MON na ratunek Klaudii. "Musieliśmy pokonać wiele barier"
Po tygodniach niepewności udało się zorganizować transport medyczny Klaudii Uciechowskiej z Chin do Polski. Samolot wysłany po 24-letnią pacjentkę wyruszył 1 czerwca dzięki zaangażowaniu Ministerstwa Obrony Narodowej. O kulisach tej operacji opowiedział w rozmowie z WP abcZdrowie rzecznik prasowy MON Janusz Sejmej.
Sprawa Klaudii dotarła do MON
Rzecznik resortu przyznał, że informacje o hospitalizowanej w Pekinie Polce dotarły do ministerstwa za pośrednictwem mediów. Gdy jednak sytuacja stawała się coraz bardziej napięta, przedstawiciele MON zaczęli szukać możliwości udzielenia wsparcia. - Na początku za pośrednictwem naszego attachatu wojskowego w Chinach oraz lekarzy dowiadywaliśmy się, jak wygląda sytuacja i jakie są możliwości działania - mówi Janusz Sejmej.
Wraz z pogarszającym się stanem zdrowia Klaudii zapadła decyzja o podjęciu działań zmierzających do zorganizowania jej transportu do Polski. Jak przekazał rzecznik MON, podjął ją minister Władysław Kosiniak-Kamysz, który, jako lekarz z wykształcenia, doskonale rozumiał powagę sytuacji. - Zapadła decyzja: zróbmy wszystko, żeby dziewczyna trafiła do Polski - podkreśla Janusz Sejmej.
Wieloetapowa operacja
Przygotowanie transportu wymagało jednak pokonania szeregu przeszkód formalnych i logistycznych. Pierwszym krokiem było dokładne ustalenie stanu zdrowia 24-latki.
- Musieliśmy pokonać wiele barier przez ostatnich kilkanaście dni. Tłumacze z ambasady i konsulatu pomagali rodzinie oraz uczestniczyli w tłumaczeniu niezwykle trudnego stanu zdrowia pacjentki. Następnie przeprowadzane były rozmowy z chińskimi lekarzami. Chcieliśmy wiedzieć, jak widzą możliwości transportu - wyjaśnia Sejmej.
Dopiero po uzyskaniu pozytywnej opinii medycznej rozpoczęły się procedury związane z organizacją lotu.
- Pojawiła się informacja: tak, widzimy możliwość transportu waszej obywatelki do Polski. Wtedy ruszyliśmy z pozwoleniami. Oczywiście ogromną rolę odegrało tutaj również Ministerstwo Spraw Zagranicznych - mówi rzecznik.
Proces dodatkowo komplikowała konieczność uzyskania zgód na przelot i lądowanie oraz formalności związane z przestrzenią powietrzną państw znajdujących się na trasie lotu. Jednak wszystko udało się sprawnie zorganizować i rzecznik potwierdza, że załoga samolotu wraz z rodziną obecnie są już w Pekinie.
Odmienne procedury niż w Polsce
Organizacja ewakuacji Klaudii z chińskiego szpitala związana jest z koniecznością przestrzegania odmiennych niż obowiązujące w naszym kraju procedur. – Szpitale w Chinach zwykle nie dysponują własnymi karetkami, a ich odpowiedzialność za pacjenta kończy się poza terenem szpitala – powiedział w rozmowie z PAP wiceszef MSZ Władysław Teofil Bartoszewski.
Wyjaśnił, że chińskie karetki rzadko mają na stanie sprzęt potrzebny do transportu pacjenta w śpiączce. Co więcej, jest też problem z rezerwacją pojazdu na konkretną godzinę, a to niezwykłe ważne w kontekście przewiezienia Klaudii do samolotu i jego wylotu do Polski.
Nasz konsulat bardzo długo negocjował, by stosowna karetka została podstawiona o właściwej porze. Dodatkowo w tych ambulansach nie ma ekip ratunkowych w naszym rozumieniu, konieczne więc będzie zawiezienie polskich lekarzy do szpitala, by przejęli pacjentkę – dodał Baroszewski.
Pojawił się też problem z wjazdem karetki na lotnisko. Początkowo chińska strona zażądała, by przełożyć chorą 24-latkę do innego pojazdu. Na szczęście po długich pertraktacjach udało się uzyskać zgodę na dojazd karetką do samolotu.
O miejscu leczenia zdecydują lekarze
Na razie nie wiadomo jeszcze, do którego szpitala trafi Klaudia po przylocie do Polski. W przestrzeni publicznej najczęściej pojawia się Wrocław, jednak ostateczna decyzja będzie należeć do lekarzy.
- Wszyscy mówią o Wrocławiu, bo taka jest prośba rodziny, ale to lekarze określą, który z polskich szpitali będzie najlepszy do dalszego leczenia. Być może będzie to Warszawa. Jeżeli będzie to inny szpital, proszę się nie zdziwić - zaznacza rzecznik prasowy.
Jak dodaje, specjaliści pracują obecnie nad bezpiecznym powrotem polskiej obywatelki do kraju. - Omawiają przypadek, możliwości transportu i sprzęt konieczny do transportu. Nie popędzamy ich, spokojnie czekamy na decyzje lekarzy - podkreśla rzecznik MON.
Polka walczy o życie w Pekinie
Pochodząca z Wałbrzycha Klaudia Uciechowska ukończyła studia licencjackie z sinologii we Wrocławiu, a następnie wyjechała do Pekinu, gdzie rozpoczęła studia magisterskie. W połowie kwietnia, po nagłym pogorszeniu stanu zdrowia, trafiła do szpitala. Jeszcze dzień wcześniej rozmawiała z rodziną i nie zgłaszała żadnych niepokojących dolegliwości.
Jej stan szybko się pogorszył. U 24-latki zdiagnozowano m.in. zapalenie mózgu, zapalenie płuc oraz potworniaka jajnika. Po operacji usunięcia guza pojawiły się kolejne powikłania, w tym perforacja dwunastnicy i rozległa zakrzepica kończyn dolnych.
Rodzina od początku starała się sprowadzić ją do Polski. W tym celu uruchomiono internetową zbiórkę na pokrycie kosztów leczenia i transportu medycznego. W działania zaangażowali się również pracownicy polskiego konsulatu, ambasady oraz osoby wspierające rodzinę w kontaktach z chińskimi instytucjami. Przez wiele tygodni procedura transportu była jednak uzależniona od uzyskania niezbędnych zgód administracyjnych i medycznych. Dopiero działania na szczeblu ministerialnym przyniosły przełom w sprawie.
Obecnie Klaudia pozostaje nieprzytomna. Tuż przed wylotem, w rozmowie z naszym portalem, mama pacjentki przekazała, że stan córki nie uległ poprawie.
Treści w naszych serwisach służą celom informacyjno-edukacyjnym i nie zastępują konsultacji lekarskiej. Przed podjęciem decyzji zdrowotnych skonsultuj się ze specjalistą.