Jej mąż przeszedł udar w wieku 41 lat. "Nie potrafił mówić"

Magdalena Pietras
Zdj. Kenny i f Katie Delimon / www.huffpost.com
Zdj. Kenny i f Katie Delimon / www.huffpost.com
Źródło zdjęć: © Getty Images

Miał tylko 41 lat, kiedy trafił do szpitala z 10-procentowymi szansami na przeżycie. – Był zdrowy, aktywny fizycznie i rzadko chorował. Jak się okazało, żadna z tych rzeczy niczego nie gwarantuje – mówi dziś jego żona Katie.

Udar mózgu w wieku 41 lat

Katie Delimon i jej mąż Kenny byli małżeństwem od dwóch lat, kiedy nagle pogorszył się stan zdrowia mężczyzny. Tego dnia był w biurze, jego żona w tym czasie prowadziła zajęcia jogi w innym budynku. Kiedy wracała do męża, zauważyła karetkę zaparkowaną przed jego miejscem pracy. Nie wiedziała, że ratownicy przyjechali właśnie do niego. – Katie, ta karetka... Przyjechała po Kenny'ego – usłyszała od sprzątaczki, która wybiegła jej na spotkanie.

Kiedy dotarła na ósme piętro, zobaczyła męża siedzącego na podłodze w sali konferencyjnej. Podtrzymywali go ratownicy. Mężczyzna miał przekrwione oczy, nieobecny wzrok i nie był w stanie mówić.

Początkowo Katie obawiała się zawału serca, ponieważ ojciec Kenny'ego przeszedł kilka zawałów. Ratownik wyjaśnił jednak, że objawy mogą wskazywać na udar mózgu. – Kenny miał 41 lat. Był zdrowy, aktywny fizycznie i rzadko chorował. Jak się okazało, żadna z tych rzeczy niczego nie gwarantuje – wspomina kobieta na łamach Huffington Post.

Trudna diagnoza

W szpitalu badania wykazały, że Kenny doznał udaru niedokrwiennego mózgu, spowodowanego zablokowaniem naczynia krwionośnego przez skrzeplinę. Lekarze zaproponowali leczenie, które mogło rozpuścić zakrzep i ograniczyć uszkodzenia mózgu. Jednak wiązało się to z dużym ryzykiem. Jak relacjonuje kobieta, przedstawiono jej 90 proc. szans na przeżycie i 10 proc. ryzyka śmierci.

Poproszono ją wtedy o podpisanie zgody na leczenie. – Nagle całe nasze małżeństwo zostało sprowadzone do procentów. 90 proc. szans, że przeżyje. 10 proc., że umrze – napisała. Pielęgniarka uprzedziła ją również, że nawet jeśli Kenny odzyska przytomność, nie będzie od razu wiadomo, czy będzie potrafił chodzić i mówić oraz jakie skutki pozostawi udar.

Katie podpisała dokument, choć była przerażona. Jeszcze kilka godzin wcześniej wraz z mężem byli na siebie źli po nieistotnej sprzeczce. Teraz nie wiedziała, czy kiedykolwiek ponownie z nim porozmawia.

Poprawa stanu zdrowia

Kiedy Katie czekała przy szpitalnym łóżku, próbowała opanować strach. Po około dwóch godzinach Kenny się obudził. Rozpoznawał swoje imię, mówił i potrafił chodzić.

Dalsze badania ujawniły, że mężczyzna miał niewielki otwór w sercu oraz predyspozycję genetyczną do zwiększonej krzepliwości krwi. Lekarze zauważyli również zmiany w móżdżku sugerujące, że wcześniej mógł już przejść udar, który pozostał nierozpoznany. Kenny musiał przejść operację i rekonwalescencję. Ostatecznie wrócił do zdrowia.

"Czas, który wydaje ci się, że masz, nie jest zagwarantowany"

Dramatyczne doświadczenie wpłynęło nie tylko na zdrowie Kenny'ego, ale również na relację małżonków. Katie przyznaje, że zaczęła inaczej patrzeć na codzienne konflikty, pośpiech i drobne nieporozumienia. – Po udarze Kenny'ego nasze małżeństwo się nie rozpadło. Wręcz przeciwnie – staliśmy się wobec siebie bardziej szczerzy, bardziej otwarci i bardziej wdzięczni – podkreśla.

Dziś Kenny prowadzi aktywne życie, a jego żona przekonuje, że tamto doświadczenie nauczyło ją doceniać teraźniejszość. Szczególnie mocno zapamiętała poranek, kiedy po kłótni nie pożegnali się nawet porządnym pocałunkiem. – Codziennie myślę o śmierci. Nie po to, by żyć w strachu, ale żeby pamiętać o czymś, o czym większość z nas przez całe życie stara się nie myśleć: czas, który wydaje ci się, że masz przed sobą, wcale nie jest ci zagwarantowany – podsumowuje Katie.

Źródło: Huffpost.com

Treści w naszych serwisach służą celom informacyjno-edukacyjnym i nie zastępują konsultacji lekarskiej. Przed podjęciem decyzji zdrowotnych skonsultuj się ze specjalistą.

Wybrane dla Ciebie