Co trzecia pielęgniarka do zwolnienia. "Doszło do tragicznej sytuacji"

Katarzyna Prus
Zwolnienia w Instytucie Medycyny Wsi, na zdj. Jerzy KulińskiZwolnienia w Instytucie Medycyny Wsi, na zdjęciu dyrektor Jerzy Kuliński
Źródło zdjęć: © Getty Images, Facebook • Zdjęcie wygenerowane przy pomocy AI

Pracownicy alarmują, że zwolnienia w Instytucie Medycyny Wsi mogą zagrozić bezpieczeństwu nie tylko chorych, ale też personelu. Dyrektor twierdzi, że w szpitalu jest bezpiecznie i wprost zachęca "do korzystania z "oferty Instytutu". W tle jest śledztwo, które dotyczy śmierci jednego z pacjentów.

Jedna na oddziale

W Instytucie Medycyny Wsi w Lublinie do zwolnienia jest już co trzecia pielęgniarka na etacie. Na razie na liście jest dziesięć, z czego osiem już dostało wypowiedzenia. Pracownicy boją się jednak, że to nie koniec takich zmian. Ich zdaniem mogą doprowadzić nawet do zamknięcia konkretnych oddziałów oraz nasilenia problemów z obsadą dyżurów, które mogą zagrażać bezpieczeństwu.

– Na oddziałach diabetologii, zakaźnym i rehabilitacji zdarzały się już pojedyncze dyżury. W sprawie tych obsad dyżurowych interweniował już regionalny związek zawodowy pielęgniarek i położnych. Mamy też grafiki, które to potwierdzają – zaznacza w rozmowie z WP abcZdrowie Agnieszka Drwal, przewodnicząca związku zawodowego pielęgniarek i położnych działającego w IMW.

Dyrektor: redukcja jest niezbędna

Na nasze pytanie o zachowanie bezpieczeństwa chorych i personelu w szpitalu po zwolnieniach pielęgniarek, dyrektor IMW Jerzy Kuliński zareagował zapewnieniem, że "Instytut udziela świadczeń zdrowotnych pacjentom zgodnie z aktualną wiedzą medyczną i należytą starannością oraz spełnia wskaźniki zatrudnienia wymagane przez NFZ".

"Instytut udziela świadczeń zdrowotnych pacjentom zgodnie z aktualną wiedzą medyczną i należytą starannością oraz spełnia wskaźniki zatrudnienia wymagane przez NFZ" – napisał też w e-mailu przesłanym do naszej redakcji. Odpowiedź na nasze pytania o sytuację w szpitalu przyszła dopiero po sześciu dniach.

– Po wprowadzeniu redukcji etatów pielęgniarskich pełna opieka nad pacjentem zostanie zagwarantowana. Na każdym oddziale, na każdym dyżurze nocnym będzie obecna minimum jedna pielęgniarka, lekarz, opiekun medyczny i salowa. Przy zmniejszonej liczbie łóżek (dyrektor nie precyzuje, o ile zmniejszy liczbę łóżek – red.) redukcja jest niezbędna, a po jej przeprowadzeniu na jedno łóżko będzie przypadać 0,6 pielęgniarki, czyli zgodnie z obowiązującymi przepisami – twierdzi Kuliński.

Jego zdaniem określenie "jednoosobowy dyżur jest nieprecyzyjne", bo fakt, że "w określonych godzinach w danym oddziale dyżur pełniła jedna pielęgniarka" nie oznacza "jednoosobowej obsady oddziału ani sprawowania całokształtu opieki nad hospitalizowanymi pacjentami przez jedną osobę". Tłumaczy, że w opiekę nad pacjentem zaangażowani są także m.in. opiekunowie medyczni, lekarze, fizjoterapeuci czy sanitariusze. Jednocześnie nie odniósł się do sprawy śmierci pacjenta, kiedy – według relacji pracowników – pielęgniarka nie miała na dyżurze nikogo do pomocy.

Dyrektor tłumaczy, że w opiekę nad pacjentem zaangażowani są także m.in. opiekunowie medyczni, lekarze, fizjoterapeuci czy sanitariusze. Nie odnosi się jednak do sprawy śmierci pacjenta, kiedy – według relacji pracowników – pielęgniarka na dyżurze nie miała nikogo do pomocy.

Dyrektor nie zgodził się też na rozmowę telefoniczną.

Oszczędności "kosztem pielęgniarek"

Tymczasem pracownicy Instytutu wyliczają kolejne zarzuty wobec działań dyrektora. Twierdzą, że pozbywa się pracowników, którzy mają unikalne kompetencje, a pozostałe grupy zawodowe, m.in. lekarze, naukowcy czy administracja, zostały "nienaruszone".

– To są zwolnienia bez żadnego klucza. Jedna z pielęgniarek z oddziału diabetologii, która dostała wypowiedzenie, ma specjalizację z pielęgniarstwa diabetologicznego, której dzisiaj już nie ma. Jej wiedza i umiejętności są więc unikalne. Takie decyzje mogą bardzo zaszkodzić oddziałowi, dlatego za pielęgniarkami wstawił się ordynator, ale dyrektor nie zmienił zdania – mówi nam Agnieszka Drwal.

Unikalne kompetencje dotyczą też opieki nad pacjentami korzystającymi z osobistych pomp insulinowych. – Tego nie zrobi każda pielęgniarka, tu chodzi o specjalistyczną edukację, pokazanie pacjentowi, jak działa to urządzenie. Taka pielęgniarka zajmuje się pacjentem przez kilka dni, wyjaśnia, jak działa sprzęt, którym ma się potem posługiwać w domu. Już zdarzały się sytuacje, że jedna pielęgniarka była na L4, druga na urlopie i pacjentka, która wymagała takiej pomocy, leżała pięć dni dłużej na oddziale, bo nikt inny nie potrafił się nią zająć – zwraca uwagę inna pielęgniarka.

– Teraz, kiedy zwolniona została taka kolejna osoba, będzie z tym jeszcze gorzej. Hospitalizacje się wydłużą, bo zostały tylko dwie pielęgniarki, odpowiednio przeszkolone. A na miejsce na oddziale już czeka się trzy miesiące – zaznacza. Dodaje, że zwalniane są też pielęgniarki, które przepracowały w szpitalu wiele lat, nawet z ponad 30-letnim stażem.

Precyzuje, że dotyczy to np. diabetologii. – Jedna z pielęgniarek z tego oddziału, która dostała wypowiedzenie, ma specjalizację z pielęgniarstwa diabetologicznego, której dzisiaj już nie ma. Jej wiedza i umiejętności są więc unikalne. Takie decyzje mogą bardzo zaszkodzić oddziałowi, dlatego za pielęgniarkami wstawił się ordynator, ale dyrektor nie zmienił zdania – zwraca uwagę Agnieszka Drwal, przewodnicząca związku zawodowego pielęgniarek i położnych działającego w Instytucie Medycyny Wsi w Lublinie.

Pracownicy mówią o "rozgoryczeniu", bo zwolnienia dotknęły tylko pielęgniarki etatowe, a nie te na kontrakcie. – A przecież kontraktowa pielęgniarka może zadzwonić wieczorem i powiedzieć, że rano jej nie będzie. Poza tym dyrektor próbuje szukać oszczędności tylko kosztem naszej grupy zawodowej i kilku fizjoterapeutów. A inne grupy zawodowe: lekarze, naukowcy, administracja? Te grupy są nietknięte, a pielęgniarki już boją się, że kolejna fala zwolnień to kwestia czasu – zaznacza nasza rozmówczyni.

Dodaje, że – wbrew obietnicom, że zwolnienia nie dotkną pielęgniarek, które mają wielodzietną rodzinę – na liście jest jedna, która ma troje dzieci w wieku szkolnym.

O "redukcjach kosztem pielęgniarek" słyszymy także od lekarzy pracujących w IMW. – Nikt nie pyta, na jakim oddziale jakie pielęgniarki są niezbędne do jego funkcjonowania. W tych zwolnieniach nie ma logiki, bo na pierwszy ogień idą ci, którzy mają strategiczne kompetencje i wieloletnie doświadczenie. Nie ma oficjalnej informacji, w jakim kierunku to zmierza – podkreśla jeden z lekarzy. I zaznacza, że już spodziewa się "poważnych problemów z obsadzaniem dyżurów".

"Pomogły szpitalowi", muszą odejść

– Na liście do zwolnienia są także trzy pielęgniarki, które świetnie wypadły w rozmowach prowadzonych w ramach procesu akredytacji naszego szpitala (dyrektor ogłosił, że będą zwolnienia pielęgniarek 18 września, a akredytacja była kilka tygodni wcześniej – red.). To jest więc pozbywanie się najlepszych pracowników. Poza tym dyrektor obiecał, że nie będzie zwalniał pielęgniarek, które mają wielodzietną rodzinę, tymczasem na liście jest koleżanka, która ma troje dzieci w wieku szkolnym – zwraca uwagę nasza rozmówczyni.

Co na to dyrektor? "Wizytacja z Centrum Monitorowania Jakości (odpowiada za akredytację; w IMW była ostatnio na początku września – red.) pozostaje bez związku z planowanymi zmianami organizacyjnymi. W związku z pozytywnym przejściem akredytacji Instytut uzyskał dodatkowo 1 proc. przychodu" – czytamy w stanowisku przesłanym przez dyrektora.

Inaczej widzą to pracownicy. – Zauważyłem zbieżność czasową, jeśli chodzi o rozpoczęcie działań "naprawczych" dyrektora. Najpierw była wizyta dyrektora w Ministerstwie Zdrowia, potem proces akredytacyjny, a potem nagle ogłoszenie decyzji o zwolnieniach. Wcześniej nie było o tym mowy. To była kwestia może tygodnia. Wygląda to więc tak, że to, co w tej chwili robi dyrektor, odbywa się nie tylko za wiedzą resortu, ale też być może za jego zachętą – zaznacza w rozmowie z WP abcZdrowie jeden z lekarzy.

– Dlatego mamy takie obawy, że resortowi nie zależy na tym, by np. oddział diabetologii funkcjonował w takim kształcie, jak teraz, choć to by było absurdalne – dodaje.

– Jesteśmy strategicznym ośrodkiem nie tylko w regionie, ale w makroregionie. Chodzi o leczenie stopy cukrzycowej, a także specjalistyczne leczenie i edukację dotyczącą pomp insulinowych. Najwyraźniej dla resortu zdrowia nie ma to jednak aż tak wielkiego znaczenia, mimo że przyjmujemy pacjentów z całej ściany wschodniej. Brak reakcji na to, co się dzieje w naszym Instytucie, jest tego najlepszym potwierdzeniem – mówi nam inny lekarz.

Zwraca uwagę, że problem nasila fakt, że szpital ma nadal niezapłacone nadwykonania. – Takie działanie można porównać np. do sytuacji, gdybym zamówił coś w hurtowni, zamówienie zostałoby dostarczone, a ja bym nagle z niego zrezygnował.

Co jest w planie naprawczym?

Przewodnicząca zaznacza, że dyrektor nie przedstawił związkom zawodowym aktualnego planu naprawczego, więc nie wiadomo, czy na tych zwolnieniach się skończy i czy są podejmowane jakiekolwiek inne działania, które mają poprawić sytuację finansową szpitala. Wystąpiliśmy o ten plan, ale ten, który dostaliśmy, jest nieaktualny.

Zapytaliśmy dyrektora, co zawiera plan naprawczy, ale nie doczekaliśmy się konkretów. "Przygotowywany program naprawczy, oprócz poprawy sytuacji ekonomiczno-finansowej Instytutu, ma na celu dostosowanie jego działalności m.in. do mapy potrzeb zdrowotnych (...) czy do krajowego planu transformacji" – wskazuje Kuliński.

"Pomimo podejmowanych działań naprawczych, nie ma obecnie możliwości utrzymywania dotychczasowego poziomu kosztów osobowych bez narażania Instytutu na dalsze pogłębianie straty, utratę płynności finansowej" – dodaje dyrektor.

Nie wyjaśnia jednak, jakie inne działania naprawcze były prowadzone.

Z informacji przekazanych przez Kulińskiego wynika, że strata netto sięga już 4,8 mln zł za pierwsze półrocze tego roku, a zobowiązania 47,9 mln zł (wymagalne, czyli te niezapłacone mimo upływu terminu: 1,5 mln zł).

Średni roczny koszt zatrudnienia jednej pielęgniarki wynosi ok. 250 tys. zł. To ok. 20 tys. zł miesięcznie, licząc z kosztami zatrudniania ponoszonymi przez pracodawcę. "Średnio pielęgniarka zarabia ponad 15 tys. zł brutto" – przekazał Kuliński.

– To wcale nie jest tak, że wśród tych pielęgniarek do zwolnienia są tylko te najlepiej zarabiające. Wiele z nich nadal pracuje w szpitalu, więc oszczędności nie są tu jedynym kluczem – zauważa tymczasem Agnieszka Drwal. – Zarzuca nam się też, że mamy po dwie prace. To absurd, bo prawo tego nie zabrania i dotyczy to także innych medyków. Ponadto, jeśli weźmiemy pod uwagę listę pielęgniarek do zwolnienia, to zaledwie trzy z nich mają drugie zatrudnienie – podkreśla.

Według dyrektora "związki zawodowe, znając sytuację finansową Instytutu, wykazały zrozumienie dla zaistniałej sytuacji, która jest trudna dla wszystkich". 

Tymczasem przewodnicząca związku zawodowego pielęgniarek i położnych podkreśla, że "wszystkie związki zawodowe działające w szpitalu nie zgodziły się na te redukcje i wydały w tej sprawie jednoznaczne opinie".

Jak to wszystko komentuje resort zdrowia, któremu podlega IMW?

"Zgodnie z obowiązującymi przepisami to w gestii dyrektora instytutu badawczego leży realizacja polityki kadrowej" – czytamy w lakonicznym stanowisku MZ przesłanym do naszej redakcji.

Resort zaznacza tylko, że "dyrekcja podejmuje działania naprawcze, zarówno zwiększające przychody, jak i ograniczające koszty, mające na celu wyeliminowanie czynników zaburzających funkcjonowanie jednostki", ale nie odpowiada na nasze pytanie o to, czy dyrektor przedstawił już plan naprawczy i czy MZ go zaakceptował, a także czy konkretnym oddziałom grozi zamknięcie.

W tle śledztwo ws. śmierci pacjenta

Pielęgniarki, z którymi rozmawialiśmy ws. jednoosobowych dyżurów dobitnie podkreślają kwestie bezpieczeństwa. Przytaczają też dramatyczne sytuacje, do których dochodziło w szpitalu. – Na diabetologii, na jednym z takich pojedynczych dyżurów zasłabła pielęgniarka, a także doszło do innej tragicznej sytuacji, która skończyła się śmiercią pacjenta – mówi nam jedna z pielęgniarek.

Jak się dowiedzieliśmy, chodzi o "postępowanie przejęte do dalszego prowadzenia z Prokuratury Rejonowej Lublin-Północ w Lublinie". – Dotyczy narażania J. P. – pacjenta Instytutu Medycyny Wsi – na bezpośrednie niebezpieczeństwo utraty życia lub ciężkiego uszczerbku na zdrowiu, w wyniku czego pacjent zmarł w nocy 12 grudnia 2024 r. – przekazał nam prok. Marcin Kozak, rzecznik Prokuratury Okręgowej w Lublinie.

Pielęgniarka, z którą rozmawialiśmy dodaje, że jej koleżanka, która była wtedy jako jedyna na dyżurze, "do dzisiaj ma traumę". – Okoliczności były dramatyczne. Pacjent wstał z łóżka i upadł, okazało się, że nie oddycha, więc zamiast zacząć go reanimować, pobiegła do dyżurki, żeby zadzwonić po lekarza. Nie miał jej kto w tym pomóc. Mimo reanimacji pacjenta nie udało się uratować – opowiada nasza rozmówczyni. Jak dowiadujemy się w prokuraturze, śledztwo zostało zawieszone, ale to nie koniec sprawy. Prokuratura czeka teraz na opinię biegłego. Chodzi o "sporządzenie opinii z zakresu medycyny, co do oceny procesu leczenia oraz istnienia ewentualnego błędu medycznego".

Treści w naszych serwisach służą celom informacyjno-edukacyjnym i nie zastępują konsultacji lekarskiej. Przed podjęciem decyzji zdrowotnych skonsultuj się ze specjalistą.

Wybrane dla Ciebie