Fran Drescher szczerze o gwałcie i raku. Serialowa niania opowiedziała o traumie
Brutalny napad i gwałt z 1985 roku na lata ustawiły jej życie na nowy tor. Fran Drescher, gwiazda serialu "Niania", wraca do tamtych wydarzeń i mówi o tym, jak nierozliczona trauma mogła odbić się na jej zdrowiu. W szczerej rozmowie łączy doświadczenie przemocy, przewlekły lęk i diagnozę raka, podkreślając, że prawdziwa siła zaczyna się wtedy, gdy pozwalamy sobie czuć.
"Nie przepracowałam do końca tego, co czułam"
Fran Drescher przez wielu widzów kojarzona jest z energią, humorem i charakterystycznym śmiechem. Tymczasem za ekranowym wizerunkiem od dekad towarzyszy jej historia, która – jak sama przyznaje – "roztrzaskuje człowieka w bardzo głęboki sposób". Aktorka otwarcie opowiedziała o brutalnym napadzie z 1985 roku, gdy do jej mieszkania wtargnęło dwóch uzbrojonych mężczyzn. Wtedy została zgwałcona ona i jej przyjaciółka, a sprawcy obrabowali dom i uciekli. Drescher podkreśla, że najważniejsze było to, iż ofiary przeżyły.
– Dzięki Bogu zostawili nas przy życiu, choć w tamtym momencie naprawdę nie wiesz, czy w ogóle przez to przejdziesz – powiedziała 68-latka prowadzącemu Tedowi Dansonowi w odcinku podcastu "Where Everybody Knows Your Name" w stacji SiriusXM.
Sprawcy zostali później schwytani i trafili do więzienia, co dało jej pewien rodzaj domknięcia. Jak zaznacza, nawet gdy pojawia się element sprawiedliwości, rana po przemocy seksualnej zostaje.
Najbardziej uderzające w jej opowieści jest to, jak precyzyjnie opisuje długofalowe skutki: utratę poczucia bezpieczeństwa, stałe napięcie i gotowość do obrony. Drescher przyznaje, że po tamtym wydarzeniu nie potrafi już funkcjonować z poczuciem beztroski.
– Zawsze jestem trochę spięta, zdenerwowana albo przestraszona – powiedziała, tłumacząc, że nosi przy sobie urządzenie alarmowe. W codzienności pomaga jej też duży, opiekuńczy pies.
Aktorka podkreśla, że trauma może przybierać różne formy. W tej historii kluczowy jest jednak moment, w którym opisuje mechanizm, jaki wielu ludzi zna z doświadczenia: powrót do "normalności" bez przepracowania bólu.
– Tak naprawdę nie przepracowałam do końca tego, co czułam. Po prostu wróciłam do swojego życia i pozwoliłam, by te resztkowe neurozy zaczęły mną rządzić – przyznała. To zdanie brzmi jak ostrzeżenie: niewypowiedziane emocje nie znikają, tylko zmieniają sposób, w jaki działamy, reagujemy i jak odczuwamy swoje ciało.
Aktorka zmagała się z rakiem trzonu macicy
Drescher idzie krok dalej, łącząc traumę z diagnozą raka trzonu macicy, którą usłyszała w 2000 roku.
– Zawsze czułam, że ponieważ nie poradziłam sobie z gwałtem w zdrowy sposób, stworzyło to we mnie nowotwór – i w pewnym sensie poetycko właśnie w moich narządach rozrodczych – twierdziła w rozmowie. Podkreślała przy tym, że wierzy w silne powiązanie psychiki i fizyczności.
– Uważam, że umysł i ciało są ze sobą połączone. Nic nie jest autonomiczne, niezależne jedno od drugiego – dodała. Jej wypowiedź wpisuje się w szerszą dyskusję o tym, jak przewlekły stres i nierozwiązane doświadczenia mogą wpływać na zdrowie.
"Siłą jest pochylić się nad swoim bólem"
W badaniach naukowych coraz częściej analizuje się różnorodne drogi, przez które stres może oddziaływać na organizm. Wskazuje się m.in. na jego wpływ na układy hormonalne i odporność, a także na to, że dogłębnie zmienia codzienne nawyki. Drescher nie przedstawia swojej historii jako medycznego dowodu, raczej jako osobistą mapę zależności: od przemocy, przez lęk, po chorobę i proces zdrowienia.
Najważniejsze przesłanie aktorki dotyczy jednak tego, jak dziś rozumie siłę. W rozmowie podkreśla, że zmieniła podejście do emocji, bo dawniej uważała, iż najlepszą strategią jest odsunąć ból na bok i "iść dalej". Teraz widzi to inaczej.
– To skierowało mnie na drogę odczuwania mojego bólu o wiele bardziej niż wcześniej – podkreśliła. A potem dopowiedziała zdanie, które brzmi jak definicja dojrzałej odporności psychicznej. – Ale tak naprawdę siłą jest pochylić się nad swoim bólem oraz pozwolić sobie czuć swój ból – powiedziała.
Jej słowa mogą rezonować szczególnie mocno, bo pokazują, że zdrowienie nie zawsze oznacza zapomnienie. Czasem jest nauką życia z pamięcią o tym, co się wydarzyło i daniem sobie prawa do strachu, złości czy smutku, zamiast zamykać je w sobie. Drescher, dzieląc się tą opowieścią, przypomina, że ciało i psychika prowadzą ze sobą nieustanny dialog, a milczenie wobec traumy potrafi być bardzo kosztowne.
Źródło: People
Treści w naszych serwisach służą celom informacyjno-edukacyjnym i nie zastępują konsultacji lekarskiej. Przed podjęciem decyzji zdrowotnych skonsultuj się ze specjalistą.