Klaudia już w samolocie do Polski. "Została odłączona od respiratora"

Władysław Kosiniak-Kamysz poinformował, że Klaudia Uciechowska jest już w samolocie powrotnym do Polski. Towarzyszy jej mama, która wcześniej przekazywała nam informacje o postępach w sprawie. Teraz tata pacjentki na łamach "Gazety Wrocławskiej" opowiedział o ostatnich dramatycznych tygodniach.

24-letnia Klaudia wraca z Pekinu do Polski24-letnia Klaudia wraca z Pekinu do Polski
Źródło zdjęć: © Archiwum prywatne, x
Magdalena Pietras

Polka wraca do kraju

3 czerwca, w środę nad ranem minister Władysław Kosiniak-Kamysz poinformował na platfmormie X, że maszyna z Klaudią na pokładzie wystartowała ze stolicy Chin.– Z Pekinu wystartował do Polski specjalny samolot, w którym wraz z mamą i lekarzami jest Pani Klaudia! Kilkanaście godzin i będzie ona w naszym kraju. Dziękuję wszystkim zaangażowanym w akcję powrotu Pani Klaudii do Polski. Trafi tu w ręce naszych najlepszych lekarzy – napisał szef MON.

Wczoraj też na grupie facebookowej "Armia Klaudii" pojawiła się informacja o tym, że pacjentka jeszcze w szpitalu mogła zostać bezpiecznie odłączona od aparatury. "Zacznę od najważniejszego, Klaudia została odłączona od respiratora. Oddycha sama, to już duży krok do przodu. Jednak stan na ten moment jest dalej poważny" - napisała Paulina Boryczka, administratorka grupy.

"To moment, na który wszyscy czekaliśmy z zapartym tchem. Prosto z lotniska Klaudia trafi pod opiekę specjalistów , gdzie rozpocznie kolejny, niezwykle ważny etap walki o powrót do zdrowia. Serca nam rosną na myśl, że będzie już bezpieczna, w kraju i blisko nas. Dziękujemy każdemu z osobna za wsparcie, modlitwy która przybliżyła nas do tej chwili. Jesteśmy pełni nadziei i ogromnie szczęśliwi, że ten trudny, chiński rozdział dobiega końca. Klaudia, czekamy na ciebie!" - napisano w kolejnym poście.

"To wszystko spadło na nas jak grom z jasnego nieba"

Klaudia Uciechowska z Wałbrzycha ukończyła w Polsce licencjat z sinologii, a następnie wyjechała do Pekinu, by kontynuować naukę na studiach magisterskich. W połowie kwietnia jej rodzina otrzymała telefon, że kobieta źle się poczuła i trafiła do szpitala.

U 24-latki zdiagnozowano ekstremalnie rzadkie powikłanie potworniaka jajnika – autoimmunologiczne zapalenie mózgu. Później doszło do kolejnych poważnych komplikacji, w tym perforacji dwunastnicy i zakrzepicy, która rozwinęła się w obu nogach. Klaudia została podłączona do aparatury ratującej życie i pozostała nieprzytomna.

– To wszystko spadło na nas jak grom z jasnego nieba. W połowie kwietnia dostaliśmy telefon z uczelni w Pekinie, gdzie Klaudia robi studia magisterskie, że źle się poczuła, że jest w szpitalu. Później dowiedzieliśmy się, że została zamknięta na oddziale psychiatrycznym, bez telefonu, bez możliwości kontaktu z rodziną, znajomymi. Była tam cztery dni! W końcu, że jej stan się pogorszył, straciła przytomność i jest pod respiratorem w ciężkim stanie – mówił Jacek Uciechowski, tata Klaudii, cytowany przez "Gazetę Wrocławską".

Ojciec poleciał do Pekinu

Dla rodziny rozpoczęła się walka nie tylko z chorobą, ale też z czasem, odległością i barierą językową. Ojciec Klaudii zdecydował, że poleci do Chin, by być bliżej córki i spróbować dowiedzieć się, co dokładnie się z nią dzieje. – Proszę sobie wyobrazić, że nasze dziecko jest tysiące kilometrów stąd i nie mamy żadnego kontaktu. Nie wahałem się ani chwili i postanowiłem tam polecieć – relacjonował.

Jak przyznał, po przylocie do Pekinu zderzył się z zupełnie obcą rzeczywistością. Nie wiedział, jak poruszać się po mieście, jak dotrzeć do szpitala ani jak załatwić najprostsze sprawy. Ogromnym problemem był też brak możliwości swobodnej rozmowy z personelem medycznym. – Kiedy wysiadłem na tym lotnisku, nie wiedziałem co robić, gdzie iść, w prawo, w lewo... Tam jest kilka szpitali, nie można kupić biletu w kiosku na autobus... Wszystko było inne, nieprzystępne – wspominał ojciec 24-latki.

"Leżała taka bezradna, bez kontaktu"

Najbardziej poruszający był moment, w którym ojciec zobaczył córkę w szpitalu. Jak opowiadał, lekarze pozwalali mu odwiedzać Klaudię tylko trzy razy w tygodniu. Dokumenty, które otrzymywał do podpisu, były przygotowane w języku chińskim, a rozmowy o stanie zdrowia córki odbywały się przy pomocy prostych translatorów. – Przy jego pomocy to można bułki w markecie kupić, a nie rozmawiać o skomplikowanych procedurach medycznych – ocenił.

Widok córki pod respiratorem był dla niego ogromnym przeżyciem. – Jak zobaczyłem córkę, nie mogłem tego znieść. Leżała taka bezradna, bez kontaktu. Chciałem zrobić zdjęcie dla mamy, bo choć jesteśmy po rozwodzie, mamy bardzo dobre relacje i jesteśmy w stałym kontakcie w sprawie córki i nie tylko. Ale lekarze nie chcieli pozwolić, w końcu się udało... Mówią, że ona nie miała świadomości, że ja tam jestem. Chociaż czasem, kiedy patrzyłem na mimikę jej twarzy, miałem wrażenie, że wie... – wspominał.

W Polsce ruszyła lawina pomocy

Podczas gdy ojciec Klaudii był w Pekinie, jej mama organizowała w Polsce pomoc finansową i szukała wsparcia w sprowadzeniu córki do kraju. Koszty leczenia i transportu medycznego były bardzo wysokie, a komercyjne ubezpieczenie nie pokryło wszystkich wydatków. Powstała też główna internetowa zbiórka, którą nadal można wesprzeć.

W pomoc zaangażowali się też bliscy, znajomi, mieszkańcy Wałbrzycha, szkoła Klaudii, strażacy, samorządowcy i parlamentarzyści. Organizowano zbiórki, koncerty charytatywne i akcje wsparcia. Zaangażowała się również senator Agnieszka Kołacz-Leszczyńska. "Ja, podobnie jak dziesiątki osób, zaniepokojonych sytuacją Klaudii i jej rodziców, włączyłam się w pomoc. Nie była i nie jest ona niczym nadzwyczajnym, tylko prośbą o otoczenie opieką rodziny tam na miejscu przez nasze służby konsularne" - skomentowała sytuację dla WP abcZdrowie.

Dalsze leczenie i długa rehabilitacja

Po lądowaniu w Polsce Klaudia ma trafić od razu do szpitala. Tam lekarze ocenią jej stan i zdecydują o dalszym leczeniu. Rodzina już teraz przygotowuje się jednak na długą i kosztowną rehabilitację.

Klaudia zgodnie z pierwotnymi planami ma trafić do szpitala wojskowego we Wrocławiu, chociaż rzecznik MON Janusz Sejmej w rozmowie z WP abcZdrowie we wtorek 2 czerwca zaznaczył, że placówka docelowa może się jeszcze zmienić. – Wszyscy mówią o Wrocławiu, bo taka jest prośba rodziny, ale to lekarze określą, który z polskich szpitali będzie najlepszy do dalszego leczenia. Być może będzie to Warszawa. Jeżeli będzie to inny szpital, proszę się nie zdziwić – zaznacza rzecznik prasowy.

Bliscy wierzą, że 24-latka odzyska zdrowie i będzie mogła wrócić do swoich planów. Jak przekazał ojciec, uczelnia w Pekinie zapewniła, że drzwi dla Klaudii pozostają otwarte. W Polsce czekają na nią rodzina, przyjaciele i dalsze leczenie, które ma dać jej szansę na powrót do sprawności.

Źródła:

  • Gazeta Wrocławska
  • WP abcZdrowie
  • Polska Agencja Prasowa

Treści w naszych serwisach służą celom informacyjno-edukacyjnym i nie zastępują konsultacji lekarskiej. Przed podjęciem decyzji zdrowotnych skonsultuj się ze specjalistą.

Wybrane dla Ciebie