Palbocyklib (sprzedawany przez firmę Pfizer pod nazwą handlową Ibrance) jest stosowany w leczeniu miejscowo zaawansowanego lub przerzutowego raka piersi (hormonozależnego, HER2-ujemnego). To najczęściej występujący podtyp tego nowotworu. Od 1 października lek przestaje być jednak refundowany.
Oficjalną przyczyną wykreślenia leku z listy refundacyjnej jest brak porozumienia cenowego między resortem zdrowia a producentem. Nieoficjalnie mówi się jednak o odwecie za konflikt wokół szczepionek przeciw COVID-19.
Politycy się kłócą, pacjentki cierpią
1 kwietnia brukselski sąd pierwszej instancji wydał nieprawomocne orzeczenie w sprawie umowy zawartej przez Komisję Europejską z firmą Pfizer w 2021 r. Sprawa dotyczy kontraktu na dostawę szczepionek przeciwko COVID-19 oraz decyzji Polski o odstąpieniu od tej umowy w 2022 r. Belgijski sąd przychylił się do roszczeń spółki Pfizer Export i zasądził od Rzeczypospolitej Polskiej wypłatę 5 mld 644 mln zł na rzecz koncernu oraz orzekł o obowiązku odbioru ok. 64 mln dawek preparatu.
Dziennikarka "Wysokich Obcasów", Dominika Wantuch, stawia tezę, że podczas negocjacji cenowych dotyczących leku onkologicznego Pfizer mógł upomnieć się o należności za szczepionki, a polskie Ministerstwo Zdrowia – chcąc wywrzeć presję na koncern – usunęło palbocyklib z programu lekowego.
To nie landrynki
– Czuję się jak karta przetargowa w grze urzędników. Mówimy o kobietach chorych na raka, które nie mają czasu na kolejne eksperymenty na własnym organizmie – mówi w rozmowie z "Wysokimi Obcasami" Jola Kjaer-Andersen, jedna z około 1500 pacjentek w Polsce objętych dotychczas tą terapią.
– Czuję się świetnie, dobrze wyglądam. Mimo choroby jestem samodzielna i nie stanowię obciążenia dla systemu – dodaje Jola, która od ponad dwóch lat leczy się z powodu raka piersi z przerzutami. Kobieta pracuje i doskonale sobie radzi. – Palbocyklib, który przyjmuję, działa bardzo dobrze. "To nie jest zmiana landrynki z truskawkowej na malinową."
Pacjentki mają wprawdzie otrzymać możliwość kontynuowania terapii zamiennikami z tej samej grupy – rybocyklibem lub abemacyklibem – jednak zdaniem ekspertów to całkowicie różne leki.
– Nie rozumiem tej decyzji. Leczenie palbocyklibem przynosi efekty, a dobro pacjentek powinno być priorytetem – komentuje w rozmowie z "Wysokimi Obcasami" dr Agnieszka Jagiełło-Gruszfeld. – Na papierze wszystko wygląda w porządku, ale to nie są identyczne preparaty. Leki z tej samej grupy mają podobny cel, lecz różnią się znacząco toksycznością i wywołują odmienne działania niepożądane. Nie wiemy, jak pacjentki zareagują na tę zmianę. To nie jest zamiana landrynki z truskawkowej na malinową. Mówimy o kobietach walczących o życie.
Najmniej toksyczny lek
Lekarka wyjaśnia, że wybór konkretnego preparatu zależy od chorób współistniejących pacjentki, przyjmowanych przez nią leków oraz indywidualnej tolerancji. Rybocyklib stwarza ryzyko zaburzeń rytmu serca, uszkodzenia wątroby i wchodzi w interakcje z innymi lekami, natomiast abemacyklib może powodować silne dolegliwości ze strony układu pokarmowego, w tym wyniszczające biegunki. Jak zaznacza dr Jagiełło-Gruszfeld, palbocyklib jest spośród leków tej grupy najmniej toksyczny i bezpieczny dla najszerszej grupy chorych.
– Mam pacjentki, które bardzo dobrze reagują na palbocyklib. Każda zmiana to dla nich ogromny lęk, stres i niepewność. A kondycja psychiczna w trakcie leczenia onkologicznego ma kluczowe znaczenie – podsumowuje onkolożka.
Treści w naszych serwisach służą celom informacyjno-edukacyjnym i nie zastępują konsultacji lekarskiej. Przed podjęciem decyzji zdrowotnych skonsultuj się ze specjalistą.