezwykle doświadczeni ludzie i wiem, że z nimi krzywda mi się nie stanie, tylko do górskich realiów – bo są nieprzewidywalne.

14. Co teraz – jakie plany wspinaczkowe?

15 kwietnia wraz z Jackiem Grzędzielskim i Mieczysławem Ziachem planujemy zdobyć najwyższy szczyt Szwajcarii. Następnie, 12 czerwca, ruszamy do Islandii, potem 28 czerwca jedziemy do Rosji, później do Kazachstanu, Turcji oraz Szwecji. Właśnie taki mamy plan do końca lipca.

15. Jest pan ciągle w rozjazdach.

Najprawdopodobniej w sierpniu zdobędziemy Lichtenstein, Mont Blanc francuski oraz włoski, na samym końcu – jako wisienka na torcie – planujemy Wyspy Owcze oraz Azory i najwyższy szczyt Portugalii.

16. Zmieńmy temat, bierze pan udział w akcji Think Positive! Jaki cel chce pan tym osiągnąć?

Jak sama nazwa wskazuje, w tej akcji chodzi o pozytywne myślenie, w które osobiście bardzo mocno wierzę. Gdyby nie ono, nie mógłbym dokonać tego, co już mi się udało i co dalej zamierzam.

W ramach akcji ThinkPositive! szpitale otrzymują bezpłatną wystawę fotografii, na których widać mnie, Natalię Partykę i Piotrka Pogona – jak realizujemy nasze sportowe cele. Poza zdjęciami są jeszcze nasze krótkie komentarze. Natalia, choć nie ma ręki, jest mistrzynią paraolimpijską w tenisie stołowym, Piotrek nie ma płuca i dwa razy wałczył z rakiem, a mimo to biega maratony, a ja – choć nie widzę – zdobywam górskie szczyty. Nasze historie pokazują, że warto walczyć z chorobą i w żadnym wypadku nie można się poddawać. To właśnie chcę przekazać osobom przebywającym w szpitalach.

Ważne, by uwierzyć we własne siły – wstać, uśmiechnąć się i tak jak ja nie widzieć przeszkód w realizacji swoich marzeń, nawet jeśli droga do nich jest trudna i wymagająca. Bo satysfakcja z osiągnięcia celu wynagrodzi wszystko.

Z tego co wiem, wystawa wisi już w 70 szpitalach w całej Polsce. Zostało ostatnie 30 kompletów. Można się po nie zgłaszać przez stronę www.thinkpostive.org.pl.

17. A co jest pana osobistym celem?

Góry, wspinaczka, wyprawy… to jest moja pasja, realizuję się w niej w pełni. Życzę każdemu, by znalazł w swoim życiu coś, co będzie dla niego tak istotne, jak dla mnie realizacja projektu „Euro Summits Adventure”. Co jest dla mnie celem? Zdobycie Korony Europy.

Polecane dla Ciebie

Pomocni lekarze

Szukaj innego lekarza

Komentarze

Wysyłając opinię akceptujesz regulamin zamieszczania opinii w serwisie. Grupa Wirtualna Polska S.A. z siedzibą w Warszawie jest administratorem twoich danych osobowych dla celów związanych z korzystaniem z serwisu. Zgodnie z art. 24 ust. 1 pkt 3 i 4 ustawy o ochronie danych osobowych, podanie danych jest dobrowolne, Użytkownikowi przysługuje prawo dostępu do treści swoich danych i ich poprawiania.
    Ważne tematy