Trwa ładowanie...

Choroba afektywna dwubiegunowa. Agnieszka opowiada, jak wygląda życie z chorobą bipolarną (ChAD)

Nawet lekarzom zdarza się mylić jej objawy z depresją. Chorujący natomiast myślą, że mają niesamowite predyspozycje i możliwości. "Poczułam, jakby ktoś mi obwieścił, że już nigdy nie będę sobą" - mówi Agnieszka.

Zobacz film: "Każdy moment jest dobry, by zadbać o swoje zdrowie. Jakie badania profilaktyczne wykonywać co roku?"

1. Życie z chorobą bipolarną

Katarzyna Gargol, WP abcZdrowie: Zanim zaczniemy, muszę coś wyznać. Podziwiam cię za to, jak otwarcie opowiadasz o swojej chorobie. Widzę po sobie, jaką czasem mam trudność, żeby przyznać się do pewnych rzeczy na swój temat, o ilu nadal nie potrafię powiedzieć. A przecież nie są chorobą.

Agnieszka: To powiem ci w ramach ciekawostki, że o wiele swobodniej czuję się, wiedząc, że będziemy rozmawiać o chorobie, niż jak miałabym opowiadać o naszym życiu w Laponii. Obraz choroby mam poukładany i rozumiem go. O wiele trudniej opowiada się o sobie w takim holistycznym ujęciu, łatwo wtedy popaść w banał lub patos.

Agnieszka ma konto na Instagramie: kundelek.na.biegunie
Agnieszka ma konto na Instagramie: kundelek.na.biegunie (arch.prywatne)

Może choroba pomaga poukładać obraz siebie, bo zmusza do zadania sobie pewnych pytań i odnosi człowieka do jakichś norm. To zresztą wyraźnie wybrzmiewa w twojej historii, gdy lekarzom udaje się wreszcie określić, co ci dolega. Pokazują ci wykres, na którego przeciwległych końcach znajduje się "idealna Agnieszka" i "najsłabsza Agnieszka". Gdy pytają, w którym miejscu chciałabyś znaleźć się za jakiś czas, mimo wszystko wskazujesz punkt w okolicach perfekcji. A dowiadujesz się, że będziecie dążyć do tego, byś znalazła się pośrodku. Nie mogę przestać myśleć, że to coś, co przydałoby się dzisiaj każdemu.

To prawda. Tylko u osób z chorobą bipolarną ten środek nie istnieje: jesteś na górze albo na dole. Żeby było śmieszniej, lekarz nie obiecuje ci też żadnego constans. Nadal będziesz mieć do czynienia z sinusoidą, ale dążysz do tego, żeby zacząć sobie z tym radzić jak zdrowy człowiek. Dlatego tak ważna jest diagnoza i leczenie.

Gdy lekarze powiedzieli, że moim celem jest środek na wykresie, poczułam, jakby ktoś mi obwieścił, że już nigdy nie będę sobą. Utożsamiałam manię z prawdziwą mną. Utrata dostępu do tego stanu oznaczała, że już nigdy nie będę wyjątkowa, nie zrobię tych wszystkich fantastycznych rzeczy, które potrafiłam robić, będąc "na górze". Ten stan dawał mi poczucie, że poradzę sobie ze wszystkim. Stan "poniżej" był porażką.

Jak bardzo ten stan może być niebezpieczny?

Są dwa typy choroby bipolarnej - pierwszy i drugi. W typie pierwszym mania jest bardziej zauważalna i często niosąca dużo poważniejsze skutki, bo podejmujesz ryzykowne działania, podczas których możesz sobie wyrządzić krzywdę. Wchodzisz na przykład w spontaniczne relacje na jedną noc albo kupujesz nagle mieszkanie, zaciągając kredyt na wiele lat. Ja mam typ drugi, w którym występuje hipomania, jest po prostu zwiększonym działaniem bez uczucia zmęczenia.

Mówimy o czymś, co jest chorobą, a przecież współczesny styl życia wymusza na nas właśnie taką perfekcyjną wersję siebie. Wyłapanie objawów musi być trudne. Jak to u ciebie wyglądało?

Zaczęłam pracować w start-upie. Firma rosła na moich oczach. W pewnym momencie odpowiadałam za dwudziestoosobowy zespół. Niby pełniłam funkcję managera i osoby od strategii, ale nie chciałam słyszeć o delegowaniu obowiązków. Wszystko wolałam zrobić sama. Potrafiłam uczyć się kodu, żeby pomagać deweloperom albo angażowałam się w pozyskiwanie funduszy i inwestorów. Jak nietrudno się domyślić, poziom napięcia był bardzo wysoki.

Przeszkadzał ci ten styl pracy?

Wręcz przeciwnie, byłam przeszczęśliwa! Czułam, że to moje powołanie. Ten "cudowny" stan trwał dwa lata i skończył się załamaniem nerwowym. Pewnego dnia wyszłam do pracy jak zawsze, ale nie dotarłam do niej. Zatrzymałam się i nie potrafiłam już wykonać ani kroku. Wewnętrzna blokada. Nigdy wcześniej nie przeżyłam czegoś takiego. Lekarz stwierdził depresję i przepisał mi leki.

Po pewnym czasie brania ich zaczęłam czuć się lepiej. Sytuacja unormowała się w taki sposób, że miałam na zmianę lepsze i gorsze stany. Gorsze tłumaczyłam sobie depresją, a lepsze tym, że wracam do siebie. To trwało w najlepsze do momentu, aż wyjechałam do Szwecji, gdzie początkowo nie miałam dostępu do służby zdrowia. Jak skończyły mi się leki, po kilku tygodniach przyszły efekty – wpadłam w wielki dół. Nie byłam już w stanie wstać, ubrać się czy jeść. No ale potem przyszły dobre dni.

Same z siebie?

Tak. Byłam zachwycona, że poradziłam sobie bez leków. Ten schemat powtarzał się: wpadałam w depresję, a potem było dobrze, ale stan depresyjny za każdym razem pogłębiał się. Doszłam do momentu, w którym nie byłam już w stanie nic robić. Przymuszałam się jeszcze do pracy, ale zużywałam na to całą energię. Podtrzymywałam fikcję. W tej chorobie człowiek świetnie gra nie tylko przed obcymi w pracy, ale też w domu. Jesz na przykład obiad i jest to twój jedyny posiłek w ciągu dnia, ale robisz to, bo chcesz, żeby bliscy myśleli, że nie jest aż tak źle.

Dlaczego chory ukrywa chorobę, zamiast szukać pomocy?

Bo czujemy się dużo słabsi od osób, które w naszych wyobrażeniach ze wszystkim sobie radzą. Jest się wtedy jedną wielką porażką, człowiek czuje się jak gówno, i wie, że powinien się pozbierać. Nie masz dla siebie zrozumienia, są tylko pretensje i żal.

Co było dalej?

Stwierdziłam, że nic w moim życiu się już nie zmieni – chciałam popełnić samobójstwo. Aby nie mieć sobie nic do zarzucenia, zadzwoniłam jeszcze na telefon wsparcia. Teraz widzę, że to była desperacka próba uzyskania pomocy. Dzwoniłam kilka razy, ale nikt nie odebrał. Uznałam, że to znak. Wróciłam z pracy do domu, zamierzałam się przygotować. Moje myśli brzmiały, jakby formułował je ktoś inny. To nie były głosy w głowie, ale nie brzmiały też jak moje myśli. Były w agresywnym tonie, miały inny szyk zdań.

Brzmiały jak misja?

W pierwszej psychozie to były po prostu ponaglenia do samobójstwa. Nawet nie namawianie, bo byłam przekonana. Potrzebowałam tylko dobrego planu. To jest już taki moment, w którym dopingujesz samą siebie, żeby chociaż to jedno ci się w życiu udało. Tak wtedy na to patrzysz.

Głosy w głowie to coś, co trudno sobie wyobrazić, jeśli się tego nie przeżyło.

To prawda. Pamiętam, jak znajoma powiedziała mi kiedyś, że słyszała głosy. Zapytałam, co mówiły. "Że jestem beznadziejna, nic nie znaczę i powinnam ze sobą skończyć". To był szok. Wyobrażałam sobie wcześniej coś takiego jako skrajny moment szaleństwa, który przydarza się tylko poważnie chorym. Przecież nie ma nic bardziej przerażającego w chorobie psychicznej. Ale gdy przytrafia się tobie, to wydaje ci się normalne. Akceptujesz stan obcych myśli w głowie.

Pamiętam, że przez to przestawałam kontaktować ze światem. Konrad, mój chłopak, do mnie mówił, a ja go nie słyszałam. Zorientował się, że jest źle w momencie, gdy powiedziałam, że nie chcę widzieć naszych zwierząt. Wpakował mnie wtedy do auta i zawiózł do szpitala.

Dlaczego nie chciałaś ich widzieć?

Nie chciałam się żegnać.

Zostałaś dobrowolnie w szpitalu?

W drodze do szpitala mówiłam Konradowi, że to niczego nie zmieni, i tak dopnę swego. Ale tak, po rozmowie z lekarzem zgodziłam się zostać w szpitalu. Choć trudno to w tym stanie nazwać sensowną rozmową. Dostałam leki i zasnęłam. Spałam przez trzy dni. Tak bardzo zmęczona była moja głowa.

Lekarze od razu zorientowali się, że to choroba bipolarna?

Na początku myśleli, że depresja z epizodami maniakalnymi. Planowali "podnieść” mój stan lekami i wypuścić, jak już nie będzie zagrożenia. Pobyt w szpitalu był jak budzenie się do życia. Zaczęłam wychodzić z pokoju, jeść, rozmawiać z innymi ludźmi. Powoli wracałam. Aż któregoś dnia otworzyłam skrzynkę mailową i odpisałam na wszystkie zaległe wiadomości, przeczytałam książkę po szwedzku w kilka godzin i generalnie byłam duszą towarzystwa na oddziale. Piękny dzień! Nie mogłam zrozumieć, dlaczego właśnie w takim momencie przychodzi do mnie pielęgniarka i podaje lek na uspokojenie. To właśnie wtedy lekarz rozpoznał, że to choroba bipolarna.

Diagnoza zaskoczyła mnie. Depresja dawała więcej nadziei, z niej możesz się wyleczyć. Chorobę bipolarną masz do końca życia – jeżeli przestaniesz się pilnować, łatwo wróci. W końcu wyszłam ze szpitala. Czułam się dobrze, bo byłam na lekach, ale po jakimś czasie przestały działać (tak się zdarza). Prawda też jest taka, że czasem je odstawiałam. Znowu wpadłam w depresję.

To się dość często zdarza. Dlaczego chorzy odstawiają leki?

Masz nadzieję, że wróci mania (czyli prawdziwa "ja"), a jednocześnie wydaje ci się, że w razie depresji wystarczy wziąć leki i wszystko będzie dobrze. A to tak nie działa. Dopiero po kilku tygodniach wiadomo, czy leki są dobrane prawidłowo i nie przynoszą skutków ubocznych, przez które też chcesz je odstawić. Dopiero drugi epizod psychozy mocno mnie ocucił. Był dużo poważniejszy od tego pierwszego. Nie chcę o nim opowiadać, bo to dla mnie zbyt trudne, ale wolałabym być od początku mądrzejsza i uważna na słowa lekarza. Ta choroba nie minie, wymaga leków i terapii. Mam nadzieję, że nigdy więcej nie przyjdzie mi do głowy, że jestem już zdrowa.

Teraz jestem w momencie, w którym leki zaczynają prawidłowo działać i zamiast czterech dni słabych i dwóch dobrych mam cztery dobre i dwa gorsze. To duży postęp. Włączono mi też psychoterapię, co bardzo pomaga. Czasem terapeuta trafia na lepszy dzień, innym razem na gorszy, ale dobrze, żeby zobaczył te wahania. Lepiej tego nie ukrywać. Może nie trzeba o wszystkim mówić bliskim, ale psychoterapeucie naprawdę warto.

Co najlepszego i najgorszego mogą w tej chorobie zrobić bliscy?

Warto poznać takie proste triki, które pomogą uspokoić lub pobudzić do życia. Konrad mówi czasem: "Aga, to nie jest dobry dzień. Wstałaś o piątej, sprzątasz, masz milion planów. Posłuchaj sobie spokojnej playlisty". I mi ją puszcza. A gdy przychodzi ten gorszy czas, można zrobić posiłek dla chorej osoby, wyciągnąć ją na spacer. Trochę się temu opieram, ale wiem, że to mi dobrze robi. Fajnie, gdy bliska osoba dba o te rzeczy, w których chorej brakuje inicjatywy, np. spotkanie ze znajomymi albo wyjście do kina czy restauracji. Chorzy często nie mają na to ochoty lub boją się. Z kimś bliskim jest raźniej i powoli uczysz się, że tam, w tym świecie nie dzieje się nic złego, a obok jest ktoś, kto pomoże.

A czego bliscy nie powinni robić? Zamiast czytać o tej chorobie w internecie, warto porozmawiać z lekarzem. Lepiej też odpuścić z "fachowymi opiniami". Fajnie jak ktoś powie "wydaje mi się, że to mania", zamiast "to mania, widzę po tobie". Sytuacja wymaga zrozumienia i troski. Przynajmniej na mnie to działa bardziej niż: "dobra, wstawaj, przecież jesteś na lekach, nie udawaj". Bliska osoba nie powinna też za bardzo kontrolować. Rozumiem, że się martwi i że to zaufanie jest ograniczone, ale nie da się żyć z ciągłą kontrolą. Na powrót zaufania pracują obie strony.

Jak ci jest w tym świecie pośrodku? Oswoiłaś takie życie czy to nadal przysparza trudności?

To nadal duża trudność, ale dzięki psychoterapii mam już narzędzia, żeby z tym walczyć. Aktualnie dostałam zadanie, żeby sobie zrobić plan na każdy dzień. Uczę się robić realne listy. Poniedziałek: sen, zjedzenie kilku posiłków i spacer. Wtorek: sen, zjedzenie kilku posiłków i spacer. I tak do końca tygodnia. W depresji to wyzwanie, żeby zjeść pięć posiłków i wyjść na spacer, a w takim lepszym dniu to wyzwanie, bo na razie tyle wystarczy. Ktoś zdrowy powie, że to nie jest środek, bo trzeba jeszcze iść do pracy, ogarnąć rachunki, zawieźć dziecko do szkoły, zadbać o jego potrzeby. Ale tak wygląda leczenie.

Gdy patrzysz na swoje życie, to widzisz siebie w procesie zmian czy stawiasz punkt graniczny "przed" i "po"?

Traktuję to bardzo czarno-biało. Tam była taka dziewczyna, a tu jest inna. Staram się zaakceptować tę nową. Nie widzę w niej kogoś, kto przechodzi zmiany. Diagnoza była momentem zwrotnym i teraz jedziemy z nową sytuacją.

Zobacz także: Zdrowa dieta a depresja. Nowe badania pokazują, że zbilansowane posiłki korzystnie wpływają na zdrowie psychiczne

Masz newsa, zdjęcie lub filmik? Prześlij nam przez dziejesie.wp.pl

Rekomendowane przez naszych ekspertów

Polecane dla Ciebie

Pomocni lekarze

Szukaj innego lekarza

Komentarze

Wysyłając opinię akceptujesz regulamin zamieszczania opinii w serwisie. Grupa Wirtualna Polska Media SA z siedzibą w Warszawie jest administratorem twoich danych osobowych dla celów związanych z korzystaniem z serwisu. Zgodnie z art. 24 ust. 1 pkt 3 i 4 ustawy o ochronie danych osobowych, podanie danych jest dobrowolne, Użytkownikowi przysługuje prawo dostępu do treści swoich danych i ich poprawiania.