Trwa ładowanie...

Lubelscy lekarze pomogą chorym w Tanzanii

Chinina ma gorzki smak. A objawy malarii początkowo przypominają grypę. Wysoka gorączka, dreszcze, bóle głowy, potem temperatura się obniża. Wszystko przez ukłucie komara, zarażonego mikroskopijnym pasożytem. Pierwszym skutecznym lekiem na malarię, odkrytym w XIX wieku, była chinina. Dzisiaj stosuje się już inne środki. Koszt uratowania życia jest śmieszny. W pierwszym stadium choroby to 20 zł. Nie każdego na to stać. W Tanzanii najwięcej osób umiera w wyniku malarii i jej powikłań. Brakuje tam wszystkiego: sprzętu, leków, szpitali, a przede wszystkim - lekarzy. Pomóc postanowiło lubelskie środowisko medyczne skupione wokół projektu AfricaMed.

Zobacz film: "Malaria"

1. AfricaMed

Lubelski projekt AfricaMed działa w ramach Fundacji Księdza Orione Czyńmy Dobro. Już od ponad dwóch lat wolontariusze niosą pomoc w szpitalu misyjnym w Rubyi w Tanzanii oraz w Kenii. A mowa o kenijskim ośrodku Small Home i szpitalu misyjnym w miejscowości Chuka. W Lublinie nad koordynacją współpracy czuwają wolontariusze wywodzący się nie tylko ze środowiska medycznego. "Do współpracy może zgłosić się każdy” – czytam na stronie internetowej. Pieczę nad lubelskim projektem sprawują: Ewelina Gębala oraz Maria Kondrat-Wróbel.

Spotykam się z Marią w kawiarni. Jest lekarką. Była już kilka razy w Afryce. Zna realia. Chce działać, pomagać, coś zmieniać.

- W tym roku wolontariusze wyjeżdżają do Tanzanii, do szpitala misyjnego w Rubyi. To placówka misyjna, miejsce które ciężko znaleźć na mapie – mówi Maria Kondrat–Wróbel.

Szpital w Rubyi
Szpital w Rubyi (AfricaMed)

Rzeczywiście, szukam na mapie – bezskutecznie. To ośrodek medyczny ulokowany w niewielkim wąwozie. W sąsiedztwie wiosek i slumsów. Znajduje się tam szpital z czterema oddziałami: żeńskim, męskim, dziecięcym i położniczym. Do tego dwie sale operacyjne, mała liczba sprzętów medycznych i lekarzy.

- To jest największa bolączka tego miejsca: brak sprzętów i rąk do pracy. Lekarzy jest siedmiu na ponad 250 łóżek. Do tego trzeba doliczyć osoby, które codziennie przychodzą z prośbą o pomoc. Szpital w Rubyi swoją opieką obejmuje bardzo duży obszar. Z szacunków wynika, że na jednego lekarza przypada ok. 80 tys. pacjentów. Poznałam tam Claverę. To lekarka z powołania. Oddana swojej pracy i pacjentom. Jest też matką czwórki dzieci. Troje z nich urodziła, a jedną dziewczynkę adoptowała, ratując tym samym jej życie. Clavera pracuje nieustannie. W Tanzanii nie ma urlopów macierzyńskich, ani wychowawczych. Kiedy kobieta była w ciąży, pracowała niemal do samego rozwiązania. Urodziła dziecko, a kolejnego dnia zjawiała się w pracy z maluchem pod pachą. Nie mogła zostawić swoich pacjentów – mówi Maria.

Dojazd do szpitala nie należy do najłatwiejszych. Pacjenci trasę przebywają często pieszo. Idą z odległych o wiele kilometrów wiosek, by dostać się do lekarza. Wielokrotnie pomocy szukają w przypadku malarii, która jest jednym z najczęściej występujących schorzeń w tym kraju. Najbardziej zagrożone są osoby starsze i dzieci. Chore i osłabione dziecko rodzic bierze na ręce lub plecy i niesie z nadzieją uzyskania pomocy. Z opowieści misjonarzy wynika, że może to trwać nawet kilka dni. Wysoka gorączka, pot, dreszcze są pierwszymi objawami. Dziecko płacze, wierci się, potem usypia. Temperatura spada. Śpi. Jest chwila ciszy. Rodzic dochodzi do szpitala. Dostaje się do lekarza. Woła o pomoc. Tylko najczęściej jest już za późno. Dziecko od dawna nie żyje. Nie zdążył.

- Malarię można wyleczyć. Kiedy jest to jeszcze możliwe, należy podać odpowiednie leki. Aby uratować komuś życie wystarczy 20 zł. Tyle kosztuje przeżycie jednego dziecka. Kolejnym problemem w Tanzanii jest brak ubezpieczeń zdrowotnych. Pacjent za wszystko musi płacić. A ich często na to nie stać.

Leki, które są używane w szpitalu są bardzo podstawowe. A często bywa tak, że to medykamenty, które w Polsce używane były 20 lub 30 lat temu. Z racji tego, że brakuje lekarzy i szpitali, pomoc dociera za późno. Średnia długość życia Tanzańczyka wynosi ok. 50 lat – mówi lekarka Maria Kondrat-Wróbel.

Projekt AfricaMed oprócz pomocy personalnej pomaga wyposażyć szpitale.

- Rok temu szpitalowi w Rubyi, dzięki życzliwości doktora Rafała Młynarskiego, przekazaliśmy aparat USG z dwoma głowicami. Dzięki temu będzie można wykonać USG brzucha, sprawdzić przepływ w naczyniach, tętnicach i żyłach. Ponadto przekazaliśmy kardiomonitor, pulsoksymetry, ssak medyczny, aparat do EKG. W tym roku trafi aparat do KTG – mówi lekarka.

Lek. med. Maria Kondrat - Wróbel w szpitalu w Tanzanii
Lek. med. Maria Kondrat - Wróbel w szpitalu w Tanzanii (AfricaMed)

2. Tanzania, Rubyia 2017

Do Rubyi wyjeżdża czwórka wolontariuszy w dwóch turach. Pierwsza ekipa kilka dni temu wyjechała do Tanzanii: Ola Marzęda oraz Maciej Kurzeja. Wolontariusze będą tam pracować do 5 września. W drugiej połowie sierpnia rusza druga para: Klaudia Biesiada oraz Mateusz Maciąg. Ich powrót przewidywany jest na 27 września. Dlaczego taki kierunek?

Sprawdź koniecznie:

Lek który daje szansę na zniewelowanie rozprzestrzeniania się malarii

- Chcę podzielić się moją wiedzą i zdobytym doświadczeniem – mówi student medycyny Maciej Kurzeja. - Od roku aktywnie współpracuję z projektem AfricaMed. To region zapomniany, brakuje lekarzy, sprzętu, a ja mógłbym się na coś przydać – mówi Kurzeja. - W tym roku do Tanzanii trafi aparat KTG, dzięki któremu lekarze ze Szpitala Misyjnego w Rubyi w Tanzanii będą mogli badać u kobiet w ciąży częstość tętna i czynności serca płodu oraz rejestrować skurcze macicy i płodu. Aparat jest także wyposażony w dwie głowice ultradźwiękowe oraz zapas papieru umożliwiający zapis badania. Ja pomogę w szkoleniu lekarzy z interpretacji zapisów z EKG. Oprócz tego przeprowadzę kurs pierwszej pomocy – mówi Kurzeja.

Maciej skończył czwarty rok medycyny. AfricaMed to nie pierwsza organizacja, w której aktywnie działa. Oprócz tego pracował w organizacji Młodych Medyków, był wolontariuszem w lubelskim hospicjum, udzielał się w kołach naukowych. Po raz pierwszy jedzie w tak egzotyczne miejsce. To wielkie wyzwanie, ale również odpowiedzialność.

Wolontariuszki w Tanzanii: Iwona Lublińska oraz Adrianna Rawa
Wolontariuszki w Tanzanii: Iwona Lublińska oraz Adrianna Rawa (AfricaMed)

- Nie chciałbym nikogo zawieść ani tam na miejscu, ani tu. Wiele osób pomogło mi finansowo w realizacji tego wyjazdu. Koszt zamyka się w granicach ok. 6500 zł. Pieniądze zbieraliśmy poprzez portal pomagam.pl, organizowaliśmy zbiórki. Do wyjazdu przygotowywaliśmy się również duchowo. Wyruszamy do miejsca, gdzie jest inna kultura, język (w Tanzanii obok języka angielskiego, wielu mieszkańców posługuje się językiem suahili– przyp. red.), mentalność mieszkańców.

Przez okres przygotowań ja i moi współtowarzysze uczestniczyliśmy w tzw. "sobotach misyjnych” organizowanych przez Zgromadzenie Sióstr Misjonarek NMP Królowej Afryki (Siostry Białe). Raz w miesiącu odbywały się spotkania z osobami, które pracowały w różnych zakątkach świata. Były to osoby zarówno świeckie, jak i duchowne. To było cenne doświadczenie, bo mogliśmy usłyszeć wiele praktycznych porad - wspomniana Maciej Kurzeja.

Sprawdź koniecznie:

Poświęć nam 5 minut i powiedz, jak możemy być jeszcze lepsi!

Szpital w Rubyi
Szpital w Rubyi (AfricaMed)

3. Jaka jest Tanzania?

- W Tanzanii nie ma depresji – mówi Maria Kondrat-Wróbel z projektu AfricaMed. - Kiedyś był taki pomysł, by osoby chore z Europy kierować do Tanzanii na małą kurację. Rozmawiałam z lekarzami o chorobach, które jeszcze występują w kraju. Zachorowalność na schizofrenię jest podobna jak w Europie (ok. 1-2 proc. ). Tanzańczycy nie wiedzą, co to depresja. Próbowałam im wytłumaczyć, na czym polega ta choroba, oni jednak kręcili głowami i się dziwili że ktoś może się źle czuć. Zresztą będąc w Tanzanii czy Kenii trudno mówić o smutku. To jest inna mentalność. Ludzie chcą ze sobą przebywać, rozmawiać, spotykać się, zapraszać do swoich domów. Gość jest dla nich najważniejszą osobą w domu. I każdy chce przyjąć go do siebie jak członka rodziny. Bardzo się pod tym względem różnimy – mówi Maria Kondrat- Wróbel.

- Myślę że powinniśmy się uczyć takiej otwartości dla innych. Tanzania jest krajem bardzo podzielonym społecznie. Jest grupa osób bardzo bogatych i ludzi żyjący w skrajnej biedzie. Brakuje klasy średniej, bo i edukacja jest bardzo kosztowna. Ja przebywałam wyłącznie wśród osób najuboższych. Od nich nauczyłam się najwięcej: otwartości, gościnności i radości z każdego otrzymanego dnia – mówi lekarka Maria Kondrat Wróbel.

Polecane dla Ciebie

Pomocni lekarze

Szukaj innego lekarza

Komentarze

Wysyłając opinię akceptujesz regulamin zamieszczania opinii w serwisie. Grupa Wirtualna Polska Media SA z siedzibą w Warszawie jest administratorem twoich danych osobowych dla celów związanych z korzystaniem z serwisu. Zgodnie z art. 24 ust. 1 pkt 3 i 4 ustawy o ochronie danych osobowych, podanie danych jest dobrowolne, Użytkownikowi przysługuje prawo dostępu do treści swoich danych i ich poprawiania.