50 osób już zwolnionych. Ważą się losy dyrektorki szpitala w Sanoku

W poniedziałek będzie wiadomo, czy dyrektorka szpitala specjalistycznego w Sanoku utrzyma stanowisko. Związkowcy mają całą masę zarzutów do szefowej zadłużonej na ponad 200 mln zł lecznicy i domagają się jej odwołania. Tymczasem zarząd powiatu wskazuje na pierwsze sukcesy finansowe.

Kryzys w szpitalu w SanokuKryzys w szpitalu w Sanoku
Źródło zdjęć: © WP abcZdrowie, Facebook • Zdjęcie wygenerowane przy pomocy AI
Katarzyna Prus

Zarząd powiatu odwoła dyrektorkę?

O kryzysowej sytuacji w szpitalu w Sanoku pisaliśmy w poniedziałek. Wynagrodzenia zostały tam obcięte o 30 proc., a wśród zarzutów pracowników wobec dyrektorki są także niejasne kryteria zwolnień i brak planu na wyjście z kryzysu.

Związkowcy domagają się usunięcia ze stanowiska szefowej zadłużonej już na ponad 200 mln zł lecznicy i weszli w spór zbiorowy. Tymczasem dyrektorka w rozmowie z nami twierdziła, że jej działania naprawcze przynoszą efekty.

O dalszych losach Wioletty Kacperskiej na stanowisku dyrektora sanockiego szpitala ma zdecydować zarząd powiatu w najbliższy poniedziałek. – Decyzja zostanie podjęta po spotkaniu ze związkami zawodowymi. Mamy świadomość napiętej sytuacji i konfliktu, którego efektem jest spór zbiorowy. Dlatego zdecydowaliśmy o tym spotkaniu, również w kontekście zarzutów ze strony związków zawodowych o łamaniu praw pracowniczych – wyjaśnia w rozmowie z WP abcZdrowie Damian Biskup, wicestarosta sanocki.

Związkowcy liczyli, że decyzja o odwołaniu dyrektorki zapadnie już na początku tego tygodnia. Podczas poniedziałkowego zarządu powiatu skończyło się jednak na "wysłuchaniu prezentacji" dyrektorki dotyczącej sytuacji w szpitalu.

– Tego samego dnia rada społeczna szpitala przyjęła dwa kluczowe pomysły na pozyskanie dodatkowych dochodów. Chodzi o utworzenie przychodni lekarza rodzinnego dla dzieci i dorosłych, ale z naciskiem na opiekę pediatryczną, bo widzimy, że taka jest społeczna potrzeba. Przy założeniu, że w pierwszym roku udałoby się przyjąć 600–800 pacjentów, prognozowany zysk to 200–250 tys. zł – twierdzi wicestarosta. Dodaje, że poradnia ma ruszyć 1 listopada.

– W ramach tej działalności zakładamy, że między godz. 7 a 15 będzie działał gabinet lekarza rodzinnego, od godz. 15 do 18 będą realizowane wizyty domowe, a po godz. 18 będzie działać nocna opieka. Do tego planujemy otworzyć całodobowe laboratorium oraz aptekę dla pacjentów przychodni, którzy muszą od razu wykupić leki – wyjaśnia wicestarosta Biskup.

Drugim krokiem ma być rozdzielenie świadczeń chirurgii ogólnej i chirurgii naczyniowej, które aktualnie są realizowane w sanockim szpitalu w ramach jednego oddziału.

– Tymczasem chirurgia naczyniowa ma znacznie większy potencjał i chcemy go wykorzystać. Procedury chirurgii naczyniowej są bardzo dobrze wyceniane, ale nie zawsze można realizować ich tyle, ile byśmy chcieli, bo lekarze muszą zabezpieczać też chirurgię ogólną. To jest istotne ograniczenie. Prognozowany zysk w przypadku chirurgii naczyniowej to 3–4 mln zł w skali roku – tłumaczy wicestarosta.

– Chcielibyśmy, żeby te świadczenia były realizowane niezależnie od 1 stycznia. W tym momencie potrzebujemy jeszcze jednego chirurga, by móc to zrealizować; prowadzimy rekrutacje – dodaje.

Potrzebują kogoś, kto "potrafi liczyć pieniądze"

Jak zarząd powiatu ocenia dyrektorkę w kontekście zarzutów związków zawodowych o braku kompetencji? – Sytuacja finansowa szpitala jest ciężka. Przy czym aktualnie mamy pierwszy pozytywny sygnał – miesięczna strata spadła o ok. 1,2 mln zł. Nie ma co ukrywać, że to efekt działań obecnej dyrektor, m.in. zwolnień, których było do tej pory ok. 50, ale też nieprzedłużania umów na czas określony – zaznacza wicestarosta.

I tłumaczy, dlaczego Wioletta Kacperska została powołana na to stanowisko, mimo że nie wygrała konkursu. Twierdzi, że zarząd powiatu musiał "działać sprawnie", bo na zwolnienie lekarskie poszedł ówczesny dyrektor i jego zastępczyni.

– To się zbiegło z wynikami audytu finansowego, który pokazał, że sytuacja w szpitalu jest bardzo zła, a zadłużenie rośnie. W tym momencie przekracza 200 mln zł, czyli ponad 100 proc. naszego kontraktu z NFZ. W takiej sytuacji nie szukaliśmy nowej osoby, ale przyjrzeliśmy się ostatniemu konkursowi i powołaliśmy osobę, która była najbliżej wygranej, bo zabrakło jej jednego głosu – wyjaśnia wicestarosta.

– Według mnie zarzut, że nie pracowała wcześniej w ochronie zdrowia, jest nietrafiony, bo dobry menadżer nie musi mieć wykształcenia medycznego. Kluczowe jest to, czy potrafi liczyć pieniądze i poprawić wyniki przy zachowaniu funkcji szpitala i zabezpieczeniu pacjentów na odpowiednim poziomie świadczeń zdrowotnych – mówi wicestarosta.

Dodaje, że ocenia to także na podstawie tego, co sam usłyszał od Kacperskiej jeszcze podczas konkursu na dyrektora. – Było kilku kandydatów, którzy wcześniej kierowali placówkami medycznymi. W mojej ocenie obecna pani dyrektor znacznie lepiej przedstawiła wtedy kwestie finansowe – uważa wicestarosta.

Kryzys w szpitalu w Sanoku

Pracownicy i związkowcy ze Szpitala Specjalistycznego w Sanoku, z którymi rozmawialiśmy, twierdzą, że sytuacja w lecznicy jest już krytyczna. Konsekwencją jest spór zbiorowy, w który weszły wszystkie związki zawodowe działające w placówce.

– Szpital jest w głębokim kryzysie finansowym i kadrowym, z którego w naszym przekonaniu nie wyjdziemy z obecną dyrekcją. Nie ma już możliwości dialogu pomiędzy nami a pracodawcą, więc żądamy od zarządu powiatu decyzji o usunięciu obecnej dyrektor ze stanowiska – zaznaczała w rozmowie z WP abcZdrowie Małgorzata Sawicka, przewodnicząca związku zawodowego pielęgniarek i położnych w szpitalu w Sanoku.

– Mamy wrażenie, że powstaje tu jakaś patokorporacja – dodała. Twierdziła, że są łamane prawa pracownicze, a pracownicy nie znają kryteriów planowanych zwolnień, nie wiedzą, ile osób ma dostać wypowiedzenia i kiedy zostaną przywrócone wynagrodzenia w pełnym wymiarze.

Tymczasem zdaniem Kacperskiej sytuacja w szpitalu jest "dobra, jak na tak poważne problemy finansowe". Dyrektorka szacuje, że strata za wrzesień jest o ponad milion mniejsza niż miesiąc wcześniej. – Liczby pokazują, że restrukturyzacja przynosi efekty – mówi. – Restrukturyzacja to redukcja zatrudnienia, ale także konsolidacja – łączymy działy, zmieniamy zakres obowiązków, ale też szukamy źródeł dochodów, np. poprzez możliwość udzielania nowych świadczeń – wyjaśniała dyrektorka.

– Według moich wyliczeń potrzebujemy 40 mln zł oszczędności rocznie, by odzyskać płynność finansową (w założeniu na koniec 2027 r. – red.), więc muszę prowadzić różne działania – tłumaczyła. Przyznała, że według planu naprawczego powinna zmniejszyć zatrudnienie o około 200 osób do połowy przyszłego roku. Aktualnie w szpitalu jest 886 pracowników (kontrakty i umowy o pracę, red.).

Treści w naszych serwisach służą celom informacyjno-edukacyjnym i nie zastępują konsultacji lekarskiej. Przed podjęciem decyzji zdrowotnych skonsultuj się ze specjalistą.

Wybrane dla Ciebie