Czarne chmury nad szpitalem w Sanoku. "Zdecydowaliśmy się na najbardziej dramatyczną formę protestu"

Kryzys w szpitalu w Sanoku nasila się. – Jesteśmy tak rozgoryczeni, że zaczynamy protest głodowy. Będziemy wykonywać swoje obowiązki, ale głodując i nocując na materacach w szpitalu – podkreśla Małgorzata Sawicka, przewodnicząca związku zawodowego pielęgniarek i położnych w Szpitalu Specjalistycznym w Sanoku. To wspólna decyzja wszystkich związków zawodowych.

Kryzys w szpitalu w SanokuKryzys w szpitalu w Sanoku. Na zdjeciu od lewej: Damian Biskup, Robert Płaziak i Małgorzata Sawicka
Źródło zdjęć: © Licencjodawca
Katarzyna Prus

Protest głodowy w sanockim szpitalu

– Protest głodowy zaczął się w czwartek o godz. 16.30 od czterech przedstawicieli organizacji związkowych – podkreśla w rozmowie z WP abcZdrowie Małgorzata Sawicka, przewodnicząca związku zawodowego pielęgniarek i położnych w Szpitalu Specjalistycznym w Sanoku.

Zaznacza, że ta decyzja jest wspólnym stanowiskiem wszystkich związków zawodowych działających w szpitalu, które żądają odwołania dyrektorki. Zapowiada, że protest będzie trwał, dopóki nie zapadnie decyzja o jej odwołaniu.

– Jesteśmy rozgoryczeni całą sytuacją. Będziemy wykonywać swoje obowiązki, ale głodując i nocując na materacach w szpitalu. Proszę sobie wyobrazić, w jakim miejscu jesteśmy, skoro zdecydowaliśmy się na tę najbardziej dramatyczną formę protestu. Wbrew zapewnieniom pani dyrektor nie widzimy potencjału do dialogu. To są pozory. Nie możemy dalej dać się rozgrywać dyrekcji i starostwu – dodaje.

Zaznacza, że kolejną falę obaw pracowników wywołały krążące informacje o planach cesji kontraktu na oddział kardiologiczny na rzecz prywatnej firmy, która działa obok sanockiego szpitala. – Zwróciliśmy się już z pytaniem do pani dyrektor oraz NFZ o to, czy są prowadzone rozmowy na ten temat. Pani dyrektor milczy, a NFZ odpisał nam tylko, że dostał nasze pismo – zaznacza Małgorzata Sawicka.

– A obawy są bardzo poważne, bo jeśli doszłoby do cesji, to nie jest to równoznaczne z przejęciem pracowników. Ludzie się boją o pracę i to jest zrozumiałe. Nikt wprost nie powiedział, co się w tej sprawie dzieje, a to jeden z bardziej dochodowych oddziałów – dodaje.

Jak pisaliśmy wcześniej, pracownicy Szpitala Specjalistycznego w Sanoku twierdzą, że sytuacja jest krytyczna. Wynagrodzenia zostały tam obcięte o 30 proc., a wśród zarzutów wobec dyrektorki są także niejasne kryteria zwolnień i brak planu na wyjście z kryzysu. Konsekwencją jest spór zbiorowy, w który weszły wszystkie związki zawodowe działające w placówce.

Tymczasem Wioletta Kacperska, dyrektorka zadłużonego już na ponad 200 mln zł szpitala, a także wicestarosta Damian Biskup w rozmowie z nami przekonywali, że działania naprawcze przynoszą efekty i sytuacja finansowa zaczyna się poprawiać.

Zarząd powiatu miał zdecydować w czwartek, co dalej z dyrektorką sanockiego szpitala, ale spotkanie w tej sprawie zostało po raz kolejny przełożone. Ma do niego dojść w najbliższy poniedziałek.

Kardiologia do przejęcia?

O możliwej cesji kontraktu oddziału kardiologicznego słyszymy także od Roberta Płaziaka, który skontaktował się z nami po publikacjach dotyczących sytuacji w sanockim szpitalu. Jak wyjaśnia w rozmowie z WP abcZdrowie, obecnie zajmuje się audytami w szpitalach, a działalność prowadzi w całej Polsce. Według niego starostwo ma konkretny plan na oddział kardiologiczny i próbuje go przeforsować za plecami pracowników.

– Chodzi o zbycie oddziału, najprawdopodobniej na zasadzie cesji kontraktu. Miałaby go przejąć prywatna firma zajmująca się kardiologią inwazyjną, która działa obok szpitala. Starosta miał już nawet jeździć w tej sprawie na rozmowy do NFZ. Z jednej strony zwalnia się więc pracowników, a z drugiej planuje cesję kontraktu dochodowego oddziału? – pyta nasz rozmówca.

– Nie było żadnych oficjalnych informacji na temat planów przejęcia kontraktu na oddział kardiologii podczas posiedzenia zarządu powiatu, bo nie ma tu żadnych rozstrzygnięć. Jedyne rozmowy z tą firmą, o których ja wiem, dotyczą wsparcia kadrowego – twierdzi w rozmowie z WP abcZdrowie wicestarosta sanocki Damian Biskup.

Tłumaczy, że wypowiedzenia w sanockim szpitalu złożyło trzech kardiologów. – W listopadzie możemy więc znaleźć się w sytuacji, kiedy nie będziemy mieć kim obsadzić dyżurów, a nie ma doby, by nie było u nas pacjentów kardiologicznych. Próbujemy pozyskać lekarzy, ale na razie bezskutecznie – wyjaśnia wicestarosta.

– Jeśli więc stanęlibyśmy przed wyborem, czy zamknąć oddział z powodu braku lekarzy, czy szukać różnych rozwiązań, to powiem, że wzięlibyśmy pod uwagę każde rozwiązanie. Przy czym cesja to nie jest prosta sprawa. To jest długi proces, więc sądzę, że prawdopodobnym rozwiązaniem byłoby tutaj świadczenie usług przez kardiologów z tej firmy w ramach naszego kontraktu – dodaje.

Potwierdza, że to jeden z najbardziej dochodowych oddziałów, który w skali roku przynosi około miliona złotych zysku.

Prokuratura sprawdzi konkurs na dyrektora

Robert Płaziak przyznaje, że startował w konkursach na dyrektora sanockiego szpitala razem z jego obecną szefową.

– Ostatni konkurs był w mojej opinii przeprowadzony z naruszeniem prawa, więc złożyłem w tej sprawie zawiadomienie do prokuratury, a w trakcie konkursu zgłaszałem zastrzeżenia starostwu. Sprawę prowadzi Prokuratura Okręgowa w Krośnie; zostało już wszczęte postępowanie – zaznacza nasz rozmówca.

O jakie naruszenia chodzi? – Uczestnicy konkursu dostali materiały dotyczące szpitala, na podstawie których mieli przygotować m.in. plan naprawczy. Przy czym w dniu przesłuchania kandydatów na około tydzień konkurs został przerwany, a uczestnikom przekazano nowe materiały. Nie ma pewności, czy każdy uczestnik otrzymał to samo. To ewidentnie łamie przepisy dotyczące organizacji takich konkursów – zaznacza.

Ocenia też, że brak wyłonienia dyrektora w konkursach w kontekście pogarszającej się sytuacji finansowej lecznicy to "działanie na szkodę szpitala". 

– Co do postępowania prokuratury w sprawie konkursu, złożyliśmy dzisiaj zażalenie na działania prokuratora, który wystąpił o udostępnienie dokumentów. Uważamy, że zarzuty dotyczące organizacji konkursu są całkowicie bezzasadne – zaznacza wicestarosta.

Co z finansami szpitala?

Na tym jednak nie koniec, bo według Płaziaka sytuacja finansowa szpitala wygląda inaczej, niż przedstawiają to dyrektorka i starostwo.

– Mam poważne wątpliwości co do twierdzenia, że miesięczna strata szpitala zmalała o 1,2 mln zł. Mam do czynienia z programami naprawczymi w różnych placówkach – mniejszych i większych w całym kraju - które próbują wyjść z zadłużenia, i nie spotkałem się jeszcze z taką sytuacją – zauważa.

– Szpital i starostwo podają zmniejszenie straty na poziomie 1,2 mln zł, bo najprawdopodobniej nie zaksięgowano zobowiązań wobec ZUS-u i faktur lekarzy. Warto zwrócić uwagę na jeszcze jedną rzecz: wicestarosta twierdzi, że sytuacja finansowa poprawiła się, bo już zwolniono 50 osób, przy czym pamiętajmy, że okres wypowiedzenia trwa 3 miesiące. Pracownik nie znika więc z listy kosztów zaraz po wręczeniu wypowiedzenia – dodaje.

Jego zdaniem program naprawczy sanockiego szpitala to aktualnie "zbiór tabelek", a nie jasno rozpisany plan działania.

– W mojej ocenie o odzyskaniu płynności finansowej będzie można mówić najprawdopodobniej dopiero za dwa lata, a nie w ciągu roku, jak szacuje to entuzjastycznie pani dyrektor. Zadłużenie, które dawno przekroczyło 200 mln zł, cały czas rośnie, podobnie jak zobowiązania wobec dostawców. Świadczy o tym prognoza wyniku za rok 2026 na poziomie -42 mln zł – uważa.

– Podczas ostatniego posiedzenia rady społecznej szpitala pani dyrektor chciała mu (Robertowi Płaziakowi - przyp. red.) przedstawić szczegółowo swoje wyliczenia i pokazać dokumenty, ale nie skorzystał z tej możliwości. Jednocześnie nie ma on argumentów w postaci np. konkretnych danych na poparcie swoich zastrzeżeń – komentuje wicestarosta Damian Biskup.

Treści w naszych serwisach służą celom informacyjno-edukacyjnym i nie zastępują konsultacji lekarskiej. Przed podjęciem decyzji zdrowotnych skonsultuj się ze specjalistą.

Wybrane dla Ciebie